Rozdział 2
Wierce się na moim miejscu . To że moja matka za mnie płaci ma jeszcze swoje zalety, siedzę w biznesclassie. W końcu z bycia projektantem trzepie nie złą kasę. Ciekawe co by powiedzieli dziennikarze gdyby się dowiedzieli że córeczka, kobiety dyktującej warunki mody, nie spędzam w jednym miejscu więcej niż pół roku.
Jest mi strasznie nie wygodnie i duszno. Co róż popijam bezalkoholowego drinka z dużą ilością lodu. W pewnym momencie moja szklanka upada i cała jej zawartość wylewa się na niebieski dywanik. Błyskawicznie pojawia się przy mnie stewardessa.
- Niech się pani nie przejmuje - mówi do mnie po polsku, słysząc swój błąd poprawia się na angielski- I'm sorry ....
- To niech pani się nie przejmuj, spokojnie jestem polką - przerywam, uśmiecham się w jej stronę krzepiąco, widać że jest wykończona. Odwzajemnia mój uśmiech po czym, odchodzi. Całą tę sytuację obserwuje siedzący równolegle do mnie mężczyzna. Uśmiecha się. Jest bardzo przystojny, ma brązowe włosy, niebieskie oczy, silną budowę ciała. Odwracam wzrok w stronę okna.
- Ja też jestem polakiem - odzywa się niespodziewanie po czym przesiada się na wolne obok mnie siedzenie - Cześć - mówi i wyciąga w moją stronę prawą dłoń.
-Cześć - odwzajemniam gest - Nazywam się Blanka Miller
- Tadeusz Zarzycki, ale mów mi Tony- przedstawia się- Masz bardzo ładne imię - dodaje.
- Dziękuję, twoje jest bardzo... jakby to powiedzieć ....tradycyjne .
- Tak, tak wiem, staropolska rodzinna. Gdzie mieszkasz?
- Dopiero będę mieszkać, wracam po 6 latach.
- Yhym. Czyli ile ty masz lat?
-A na ile wyglądam ?
- Na 20, 21...
Uśmiecham się, troszkę mnie rozbawił.
- Mam 17 lat. Ty masz 22 lub 23.
- 22 - uśmiecha się - Zaraz, zaraz skąd wiedziałaś?
- Dedukcja. Tak poważnie to w swoim życiu spotkałam wielu ludzi i się czegoś przy każdym z nich nauczyłam.
- Yhym. Podaj mi swój adres podrzucę cię -zapewnia .
Szukam w swojej torbie portfela, mam w nim karteczkę z numerem domu, ulicą i tak dalej. Znajduję go, po czym wyciągam zgubę i czytam:
- Hoża 52, mieszkania 5.
Tony wybucha śmiechem. Patrzę na niego jak na wariata . Czy ja powiedziałam coś śmiesznego? Wreszcie dwudziestodwulatek się opanowuje. Znowu wyciąga w moją stronę prawą dłoń.
- Witam szanowna sąsiadkę. Hoża 52, mieszkania 4, to mój adres - wyjaśnia.
- Yhym- nie odwzajemniam gestu.
- Tylko yhym? Blanka, kochana to ścisłe centrum. To piękna kamienica, drugie piętro. Cudownie. Co za zbieg okoliczności. Nie sądzisz?
- Sądzę
- A czym ty się zajmujesz?
- Uczę się - odpowiadam zwięźle
Teraz Tony patrzy na mnie jak na wariatkę.
- Żartujesz, prawda? Nie chce nic mówić, że mam dużo kasy czy coś, tylko że, akurat tam mieszkania są piekielnie drogie.
- Ja się uczę, chodzę do szkoły, matka kupiła mi mieszkanie. Jasne? - pytam zirytowana .
- Jak słońce. Przepraszam nie chciałem cię zdenerwować.
- Nic nie szkodzi, po prostu nie lubię mówić o pieniądzach. Więc jeśli tam mieszkania są takie drogie, to kim ty jesteś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz