Rozdział 33
Blanka
- Mam ochotę jak Osioł ze Shreka pytać ciągle "Daleko jeszcze?" - mówię Jankowi kiedy od dobrych trzech godzin siedzimy w samochodzie
- Masz z nim sporo wspólnego - uśmiecha się Janek
- No to daleko jeszcze czy nie? - pytam ze śmiechem
- Już naprawdę nie daleko.
- Mówisz to od trzech godzin.
- Po raz pierwszy zapytałaś nim jeszcze zamknąłem twoje drzwi, trochę cierpliwości.
- Przecież wiesz że robię to specjalnie.
- Mam wątpliwości - burczy Janek
Całuje go w policzek.
- Nie rozpraszaj mnie - ostrzega
- Dobrze, dobrze - całuje go jeszcze raz
Zaczynam szperać w plecaku w poszukiwaniu telefonu.
- Blanka - zwraca się do mnie Jasiek
- Tak- mówię z głową w plecaku
- Podnieś głowę.
- Dojechaliśmy. - stwierdzam szeptem
- Yhym - szepcze Jasiek
Nie mogę uwierzyć w to co widzę przez przednią szybę. To tylko mały domek, podejrzewam że wcześniej był śnieżnobiały, teraz jednak każdy centymetr jego powierzchni jest zamalowany. W różne wzory, jedne układają się w realistyczne kształty inne już nie. Obok domu rosną różne kwiaty w przepięknych kolorach. Troszkę dalej na drewnianej konstrukcji pną się w górę ociężałe od owoców pędy winogron.
- Wysiadasz?- Jasiek wyrywa mnie z transu. Stoi już obok mnie, szeroko otwierając drzwi od mojej strony.
- Tak - mówię tylko i wychodzę
- To co jest tu to praktycznie nic. Od frontu dom wygląda jeszcze lepiej - zapewnia mnie Janek. Faktycznie nigdzie nie mogłam zlokalizować drzwi. Trzymając za rękę Janka idę za nim.
- No to jesteśmy na miejscu, ty mój Osiołku. - już mam zamiar okrzyczeć go za Osiołka, ale widok zapiera mi dech w piersi. Domek jest pomalowany z każdej strony, jest piękny, przed nim rozciąga się ogromna weranda na której stoją dwa leżaki pomiędzy którymi jest mały stolik, wszystko jest drewniane. Trochę dalej wisi ogromny leżak, przyczepiony jest do ściany domu i ogromnego starego drzewa znajdującego się nie opodal werandy. Całą werande otacza mały płotek który tez jest pomalowany, zresztą jak podłoga. Kiedy się odwracam widzę małą dróżkę usypaną z piasku, ruszam nią w dół. Mój szlak doprowadza mnie na małą piaszczystą plaże. Jest otoczona różnorodną roślinnością przez co daje wrażenie jak by to wszystko zostało tu zasadzone dla jej ochrony i prywatności. Plaża doprowadza do wody, zapewne należącej do jakiejś zatoki lub morza. Nie mam pojęcia. To wszystko jest takie niesamowite, czyste piękno.
- Boże jak tu pięknie - mówię na głos
- Miałem nadzieje że ci się spodoba - Janek stoi niedaleko mnie
Biegne po czym wskakuje na niego. O mało się nie przewracamy. Oplatam go w pasie nogami i mocno przytulam.
- Dziękuję - szepcze - Jest pięknie. To chyba najpiękniejsza niespodzianka w moim życiu - z mojego oka mimo usilnych starań wypływa łza.
- Blanka, spójrz na mnie - łagodny głos sprawia że podnoszę głowę - Zrobię wszystko żeby każdy twój dzień składał się z takich niespodzianek. Obiecuje - całuje mnie w usta i zaróżowione polik
- Kocham cię - wyznaje
- A ja kocham ciebie - odpowiada mi
Janek
- Drzwi powinny być otwarte - stawiam Blanke przed drzwiami kiedy już przyniosę ją z plaży - Wejdź.
- A ty?
- Ja tylko pójdę po samochód schowam go do garażu, zabiorę torby i zaraz wracam - obiecuje
- Tak głupio spytam ,ale gdzie ty tu widzisz garaż? - to nie jest do końca głupie pytanie, bo garaż jest świetnie zamaskowany
- o tam - wskazuje palcem na starą szopę którą nazywam garażem. jest ona schowana za gęstym winogronem
- Ok, nie zauważyłam - przyznaje Blanka - Będę w środku - oznajmia i naciska klamkę. Odchodzę do samochodu. Wiem że dziewczyna nie znajdzie wcześniej moich niespodzianek bo zamknąłem drzwi od pokoi w których one się znajdują. Chowam samochód i ciągle myślę jak bardzo ucieszyła się Blanka. Nie ukrywam mnie ucieszyło to że ona się ucieszyła, jakkolwiek absurdalnie brzmi to zdanie. Gdy wbiegła w moje ramiona i zobaczyłem jej załzawione ze szczęścia oczy, uświadomiłem sobie że chciałbym żeby tak ciągle wyglądała. Jestem piekielnie z siebie zadowolony.
- Jest niesamowicie - dobiega do mnie głos Blanki, gdy stawiam walizki na podłodze - Naprawdę mi się podoba - teraz stoi uśmiechnięta przede mną
- O to mi chodziło - odwzajemniam jej uśmiech - Możesz mi nalać wody do szklanki i lód, są w lodówce - proszę - Już zapomniałem jak tu jest gorąco - dodaje ciszej
- Pewnie - zapewnia Blanka i idzie w stronę kuchni
Stawiam walizki obok szafy w sypialni i z niej wychodzę. Włączam klimatyzacje, jednak gdy nie znajduje mojej dziewczyny w domu wychodzę na werandę.
- Bałam się że mnie nie znajdziesz - Blanka uśmiechnięta siedzi w fotelu, obok niej na stoliku stoją dwie szklanki
- Gdzież bym śmiał - siadam w drugim fotelu - W domu jest chłodniej - oznajmiam - Klimatyzacja - odpowiadam na jej pytające spojrzenie
- Skąd wiesz o tym miejscu? - pyta
- Mój dziadek kupił ten domek dla mojej babci - wyjaśniam
- To już wiem od kogo nauczyłeś się romantyzmu.
- Jeszcze wiele brakuje mi do dziadka. Ale przyznaje jestem na dobrej drodze.
- Teraz wszystkie nastolatki mi zazdroszczą.
- Czego?
- Raczej kogo. Ciebie. - uśmiecham się na jej słowa
- Dziękuje, Skarbie.
- Kto tu tak wszystko pomalował? Twój dziadek chyba dużo musiał zapłacić takiemu artyście.
- Zapłacił czystą miłością. To wszystko zrobiła moja babcia, uwielbiała malować, a on jej na wszystko pozwalał.
- Opowiedz mi więcej o nich. To musiała być nie zwykła miłość.
- Dziadek urodził się w 1925r., bogata rodzina, zasada, ale przyszła wojna i nic nie zostało. Dziadek jak sam mówił cudem przeżył wojnę, nie wiem jak, nigdy nie chciał o tym mówić. Temat tabu. Po wojnie odnalazł go wuj. Cała wojna go ominęła, gdzieś się dobrze ukrył widocznie. Jednak mimo to trafiła mu się jakaś straszna choroba, zabrał mojego dziadka i oddał mu cały majątek, nie było tego za wiele, ale dało szanse na życie mojemu dziadkowi. I tak jest rok 1950, a w małej włoskiej miejscowości pojawia się młody mężczyzna z zamiarem otworzenia tu pensjonatu. Słabo mówi po włosku, ale nic go nie powstrzyma, nie dawno kupił stary hotel w Rzymie, który przynosi zyski, więc uważa że świat stoi przed nim otworem. Kupuje starą posiadłość, trochę ją remontuje i już wszystko świetnie działa, po za tym że ledwo może się ze wszystkimi dogadać. I jest jedna kłótnia z pracownikami, każdy mówi w swoim języku, nie mogą się dogadać. Dziadek zdenerwowany, oni też. Jednak wyłania się jedna dziewczyna z tłumu i zaczyna mówić. - Blanka patrzy na mnie jak bym zwariował - Dla ciebie to nic dziwnego, ale oni wszyscy myśleli że ona nie mówi, a tu nagle zaczyna mówić po polsku i po włosku. Dziadek zawsze mówił o tym z dużymi emocjami. jak by widział w oczach ten moment. Ale wracając do sprawy niepozorna dziewiętnastolatka wyjaśniła spór i zdobyła serce mojego dziadka. Ten wiele raz próbował się z nią spotkać, umówić, lecz nic z tego, była nie ugięta, w końcu był o 6 lat starszy. Zdesperowany dziadek, z miłości oczywiście przestał mówić. Tylko pisał, a ona zaczęła mu odpisywać. Wiesz że nawet listem umówili się na pierwszą randkę? A później się potoczyło, ślub, mały domek, dziecko, pełno miłości, szczęścia. Nie umiem opowiadać takich historii. Żałuje tylko że nie pamiętam babci, ani że ty nie mogłaś poznać dziadka, spodobałoby ci się jak opowiada o swoim życiu, a on, on by cię po prostu pokochał. Tak jak. - kończę swoją opowieść
- Jak miała na imię twoja babcia? - pyta Blanka - I czemu nie mówiła?
- Maria. Z tesknąty za tym czego nie mogła mieć. Dziadek zaczął ją otwierać, jak prezent - uśmiecham się, on sam często używał tej metafory
- Też bym chciała go poznać. Kojarzy mi się z Marią Magdaleną. I była artystką.
- Jak ty.
- Po tym co widzę wiele mi do niej brakuje.
- Nie prawda, po prostu się nie doceniasz.
- Może trochę, może. Stary domek, ale z klimatyzacją.
- Założył ją jeszcze dziadek, więc to nie moja sprawka. Zresztą dzięki niej jest lepiej. Chłodniej, lepiej się śpi. - uśmiecham się
- To na pewno. Pójdę jeszcze nalać picie. Tak z ciekawości to czemu twoja lodówka jest pełna, przecież nic nie przywieźliśmy?
- Domku dogląda córka, starego znajomego dziadka, poprosiłem ją o to. Robi wszystko żeby ten domek nie zginął, a po za tym to taka jej odskocznia ma piątkę dzieci.
- Też bym chciała mieć dużo dzieci, oczywiście nie teraz, ale kiedyś. Czemu nie?
- Nie mam nic przeciwko, jeśli tylko ja będę ich ojcem.
- Nie widzę żadnych przeszkód - Blanka zaczyna się śmiać
Resztę wieczoru spędzamy na błahych rozmowach, milczeniu i wymianie pocałunków. kiedy widzę uśmiech w jej oczach naprawdę nie potrzeba mi nic więcej.
To tyle w tym rozdziale :) W następnym będzie się działo :)
środa, 19 lutego 2014
wtorek, 18 lutego 2014
Zazdrosny
Rozdział 32
Blanka
- Halo - burczę do telefony, który podaje mi Jasiek
- Przeszkadzam? - pyta ktoś miło
- Zależy z kim rozmawiam - odpowiadam
- Blanka obudź się w tej chwili! - i przestaje być miło
- Hej Lola!
- Hej! Która tam jest godzina? Śpisz i śpisz, a twoje obrazy same się nie namalują - mówi ze śmiechem
- Już się biorę do pracy. A tak w ogóle to czemu dzwonisz?
- Sprzedałam to co mi ostatnio wysłałaś - wiem że się teraz uśmiecha - Fajnie no nie?
- Fajnie. Tylko gdzie ty znajdujesz tych wszystkich naiwniaków?
- Przestań. Lubię to robić, po za tym poznałam już paru przystojnych facetów dzięki twoim obrazom. A do tego rodzice się nie czepiają że nic nie robię w czasie wolnym od nauki i całe to bla, bla, bla. Wszyscy są zadowoleni.
- Tak ja też. Wiesz Lola muszę iść zaraz do pracy, a dopiero wstałam więc mogę zadzwonić później?
- Nie ma problemu. Potrzebne ci coś do malowania? Przybory i tym podobne?
- Nie. We wszystko zaopatruje się sama, tak jak ustaliliśmy.
- Ale jak by coś.
- Jak by coś to wiem.
- Ok. Miłego dnia w pracy.
- Tobie też - bardziej pytam niż stwierdzam. Ta dziewczyna jest szalona, nie wiadomo co robi, a czego nie. Jak spędza swój czas i z kim.
- która godzina? - pytam Janka kiedy odkładam telefon.
- Dochodzi 12, chcesz śniadanie czy obiad?
- Jak to 12?! Mieliśmy mieć spotkanie o 11 - siadam prosto na łóżku, po czym zabieram z siebie kołdrę - Przecież to już prawie godzina.
- Blanka, spokojnie - Janek łapie mnie za rękę i ciągnie z powrotem do łóżka - Przesunąłem spotkanie. Nie chciałem cię budzić.
- Ostatnio i tak stanowczo za dużo śpię. Powinieneś mnie obudzić. - mówię z wyrzutem - A tak po za tym to moja praca.
- A ja jestem twoim szefem i jak mówię że spotkanie jest później, to jest później.
- Już dobrze, idę się umyć. Widzę że ty już masz to za sobą. - przeczesuje dłonią jego mokre włosy - Zamów śniadanie - mówię i całuje go w policzek
- Już to zrobiłem, zaraz będzie - słyszę kiedy zamykam drzwi
Janek
- Idziesz tak? - zapytałem kiedy spojrzałem na Blanke, była ubrana w biały damski garnitur i pod spodem srebrną bluzkę w cekiny. Wyglądała dobrze, nawet za. Bardzo za.
- Tak. A co coś nie tak? - oparła się o szafkę i zaczęła zakładać czarne szpilki
- Nie, jest w porządku. Tak, tylko.
- Tylko co?
- Nie już nic. Jest świetnie.
- Janek - mówi ostrzegająco
- Po prostu jak sobie pomyśle że ci wszyscy faceci będą na ciebie patrzeć, to krew mnie kurwa zalewa - tłumacze
- Nie przeklinaj. I nie bądź zazdrosny.
- Mam o kogo być - całuje ją kiedy już stoi na dwóch nogach
- Spóźnimy się - ostrzega
- Martwisz się bardziej niż ja.
- To źle?
- Tego nie powiedziałem - podnoszę ręce w geście poddania. Otwieram drzwi i wychodzimy.
*****
Po tym całym przestawieniu składającym się z ja jestem, ona jest, wy jesteście i innych takich pierdół, w tym omówieniu umowy, mogliśmy wyjść z tej restauracji. To spotkanie było najbardziej irytujące ze wszystkich na których byłem, przez to że ci trzej idioci ciągle gapili się na Blanke, a nie umowy.
- Przepraszam możemy porozmawiać? - najmłodszy z grupy mężczyzn podchodzi do nas kiedy już mamy wyjść
- Czy jeszcze czegoś nie omówiliśmy? - odpowiadam pytaniem, nie zbyt grzecznie
- Nie chce być nie kulturalny, ale nie pytałem pana, tylko panią - wskazuje na Blanke. W momencie w którym miałem powiedzieć nie, ona się zgodziła.
- To potrwa tylko chwilę - zapewnił mnie ten Włoch i przeszedł z Blanką trochę dalej, na jego szczęście ze tylko trochę. Nie mogłem wiedzieć o czym rozmawiają, ale widziałem że Blanka, najpierw się uśmiechnęła, zaprzeczyła głową i znowu się uśmiechnęła. Miałem szczerze tego dość, zrobiłem pierwszy krok żeby do nich podejść, kiedy moja dziewczyna od niego odeszła.
- Czego chciał? - pytam kiedy ruszamy w drogę powrotną do hotelu
- A jak myślisz? - odpowiada
- Nie mam pojęcia. Ale wiem że i tak mi powiesz. Więc czego chciał? - ponaglam
- Chciał mnie zabrać na kolacje - tłumaczy
- Nie idziesz ze mną na żadne kolejne spotkanie. Żadne. - mówię gniewnie. Co za palant!
- Jasiek daj spokój, to miała być tylko kolacja - wie że jestem zdenerwowany
- Jego kolacja, to u mnie randka. I nigdy więcej ze mną nie idziesz. - nalegam, nie będą się gapić na moją dziewczynę.
- Janek! Możesz przestać? Nic się nie stało.
- Nie no w ogóle, przez całe spotkanie gapili się na ciebie, a ty mi mówisz że nic się nie stało - jestem zazdrosny
- Nie będzie się kłócić z powodu twojej zazdrości! - staje na środku chodnika, ona doskonale wie o co mi chodzi
- Mówiłem ci że mam o co być zazdrosny! - tłumacze
Podchodzi do mnie i wpija się w moje usta. Ta dziewczyna naprawdę umie całować. Przedłużam ten pocałunek do momentu aż nie mamy czym oddychać.
- Dalej masz jakieś wątpliwości? - pyta z rumieńcem, łapiąc oddech - Jeszcze raz wspomnisz że jesteś zazdrosny to obiecuje że nigdy więcej cię nie pocałuje.
- Raczej nie będę ryzykować. Ale jak oni się tak gapili!
- Janek! - uśmiecham się
- Już nie będę - obiecuje, biorę ją za rękę i prowadzę do hotelu
*****
- Nawet nie wiesz jak mnie bolą nogi - Blanka siada na łóżku i dotyka swoich stóp
- Mogłaś powiedzieć wcześniej, wrócilibyśmy szybciej - nalewam sobie whisky do szklanki - Mam nie pić? - pytam kiedy widzę jak patrzy na mnie dziewczyna
- Nie nie ma problemu - kręci głową
- Na pewno?
- Tak. Problem jest kiedy przesadzasz. Jak będziesz przesadzał to na pewno cię poinformuje.
- Mam nadzieję że obejdzie się bez twojego informowania.
- Ja też. Auć! - wciąga powietrze gdy dotyka swojego małego palca
- Blanka idź się umyj, przebierz i połóż. Jutro nie zostanie nic oprócz odcisków - mówię
- Myślisz że dam radę dojść do łazienki? - pyta i patrzy na mnie jak na idiotę. Nic nie mówię, podchodzę i biorę ją na ręce.
- Jak chcesz, to zostanę cię jeszcze umyć - mówię ze śmiechem
- Bolą mnie nogi, a nie ręce. Idź już. - wyprasza mnie
- A nie mogę zostać?
- Jasiek!
- Już idę, idę.
- Moje stopy! Auć, auć, auć, auć. - Blanka dosłownie rzuca się na łóżko, po tym jak przedreptała szybko odległość z łazienki do łóżka
- Siadaj i dawaj te swoje stopy - rozkazuje z uśmiechem
- Masz jakąś cudowną maść czy co?
- Mam ręce. No dawaj.
Wyciąga stopy w moją stronę.
- Tylko bądź delikatny - prosi
- Postaram się - obiecuje
Delikatnie zaczynam gładzić lewą stopę Blanki.
- Jednak nie jesteś taki zły z włoskiego - chwali mnie dziewczyna
- I mówisz mi to dopiero po czterech dniach. Dziękuję Skarbie. - uśmiechem się
- Mówię poważnie
- Wiem. Świetnie ich rozumiem i umiem im odpowiedzieć. Ale żeby coś napisać lub przeczytać, wybacz, nie.
- Ja też się tak wszystkiego uczyłam. Najpierw mówienie, a później dopiero pisanie i czytanie. Jakoś poszło.
- U mnie tak jakoś nie poszło. Najgorzej nie jest. Do najlepszych też nie należy.
- Twoi znajomi tutaj też są bardzo interesujący. I wytrzymali. Taki maraton, od 17 do 1. Mało kiedy mi się to zdarzało.
- Przekaże. A zdarzało? - pytam bo to dziwnie, żeby osoba taka jak Blanka szalała po clubach.
- Zdarzało. Zależało to od nastawienia z jakim trafiłam do określonego miasta, ale nie siedziałam ciągle w domu i nad książkami jak myślisz. - mówi z wyrzutem
- Ok, przepraszam. - ściskam mocniej jej stopę przez co odruchowo ją zabiera - Jeszcze raz przepraszam. Oddawaj z powrotem.
- Ale delikatnie.
- Będzie delikatnie.
- Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy jutro?
- Zobaczysz jutro. To już tylko parę godzin.
- Ale chce wiedzieć już teraz.
- Ale zobaczysz dopiero jutro.
- Dlaczego ja nie wzięłam tenisówek do plecaka?
- Bo nie wzięłaś też plecaka. Powiedziałaś że głupio będziesz wyglądać.
- Ja tak powiedziałam?
- Dokładnie tak.
- Następnym razem załóż mi go siłą na plecy.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Już skończyłem. Lepiej?
- Yhym. - całuje mnie - Dziękuję
- Nie ma za co. Idziemy spać. - ciągnę ją za sobą na łóżku
- Marsz do łazienki - nakazuje. Ledwo zdążyłem się położyć.
- Już idę pani generał - podnoszę się łóżka - Zaraz wracam. Nie zasypiaj beze mnie.
Jednak kiedy wracam Blanka śpi, tak jak pierwszego dnia. Kładę się, przyciągam ją do siebie i okrywam kołdrą.
- Dobrych snów, kochanie - szepcze
Blanka
- Halo - burczę do telefony, który podaje mi Jasiek
- Przeszkadzam? - pyta ktoś miło
- Zależy z kim rozmawiam - odpowiadam
- Blanka obudź się w tej chwili! - i przestaje być miło
- Hej Lola!
- Hej! Która tam jest godzina? Śpisz i śpisz, a twoje obrazy same się nie namalują - mówi ze śmiechem
- Już się biorę do pracy. A tak w ogóle to czemu dzwonisz?
- Sprzedałam to co mi ostatnio wysłałaś - wiem że się teraz uśmiecha - Fajnie no nie?
- Fajnie. Tylko gdzie ty znajdujesz tych wszystkich naiwniaków?
- Przestań. Lubię to robić, po za tym poznałam już paru przystojnych facetów dzięki twoim obrazom. A do tego rodzice się nie czepiają że nic nie robię w czasie wolnym od nauki i całe to bla, bla, bla. Wszyscy są zadowoleni.
- Tak ja też. Wiesz Lola muszę iść zaraz do pracy, a dopiero wstałam więc mogę zadzwonić później?
- Nie ma problemu. Potrzebne ci coś do malowania? Przybory i tym podobne?
- Nie. We wszystko zaopatruje się sama, tak jak ustaliliśmy.
- Ale jak by coś.
- Jak by coś to wiem.
- Ok. Miłego dnia w pracy.
- Tobie też - bardziej pytam niż stwierdzam. Ta dziewczyna jest szalona, nie wiadomo co robi, a czego nie. Jak spędza swój czas i z kim.
- która godzina? - pytam Janka kiedy odkładam telefon.
- Dochodzi 12, chcesz śniadanie czy obiad?
- Jak to 12?! Mieliśmy mieć spotkanie o 11 - siadam prosto na łóżku, po czym zabieram z siebie kołdrę - Przecież to już prawie godzina.
- Blanka, spokojnie - Janek łapie mnie za rękę i ciągnie z powrotem do łóżka - Przesunąłem spotkanie. Nie chciałem cię budzić.
- Ostatnio i tak stanowczo za dużo śpię. Powinieneś mnie obudzić. - mówię z wyrzutem - A tak po za tym to moja praca.
- A ja jestem twoim szefem i jak mówię że spotkanie jest później, to jest później.
- Już dobrze, idę się umyć. Widzę że ty już masz to za sobą. - przeczesuje dłonią jego mokre włosy - Zamów śniadanie - mówię i całuje go w policzek
- Już to zrobiłem, zaraz będzie - słyszę kiedy zamykam drzwi
Janek
- Idziesz tak? - zapytałem kiedy spojrzałem na Blanke, była ubrana w biały damski garnitur i pod spodem srebrną bluzkę w cekiny. Wyglądała dobrze, nawet za. Bardzo za.
- Tak. A co coś nie tak? - oparła się o szafkę i zaczęła zakładać czarne szpilki
- Nie, jest w porządku. Tak, tylko.
- Tylko co?
- Nie już nic. Jest świetnie.
- Janek - mówi ostrzegająco
- Po prostu jak sobie pomyśle że ci wszyscy faceci będą na ciebie patrzeć, to krew mnie kurwa zalewa - tłumacze
- Nie przeklinaj. I nie bądź zazdrosny.
- Mam o kogo być - całuje ją kiedy już stoi na dwóch nogach
- Spóźnimy się - ostrzega
- Martwisz się bardziej niż ja.
- To źle?
- Tego nie powiedziałem - podnoszę ręce w geście poddania. Otwieram drzwi i wychodzimy.
*****
Po tym całym przestawieniu składającym się z ja jestem, ona jest, wy jesteście i innych takich pierdół, w tym omówieniu umowy, mogliśmy wyjść z tej restauracji. To spotkanie było najbardziej irytujące ze wszystkich na których byłem, przez to że ci trzej idioci ciągle gapili się na Blanke, a nie umowy.
- Przepraszam możemy porozmawiać? - najmłodszy z grupy mężczyzn podchodzi do nas kiedy już mamy wyjść
- Czy jeszcze czegoś nie omówiliśmy? - odpowiadam pytaniem, nie zbyt grzecznie
- Nie chce być nie kulturalny, ale nie pytałem pana, tylko panią - wskazuje na Blanke. W momencie w którym miałem powiedzieć nie, ona się zgodziła.
- To potrwa tylko chwilę - zapewnił mnie ten Włoch i przeszedł z Blanką trochę dalej, na jego szczęście ze tylko trochę. Nie mogłem wiedzieć o czym rozmawiają, ale widziałem że Blanka, najpierw się uśmiechnęła, zaprzeczyła głową i znowu się uśmiechnęła. Miałem szczerze tego dość, zrobiłem pierwszy krok żeby do nich podejść, kiedy moja dziewczyna od niego odeszła.
- Czego chciał? - pytam kiedy ruszamy w drogę powrotną do hotelu
- A jak myślisz? - odpowiada
- Nie mam pojęcia. Ale wiem że i tak mi powiesz. Więc czego chciał? - ponaglam
- Chciał mnie zabrać na kolacje - tłumaczy
- Nie idziesz ze mną na żadne kolejne spotkanie. Żadne. - mówię gniewnie. Co za palant!
- Jasiek daj spokój, to miała być tylko kolacja - wie że jestem zdenerwowany
- Jego kolacja, to u mnie randka. I nigdy więcej ze mną nie idziesz. - nalegam, nie będą się gapić na moją dziewczynę.
- Janek! Możesz przestać? Nic się nie stało.
- Nie no w ogóle, przez całe spotkanie gapili się na ciebie, a ty mi mówisz że nic się nie stało - jestem zazdrosny
- Nie będzie się kłócić z powodu twojej zazdrości! - staje na środku chodnika, ona doskonale wie o co mi chodzi
- Mówiłem ci że mam o co być zazdrosny! - tłumacze
Podchodzi do mnie i wpija się w moje usta. Ta dziewczyna naprawdę umie całować. Przedłużam ten pocałunek do momentu aż nie mamy czym oddychać.
- Dalej masz jakieś wątpliwości? - pyta z rumieńcem, łapiąc oddech - Jeszcze raz wspomnisz że jesteś zazdrosny to obiecuje że nigdy więcej cię nie pocałuje.
- Raczej nie będę ryzykować. Ale jak oni się tak gapili!
- Janek! - uśmiecham się
- Już nie będę - obiecuje, biorę ją za rękę i prowadzę do hotelu
*****
- Nawet nie wiesz jak mnie bolą nogi - Blanka siada na łóżku i dotyka swoich stóp
- Mogłaś powiedzieć wcześniej, wrócilibyśmy szybciej - nalewam sobie whisky do szklanki - Mam nie pić? - pytam kiedy widzę jak patrzy na mnie dziewczyna
- Nie nie ma problemu - kręci głową
- Na pewno?
- Tak. Problem jest kiedy przesadzasz. Jak będziesz przesadzał to na pewno cię poinformuje.
- Mam nadzieję że obejdzie się bez twojego informowania.
- Ja też. Auć! - wciąga powietrze gdy dotyka swojego małego palca
- Blanka idź się umyj, przebierz i połóż. Jutro nie zostanie nic oprócz odcisków - mówię
- Myślisz że dam radę dojść do łazienki? - pyta i patrzy na mnie jak na idiotę. Nic nie mówię, podchodzę i biorę ją na ręce.
- Jak chcesz, to zostanę cię jeszcze umyć - mówię ze śmiechem
- Bolą mnie nogi, a nie ręce. Idź już. - wyprasza mnie
- A nie mogę zostać?
- Jasiek!
- Już idę, idę.
- Moje stopy! Auć, auć, auć, auć. - Blanka dosłownie rzuca się na łóżko, po tym jak przedreptała szybko odległość z łazienki do łóżka
- Siadaj i dawaj te swoje stopy - rozkazuje z uśmiechem
- Masz jakąś cudowną maść czy co?
- Mam ręce. No dawaj.
Wyciąga stopy w moją stronę.
- Tylko bądź delikatny - prosi
- Postaram się - obiecuje
Delikatnie zaczynam gładzić lewą stopę Blanki.
- Jednak nie jesteś taki zły z włoskiego - chwali mnie dziewczyna
- I mówisz mi to dopiero po czterech dniach. Dziękuję Skarbie. - uśmiechem się
- Mówię poważnie
- Wiem. Świetnie ich rozumiem i umiem im odpowiedzieć. Ale żeby coś napisać lub przeczytać, wybacz, nie.
- Ja też się tak wszystkiego uczyłam. Najpierw mówienie, a później dopiero pisanie i czytanie. Jakoś poszło.
- U mnie tak jakoś nie poszło. Najgorzej nie jest. Do najlepszych też nie należy.
- Twoi znajomi tutaj też są bardzo interesujący. I wytrzymali. Taki maraton, od 17 do 1. Mało kiedy mi się to zdarzało.
- Przekaże. A zdarzało? - pytam bo to dziwnie, żeby osoba taka jak Blanka szalała po clubach.
- Zdarzało. Zależało to od nastawienia z jakim trafiłam do określonego miasta, ale nie siedziałam ciągle w domu i nad książkami jak myślisz. - mówi z wyrzutem
- Ok, przepraszam. - ściskam mocniej jej stopę przez co odruchowo ją zabiera - Jeszcze raz przepraszam. Oddawaj z powrotem.
- Ale delikatnie.
- Będzie delikatnie.
- Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy jutro?
- Zobaczysz jutro. To już tylko parę godzin.
- Ale chce wiedzieć już teraz.
- Ale zobaczysz dopiero jutro.
- Dlaczego ja nie wzięłam tenisówek do plecaka?
- Bo nie wzięłaś też plecaka. Powiedziałaś że głupio będziesz wyglądać.
- Ja tak powiedziałam?
- Dokładnie tak.
- Następnym razem załóż mi go siłą na plecy.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Już skończyłem. Lepiej?
- Yhym. - całuje mnie - Dziękuję
- Nie ma za co. Idziemy spać. - ciągnę ją za sobą na łóżku
- Marsz do łazienki - nakazuje. Ledwo zdążyłem się położyć.
- Już idę pani generał - podnoszę się łóżka - Zaraz wracam. Nie zasypiaj beze mnie.
Jednak kiedy wracam Blanka śpi, tak jak pierwszego dnia. Kładę się, przyciągam ją do siebie i okrywam kołdrą.
- Dobrych snów, kochanie - szepcze
niedziela, 16 lutego 2014
Przyjazd
Rozdział 31
Blanka
- O! Cześć Harry! - zauważam mojego sąsiada gdy ten wraca z reklamówkami, najwidoczniej był na zakupach.
- Cześć! Wyjeżdżasz gdzieś? - patrzy na walizkę stojącą przy moich nogach
- Tak, lecę do Włoch.
- Na długo?
- Trzy tygodnie. Czemu pytasz?
- Tony ma przyjechać razem z małą i Brooklyn za dwa tygodnie. I zostać na dwa, myślę że jeszcze na siebie traficie.
- Postaram się żeby tak było. Stęskniłam się za nim.
- Ja może za nim nie, ale za Brook i moją siostrzyczką bardzo.
Uśmiecham się do niego.
- Cześć! Janek - mój chłopak podaje dłoń dziewiętnastolatkowi
- Harry. Miło poznać. - usciskaja sobie dłonie
- Blanka musimy już jechać - przypomina mi Jasiek i sięga po moją walizkę
- Dobrze, chodźmy. Do zobaczenia! - zwracam się do Harrego
- Cześć!
- Całe moje szczęście że on już ma żonę - mówi jasiek kiedy zamyka bagażnik
- Czemu twoje?
- Miałbym nie złą konkurencje.
- Ty jesteś bezkonkurencyjny - uśmiecham się i podchodzę do niego. Nasze wargi się spotykają. Czuje jak Janek się uśmiecha.
*****
- Nim zabiorę cię na odpoczynek, musimy spotkać się z paroma osobami w Rzymie. Prze te parę dni zatrzymamy się w moim hotelu w stolicy. To będzie jakieś 5 dni i pojedziemy do celu - Janek przedstawia mi plan naszego pobytu, siedzimy w samolocie
- Nie ma problemu. Na pewno nie chcesz wrócić wcześniej? 23 to twoje urodziny i sobota więc mógłbyś zaprosić przyjaciół. To będzie tylko 6 dni przed naszym powrotem.
- Nie. Chce ten czas spędzić tylko z tobą. No chyba że ty nie chcesz?
- Oczywiście że chce.
- To koniec dyskusji.
- 19 lat ma się tylko raz w życiu.
- Tak jak każde inne urodziny. Blanka koniec rozmowy. Przynajmniej na ten temat, bo możemy porozmawiać o twoim nowym miejscu do malowania, albo o przeprowadzce do mnie. Co ty na to?
- Skończmy rozmawiać.
- Tak myślałem - pochyla się w moją stronę i muska moje usta - To są tylko nasze trzy tygodnie.
Kiwam głową na znak że się zgadzam.
Wiem, może wydawać się dziwne, jesteśmy tacy młodzi a nie szczędzimy sobie czułości i cały czas szukamy więcej czasu żeby być razem, ale to co jest pomiędzy nami nie jest chwilowe. Na pewno ani z jego, ani z mojej strony. Wiem to na pewno. Jesteśmy dla siebie ważni, kochamy się i robimy wszystko żeby tak było przez następna lata. Gdybym go straciła nic nie miałoby dla mnie sensu. To co się przydarzyło w przeszłości dało mi do zrozumienia że gdy jedno się wydarzy zmienia się wszystko. Kocham go i nie chce go stracić jak ich. Nie chce żeby wszystko się zmieniło. Chce jego.
- Blanka, wszystko w porządku? Coś się stało? Chcesz wody? - Jasiek jest zaniepokojony, ściska moją dłoń.
- Jesteś - szepcze
- Tak, jestem. Powiedz co się stało.
- Już wszystko w porządku, naprawdę. - ściskam jego dłoń
- Jeśli będziesz chciała porozmawiać, coś mi powiedzieć...
- Wiem że mnie wysłuchasz - przerywam mu - Wszystko w porządku. Naprawdę. Nie martw się.
- Spróbuje - uśmiecha się - Jestem i zawsze będę - zapewnia
Całuje go delikatnie. Wszystko będzie dobrze.
*****
- Pan Lenart! Witamy! - podchodzi do nas kobieta około trzydziestki, nie ona nie podchodzi, podbiega do nas, na swoich wysokich szpilkach. 10 centymetrów minimalnie.
- Witaj Margharito! - Janek jest zdystansowany - Czy mój apartament jest przygotowany?
- Oczywiście. Remo zaraz zabierze bagaż. Czy w czymś jeszcze możemy pomóc?
- Niech Soffia przyniesie nam przekąski i napoje. A i jeszcze jedno
- Tak? - ta kobieta wygląda tak jak by miała zaraz paść Jankowi do stóp
- Niech Remo dostarczy do pokoju ekspres z kompletem filiżanek. Najlepszy jaki mamy. To wszystko.
- Oczywiście. Pańska karta. - Janek zabiera kartę
- Chodź - bierze mnie za rękę
- Dzień dobry panie Lenart - mówi młoda dziewczyna układająca kwiaty w wazonie
- Dzień dobry Federico!
- Witaj Luigi! Jak twoja córka? - zwraca się do mężczyzny który idzie w naszą stronę
- Mój Aniołek rośnie jak na drożdżach. Giulia, moja żona i ja będziemy ci do końca życia wdzięczni, Janku. A kim jest ta piękna kobieta? - wskazuje na mnie
- To Blanka, moja dziewczyna i naprawdę nie ma o czym mówić. Ale co robisz po za kuchnią?
- Szukam Margharity. Ta kobieta całkiem rozkojarzyła się twoim przyjazdem. Nie dostarczyli mi do kuchni krewetek. Sam rozumiesz muszę coś z tym zrobić, osobiście. Nie chce żeby to się więcej powtórzyło.
- Mam pomóc?
- Dam sobie radę. Co wam przyrządzić na kolacje?
- Zadzwonie do kuchni, jak już odpoczniemy. Miło cię było zobaczyć.
- Ciebie również.
- Znasz ich wszystkich? - pytam kiedy Luigi odchodzi
- Z tego hotelu tak. To był ulubiony hotel dziadka. W nim spędziłem najwięcej czasu. Luigi to syn naszego starego kucharza, niestety nie żyje tak jak dziadek, ale nie jest w niczym gorszy od ojca. Na ostatnie piętro Marco - zwraca się do chłopaka kiedy już wejdziemy do windy
- Oczywiście.
Kiedy już rozejrzę się po apartamencie podchodzę do okna. Widok jest piękny.
- Podoba się? - Janek obejmuje mnie od tyłu
- Tak.
- To doskonale. Jutro mamy pierwsze spotkanie o 11. Chcesz wyjść żeby pochodzić po centrum?
- Już tu kiedyś byłam więc wolę nie. Może po prostu odpoczniemy. Jestem śpiąca. - przecieram oczy jak małe dziecko
- Moja mała dziewczynka chce spać. - Jasiek się do mnie uśmiecha - Zjemy tylko pizze od Luigiego, nikt takiej nie robi, zapewniam cie. Zjesz, wykąpiesz się, utulam cię i zaśpiewam kołysankę, zaśniesz a sam zrobię obchód po hotelu, ok?
- Jasne - Kiwam głową. - Co raz bardziej mi się tu podoba.
- I o to chodzi - odpowiada Janek
Teraz będzie parę rozdziałów we Włoszech :) Jestem co raz bliżej końca, jednak spróbuje to przedłużyć :) do następnego :)
Blanka
- O! Cześć Harry! - zauważam mojego sąsiada gdy ten wraca z reklamówkami, najwidoczniej był na zakupach.
- Cześć! Wyjeżdżasz gdzieś? - patrzy na walizkę stojącą przy moich nogach
- Tak, lecę do Włoch.
- Na długo?
- Trzy tygodnie. Czemu pytasz?
- Tony ma przyjechać razem z małą i Brooklyn za dwa tygodnie. I zostać na dwa, myślę że jeszcze na siebie traficie.
- Postaram się żeby tak było. Stęskniłam się za nim.
- Ja może za nim nie, ale za Brook i moją siostrzyczką bardzo.
Uśmiecham się do niego.
- Cześć! Janek - mój chłopak podaje dłoń dziewiętnastolatkowi
- Harry. Miło poznać. - usciskaja sobie dłonie
- Blanka musimy już jechać - przypomina mi Jasiek i sięga po moją walizkę
- Dobrze, chodźmy. Do zobaczenia! - zwracam się do Harrego
- Cześć!
- Całe moje szczęście że on już ma żonę - mówi jasiek kiedy zamyka bagażnik
- Czemu twoje?
- Miałbym nie złą konkurencje.
- Ty jesteś bezkonkurencyjny - uśmiecham się i podchodzę do niego. Nasze wargi się spotykają. Czuje jak Janek się uśmiecha.
*****
- Nim zabiorę cię na odpoczynek, musimy spotkać się z paroma osobami w Rzymie. Prze te parę dni zatrzymamy się w moim hotelu w stolicy. To będzie jakieś 5 dni i pojedziemy do celu - Janek przedstawia mi plan naszego pobytu, siedzimy w samolocie
- Nie ma problemu. Na pewno nie chcesz wrócić wcześniej? 23 to twoje urodziny i sobota więc mógłbyś zaprosić przyjaciół. To będzie tylko 6 dni przed naszym powrotem.
- Nie. Chce ten czas spędzić tylko z tobą. No chyba że ty nie chcesz?
- Oczywiście że chce.
- To koniec dyskusji.
- 19 lat ma się tylko raz w życiu.
- Tak jak każde inne urodziny. Blanka koniec rozmowy. Przynajmniej na ten temat, bo możemy porozmawiać o twoim nowym miejscu do malowania, albo o przeprowadzce do mnie. Co ty na to?
- Skończmy rozmawiać.
- Tak myślałem - pochyla się w moją stronę i muska moje usta - To są tylko nasze trzy tygodnie.
Kiwam głową na znak że się zgadzam.
Wiem, może wydawać się dziwne, jesteśmy tacy młodzi a nie szczędzimy sobie czułości i cały czas szukamy więcej czasu żeby być razem, ale to co jest pomiędzy nami nie jest chwilowe. Na pewno ani z jego, ani z mojej strony. Wiem to na pewno. Jesteśmy dla siebie ważni, kochamy się i robimy wszystko żeby tak było przez następna lata. Gdybym go straciła nic nie miałoby dla mnie sensu. To co się przydarzyło w przeszłości dało mi do zrozumienia że gdy jedno się wydarzy zmienia się wszystko. Kocham go i nie chce go stracić jak ich. Nie chce żeby wszystko się zmieniło. Chce jego.
- Blanka, wszystko w porządku? Coś się stało? Chcesz wody? - Jasiek jest zaniepokojony, ściska moją dłoń.
- Jesteś - szepcze
- Tak, jestem. Powiedz co się stało.
- Już wszystko w porządku, naprawdę. - ściskam jego dłoń
- Jeśli będziesz chciała porozmawiać, coś mi powiedzieć...
- Wiem że mnie wysłuchasz - przerywam mu - Wszystko w porządku. Naprawdę. Nie martw się.
- Spróbuje - uśmiecha się - Jestem i zawsze będę - zapewnia
Całuje go delikatnie. Wszystko będzie dobrze.
*****
- Pan Lenart! Witamy! - podchodzi do nas kobieta około trzydziestki, nie ona nie podchodzi, podbiega do nas, na swoich wysokich szpilkach. 10 centymetrów minimalnie.
- Witaj Margharito! - Janek jest zdystansowany - Czy mój apartament jest przygotowany?
- Oczywiście. Remo zaraz zabierze bagaż. Czy w czymś jeszcze możemy pomóc?
- Niech Soffia przyniesie nam przekąski i napoje. A i jeszcze jedno
- Tak? - ta kobieta wygląda tak jak by miała zaraz paść Jankowi do stóp
- Niech Remo dostarczy do pokoju ekspres z kompletem filiżanek. Najlepszy jaki mamy. To wszystko.
- Oczywiście. Pańska karta. - Janek zabiera kartę
- Chodź - bierze mnie za rękę
- Dzień dobry panie Lenart - mówi młoda dziewczyna układająca kwiaty w wazonie
- Dzień dobry Federico!
- Witaj Luigi! Jak twoja córka? - zwraca się do mężczyzny który idzie w naszą stronę
- Mój Aniołek rośnie jak na drożdżach. Giulia, moja żona i ja będziemy ci do końca życia wdzięczni, Janku. A kim jest ta piękna kobieta? - wskazuje na mnie
- To Blanka, moja dziewczyna i naprawdę nie ma o czym mówić. Ale co robisz po za kuchnią?
- Szukam Margharity. Ta kobieta całkiem rozkojarzyła się twoim przyjazdem. Nie dostarczyli mi do kuchni krewetek. Sam rozumiesz muszę coś z tym zrobić, osobiście. Nie chce żeby to się więcej powtórzyło.
- Mam pomóc?
- Dam sobie radę. Co wam przyrządzić na kolacje?
- Zadzwonie do kuchni, jak już odpoczniemy. Miło cię było zobaczyć.
- Ciebie również.
- Znasz ich wszystkich? - pytam kiedy Luigi odchodzi
- Z tego hotelu tak. To był ulubiony hotel dziadka. W nim spędziłem najwięcej czasu. Luigi to syn naszego starego kucharza, niestety nie żyje tak jak dziadek, ale nie jest w niczym gorszy od ojca. Na ostatnie piętro Marco - zwraca się do chłopaka kiedy już wejdziemy do windy
- Oczywiście.
Kiedy już rozejrzę się po apartamencie podchodzę do okna. Widok jest piękny.
- Podoba się? - Janek obejmuje mnie od tyłu
- Tak.
- To doskonale. Jutro mamy pierwsze spotkanie o 11. Chcesz wyjść żeby pochodzić po centrum?
- Już tu kiedyś byłam więc wolę nie. Może po prostu odpoczniemy. Jestem śpiąca. - przecieram oczy jak małe dziecko
- Moja mała dziewczynka chce spać. - Jasiek się do mnie uśmiecha - Zjemy tylko pizze od Luigiego, nikt takiej nie robi, zapewniam cie. Zjesz, wykąpiesz się, utulam cię i zaśpiewam kołysankę, zaśniesz a sam zrobię obchód po hotelu, ok?
- Jasne - Kiwam głową. - Co raz bardziej mi się tu podoba.
- I o to chodzi - odpowiada Janek
Teraz będzie parę rozdziałów we Włoszech :) Jestem co raz bliżej końca, jednak spróbuje to przedłużyć :) do następnego :)
piątek, 14 lutego 2014
Jeszcze nie
Rozdział 30
Janek
- Dziwnie budzić się jak nikt na ciebie nie patrzy - Blanka przytula się do mnie od tyłu, nie tylko dziewczyny lubią jak się tak robi - Cześć - mówi i całuje mnie w policzek. Nie mam pojęcia jak to zrobiła, musiała chyba podskoczyć, jest tak niziutka.
- Cześć! - odkręcam się i całuje ją w usta - Miałem zamiar podać śniadanie do łóżka, z twoją ulubioną kawą.
- To ja może wrócę z powrotem - odkręca się
- Nie, zostań już - przyciągam ją do siebie - Kawa nie ominie cię też tu.
- To zostanę - mówi i kręci się wkoło jak mała dziewczynka
- Wczoraj podobałaś mi bardzo, bardzo w sukience, ale moja koszula wygląda na tobie, jeszcze, jeszcze ładniej - uśmiecham się
-Pomyślałam że nie będziesz miał nic przeciwko.
- I nie mam. Chodź zjemy śniadanie.
- Już idę
Siadamy przy stole. Blanka podnosi filiżankę i zaciąga się zapachem kawy.
- Ja nie wiem jak można to pić, gorzkie, czarne i z takim zapachem - mówię nim wgryzę się w tost
- To jest bardzo dobre. Zresztą przyzwyczaiłbyś się.
- No nie wiem.
- Ale ja wiem.
- Wczoraj Ian zrobił naprawdę piękna niespodziankę Nicoli. Niesamowite. I ten dom. Jestem pod wrażeniem.
- Nie ukrywam ja też, choć już wiedziałem o tym co nie co.
- I mi nic nie powiedziałeś. Ciekawe kiedy będzie ceremonia ślubna.
- Znając ich to za nie długo. A wracając do niespodzianki to ja mam jedną dla ciebie.
- Niespodziankę? Dla mnie?
- Tylko tak się zastanawiam czy zasłużyłaś.
- Czy ja zasłużyłam? - wstaje i siada mi na kolanach - Jak mam cie przekonać? - pyta dotykając palcami moje wargi
- Zastąpić palce ustami.
Całuje mnie długo i czule.
- I jak? Teraz zasłużyłam?
- Może jeszcze trochę.
- Jasiek mów już! - żąda robiąc duże oczy
- Więc tą niespodzianką jest.....
- Jasiek
- Już mówię. Pomyślałem... po prostu tak mało czasu spędzamy razem i trzeba to zmienić. Musimy i tak pojechać do Włoch, parę spotkań, ustalenia, praca.
- Możesz przejść do rzeczy?
- Pojedziemy na trzy tygodnie do Włoch. I tak byśmy musieli pojechać do pracy. Wylatujemy w czwartek. Co ty na to?
- Tylko we dwoje, włochy, gorąco, plaża.
- Mały domek, mi się podoba.
- A mi się spodoba?
- Postaram się żeby się podobało - całuje ją delikatnie - Już się nie mogę doczekać.
- Ja też nie.
*****
Otwieram drzwi do mieszkania Blanki. Nie dawno wymieniliśmy się kluczami do naszych mieszkań.
- Blanka! - wołam przekraczając klucz w drzwiach od wewnątrz
- Jestem w łazience, zaraz wyjdę! - odpowiada
- Ooo - potykam się o coś - Kurwa! - upadam i wpadam w śmieci Blanki, farby, stare pędzle, puszki po farbie.
- Nic ci nie jest? - woła - Przepraszam, zapomniałam że to tu zostawiłam - podaje mi rękę - Wstawaj, nie dawno skończyłam sprzątać. - tłumaczy się
Podnoszę się.
- Chyba umarłem i jestem w niebie - uśmiechem się
- Nie rozumiem - Blanka kręci głową
Patrzę na nią znacząco. Jest tylko w ręczniku, ma mokre włosy i gdzieniegdzie na jej ciele dalej znajdują się kropelki wody. Wygląda zjawiskowo. I do tego ten rumieniec.
- Śpieszyłam się żeby zobaczyć czy nic ci nie jest - dlaczego ona mi się tłumaczy?
- Ale ja nie mam nic przeciwko, tobie w ręczniku. Tylko w ręczniku. - przyciągam ją za rękę i całuje - Cześć - mówię kiedy ją wypuszczam
- Cześć - uśmiecha się - Chyba ty też powinieneś się umyć.
- A pójdziesz ze mną?
- Tak dobrze to nie ma. Idź, ja się ubiorę i to posprzątam. - wskazuje na śmieci obok mnie
- Ok. Zaraz wracam - całuje ją jeszcze raz i idę do łazienki.
Blanka
- Już jestem - Jasiek przytula mnie od tyłu.
- Ja też już skończyłam, zaraz wyniosę śmieci.
- Zaraz to zrobię. - przygryza moje ucho, a jego ręce zjeżdżają niżej z talii na biodra
- Janek.
- Tak - całuje moją szyję
- Jeszcze nie.
- Yhym - jego ręce wkraczają pod moją bluzkę
- Nie, Janek, zostaw - mówię stanowczym głosem
- Już - zabiera ręce i odsuwa się szybko - Przepraszam.
- Nie przepraszaj - mówię cicho - To tylko jeszcze nie...
- Nie tłumacz się, nie ma z czego. Rozumiem. - przerywa mi
- Po prostu wydaje mi się że wszystkie twoje dziewczyny chętniej chodziły z tobą do
- Nie kończ - prosi, znowu mi przerywa - miałem sporo dziewczyny na jedną lub tylko parę nocy, świetnie o tym wiem, ty też, ale uwierz mi nigdy nie oceniam cię, nie oceniałem i nie będę tego robić przez pryzmat łóżka. Dopóki nie będziesz gotowa to tego nie zrobimy. Nie chce żebyś czegoś żałowała, tym bardziej przeze mnie. Poczekam, naprawdę. - całuje mnie w czoło, bierze worek i wychodzi.
*****
Słyszę otwieranie drzwi, Jasiek wrócił.
- Wiesz tak sobie pomyślałem że twoje mieszkanie jest za małe żebyś w nim malowała i mieszkała. Radzisz sobie już od paru miesięcy, tylko ze nie masz telewizora, stolika, dywanu, a twoja podłoga zaraz będzie przetartą z powodu zmywania farby rozpuszczalnikiem.
- Nie przeprowadzę się do ciebie.
- Wiem, ale wynajmę po prostu jakieś miejsce gdzie będziesz mogła malować.
- Nie chce żebyś za mnie płacił.
- Blanka masz talent, a ja chce ci pomóc - dosiada się do mnie na sofie
- I tak moja pensja u ciebie jest za wysoka, bo zdecydowanie nie pracuje tyle ile zarabiam.
- Blanka.
- Nie.
- Jeszcze o tym porozmawiamy.
- Janek
- Jest 20, wychodzimy gdzieś? - zmienia temat
- Jutro lecimy, wolałabym nie. Jestem już spakowana, ale jednak nie.
- Miałem nadzieję że to powiesz - uśmiecha się - Zamawiamy jeszcze jakieś jedzenie?
- Jeszcze nie teraz. Posiedźmy po prostu. - proponuje
- Nie ma problemu. Jakiś film?
- Nie, siedźmy tylko.
- Ok.
- Janek.
- Tak?
- Przytul mnie.
- Już. Chodź. - przyciąga mnie do siebie - Przepraszam jeszcze raz - układa mnie wygodnie na swoich kolanach
- Nie przepraszaj - szepcze i wtulam się w niego mocniej
- Kocham cię - wyznaje cicho
- Wiem - odpowiadam - Ja ciebie też.
Pisze to opowiadanie dla moje przyjaciółki :) Mam nadzieje że 30 rozdział też Ci się spodobał :)
Janek
- Dziwnie budzić się jak nikt na ciebie nie patrzy - Blanka przytula się do mnie od tyłu, nie tylko dziewczyny lubią jak się tak robi - Cześć - mówi i całuje mnie w policzek. Nie mam pojęcia jak to zrobiła, musiała chyba podskoczyć, jest tak niziutka.
- Cześć! - odkręcam się i całuje ją w usta - Miałem zamiar podać śniadanie do łóżka, z twoją ulubioną kawą.
- To ja może wrócę z powrotem - odkręca się
- Nie, zostań już - przyciągam ją do siebie - Kawa nie ominie cię też tu.
- To zostanę - mówi i kręci się wkoło jak mała dziewczynka
- Wczoraj podobałaś mi bardzo, bardzo w sukience, ale moja koszula wygląda na tobie, jeszcze, jeszcze ładniej - uśmiecham się
-Pomyślałam że nie będziesz miał nic przeciwko.
- I nie mam. Chodź zjemy śniadanie.
- Już idę
Siadamy przy stole. Blanka podnosi filiżankę i zaciąga się zapachem kawy.
- Ja nie wiem jak można to pić, gorzkie, czarne i z takim zapachem - mówię nim wgryzę się w tost
- To jest bardzo dobre. Zresztą przyzwyczaiłbyś się.
- No nie wiem.
- Ale ja wiem.
- Wczoraj Ian zrobił naprawdę piękna niespodziankę Nicoli. Niesamowite. I ten dom. Jestem pod wrażeniem.
- Nie ukrywam ja też, choć już wiedziałem o tym co nie co.
- I mi nic nie powiedziałeś. Ciekawe kiedy będzie ceremonia ślubna.
- Znając ich to za nie długo. A wracając do niespodzianki to ja mam jedną dla ciebie.
- Niespodziankę? Dla mnie?
- Tylko tak się zastanawiam czy zasłużyłaś.
- Czy ja zasłużyłam? - wstaje i siada mi na kolanach - Jak mam cie przekonać? - pyta dotykając palcami moje wargi
- Zastąpić palce ustami.
Całuje mnie długo i czule.
- I jak? Teraz zasłużyłam?
- Może jeszcze trochę.
- Jasiek mów już! - żąda robiąc duże oczy
- Więc tą niespodzianką jest.....
- Jasiek
- Już mówię. Pomyślałem... po prostu tak mało czasu spędzamy razem i trzeba to zmienić. Musimy i tak pojechać do Włoch, parę spotkań, ustalenia, praca.
- Możesz przejść do rzeczy?
- Pojedziemy na trzy tygodnie do Włoch. I tak byśmy musieli pojechać do pracy. Wylatujemy w czwartek. Co ty na to?
- Tylko we dwoje, włochy, gorąco, plaża.
- Mały domek, mi się podoba.
- A mi się spodoba?
- Postaram się żeby się podobało - całuje ją delikatnie - Już się nie mogę doczekać.
- Ja też nie.
*****
Otwieram drzwi do mieszkania Blanki. Nie dawno wymieniliśmy się kluczami do naszych mieszkań.
- Blanka! - wołam przekraczając klucz w drzwiach od wewnątrz
- Jestem w łazience, zaraz wyjdę! - odpowiada
- Ooo - potykam się o coś - Kurwa! - upadam i wpadam w śmieci Blanki, farby, stare pędzle, puszki po farbie.
- Nic ci nie jest? - woła - Przepraszam, zapomniałam że to tu zostawiłam - podaje mi rękę - Wstawaj, nie dawno skończyłam sprzątać. - tłumaczy się
Podnoszę się.
- Chyba umarłem i jestem w niebie - uśmiechem się
- Nie rozumiem - Blanka kręci głową
Patrzę na nią znacząco. Jest tylko w ręczniku, ma mokre włosy i gdzieniegdzie na jej ciele dalej znajdują się kropelki wody. Wygląda zjawiskowo. I do tego ten rumieniec.
- Śpieszyłam się żeby zobaczyć czy nic ci nie jest - dlaczego ona mi się tłumaczy?
- Ale ja nie mam nic przeciwko, tobie w ręczniku. Tylko w ręczniku. - przyciągam ją za rękę i całuje - Cześć - mówię kiedy ją wypuszczam
- Cześć - uśmiecha się - Chyba ty też powinieneś się umyć.
- A pójdziesz ze mną?
- Tak dobrze to nie ma. Idź, ja się ubiorę i to posprzątam. - wskazuje na śmieci obok mnie
- Ok. Zaraz wracam - całuje ją jeszcze raz i idę do łazienki.
Blanka
- Już jestem - Jasiek przytula mnie od tyłu.
- Ja też już skończyłam, zaraz wyniosę śmieci.
- Zaraz to zrobię. - przygryza moje ucho, a jego ręce zjeżdżają niżej z talii na biodra
- Janek.
- Tak - całuje moją szyję
- Jeszcze nie.
- Yhym - jego ręce wkraczają pod moją bluzkę
- Nie, Janek, zostaw - mówię stanowczym głosem
- Już - zabiera ręce i odsuwa się szybko - Przepraszam.
- Nie przepraszaj - mówię cicho - To tylko jeszcze nie...
- Nie tłumacz się, nie ma z czego. Rozumiem. - przerywa mi
- Po prostu wydaje mi się że wszystkie twoje dziewczyny chętniej chodziły z tobą do
- Nie kończ - prosi, znowu mi przerywa - miałem sporo dziewczyny na jedną lub tylko parę nocy, świetnie o tym wiem, ty też, ale uwierz mi nigdy nie oceniam cię, nie oceniałem i nie będę tego robić przez pryzmat łóżka. Dopóki nie będziesz gotowa to tego nie zrobimy. Nie chce żebyś czegoś żałowała, tym bardziej przeze mnie. Poczekam, naprawdę. - całuje mnie w czoło, bierze worek i wychodzi.
*****
Słyszę otwieranie drzwi, Jasiek wrócił.
- Wiesz tak sobie pomyślałem że twoje mieszkanie jest za małe żebyś w nim malowała i mieszkała. Radzisz sobie już od paru miesięcy, tylko ze nie masz telewizora, stolika, dywanu, a twoja podłoga zaraz będzie przetartą z powodu zmywania farby rozpuszczalnikiem.
- Nie przeprowadzę się do ciebie.
- Wiem, ale wynajmę po prostu jakieś miejsce gdzie będziesz mogła malować.
- Nie chce żebyś za mnie płacił.
- Blanka masz talent, a ja chce ci pomóc - dosiada się do mnie na sofie
- I tak moja pensja u ciebie jest za wysoka, bo zdecydowanie nie pracuje tyle ile zarabiam.
- Blanka.
- Nie.
- Jeszcze o tym porozmawiamy.
- Janek
- Jest 20, wychodzimy gdzieś? - zmienia temat
- Jutro lecimy, wolałabym nie. Jestem już spakowana, ale jednak nie.
- Miałem nadzieję że to powiesz - uśmiecha się - Zamawiamy jeszcze jakieś jedzenie?
- Jeszcze nie teraz. Posiedźmy po prostu. - proponuje
- Nie ma problemu. Jakiś film?
- Nie, siedźmy tylko.
- Ok.
- Janek.
- Tak?
- Przytul mnie.
- Już. Chodź. - przyciąga mnie do siebie - Przepraszam jeszcze raz - układa mnie wygodnie na swoich kolanach
- Nie przepraszaj - szepcze i wtulam się w niego mocniej
- Kocham cię - wyznaje cicho
- Wiem - odpowiadam - Ja ciebie też.
Pisze to opowiadanie dla moje przyjaciółki :) Mam nadzieje że 30 rozdział też Ci się spodobał :)
sobota, 8 lutego 2014
Ich nowy dom
Rozdział 29
Janek
- Cześć! - Blanka wita mnie uśmiechem na twarzy
Nie odpowiadam, przyciągam ją do siebie i całuje, długo i delikatnie.
- Teraz mogę powiedzieć Ci cześć - mówię kiedy wypuszczam ją z moich objęć, jest zarumieniona - Cały dzień czekałem żeby móc to wreszcie zrobić.
- Ja też za tobą tęskniłam - całuje mnie w policzek.
- Chodźmy już, nie wypada się spóźnić - ponaglam ją.
- Tak, masz rację. Bardzo się to wszystko przeciągnęło, miało być w sobotę kiedy wrócisz a jest już początek sierpnia - zamyka drzwi, wyciągam w jej stronę rękę którą ona przyjmuje.
- Ian nie mógł jednak zgodzić daty z rodzicami Nicoli, a nie chce robić tej niespodzianki bez nich.
- Wiesz co szykuje?
- Domyślam się. Wsiadaj - otwieram przed nią drzwi do samochodu.
- Czemu mi się tak przeglądasz? - pyta mnie kiedy nie odrywam od niej wzroku.
- Pięknie wyglądasz Blanka.
- Dziękuję. Z tobą też nie jest bardzo źle.
- Garnitur i tenisówki, nijak wyglądają przy twojej sukience, przy całej tobie - pochylam się i ją całuje, tym razem krótko bo sama mnie odsuwa.
- Możemy już jechać? Podobno to trochę dalej, sam tak mówiłeś - upomina mnie.
- No tak, to ma być kolejna niespodzianka. Co ty taka niecierpliwa?
- Po prostu sama jestem ciekawa tych niespodzianek.
- Dobrze, już ruszam - uruchamiam samochód - Choć tak naprawdę, skoro mamy już wolne, to najchętniej spędziłbym ten dzień tylko z tobą. Przez pracę, nie mamy dla siebie w ogóle czasu.
- Nie licząc kilku obiadów i kolacji, jedzonych razem i w pośpiechu - dodaje ona.
- Sama widzisz. Dlatego nie rozumiem dlaczego nie chcesz się do mnie przeprowadzić, dałoby to nam przynajmniej parę chwil więcej razem.
- Rozmawialiśmy już o tym, jest dobrze tak jak jest. Janek możesz wziąć pod uwagę fakt że ciebie i tak by nie było w dzień, a ja co bym robiła sama u ciebie?
- Malowała, tak jak i u siebie.
- Skończmy ten temat, bo dojedziemy w złych humorach.
- Na dzisiaj dajemy spokój, ale obiecuje że jeszcze do tego wrócimy.
- Ok, ale już nie dzisiaj. - podgłasza radio. Temat skończony. Ja nie dam za wygraną jeszcze do tego wrócimy.
Blanka
Dojeżdżamy do wyznaczonego miejsca. Janek uśmiecha się do mnie, wysiada i przechodzi na moją stronę by otworzyć mi drzwi. Kiedy już wysiadam, całujemy się przez dłuższy czas, opierając o samochód.
- Chyba musimy iść - odrywam się o niego.
- Jeszcze możemy się cofnąć - przypomina mi z uśmiechem Janek, opierając się o moje czoło.
- Jasiek.
- Już. Chodź - ciągnie mnie za rękę.
Samochód jest zostawiony przy rzędzie innych, na pobocznej drodze. Jeszcze nigdy tu nie byliśmy. Przechodzimy przez furtkę, łączącą mały brązowy plotek, który ma dawać pozory ochrony dla dużego, nowoczesnego domu. Widać od razu na pierwsze oko, że jest on nie dawno wybudowany. Przechodzimy przez miękką ziemię pokrytą gęsto trawą, gdzieniegdzie z pomiędzy ziemi, wyłaniają się snopy światła.
- Jak tu pięknie - odzywam się.
- To już jest chyba niespodzianka - zauważa Janek
- Myślisz że Ian, zrobił to wszystko dla Nicoli?
- Wiesz, są razem już 5 lat. Kochają się. Przyznam się że nie mogłem tego zrozumieć, na początku. Ta miłość, to rzucanie się w ogień, tęsknota. Byłem totalnym dzieciakiem i może dlatego, ale teraz wiem że dla osoby którą kocham mógłbym zrobić to samo.
Nie mam kiedy odpowiedzieć bo gdy wchodzimy do domu, Janka woła Ian. Puszcza moją rękę, zapewniam go wzrokiem że dam sobie radę i ruszam w głąb domu.
- Witaj, Nicola! Pomóc ci w czymś? - pytam gdy widzę siedząca dziewczynę na krześle w małym pokoju - Czemu jesteś tu sama?
- Wszyscy są w ogrodzie. Strasznie dużo ludzi przyszło. Jest tyle głosów.
- Jest za głośno? Źle się czujesz, może głowa cię boli? - kucam przy niej
- Nie. Blanka, to po prostu nowe miejsce, a Ian ciągle gdzieś biega. Jestem nie pewna po prostu i...
- I... - ponaglam
- I boję się tego co mi może powiedzieć.
- Och! Nicola, wszystko będzie w jak najlepszym porządku. - chwytam ją za rękę - Kochasz go, a on kocha ciebie, prawda?
- Tak, jest dla mnie najważniejszy, ja dla niego też, wiem to na pewno.
- Więc nic się nie martw, wszystko będzie dobrze.
- Dziękuję że tu przyszłaś Blanka - wstaje i otwiera ramiona w moją stronę
- Nie ma za co - szepcze i przytulam ją - Bądź szczęśliwa.
- Postaram się - uśmiecha się
Janek
Zamykam drzwi do sypialni. Przede mną stoi Ian, jest zdenerwowany.
- I jak? - pyta
- Co i jak?
- To wszystko, dom, otoczenie.
- No powiem, postarałeś się stary. Jest pięknie, jak to określiła Blanka. Ja też tak uważam.
- No to dobrze. Zobacz - wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki małe pudełeczko. Otwiera je. W środku znajduje się pierścionek z szafirem.
- Jest ok.
- Tylko ok? - pyta spanikowany
- Ian, czego ty się boisz?
Siada na skraju łóżka
- Że powie nie.
- To się nigdy nie stanie. Stary za bardzo się kochacie. Wstawaj, poszukaj jej i zaczynaj to swoje przedstawienie.
- Kocham ją.
- To czemu mówisz to mi a nie jej? Idź. Jak by coś to obrócę to wszystko w żart - żartuje. Jednak Ian, niestety nie traktuje tego jako żart.
- Żartowałem - zapewniam - Idź, twoja przyszła żona na ciebie czeka.
- Dzięki Janek.
- Idź!
Nareszcie wychodzi. Idę za nim. Dochodzi do pokoju, którego drzwi są lekko uchylone i je otwiera. Przez chwile zastanawiam się co robi tu Blanka, kiedy patrzę na obejmujące się dziewczyny.
- Nicola - mówi szeptem Ian
- A tak - odwraca się w jego stronę
- Możemy iść kochanie? - pyta troskliwie mój przyjaciel
- Tak już.
Ian z Nicola wychodzą pierwsi. Ja podchodzę do Blanki, obejmuje ją ramieniem i wychodzimy za nimi.
Blanka
Po tym jak wyszliśmy z pokoju przeszliśmy do ogrodu. Kręciło się w nim już bardzo dużo ludzi. Ian z Nicola stoją przy parze starszych ludzi, to pewnie rodzice Nicoli. My z Jankiem podchodzimy do grupy osób, które poznałam na pamiętnej wizycie w clubie Janka. Widziałam się z tymi ludźmi, po za Ianem i Nicola, w przelocie. Wszyscy wymieniamy się uśmiechami. Janek wciąż obejmuje mnie w pasie.
- Cześć wszystkim - wita się Jasiek
- Piękne przyjęcie, co tu ma się wydarzyć? Wie ktoś? - pyta Ada, przytulona do Adama
- A zaraz zobaczycie - mówi z uśmiechem Janek
- Trochę się ludu zeszło - zauważa dobiegający do nas Maciek - Cześć!
Wszyscy odpowiadają, jedni głośniej drudzy ciszej.
- Blanka moglibyśmy porozmawiać? - pyta mnie Maciek
Kiwam głową patrząc na Jaska. Kiedy ruszam, mój chłopak też idzie ze mną na całe szczęście. Stajemy troszkę dalej od wszystkich.
- Chciałbym cię jeszcze raz przeprosić, za moje słowa i tą głupia akcje z kwiatami. Naprawdę przepraszam.
Janek obejmuje mnie mocniej.
- Zapomnijmy o tym - mówię tylko
- Obiecuje że to się więcej nie zdarzy.
- Mam taką nadzieje. Naprawdę zapomnijmy.
- Dobrze. Dziękuję.
- Wracajmy do wszystkich - proponuje Janek
Stajemy razem ze wszystkimi.
Ian prowadzi Nicole na środek. Klęka na jedno kolano.
- Nicola, jesteś moim największym szczęściem, skarbem i ostoją. Kocham cię nad życie, mógłbym zrobić dla ciebie wszystko. I obiecuje że zorbie, dam ci nawet gwiazdę z nieba jeśli tego będziesz chciała. Chciałbym móc przez resztę życia budzić się, zasypiać przy tobie, uszczęśliwiać cię i patrzeć na twój piękny uśmiech. Czy wyjdziesz za mnie? Błagam uczynić mnie najszczęśliwszym człowiekiem i zgódź się.
- Tak - ledwo dosłyszalnie szepnęła Nicola.
Ian włożył na jej palec piękny pierścionek, wstał i porwał ją w ramiona. Dziewczyna płakała na przemian całując i przytulając się do niego. Wszyscy zaczęliśmy głośno klaskać. Wszyscy cieszyli się razem z nimi. Piękny moment.
Janek
Wyszliśmy z Blanką od Nicoli i Iana dobrze po 2 w nocy. Droga zajęła nam następne 45 minut. Kiedy zgasiłem samochód na podziemnym parkingu, zauważyłem że Blanka już zasnęła. Delikatnie żeby ją nie obudzić wyjąłem ją z samochodu, na rękach z nią wsiadłem do windy.
- Chciałbym być tą osobą dla której zrobisz wszystko - powiedziała cichutko Blanka kiedy kładłem ją na łóżku
- Już jesteś - musnąłem jej wargi - Śpij kochanie.
Zamknęła oczy. Zdjąłem jej jeszcze buty, ułożyłem wygodnie, nie zdejmując sukienki. Szybko sam się przebrałem i położyłem obok niej.
Boże, jak ja ją kocham.
I jest 29 rozdział :)
Następny może być dopiero za tydzień, niestety, ale szkoła pochłania dużo mojego czasu.
Pewnie i tak nikt tego nie zrobi, ale proszę skomentuj, jeśli lubisz czytać to opowiadanie :)
Do 30 rozdziału :)
Janek
- Cześć! - Blanka wita mnie uśmiechem na twarzy
Nie odpowiadam, przyciągam ją do siebie i całuje, długo i delikatnie.
- Teraz mogę powiedzieć Ci cześć - mówię kiedy wypuszczam ją z moich objęć, jest zarumieniona - Cały dzień czekałem żeby móc to wreszcie zrobić.
- Ja też za tobą tęskniłam - całuje mnie w policzek.
- Chodźmy już, nie wypada się spóźnić - ponaglam ją.
- Tak, masz rację. Bardzo się to wszystko przeciągnęło, miało być w sobotę kiedy wrócisz a jest już początek sierpnia - zamyka drzwi, wyciągam w jej stronę rękę którą ona przyjmuje.
- Ian nie mógł jednak zgodzić daty z rodzicami Nicoli, a nie chce robić tej niespodzianki bez nich.
- Wiesz co szykuje?
- Domyślam się. Wsiadaj - otwieram przed nią drzwi do samochodu.
- Czemu mi się tak przeglądasz? - pyta mnie kiedy nie odrywam od niej wzroku.
- Pięknie wyglądasz Blanka.
- Dziękuję. Z tobą też nie jest bardzo źle.
- Garnitur i tenisówki, nijak wyglądają przy twojej sukience, przy całej tobie - pochylam się i ją całuje, tym razem krótko bo sama mnie odsuwa.
- Możemy już jechać? Podobno to trochę dalej, sam tak mówiłeś - upomina mnie.
- No tak, to ma być kolejna niespodzianka. Co ty taka niecierpliwa?
- Po prostu sama jestem ciekawa tych niespodzianek.
- Dobrze, już ruszam - uruchamiam samochód - Choć tak naprawdę, skoro mamy już wolne, to najchętniej spędziłbym ten dzień tylko z tobą. Przez pracę, nie mamy dla siebie w ogóle czasu.
- Nie licząc kilku obiadów i kolacji, jedzonych razem i w pośpiechu - dodaje ona.
- Sama widzisz. Dlatego nie rozumiem dlaczego nie chcesz się do mnie przeprowadzić, dałoby to nam przynajmniej parę chwil więcej razem.
- Rozmawialiśmy już o tym, jest dobrze tak jak jest. Janek możesz wziąć pod uwagę fakt że ciebie i tak by nie było w dzień, a ja co bym robiła sama u ciebie?
- Malowała, tak jak i u siebie.
- Skończmy ten temat, bo dojedziemy w złych humorach.
- Na dzisiaj dajemy spokój, ale obiecuje że jeszcze do tego wrócimy.
- Ok, ale już nie dzisiaj. - podgłasza radio. Temat skończony. Ja nie dam za wygraną jeszcze do tego wrócimy.
Blanka
Dojeżdżamy do wyznaczonego miejsca. Janek uśmiecha się do mnie, wysiada i przechodzi na moją stronę by otworzyć mi drzwi. Kiedy już wysiadam, całujemy się przez dłuższy czas, opierając o samochód.
- Chyba musimy iść - odrywam się o niego.
- Jeszcze możemy się cofnąć - przypomina mi z uśmiechem Janek, opierając się o moje czoło.
- Jasiek.
- Już. Chodź - ciągnie mnie za rękę.
Samochód jest zostawiony przy rzędzie innych, na pobocznej drodze. Jeszcze nigdy tu nie byliśmy. Przechodzimy przez furtkę, łączącą mały brązowy plotek, który ma dawać pozory ochrony dla dużego, nowoczesnego domu. Widać od razu na pierwsze oko, że jest on nie dawno wybudowany. Przechodzimy przez miękką ziemię pokrytą gęsto trawą, gdzieniegdzie z pomiędzy ziemi, wyłaniają się snopy światła.
- Jak tu pięknie - odzywam się.
- To już jest chyba niespodzianka - zauważa Janek
- Myślisz że Ian, zrobił to wszystko dla Nicoli?
- Wiesz, są razem już 5 lat. Kochają się. Przyznam się że nie mogłem tego zrozumieć, na początku. Ta miłość, to rzucanie się w ogień, tęsknota. Byłem totalnym dzieciakiem i może dlatego, ale teraz wiem że dla osoby którą kocham mógłbym zrobić to samo.
Nie mam kiedy odpowiedzieć bo gdy wchodzimy do domu, Janka woła Ian. Puszcza moją rękę, zapewniam go wzrokiem że dam sobie radę i ruszam w głąb domu.
- Witaj, Nicola! Pomóc ci w czymś? - pytam gdy widzę siedząca dziewczynę na krześle w małym pokoju - Czemu jesteś tu sama?
- Wszyscy są w ogrodzie. Strasznie dużo ludzi przyszło. Jest tyle głosów.
- Jest za głośno? Źle się czujesz, może głowa cię boli? - kucam przy niej
- Nie. Blanka, to po prostu nowe miejsce, a Ian ciągle gdzieś biega. Jestem nie pewna po prostu i...
- I... - ponaglam
- I boję się tego co mi może powiedzieć.
- Och! Nicola, wszystko będzie w jak najlepszym porządku. - chwytam ją za rękę - Kochasz go, a on kocha ciebie, prawda?
- Tak, jest dla mnie najważniejszy, ja dla niego też, wiem to na pewno.
- Więc nic się nie martw, wszystko będzie dobrze.
- Dziękuję że tu przyszłaś Blanka - wstaje i otwiera ramiona w moją stronę
- Nie ma za co - szepcze i przytulam ją - Bądź szczęśliwa.
- Postaram się - uśmiecha się
Janek
Zamykam drzwi do sypialni. Przede mną stoi Ian, jest zdenerwowany.
- I jak? - pyta
- Co i jak?
- To wszystko, dom, otoczenie.
- No powiem, postarałeś się stary. Jest pięknie, jak to określiła Blanka. Ja też tak uważam.
- No to dobrze. Zobacz - wyciąga z wewnętrznej kieszeni marynarki małe pudełeczko. Otwiera je. W środku znajduje się pierścionek z szafirem.
- Jest ok.
- Tylko ok? - pyta spanikowany
- Ian, czego ty się boisz?
Siada na skraju łóżka
- Że powie nie.
- To się nigdy nie stanie. Stary za bardzo się kochacie. Wstawaj, poszukaj jej i zaczynaj to swoje przedstawienie.
- Kocham ją.
- To czemu mówisz to mi a nie jej? Idź. Jak by coś to obrócę to wszystko w żart - żartuje. Jednak Ian, niestety nie traktuje tego jako żart.
- Żartowałem - zapewniam - Idź, twoja przyszła żona na ciebie czeka.
- Dzięki Janek.
- Idź!
Nareszcie wychodzi. Idę za nim. Dochodzi do pokoju, którego drzwi są lekko uchylone i je otwiera. Przez chwile zastanawiam się co robi tu Blanka, kiedy patrzę na obejmujące się dziewczyny.
- Nicola - mówi szeptem Ian
- A tak - odwraca się w jego stronę
- Możemy iść kochanie? - pyta troskliwie mój przyjaciel
- Tak już.
Ian z Nicola wychodzą pierwsi. Ja podchodzę do Blanki, obejmuje ją ramieniem i wychodzimy za nimi.
Blanka
Po tym jak wyszliśmy z pokoju przeszliśmy do ogrodu. Kręciło się w nim już bardzo dużo ludzi. Ian z Nicola stoją przy parze starszych ludzi, to pewnie rodzice Nicoli. My z Jankiem podchodzimy do grupy osób, które poznałam na pamiętnej wizycie w clubie Janka. Widziałam się z tymi ludźmi, po za Ianem i Nicola, w przelocie. Wszyscy wymieniamy się uśmiechami. Janek wciąż obejmuje mnie w pasie.
- Cześć wszystkim - wita się Jasiek
- Piękne przyjęcie, co tu ma się wydarzyć? Wie ktoś? - pyta Ada, przytulona do Adama
- A zaraz zobaczycie - mówi z uśmiechem Janek
- Trochę się ludu zeszło - zauważa dobiegający do nas Maciek - Cześć!
Wszyscy odpowiadają, jedni głośniej drudzy ciszej.
- Blanka moglibyśmy porozmawiać? - pyta mnie Maciek
Kiwam głową patrząc na Jaska. Kiedy ruszam, mój chłopak też idzie ze mną na całe szczęście. Stajemy troszkę dalej od wszystkich.
- Chciałbym cię jeszcze raz przeprosić, za moje słowa i tą głupia akcje z kwiatami. Naprawdę przepraszam.
Janek obejmuje mnie mocniej.
- Zapomnijmy o tym - mówię tylko
- Obiecuje że to się więcej nie zdarzy.
- Mam taką nadzieje. Naprawdę zapomnijmy.
- Dobrze. Dziękuję.
- Wracajmy do wszystkich - proponuje Janek
Stajemy razem ze wszystkimi.
Ian prowadzi Nicole na środek. Klęka na jedno kolano.
- Nicola, jesteś moim największym szczęściem, skarbem i ostoją. Kocham cię nad życie, mógłbym zrobić dla ciebie wszystko. I obiecuje że zorbie, dam ci nawet gwiazdę z nieba jeśli tego będziesz chciała. Chciałbym móc przez resztę życia budzić się, zasypiać przy tobie, uszczęśliwiać cię i patrzeć na twój piękny uśmiech. Czy wyjdziesz za mnie? Błagam uczynić mnie najszczęśliwszym człowiekiem i zgódź się.
- Tak - ledwo dosłyszalnie szepnęła Nicola.
Ian włożył na jej palec piękny pierścionek, wstał i porwał ją w ramiona. Dziewczyna płakała na przemian całując i przytulając się do niego. Wszyscy zaczęliśmy głośno klaskać. Wszyscy cieszyli się razem z nimi. Piękny moment.
Janek
Wyszliśmy z Blanką od Nicoli i Iana dobrze po 2 w nocy. Droga zajęła nam następne 45 minut. Kiedy zgasiłem samochód na podziemnym parkingu, zauważyłem że Blanka już zasnęła. Delikatnie żeby ją nie obudzić wyjąłem ją z samochodu, na rękach z nią wsiadłem do windy.
- Chciałbym być tą osobą dla której zrobisz wszystko - powiedziała cichutko Blanka kiedy kładłem ją na łóżku
- Już jesteś - musnąłem jej wargi - Śpij kochanie.
Zamknęła oczy. Zdjąłem jej jeszcze buty, ułożyłem wygodnie, nie zdejmując sukienki. Szybko sam się przebrałem i położyłem obok niej.
Boże, jak ja ją kocham.
I jest 29 rozdział :)
Następny może być dopiero za tydzień, niestety, ale szkoła pochłania dużo mojego czasu.
Pewnie i tak nikt tego nie zrobi, ale proszę skomentuj, jeśli lubisz czytać to opowiadanie :)
Do 30 rozdziału :)
piątek, 7 lutego 2014
Rozmowa
Rozdział 28
Blanka
- Zapoznawałam się bliżej, nawet bardzo bliżej, z pewnym młodym przystojnym mężczyzną - odpowiadam, przygryzając do tego zalotnie wargę.
- Co robiłaś?! - krzyczy Janek i prostuje się przed ekranem. A ja po prostu nie wytrzymuje i zaczynam się śmiać.
- To nie jest śmieszne, Blanka! - upomina mnie, jest zły
- Nie gniewaj się, tak tylko się droczę - trzepocze do tego rzęsami, tak jak to miała w zwyczaju była dziewczyna Janka
- Czyli nie było żadnego innego faceta? - Janek już rozumie że tylko żartowałam
- Był, był. Jadłam z nim naleśniki. Zaraz wszystko opowiem.
- Lepiej opowiedz, bo nie ukrywam jestem o ciebie zazdrosny, dwóch pomocnych sąsiadów, były chłopak i jest po...
- Harry jest już żonaty - przerywam mu
- Kontynuuj - odpiera Jasiek zadowolony z uśmieszkiem na twarzy.
Opowiadam mu o Harrym, jego żonie i wszystkim tym o czym rozmawiałam z dziewiętnastolatkiem.
- Ja tam też bym za ciebie wyszedł, już teraz, jak byś chciała - mówi Janek kiedy kończę opowiadać. Nie wiem co odpowiedzieć.
- Nie musisz nic mówić, chciałem żebyś po prostu wiedziała.
- To trochę niespodziewane - przyznaję
- Zmieńmy temat. Wiesz, przedłużyło mi się tu wszystko, i muszę jeszcze zostać. 3 góra 5 dni.
- Jeśli tak, to twoja praca, więc tak musi być.
- Ale jak wrócę to w najbliższą sobotę, jesteśmy zaproszeni do Iana i Nicoli na przyjęcie. Ian chce zrobić jakąś niespodziankę Nicoli, chce żeby przy tym byli wszyscy ich przyjaciele.
- To dobrze, będę czekać, pomaluje, poczytam
- Blanka, muszę kończyć, przejrzę jeszcze dokumenty.
- Tak mi też się przyda trochę odpoczynku. Dobranoc Janek.
- Dobranoc Skarbie.
Janek rozłącza się, ja też wyłączam laptop i idę do łazienki. Myje się i kładę spać. Czeka mnie góra pięć dni bez Janka.
Przepraszam, jest tak krótki, że aż żałosny, ale nie mam pomysłu jak przejść dalej, więc jeszcze najbliższy rozdział może taki być.
Blanka
- Zapoznawałam się bliżej, nawet bardzo bliżej, z pewnym młodym przystojnym mężczyzną - odpowiadam, przygryzając do tego zalotnie wargę.
- Co robiłaś?! - krzyczy Janek i prostuje się przed ekranem. A ja po prostu nie wytrzymuje i zaczynam się śmiać.
- To nie jest śmieszne, Blanka! - upomina mnie, jest zły
- Nie gniewaj się, tak tylko się droczę - trzepocze do tego rzęsami, tak jak to miała w zwyczaju była dziewczyna Janka
- Czyli nie było żadnego innego faceta? - Janek już rozumie że tylko żartowałam
- Był, był. Jadłam z nim naleśniki. Zaraz wszystko opowiem.
- Lepiej opowiedz, bo nie ukrywam jestem o ciebie zazdrosny, dwóch pomocnych sąsiadów, były chłopak i jest po...
- Harry jest już żonaty - przerywam mu
- Kontynuuj - odpiera Jasiek zadowolony z uśmieszkiem na twarzy.
Opowiadam mu o Harrym, jego żonie i wszystkim tym o czym rozmawiałam z dziewiętnastolatkiem.
- Ja tam też bym za ciebie wyszedł, już teraz, jak byś chciała - mówi Janek kiedy kończę opowiadać. Nie wiem co odpowiedzieć.
- Nie musisz nic mówić, chciałem żebyś po prostu wiedziała.
- To trochę niespodziewane - przyznaję
- Zmieńmy temat. Wiesz, przedłużyło mi się tu wszystko, i muszę jeszcze zostać. 3 góra 5 dni.
- Jeśli tak, to twoja praca, więc tak musi być.
- Ale jak wrócę to w najbliższą sobotę, jesteśmy zaproszeni do Iana i Nicoli na przyjęcie. Ian chce zrobić jakąś niespodziankę Nicoli, chce żeby przy tym byli wszyscy ich przyjaciele.
- To dobrze, będę czekać, pomaluje, poczytam
- Blanka, muszę kończyć, przejrzę jeszcze dokumenty.
- Tak mi też się przyda trochę odpoczynku. Dobranoc Janek.
- Dobranoc Skarbie.
Janek rozłącza się, ja też wyłączam laptop i idę do łazienki. Myje się i kładę spać. Czeka mnie góra pięć dni bez Janka.
Przepraszam, jest tak krótki, że aż żałosny, ale nie mam pomysłu jak przejść dalej, więc jeszcze najbliższy rozdział może taki być.
czwartek, 6 lutego 2014
Brooklyn
Rozdział 27
Blanka
- Cześć Harry, jestem Blanka - wyciągam rękę którą ona uściskuje, rozmawiamy po angielsku, ten chłopak nie zna polskiego. Ciekawe kto wpadł na pomysł żeby jednak go tu przysłać?
- Tak, wiem. Tony mi cię opisał, jesteś moją sąsiadką. Miło cię poznać, choć szczerze myślałem że nastąpi to znacznie później - przyznaje. Zdejmuje okulary, ukazując swoje niebieskie oczy.
- Mam w nawyku wchodzenie wszystkim sąsiadom do mieszkania bez pukania - uśmiecham się - Przepraszam, nie powinnam.
- To coś nowego i nie spodziewanego przyznaję, ale nie przejmuj się - uśmiecha się - Dopiero przyjechałem, muszę jeszcze się rozpakować więc przepraszam za bałagan. Ale może wyjdziemy gdzieś na śniadanie? - pyta
- Dziękuję za zaproszenie, ale bynajmniej nie dzisiaj, może kiedy indziej - odpowiadam - Harry jeśli masz ochotę coś zjeść, w mojej lodówce powinniśmy znaleźć jakieś jedzenie. Nie mam ochoty nigdzie wychodzić, ale śniadanie w towarzystwie nie jest wykluczone.
- Jeśli tak. Chodźmy. Zabiorę tylko parę rzeczy i zamknę mieszkanie.
Wychodzę z jego drzwi i otwieram moje. Zostawiam je otwarte na rozścierz. Opróżniam plecak, wyjmuje z niego kolejno różne rzeczy, aż na końcu natrafiam na telefon. Rozładowany. Szukam ładowarki, ale jak zwykle na złość, nie mogę jej znaleźć. Wchodzę do sypialni, z szafy wyjmuje ubrania i szybko się przebieram, aby wznowić poszukiwania. Jednak ten wynalazek jest bardzo potrzebny.
- Może w czymś pomogę? - Harry stoi już w salonie przyglądając się mi jak grzebie w szafkach robiąc w nich jeszcze większy bałagan niż był przed moim zajrzeniem tam.
- Nie. Czuję że jestem blisko - zapewniam i dodaje do tego uśmiech aby moje zdanie nie mogło stracić wiarygodności. Wkładam ręce w kolejną szafkę.
- Ok. Malujesz?
- Próbuję.
- Jak na próbowanie, naprawdę dobrze ci wychodzi. Masz talent. - ocenia - Tak sądzę - dodaje
- Ja też się nie za bardzo na tym znam - odwracam się i widzę jak przykucnął przy obrazach podpartych o ścianę. Każdy ogląda bardzo staranie. Dziwię się że chłopaka w tym wieku interesuj malarstwo. Ale zaraz, właściwie ile on ma lat? Zawsze gdy spoglądam na kogoś, od razu wiem ile ma lat, teraz ta wiedza do mnie nie przyszła. Dziwne.
- Coś nie tak? - pyta Harry
- Ile masz lat?
- 19.
- Naprawdę?
- A co? Jestem aż tak bardzo stary?
- Nie, nie o to chodzi. Raczej wydawało mi się, że jesteś zbuntowanym piętnastolatkiem, a nie dziewiętnastolatkiem.
- Tony ma tendencje do dramatyzowania. Mój bunt był, ale się skończył. Wszystko do mnie dotarło, dopiero jak mi ktoś to wytłumaczył.
- Dobrze mieć taką osobę. - wyjmuje z lodówki sok. Proponuje mu gestem, ale odmawia, więc nalewam sobie samej.
- Nawet bardzo. Brooklyn, już nie długo do mnie dołączy.
- Brooklyn to twoja dziewczyna?
- Już nie, to moja żona,
Kiedy kończy to mówić, ja zaczynam krztusić się sokiem który piłam. Z oczu płyną mi łzy, z tego powodu.
- Blanka, jeju nic Ci nie jest?
Kaszle jeszcze parę razy, i kręcę głową.
- Nic, nic - wykrztuszam w końcu
- Ja to działam na kobiety - uśmiecha się
- Nie da się ukryć. Więc od kiedy jesteś żonaty?
- Od półtora miesiąca
- To nie zbyt długo - zauważam
- Jesteśmy z sobą prawie od zawsze, dosłownie, więc ślub to była tylko formalność.
- Romantyczna miłość - uśmiechem się
- Można powiedzieć, tak to wygląda, przynajmniej z boku. Nie zawsze było tak prosto i dobrze, ale nie mógłbym bez niej żyć.
- To piękne.
- Pewnie tak. Ale dość o mnie. Ty też znalazłaś już miłość czy jeszcze jesteś na to za smarkata?
- Smarkata? Nie. Mam chłopaka. Od nie dawna. Tak jakby, to tak bardzo na poważnie to od przedwczoraj. - uśmiecham się kiedy zdaje sobie sprawę co powiedziałam.
- Przedwczoraj?
Kiwam głową.
- Gratuluję.
- Dzięki. Siadaj, zaraz zrobię naleśniki.
*****
Po naleśnikach jeszcze bardzo długo rozmawialiśmy. Dowiedziałam się więcej o moim sąsiedzie. Będzie pracował w firmie u Tonego, a jego żona będzie studiować, jest ona także rzeźbiarka.
Brać ślub w tak młodym wieku, nie spotykane. Muszą się bardzo mocno kochać.
Moje przemyślenia przerywa dźwięk z komunikatem że Jasiek do , nie dzwoni na Skype. Szybko odbieram.
- Cześć! - macham energicznie do ekranu
- Cześć! - odpowiada mi tym samym
- Co słychać? Jak praca?
- Możemy o tym nie rozmawiać?
- Pewnie. Nie ma problemu. Co słychać?
- Tęsknie. A ty? - pyta
- Co ja? - zbita z tropu tym wyznaniem pytam głupio
- Tęsknisz?
- Ani trochę - mówię z uśmiechem
- A ja tak myślę, o tobie przez cały czas - robi duże oczy, jak kot ze Shreka
- Tęskniłam i ja, troszeczkę - przyznaje
- Dobrze że nawet troszeczkę - burczy Jasiek - Moja piękna dziewczyna co robiła? - pyta
- Zapoznawałam się bliżej, nawet bardzo bliżej, z pewnym młodym przystojnym mężczyzną - odpowiadam, przegryzając do tego zalotnie wargę
- Co robiłaś?! - krzyczy Janek i prostuje się przed ekranem
Blanka
- Cześć Harry, jestem Blanka - wyciągam rękę którą ona uściskuje, rozmawiamy po angielsku, ten chłopak nie zna polskiego. Ciekawe kto wpadł na pomysł żeby jednak go tu przysłać?
- Tak, wiem. Tony mi cię opisał, jesteś moją sąsiadką. Miło cię poznać, choć szczerze myślałem że nastąpi to znacznie później - przyznaje. Zdejmuje okulary, ukazując swoje niebieskie oczy.
- Mam w nawyku wchodzenie wszystkim sąsiadom do mieszkania bez pukania - uśmiecham się - Przepraszam, nie powinnam.
- To coś nowego i nie spodziewanego przyznaję, ale nie przejmuj się - uśmiecha się - Dopiero przyjechałem, muszę jeszcze się rozpakować więc przepraszam za bałagan. Ale może wyjdziemy gdzieś na śniadanie? - pyta
- Dziękuję za zaproszenie, ale bynajmniej nie dzisiaj, może kiedy indziej - odpowiadam - Harry jeśli masz ochotę coś zjeść, w mojej lodówce powinniśmy znaleźć jakieś jedzenie. Nie mam ochoty nigdzie wychodzić, ale śniadanie w towarzystwie nie jest wykluczone.
- Jeśli tak. Chodźmy. Zabiorę tylko parę rzeczy i zamknę mieszkanie.
Wychodzę z jego drzwi i otwieram moje. Zostawiam je otwarte na rozścierz. Opróżniam plecak, wyjmuje z niego kolejno różne rzeczy, aż na końcu natrafiam na telefon. Rozładowany. Szukam ładowarki, ale jak zwykle na złość, nie mogę jej znaleźć. Wchodzę do sypialni, z szafy wyjmuje ubrania i szybko się przebieram, aby wznowić poszukiwania. Jednak ten wynalazek jest bardzo potrzebny.
- Może w czymś pomogę? - Harry stoi już w salonie przyglądając się mi jak grzebie w szafkach robiąc w nich jeszcze większy bałagan niż był przed moim zajrzeniem tam.
- Nie. Czuję że jestem blisko - zapewniam i dodaje do tego uśmiech aby moje zdanie nie mogło stracić wiarygodności. Wkładam ręce w kolejną szafkę.
- Ok. Malujesz?
- Próbuję.
- Jak na próbowanie, naprawdę dobrze ci wychodzi. Masz talent. - ocenia - Tak sądzę - dodaje
- Ja też się nie za bardzo na tym znam - odwracam się i widzę jak przykucnął przy obrazach podpartych o ścianę. Każdy ogląda bardzo staranie. Dziwię się że chłopaka w tym wieku interesuj malarstwo. Ale zaraz, właściwie ile on ma lat? Zawsze gdy spoglądam na kogoś, od razu wiem ile ma lat, teraz ta wiedza do mnie nie przyszła. Dziwne.
- Coś nie tak? - pyta Harry
- Ile masz lat?
- 19.
- Naprawdę?
- A co? Jestem aż tak bardzo stary?
- Nie, nie o to chodzi. Raczej wydawało mi się, że jesteś zbuntowanym piętnastolatkiem, a nie dziewiętnastolatkiem.
- Tony ma tendencje do dramatyzowania. Mój bunt był, ale się skończył. Wszystko do mnie dotarło, dopiero jak mi ktoś to wytłumaczył.
- Dobrze mieć taką osobę. - wyjmuje z lodówki sok. Proponuje mu gestem, ale odmawia, więc nalewam sobie samej.
- Nawet bardzo. Brooklyn, już nie długo do mnie dołączy.
- Brooklyn to twoja dziewczyna?
- Już nie, to moja żona,
Kiedy kończy to mówić, ja zaczynam krztusić się sokiem który piłam. Z oczu płyną mi łzy, z tego powodu.
- Blanka, jeju nic Ci nie jest?
Kaszle jeszcze parę razy, i kręcę głową.
- Nic, nic - wykrztuszam w końcu
- Ja to działam na kobiety - uśmiecha się
- Nie da się ukryć. Więc od kiedy jesteś żonaty?
- Od półtora miesiąca
- To nie zbyt długo - zauważam
- Jesteśmy z sobą prawie od zawsze, dosłownie, więc ślub to była tylko formalność.
- Romantyczna miłość - uśmiechem się
- Można powiedzieć, tak to wygląda, przynajmniej z boku. Nie zawsze było tak prosto i dobrze, ale nie mógłbym bez niej żyć.
- To piękne.
- Pewnie tak. Ale dość o mnie. Ty też znalazłaś już miłość czy jeszcze jesteś na to za smarkata?
- Smarkata? Nie. Mam chłopaka. Od nie dawna. Tak jakby, to tak bardzo na poważnie to od przedwczoraj. - uśmiecham się kiedy zdaje sobie sprawę co powiedziałam.
- Przedwczoraj?
Kiwam głową.
- Gratuluję.
- Dzięki. Siadaj, zaraz zrobię naleśniki.
*****
Po naleśnikach jeszcze bardzo długo rozmawialiśmy. Dowiedziałam się więcej o moim sąsiedzie. Będzie pracował w firmie u Tonego, a jego żona będzie studiować, jest ona także rzeźbiarka.
Brać ślub w tak młodym wieku, nie spotykane. Muszą się bardzo mocno kochać.
Moje przemyślenia przerywa dźwięk z komunikatem że Jasiek do , nie dzwoni na Skype. Szybko odbieram.
- Cześć! - macham energicznie do ekranu
- Cześć! - odpowiada mi tym samym
- Co słychać? Jak praca?
- Możemy o tym nie rozmawiać?
- Pewnie. Nie ma problemu. Co słychać?
- Tęsknie. A ty? - pyta
- Co ja? - zbita z tropu tym wyznaniem pytam głupio
- Tęsknisz?
- Ani trochę - mówię z uśmiechem
- A ja tak myślę, o tobie przez cały czas - robi duże oczy, jak kot ze Shreka
- Tęskniłam i ja, troszeczkę - przyznaje
- Dobrze że nawet troszeczkę - burczy Jasiek - Moja piękna dziewczyna co robiła? - pyta
- Zapoznawałam się bliżej, nawet bardzo bliżej, z pewnym młodym przystojnym mężczyzną - odpowiadam, przegryzając do tego zalotnie wargę
- Co robiłaś?! - krzyczy Janek i prostuje się przed ekranem
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)