niedziela, 16 lutego 2014

Przyjazd

Rozdział 31 
                                                                  Blanka
- O! Cześć Harry! - zauważam mojego sąsiada gdy ten wraca z reklamówkami, najwidoczniej był na zakupach.
- Cześć! Wyjeżdżasz gdzieś? - patrzy na walizkę stojącą przy moich nogach
- Tak, lecę do Włoch.
- Na długo?
-  Trzy tygodnie. Czemu pytasz?
- Tony ma przyjechać razem z małą i Brooklyn za dwa tygodnie. I zostać na dwa, myślę że jeszcze na siebie traficie.
- Postaram się żeby tak było. Stęskniłam się za nim.
- Ja może za nim nie, ale za Brook i moją siostrzyczką bardzo.
Uśmiecham się do niego.
- Cześć! Janek - mój chłopak podaje dłoń dziewiętnastolatkowi
- Harry. Miło poznać. - usciskaja sobie dłonie
- Blanka musimy już jechać - przypomina mi Jasiek i sięga po moją walizkę
- Dobrze, chodźmy. Do zobaczenia! - zwracam się do Harrego
- Cześć!
- Całe moje szczęście że on już ma żonę - mówi jasiek kiedy zamyka bagażnik
- Czemu twoje?
- Miałbym nie złą konkurencje.
- Ty jesteś bezkonkurencyjny - uśmiecham się i podchodzę do niego. Nasze wargi się spotykają. Czuje jak Janek się uśmiecha.
                                                                         *****
- Nim zabiorę cię na odpoczynek, musimy spotkać się z paroma osobami w Rzymie. Prze te parę dni zatrzymamy się w moim hotelu w stolicy. To będzie jakieś 5 dni i pojedziemy do celu - Janek przedstawia mi plan naszego pobytu, siedzimy w samolocie
- Nie ma problemu. Na pewno nie chcesz wrócić wcześniej? 23 to twoje urodziny  i sobota więc mógłbyś zaprosić przyjaciół. To będzie tylko 6 dni przed naszym powrotem.
- Nie. Chce ten czas spędzić tylko z tobą. No chyba że ty nie chcesz?
- Oczywiście że chce.
- To koniec dyskusji.
- 19 lat ma się tylko raz w życiu.
- Tak jak każde inne urodziny. Blanka koniec rozmowy. Przynajmniej na ten temat, bo możemy porozmawiać o twoim nowym miejscu do malowania, albo o przeprowadzce do mnie. Co ty na to?
- Skończmy rozmawiać.
- Tak myślałem - pochyla się w moją stronę i muska moje usta - To są tylko nasze trzy tygodnie.
Kiwam głową na znak że się zgadzam.
Wiem, może wydawać się dziwne, jesteśmy tacy młodzi a nie szczędzimy sobie czułości i cały czas szukamy więcej czasu żeby być razem, ale to co jest pomiędzy nami nie jest chwilowe. Na pewno ani z jego, ani z mojej strony. Wiem to na pewno. Jesteśmy dla siebie ważni, kochamy się i robimy wszystko żeby tak było przez następna lata. Gdybym go straciła nic nie miałoby dla mnie sensu. To co się przydarzyło w przeszłości dało mi do zrozumienia że gdy jedno się wydarzy zmienia się wszystko. Kocham go i nie chce go stracić jak ich. Nie chce żeby wszystko się zmieniło. Chce jego.
- Blanka, wszystko w porządku? Coś się stało? Chcesz wody? - Jasiek jest zaniepokojony, ściska moją dłoń.
- Jesteś - szepcze
- Tak, jestem. Powiedz co się stało.
- Już wszystko w porządku, naprawdę. - ściskam jego dłoń
- Jeśli będziesz chciała porozmawiać, coś mi powiedzieć...
- Wiem że mnie wysłuchasz - przerywam mu - Wszystko w porządku. Naprawdę. Nie martw się.
- Spróbuje - uśmiecha się - Jestem i zawsze będę - zapewnia
Całuje go delikatnie. Wszystko będzie dobrze.
                                                        *****
- Pan Lenart! Witamy! - podchodzi do nas kobieta około trzydziestki, nie ona nie podchodzi, podbiega do nas, na swoich wysokich szpilkach. 10 centymetrów minimalnie.
- Witaj Margharito! - Janek jest zdystansowany - Czy mój apartament jest przygotowany?
- Oczywiście. Remo zaraz zabierze bagaż. Czy w czymś jeszcze możemy pomóc?
- Niech Soffia przyniesie nam przekąski i napoje. A i jeszcze jedno
- Tak? - ta kobieta wygląda tak jak by miała zaraz paść Jankowi do stóp
- Niech Remo dostarczy do pokoju ekspres z kompletem filiżanek. Najlepszy jaki mamy. To wszystko.
- Oczywiście. Pańska karta. - Janek zabiera kartę
- Chodź - bierze mnie za rękę
- Dzień dobry panie Lenart - mówi młoda dziewczyna układająca kwiaty w wazonie
- Dzień dobry Federico!
- Witaj Luigi! Jak twoja córka? - zwraca się do mężczyzny który idzie w naszą stronę
- Mój Aniołek rośnie jak na drożdżach. Giulia, moja żona i ja będziemy ci do końca życia wdzięczni, Janku. A kim jest ta piękna kobieta? - wskazuje na mnie
- To Blanka, moja dziewczyna i naprawdę nie ma o czym mówić. Ale co robisz po za kuchnią?
- Szukam Margharity. Ta kobieta całkiem rozkojarzyła się twoim przyjazdem. Nie dostarczyli mi do kuchni krewetek. Sam rozumiesz muszę coś z tym zrobić, osobiście. Nie chce żeby to się więcej powtórzyło.
- Mam pomóc?
- Dam sobie radę. Co wam przyrządzić na kolacje?
- Zadzwonie do kuchni, jak już odpoczniemy. Miło cię było zobaczyć.
- Ciebie również.
- Znasz ich wszystkich?  - pytam kiedy Luigi odchodzi
- Z tego hotelu tak. To był ulubiony hotel dziadka. W nim spędziłem najwięcej czasu. Luigi to syn naszego starego kucharza, niestety nie żyje tak jak dziadek, ale nie jest w niczym gorszy od ojca. Na ostatnie piętro Marco - zwraca się do chłopaka kiedy już wejdziemy do windy
- Oczywiście.

Kiedy już rozejrzę się po apartamencie podchodzę do okna. Widok jest piękny.
- Podoba się? - Janek obejmuje mnie od tyłu
- Tak.
- To doskonale. Jutro mamy pierwsze spotkanie o 11. Chcesz wyjść żeby pochodzić po centrum?
- Już tu kiedyś byłam więc wolę nie. Może po prostu odpoczniemy. Jestem śpiąca. - przecieram oczy jak małe dziecko
- Moja mała dziewczynka chce spać. - Jasiek się do mnie uśmiecha - Zjemy tylko pizze od Luigiego, nikt takiej nie robi, zapewniam cie. Zjesz, wykąpiesz się, utulam cię i zaśpiewam kołysankę, zaśniesz a sam zrobię obchód po hotelu, ok?
- Jasne - Kiwam głową. - Co raz bardziej mi się tu podoba.
- I o to chodzi - odpowiada Janek


Teraz będzie parę rozdziałów we Włoszech :) Jestem co raz bliżej końca, jednak spróbuje to przedłużyć :) do następnego :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz