wtorek, 30 kwietnia 2013

Impreza (II)

Rozdział 17

                                                                           Janek
- Dumny z siebie kurwa jesteś?!- pytam wzburzony tego debila, zwanego moim przyjacielem - Zatkało cię?! Teraz?!- dalej pytam kiedy ten nic nie odpowiada - Wyobrażasz sobie jak ja ją teraz znajdę?! Jeśli w ogóle stąd jeszcze nie wyszła! - mam ochotę mu przywalić. 
- Janek nie denerwuj się tak, pomożemy ci ją znaleźć - mówi Adam który włącza się do rozmowy - A tym tu się nie przejmuj - radzi Aduś wskazując na Maćka- Pierwszy raz jakąś dziewczyna mu się postawiła i biedactwo nie wie co zrobić.
- To niech się biedactwo ocknie - radzę i trącam łokciem Maćka
- Ja pójdę jej poszukać, przeproszę - jąka się mój przyjaciel 
- Ani mi się kurwa waż, nie ma takiej możliwości. Masz wymyślić coś żeby ją przeprosić, a do puki tego nie zrobisz nawet się do mnie i do niej nie zbliżaj. - protestuje i odchodzę od niego 
- Janek, pomóc ci? - woła Adam trzymający Adę za rękę 
- Opisz nam ją a spróbujemy ci pomóc - wtóruje mu dziewczyna 
- Dzięki za dobre chęci, ale mam nadzieje poradzić sobie samemu, czekajcie na mnie tam gdzie zwykle, dojdziemy do was, przedstawię wam Blanke - zapewniam ich i wchodzę do zatłoczonego pomieszczenia. 
Gdzie ona może być? Znając Blanke tak na dobrą sprawę to mogła wrócić już do domu. 
- Kogo szukasz? - pyta Derek, jeden z moich barmanów. Jest najlepszy ze wszystkich, dla tego swoje stanowisko ma najdalej, żeby mógł obserwować co się dzieje. 
- Szukam niebieskookiej brunetki, długie włosy, piękna, jest ubrana w białą sukienkę i skórzaną kurtkę - odpowiadam
- Nie pije?
- Skąd wiesz?
- Zamówiła drinka bezalkoholowego, ostatnio tu taki robiłem chyba rok temu.
- Derek, gdzie ona jest? 
- Tam szefie - mówi i wskazuje głową na balkonik do którego prowadzą kręcone schody są one praktycznie niewidzialne. Mają taki sam kolor jak i ściany dlatego nie można ich tak łatwo dostrzec. 
Sam specjalnie dodałem to miejsce do wnętrza klubu, miało być ono ostoją dla ludzi którzy będą zmęczeni. Jest tam tylko parę stolik i kilka foteli. To doskonałe miejsce dla tej dziewczyny w tym właśnie momencie. 
Wchodzę po cichu nie mam zamiaru jej wystraszyć. 
Siedzi wygodnie w fotelu, ma zamknięte oczy. Podchodzę po cichu i kucam przed nią. 
- Blanka, w porządku? Chcesz iść do domu? - pytam szeptem
- Nie, nie chce do domu - odpowiada też cicho i otwiera oczy 
- Przepraszam - mówię 
- Nie twoje wina, to ja zepsułam wieczór, to ja powinnam przeprosić - zaprzecza 
- Jeśli to jest czyjąś winą to tylko tego pieprzonego palanta, jak go nazwałaś- powiadamiam - I ja przepraszam za to że nie mu nie przerwałem, a powinienem - dodaje 
- Przesadziłam?
- Oczywiście że nie. Bardzo dobrze zrobiłaś, naprawdę. I nie tylko ja tak sądzę - zapewniam 
Patrzy na mnie pytającym wzrokiem, nie wie o kogo mi chodzi. 
- Jeśli chcesz poznam cię z moimi przyjaciółmi, są tu teraz i czekają na ciebie. Bardzo są ciekawi kim jest ta dziewczyna która powiedziała to co myślała Maćkowi. 
- To są twoi przyjaciele więc i jego nie będą źli że mu to wszystko nagadałam? 
- Nie. Oni tylko czekali na taką osobę jak ty, która odważy się mu to wszystko powiedzieć. Chcesz?
- Jeśli nie masz nic przeciwko. 
Biorę ją za rękę i sprowadzam na dół. 
- Derek to co zawsze i bezalkoholowego jeszcze raz dla Blanki. Przyślij Kaśkę tam co zwykle. Szybko.
- Oczywiście szefie. Dla pani może być ten co wcześniej? - pyta moją towarzyszkę.
- Pewnie i mów po prostu Blanka! - krzyczy bo DJ pod głosił muzykę. 
- Derek! Miło cię poznać! 
Ściskają sobie ręce, po czym nasza dwójka odchodzi od baru. Docieramy na piętro i podchodzimy do kanapy kiedy moi przyjaciele wybuchają śmiechem. Jednak w momencie w którym dostrzegają mnie i stojącą za mną dziewczynę milkną. Zapada cisza, która niestety to ja będę musiał przerwać.  
- Cześć wszystkim! - mówię pewnym siebie głosem, trzeba zachować pozory - Kaśka zaraz przyniesie drinki, a na razie chciałbym żebyście poznali moją przyjaciółkę i tłumaczkę Blanke - mówiąc to wskazuje na dziewczynę która teraz stoi ramię w ramię ze mną
- Cześć! - odzywa się śmiało z uśmiechem, jest lepiej niż przypuszczałem - Blanka!  
Na jej imię wszyscy wstają. Pierwsza ręka wyciągnięta w stronę dziewczyny jest Adama. 
- Siemka! Adam! Ale mówi mi Aduś! 
Pierwsze koty za płoty. Ufff....
-A ja jestem Ada, miło mi.
- Tak nasza para gołąbków - komentuje Kaju - I'm Kuba, mów Kaju, tak lepiej.
Blanka chce coś powiedzieć, ale wcina się następna osoba. 
- Gabi! 
- Eleonora, po prostu Ela! 
- Tomy!
- Iwona, miło cię poznać,
Wszyscy obdarzają ją uśmiechem, jest dobrze, tylko brakuje mi jeszcze jednej osoby. 
- Tak doskonale, nam wszystkim jest miło cię poznać. I wiesz jest jeszcze jeden fakt dla którego tak cię już uwielbiamy, wyraziłaś swoje zdanie wobec Maćka, to się chwali - jest zguba. Blanka odwraca się i spogląda z zainteresowaniem na mojego drugiego w kolejności najlepszego przyjaciela - Ian - przedstawia się i całuje ją w rękę, gentelmen.
- Blanka! - mówi śmiało 
- Wie ktoś gdzie jest Maciek? - pyta Gabi
- Nie i znając Janka lepiej żeby się nie pokazywał - odpowiada Aduś, na co Blanka patrzy na mnie nie za bardzo rozumiejąc 
- Chodźmy tańczyć - proponuje, trzeba odwrócić jej uwagę
- Dobry pomysł, chodź - wtóruje mi Tomy -Idziemy wszyscy.
Stoimy już przed parkietem, kiedy Blanka ciągnie mnie za rękaw. 
- Chcesz jednak wracać do domu?
- Nie, ja nie umiem tańczyć - oznajmia
Nie mogę się powstrzymać, zaczynam się śmiać. 
- Nie nabijaj się ze mnie - protestuje 
- Nie nabijam. Naprawdę? 
Kiwa głową. 
- To czas się nauczyć - biorę ją za rękę i przepycham się przez tłum -Teraz spokojnie - unoszę jej ręce i kładę je sobie na ramionach, moje kierują się na jej biodra - Teraz delikatnie poruszaj się tak jak ja, tak jak byśmy kręcili ósemki - pomimo moich szczerych starań Blanka ani drgnie, trzeba inaczej - Dobra nie tak - protestuje i podnoszę ją do góry, musimy wyglądać komicznie.
- Co ty robisz? - pyta 
- Czekaj - proszę i stawiam ja na swoich trampkach 
- Pobrudzę ci buty.
- Nie ważne.
Kołyszemy się delikatnie, Blanka zakłada ręce za moją szyję. Podnoszę nogi i przesuwam się w przód i w tył tak żebyśmy nie stali cały czas w miejscu.
- Trochę nam nie pasuje muzyka - mówi Blanka z uśmiechem, ma rację, w tle leci dance pop.
- To nic - zapewniam 
- Nic - potwierdza cicho dziewczyna. 
Po około trzech minutach nasza piosenka niestety dobiega końca. 
- Przyniesiesz mi coś do picia? - pyta Blanka
- Pewnie, zaraz wracam - odpowiadam 
Zostawiam ją samą. Zamawiam dla niej sok, sam nic nie biorę nie mam zamiaru doprowadzić się do takiego stanu jak ostatnio. Wracam przed parkiet, ale zastaje tam jedynie Kubę. 
- Niesamowita ta Blanka - mówi z podziwem Kaju 
- Tak? A gdzie ty ją widzisz? - pytam 
- Tam - wskazuje palcem na środek parkietu. Nie wierzę w to co widzę Blanka tańczy z pełną gracja, co róż wpadając w ramiona Iana. 
- Masz! - wciskam Kubie szklankę i podążam w ich kierunku. Tego już za wiele! Kłamczucha!
- Odbijany! - krzyczę do Iana, na co on się uśmiecha.
- Jeśli tak - odchodzi 
Łapie Blanke kiedy kończy się obracać. 
- Kłamczuszek - zauważam i znowu ją okręcam 
- Wybacz - mówi z uśmiechem 
- Zastanowię się. Dlaczego powiedziałaś że nie umiesz tańczyć? - pytam
- Chciałam zobaczyć co zrobisz i odwdzięczyć się za polecenie służbowe.
- I jak? - pytam, puszczając mimo uszu wzmiankę o poleceniu 
- Śmiało możesz zostać instruktorem tańca - komplementuje z uśmieszkiem, tańczymy coraz szybciej - Teraz muzyka pasuje jak ulał
- Niestety już się kończy - mówię z przekąsem
- Ale będą inne, na jednej się nie skończy - zapewnia 
Na jej słowa okręcam ją z dużą siłą tak że puszcza moją rękę i wiruje śmiejąc się, z radością na twarzy. 
To przepiękny widok.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Impreza (I)

Rozdział 16

                                                                           Janek
 -Teraz już mogę zejść? - pyta Blanka, patrząc na mnie jak kończę nakrywać do stołu. Kiwam głową. Dziewczyna wstaje i przeciąga się. 
- Nareszcie. Miałam obawy czy nie przyrosnę do tego taboretu - skarży się.
- Ten taboret jest dla mnie za wiele wart, nie pozwoliłby na to - zapewniam z uśmiechem
- Jemy? - Blanka zmienia temat, widzę że rozbawiła ją moja deklaracja 
- Tak, siadaj, ja pójdę jeszcze po wino.
- Nie pije, ale jeśli ty chcesz nie krępuj się.
- W ogóle? 
- W ogóle. 
- A ta kaczka z winem?
- Mówiłam Ci, żartowałam. 
- Twoje poczucie humoru jest nie bywałe.
- A twoje miny przy nim bezcenne. 
Siadam i nalewam sobie i jej wody z cytryną. 
- Rezygnujesz z wina? - pyta 
- Nie lubię pić w samotności - kłamie, ona jednak to kupuje, widzę po jej minie. Nakłada sobie sałatkę którą razem zrobiliśmy i skrzydełko kurczaka. Patrzę na nią w skupieniu. Kompletnie tego nie zauważa. Grzebie widelcem w jedzeniu, po chwili podnosi głowę i z jej ust wydobywają się słowa których bym się nie spodziewał, już nie dzisiaj. 
-Janek nie uważasz że przesadziłeś? Wiem że byłeś, może nawet teraz jesteś bardzo zły. Ale kiedy z taką zawiścią i chłodem mówiłeś że ich wszystkich wyrzucisz, wyglądałeś naprawdę groźnie. Nie uważasz że poniosły cię emocje? - pyta
- Nie - odpowiadam krótko
- Jeśli tak uważasz, to twoja praca - przyznaje - Tylko że tak wiele ludzi na tym ucierpi - dodaje, przez cały czas patrzy mi w oczy 
- Oni są sobie winni, nie ja rozwaliłem sobie hotel. Sama przecież to wszystko czytałaś.
- Ale... - próbuje jeszcze coś wtrącić
- Nie ma ale - przerywam jej - Decyzja zapadła.
- Tak wiem. Tylko jak się ma za dużo władzy to się czasami nie myśli co się robi. 
- A było tak miło. Wiesz dlaczego chciałem zjeść obiad z tobą? - zadaje jej pytanie, na które i tak odpowiadam - Bo wiedziałem że jak przyjdę tu sam to pozbawię pracy jeszcze kogoś,
- Wydawałeś się taki spokojny. 
- Każdy umie udawać.
- Nie rób tego więcej, nie wobec mnie - prosi - Chce widzieć jasno co się dzieje, co czujesz.
- Szkoda, ale obiecuję nie będę.
- Dlaczego szkoda?
- Jeśli mnie poznasz takim jakim naprawdę jesteś twoja sympatia do mnie pęknie jak mydlana bańka.
- Trochę wiary w ludzi - mówi z uśmiechem - Postaraj się.
- Spróbuje.
- Próbować zawsze warto - stwierdza - Wiesz jakoś za specjalnie już nie chce mi się jeść, nie mam apetyty.
- Nic nie szkodzi, ja też go straciłem. 
- Zawieziesz mnie do domu? - pyta niespodziewanie, coś jej się chyba odechciało nie tylko obiadu.
- Pewnie, już. Przebiorę się i jedziemy. 
-Dzięki.
Przebieram się w luźne jeansy i białą koszulkę, na to zarzucam moją ulubioną, zajebistą, czarną, skórzaną kurtkę.
Wychodzimy z apartamentu wprost do windy. Stoimy w ciszy oparci o ściany. 
- Wiesz, naprawdę dobrze gotujesz. Mało spróbowałam ale i tak mam pewność - zapewnia 
- A ty we mnie wątpiłaś, czuje się urażony - mówię z żalem w głosie
- Czy ty mi wybaczysz? - pyta z uśmiechem
- Jak na prawdziwego rycerza przystało czemu nie - stwierdzam
Blanka się uśmiecha jest zadowolona z mojej odpowiedzi. Jej uśmiech jest nieziemski. 
Otwieram samochód, w tym samym czasie słyszę odgłos pukania. 
-Co to?- pyta rozglądająca się Blanka
- Mój telefon - odpowiadam - Wsiadaj, ja tylko go przeczytam. 
Naciskam "Otwórz" i pojawia się wiadomość, jej nadawca jest Maciek. 
" Impreza jutro u ciebie o 20? Co ty na to?" 
"Zwołuj ekipe. Mają być wszyscy oprócz Angeli i jej przygłupich koleżanek. Chce spokoju" - odpisuje
"Nienawidzę tych bab, więc jak najbardziej tak. Jutro 20, jest imprezka!!!" - taka przychodzi do mnie odpowiedź. Jak mało trzeba żeby mój przyjaciel był szczęśliwy. 
Zamykam drzwi i od razu przekręcam kluczyk w stacyjce.
- Coś ważnego? - pyta dziewczyna z zatroskana miną
- Tak - odpowiadam - Blanka jutro idziemy na imprezę - oznajmiam patrząc jej w oczy z pełną powagą. 
- Świnia! A ja myślałam że naprawdę stało się coś poważnego! - krzyczy - To jest ważne, idziesz się bawić, pierwszy raz od dwóch miesięcy, przynajmniej z tego co ja wiem - mówię rozbawiony 
- Może najpierw byś zapytał czy chce? - pyta wzburzona 
- Chcesz? 
- Oczywiście że nie - mówi tonem nie znaczącym sprzeciwu
Ugh... będę się musiał sporo napracować żeby ze mną poszła. Dojeżdżamy już do jej kamienicy. Wysiadam pierwszy i idę jej otworzyć drzwi. Podaję jej rękę, a ona wysiada. Przysuwam swoją twarz tak że prawie muskam ustami jej ucho. Dziewczyna nieruchomieje.
- Będę jutro o 20. To polecenie służbowe Blanka - szepcze - Śpij dobrze - dodaje. Puszczam jej dłoń a ona bez odwracania wchodzi do swojej kamienicy. 
Mój urok osobisty jak zwykle zadziałał. Jestem z siebie dumny. 
Oparty o samochód piszę do maćka esemes.
"Nie będę jutro sam" - wciskam wyślij 
Podnoszę głowę i widzę że Blanka przygląda mi się zza firanki z tym swoim pięknym uśmiechem. Macham do niej ręką na co ona peszy się i chowa gasząc światło.
Z uśmiechem wsiadam do samochodu. Odpalam samochód i kieruję się w stronę swojego apartamentu.
Co się ze mną dzieje? 
                                                             Blanka
Kończę suszyć włosy. "To polecenie służbowe, Blanka"- to rozkaz, a nie miłe polecenie. Nie zaprzeczyłam i nie potwierdziłam że chcę iść, ale wiem że muszę wyrwać się z domu. To dobrze mi zrobi. 
Jest w pół do 20, mam jeszcze dużo czasu. Sprzyjającym faktem jest to że Janek przeważnie zawsze się spóźnia. Otwieram szafę i wpatruje się w ubrania. Mam zamiar założyć białą sukienkę przed kolano, na nią skórzaną kurtkę i do tego baletki. Nie lubię nosić żadnych dodatków typu kolczyki, naszyjniki czy bransoletki, nie posiadam ich więc ich nie noszę. Wczoraj po powrocie od Janka, spędziłam sporo czasu na rozstawianiu wszystkich rzeczy które przyszły kurierem. Lola kupiła mi wszystkiego potrójnie, przesadziła. Przez nią moje mieszkanie wygląda jak pracownia malarska. Wszędzie są porozstawiane sztalugi, a o nie popierane są płótna, oczekujący na to aż je zamalej, ponad to wszędzie walają się pędzle, tubki z farbami, kubeczki na wodę i palety. Ogólnie panuje tu nie powtarzalny chaos. 
Rozczesuje włosy krążąc po mieszkaniu. Zakładam sukienkę, jakimś cudem udało mi się ją zapiąć. Narzucam na ramiona kurtkę i wkładam baletki. Mój makijaż zajmuje mi mniej niż pięć minut. Podkreślam oczy czarną kredka, nakładam delikatną warstwę tuszu i przeciągam błyszczykiem po ustach. Odchodzę od lusterka w momencie w którym rozlega się pukanie do drzwi. Wkładam telefon do kurtki i otwieram drzwi. Stoi przede mną oparty o zewnętrzną futrynę Janek. Jest ubrany w dopasowane jeansy, na czarną koszulę której dwa guziki od góry są nie zapięte ma założona czarną również tak jak ja skórzaną kurtkę, na nogach nie zmienię ma założone tenisówki. 
Nie patrzyłam na niego dłużej niż pół minuty, za to on patrzy na mnie cały czas. Przygląda mi się swoim nieodgadnionym spojrzeniem. Mam nadzieje że zaraz przestanie jednak tego nie robi. Zaczyna mnie to co raz bardziej krępować. Chce odgadnąć co tak przykuło jego uwagę. 
- To ja pójdę się przebrać - mówię i odkręcam się 
- Nie, nie, nie - protestuje Janek i kładzie mi rękę na ramieniu, po czym odkręca mnie w swoją stronę tak abym na niego popatrzyła - Tak jest idealnie - przyznaje. 
Wyciąga za siebie rękę w której trzyma mały bukiecik niebieskich róż. 
- Myślałem że jak tu przyjdę to będę cię musiał błagać o to żebyś ze mną poszła - zaczął - Jednak moje przypuszczenia się nie sprawdziły i jestem dzięki temu cholernie szczęśliwy. Dziękuję ci że zechciałaś ze mną wyjść- zakończył i wręczył mi kwiaty. 
- Dziękuję, wstawię je do wody i możemy iść - powiedziałam cicho i weszłam do domu, Janek podążył za mną
- Chciałbym patrzeć jak malujesz - zapewnił
- Przyjdź tu w tym tygodniu któregoś dnia, na pewno to zobaczysz, zapraszam - mówię śmiało, odstawiam wazon - Idziemy? - pytam 
- Już - odpowiada i otwiera drzwi - Nie bierzesz żadnej torebki?
- Nie, wszystko mam. 
Zamykam drzwi i schodzimy na dół. 
- Daleko? - pytam kiedy siedzimy w samochodzie
- Mieszkasz w centrum, od ciebie wszędzie jest blisko - odpowiada z uśmiechem - I nie ukrywam bardzo mi się to podoba.
- Więc ty dlaczego nie kupiłeś sobie czegoś w centrum?
- Po prostu tak mi lepiej - mówi i energicznie przekręca kierownicę w lewą stronę - Już.
- Naprawdę blisko - mówię ze śmiechem i sięgam po klamkę, nie mogąc jej znaleźć, odkręcam głowę i na potykam uśmiechniętą twarz Maćka przed moją. Jest ciemno. On chyba nie wie komu zagląda w oczy, ja wiem że to on tylko dla tego że używa bardzo charakterystycznego zapachu perfum.  
- Ty już coś piłeś? - pyta Janek, odciągając chłopaka sprzed mojej twarzy.
- Nie. Czekam na ciebie, ale ty jak zwykle się spóźniasz. Po za tym kim jest ta lala która siedzi u ciebie w samochodzie, mam nadzieję że nie przyjechałeś z tym bez mózgiem. To by była kompletna katastrofa. Jeśli nie to całe szczęście, tylko zdradź mi czy w końcu znalazłeś sobie naprawdę napalona laskę i zabrałeś ją tu tylko z grzeczności, przed wielkim finałem, czy może jednak nie? - kompletnie nie zwraca uwagi na moją osobę kiedy te wszystkie słowa wydostają się z jego ust. 
Szokują mnie jego słowa. Janek patrzy na mnie z nadzieją że tego wszystkiego nie słyszałam. Wiem że zaraz będzie próbował coś powiedzieć, aby załagodzić sytuacje, ale podnoszę rękę i wykonuję nią taki gest by wiedział żeby tego nie robić. Z trzaskiem zamykam drzwi samochodu Janka, tak że aż drży szyba. Zwracam tym ich uwagę na mnie i nie tylko ich. Taki miałam zamiar. 
- Mam nadzieję że nie jestem tym bez mózgiem, na twoje całe szczęście - zaczynam głośniej niż zamierzałam - I zapewniam cię że też nie jestem cholernie napalona jak jakaś tania dziwka przed wielkim finałem - kontynuuje nie zmieniając tonu głosu, na co Janek otwiera usta ze zdziwienia - I nie życzę sobie żebyś mówił o mnie jeszcze kiedykolwiek laska lub lala ty pieprzony palancie, o niskim mniemaniu o kobietach. Nie życzę jakiejkolwiek kobiecie żeby się w tobie zakochała, żadnej.- zapewniam - A tak cię lubiłam - stwierdzam na koniec i odchodzę od nich. Nie oglądam się nie mam takiego zamiaru, Maciek nie zasługuje na chociażby odrobinę mojej uwagi. Przekraczam próg drzwi nad którymi wisi podświetlony na niebiesko szyld "Dragon Club" i momentalnie mieszam się w tłum. Dochodzę do najmniej oblężonej części baru i zamawiam sobie bezalkoholowego drinka z dużą ilością lodu. Po swojej prawej stronie dostrzegam kręcone schody prowadzące na piętro, z racji godziny wiem że nie ma tam nikogo. Udaje się tam więc z zamiarem zdobycia chwili spokoju. Wiem że będzie to trudne w tak zatłoczonym klubie, ale nie zawadzi spróbować. 
Siadam wygodnie, w fotelu i zamykam oczy potrzebuję ciszy w mojej głowie.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Obiad

Rozdział 15

                                                          Blanka
"Powodzenia na maturze! B." - wyślij. Ta wiadomość jest po to żeby wiedział że pamiętam. To jego ostatni dzień i chyba najgorszy. Jest parę minut po 8 a ja już nie mogę wytrzymać z nudów. Koszmar.
Wiem że ten dzień będzie nie do wytrzymania. Maj tego roku jest w Polsce po prostu straszny. Gorąco, sucho, zero deszczu. Ugh...
Idę wziąć prysznic, ochłoda od samego rana dobrze mi zrobi. 
                                                         Janek 
- Dzwoń po nią, ja już jadę - informuje Inge przez telefon. Tylko włączyłem telefon, natychmiast przyszło połączenie. W takim dniu!? Coś się kurwa zawsze musi spieprzyć!?
- Już dzwonię - zapewnia- Janek twój ojciec się do ciebie dobija, a raczej jego nowa narzeczona - dodaje ciszej, ona doskonale wie jak jestem do nich nastawiony
- To jest nie ważne. Ważne jest by zająć się hotelami. Posłuchaj jeśli już do niej zadzwonisz, zrób dla mnie jeszcze coś, do konferencyjnej zwołaj cały zespół. W tym hotelu uprzedzę ich ja, w następnych zrobią to managerzy, a ty im wyślesz co dokładnie krok po kroku mają powiedzieć. Nie chcę by taka sytuacja się jeszcze raz powtórzyła. Spotkanie na 13, cały personel. Liczę na ciebie. 
- Oczywiście, wszystko będzie zrobione. Janek co zrobisz z tamtymi ludźmi? - pyta 
- Coś wymyśle - odpowiadam - Będę za pół godziny - powiadamiam i kończę rozmowę. 
Ciężki dzień się zapowiada. 
                                                              Blanka
Czytam mejle z Włoch, już od 10 minut. Jest ich bardzo dużo. Mam je przejrzeć pobieżnie aby wiedzieć co powiedzieć Jankowi. 
O wilku mowa! Zmierza do biura, wiem to bo słychać go jak wydaje polecenia, podniesionym głosem. 
- Inga świetna robota, wyślij to teraz do wszystkich - mówi do swojej współpracowniczki, kiedy wchodzą do pokoju, i oddaje jej kartki - Jak przedstawia się sprawa? Konkretnie - te słowa są skierowane do mnie 
- Konkretnie. Konkretnie to połowa personelu rozpieprzyła Ci cały hotel i to ten z lepiej prosperujących. Okradli gości, bawili się ich kosztem. Masz zszarganą reputacje, żeby ją odbudować będziesz się musiał sporo nagimnastykować. I najważniejsze: około 150 ludzi grozi ci procesami - wyjaśniam, przeglądając moje notatki.
- Dzięki. Konkretnie i na temat - mówi wpatrując się w widok za oknem - Więc tak - nabiera tchu - Inga zwołuj wszystkich, ja już idę do konferencyjnej.
- Już idę - potwierdza kobieta i wychodzi.
Wstaje z krzesła biorę torbę i kieruje się do drzwi. 
- Janek idziesz? - pytam gdy widzę że on nadal stoi gapiąc się w to okno.
- Tak - odchodzi od okna po czym bierze z biurka wszystkie mejle i papiery i wychodzi - Chodź.
- Po co ci to? 
- Zobaczysz.
Po dosłownie paru krokach wchodzimy do dużego pomieszczenia. Wszystkie pary oczu są skupione na Janku, widać że darzą go szacunkiem. Chłopak przechodzi na koniec sali i staje na środku. Ja siadam na krześle w najdalszym kącie sali.
- Moi drodzy - zaczyna - Słyszeliście już pewnie co się zdarzyło w jednym z naszych zagranicznych hoteli. Jest to dla mnie przykra informacja, ale niestety dla was jeszcze bardziej. Chce wam tylko powiedzieć że jeśli coś takiego stało by się w tym miejscu! - podnosi głos, teraz Janek wygląda naprawdę strasznie - Przyszłoby do mnie tyle skarg! - ty mówiąc rzuca wszystkimi kartkami o biurku, tak że wybijają się w powietrze - Bez wahania wywaliłbym cały personel, nie patrząc na to czy ktoś zawinił czy nie! Wszyscy ponieśli by odpowiedzialność! Czy to jest jasne?! 
- Oczywiście! - rozbrzmiało w całym pokoju. 
- Ku przestrodze i dla waszej wiadomości! Cały personel z hotelu Victoria we Włoszech zostanie pozbawiony pracy i na ich barki spadną koszty związane z procesami! - informuje - Możecie rozejść się do swoich zadań. Życzę miłego dnia - kończy.  
W pokoju zostaje tylko ja, Janek i Inga. 
- Zamierzasz teraz jechać do Włoch? - pyta kobieta ze zdziwieniem
- Oczywiście że nie - odpowiada - Ty tam pojedziesz, 
Kobieta jest bardzo zdziwiona chce coś powiedzieć, ale Janek zaczyna pierwszy.
- Inga niestety to jest twoje być albo nie być. Jedziesz tam i robisz wszystko żeby zbudować tamten hotel od podstaw. Kompletujesz ekipe, zmieniasz wizerunek. Dostaniesz za to okazałą sumę. To jak podejmujesz wyzwanie?
- Nie mam innego wyjścia - potwierdza ze zrezygnowaniem 
- Wiedziałem że się zrozumiemy - mówi i wycofuje się do wyjścia. Podchodzi do mnie i bierze mnie za rękę - Chodź. Inga niech ktoś posprząta tej bałagan - nakazuje i trzaska drzwiami.
Idę za nim do wyjścia, po drodze wszyscy grzecznie żegnają Janka. Jaki on ma autorytet. 
- Chodź pojedziemy coś zjeść, proszę - mówi kiedy stoimy przy jego samochodzie 
- Dobrze - zgadzam się, z nerwów jestem naprawdę głodna. 
                                                            Janek 
- Przepraszam muszę odebrać - mówi Blanka, grzebiąc w swojej torbie w poszukiwaniu telefonu. 
- Nie ma sprawy - zapewniam 
Stoimy na czerwonym świetle, patrzę na nią podczas gdy rozmawia przez komórkę. Mówi coś podniesionym głosem. Widać że stała się bezsilna. Dziękuję i odkłada telefon.
- Nie wiem gdzie chciałeś mnie zabrać, ale muszę jechać do mieszkania odebrać paczkę, przepraszam - tłumaczy się 
- Nie szkodzi - informuje, przyjeżdżam na drugi pas i zawracam. 
Siedzimy w milczeniu, chyba żadne z nas nie ma ochoty się odzywać. Przy Blance cisza nie jest krępująca. Mogę tak siedzieć ile tylko bym mógł. Parkuje przed jej kamienicą a ona wychodzi i zamyka drzwi. Dzisiaj nie puszczę jej tak szybko. Idę za nią. Dochodzimy na 3 piętro i stajemy, ponieważ nie mamy jak przejść. Przed drzwiami na jednym z pudeł siedzi kurier. Blanka jakimś cudem przedostaje się do niego, podpisuje kartkę i otwiera drzwi. Facet mija mnie na schodach. Biorę w ręce pierwsze z brzegu pudło i zanoszę je do mieszkania.
- Gdzie postawić? - pytam, stojącą przede mną dziewczyne 
- Gdziekolwiek - odpowiada 
Wnoszę pudełka i sztalugi. Blanka patrzy na to ze smutną miną. Kiedy zamykam za sobą drzwi, mówi krótkie dziękuję i kuca przy jednym z pudeł. Wyjmuje z niego farby i pędzle. Wszystkie delikatnie rozkłada po podłodze. Patrzę na nią z podziwem jak starannie rozkłada każdy przedmiot. Nie chce jej krępować, więc idę do kuchni zobaczyć czy ma coś do jedzenia. Niestety w lodówce jest tylko światło. Biorę szklankę z wodą i wracam do jej salonu. Teraz ustawia sztaluge. 
- Malujesz? - pytam, by przerwać ciszę
- Kiedyś malowałam - odpowiada
- To po co Ci to wszystko jeśli już tego nie robisz? - dążę
- Żebym zaczęła.
- I wydałaś tyle kasy dla motywacji?
- To nie ja. Ja to dostałam.
Patrzę na jeden z pakunków i czytam adres nadawcy.
- Z Barcelony, daleko.
- Wiem. 
- Na pewno tego chcesz, chcesz malować? 
- Tak - wstaje z podłogi - To co jemy? - pyta promiennie. Co za zmiana.
- U ciebie to się raczej nie najemy - informuje z uśmiechem
- Miałam zrobić zakupy, po tym jak wyjdę od ciebie - tłumaczy
- Niestety pozmieniały się plany. Chodź ja pamiętam o zakupach zjemy coś u mnie, bo już naprawdę jestem głodny. 
- Szczerze, ja też.
- No to mamy zgodność. Zostawiasz to tak? - pytam pokazując cały ten bałagan utworzony za sprawą przesyłki
- Później się tym zajmę.
- Jak wolisz.
- Idziemy? 
- Idziemy - kiwam głową
                                                          Blanka
-A co zjemy u ciebie? - pytam - Uprzedzam na pizze nie mam ochoty. 
- Jakaś ty wybredna - komentuje z uśmiechem - Zjemy co będziesz chciała - odpowiada 
- To ja chcę kaczkę faszerowaną jabłkami do tego pieczone ziemniaki i wytrawne, czerwone wino - mówię z powagą
- A nie może być zwykły kurczak? - pyta z nadzieją w głosie
- Żartowałam - mówię z uśmiechem - Kurczak jest ok. Umiesz go przyrządzić? 
- Moja specjalność to kurczak w ziołach, ale jeśli chcesz to zmienimy koncepcje.
- Tak będzie znakomicie - zapewniam 
- Wysiadamy - mówi. Nawet nie zauważam kiedy wyjeżdżamy na podziemny parking
- Znowu zapomniałeś kluczy? 
- Nie, teraz było to z góry zamierzone. Jesteś moim honorowym gościem. 
- Tak, tak.
- Nie wierzysz mi? 
- Powiedzmy.
- Nie dostaniesz obiadu, jak tak dalej będzie - grozi mi 
- Ja się boje czy ty w ogóle coś ugotujesz... 
Na te słowa Janek przerzuca mnie sobie prze ramię i trzyma za nogi. Wychodzi z windy prosto do swojego apartamentu. 
- Janek co ty robisz? - pytam waląc pięściami w jego plecy 
- To boli - mówi śmiejąc się
- Bo ma - odpieram 
- Siadasz tu i patrzysz jak gotuje żeby nie było wątpliwości - powiadamia mnie i sadza na wysokim taborecie, przed kuchenna wyspą. 
- Nawet do łazienki nie mogę? - pytam próbując zrobić minę szczeniaczka 
- Nie - mówi - I twoje minki na mnie nie działają. 
- A już myślałam że powale cię na kolana mimiką mojej twarzy.
- Nic z tego - mówi i rozkłada ręce
- Nie przebierzesz się? Pobrudzisz sobie koszule.
Janek zdejmuje koszulę, tak że widzę jego goły tors, on musi niebywale wiele czasu spędzać na siłowni
- Lepiej? 
- Jeśli ci tak wygodnie.
- Nie przeszkadza ci to? - pyta. To po co ją zdjął? Żeby mnie zawstydzić? 
- Nie. Travies cały czas chodził bez koszulki, przyzwyczaiłam się jeśli tak można to nazwać - tłumacze
- Kto? 
- Mój przyjaciel. Nie ważne.
- On ci przysłał te pudła?
- Nie. To zrobiła Lola, ona też jest moją przyjaciółką. 
Chłopak kompletnie nie wie co powiedzieć. Nie chce już też drążyć tematu. Wyjmuje z lodówki kurczaka, jest gotowy wystarczyć włożyć do piekarnika, cfaniak. Stoi do mnie tyłem, mastrując coś przy piekarniku. 
- Namalujesz coś dla mnie? - pyta nie spodziewanie
- Słucham?  
- Blanka, słyszałaś. 
- A co byś chciał? 
- Coś specjalnie dla mnie od ciebie - odpowiada, choć stoi tyłem dobrze wiem że się uśmiecha
- Masz konktretny termin?
- Wykaże się cierpliwością - gwarantuje i odwraca się - Kurczak wstawiony, pomożesz mi obrać warzywa? 
- Pewnie. 
- Zaraz wracam.
- Poczekam
- Nie masz wyjścia - zapewnia z szerokim uśmiechem
Fakt mam się nie ruszać i patrzeć co robi. Janek chyba uwielbia jak poświęca mu się uwagę. Siedzę więc i czekam. Wykazuje się cierpliwością.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Lola

Rozdział 14

                                                                         Janek 
- Przy mnie będzie, postaram się żeby było - zapewniam - muszę iść spotkamy się w pracy, zadzwonię - gwarantuje
- Będę czekać - mówi - idź już, Maciek się zaraz skręci z niecierpliwości
- Tak - łapie za klamkę na co Blanka automatycznie odkręca się i odchodzi - przepraszam - dodaje 
Pięknie! Znowu wszystko spieprzyłem! Gdyby rozdawali Nobla za debilizm miałbym wygraną w kieszeni. Trzaskam drzwiami. 
- Jedź - warczę 
- Oho, stary pierwszy raz cię widzę takiego, ale cię wzięło - komentuje
- Zamknij mordę - nie wytrzymuje - jedź
- Czyli ona nie odwzajemnia twojego uczucia - stwierdza
- Maciek obiecuje Ci że jeszcze raz coś na mój i uczuć temat powiesz, przestanie być miło - powiadamiam go 
- Jest piękna - spogląda na mnie - Blanka oczywiście - mówi, nie mogę mu nic na to powiedzieć, nie zabroniłem mu i najważniejsze ma rację.  
                                                               Blanka
- Piękna książka - mówię i podsuwam pod ręce Zoi plik kartek 
- Jak ty to robisz?  
- Co? - nie rozumiem
- Tak szybko tłumaczysz. Najszybciej ze wszystkich a masz najmniesze doświadczenie. 
- Chce nadgonić i zarobić, później mogę nie mieć tyle czasu - wyjaśniam. 
- Kiedy zaczynasz drugą pracę? 
- Najpóźniej za tydzień, daj mi jeszcze ze dwie trzy książki. 
- Dobrze, ale jeśli je przetłumaczysz masz około dwóch miesięcy wolnego.
- Dlaczego? 
- Nie mam więcej zleceń, po prostu nie mam Ci co dać. 
- Rozumiem, postaram się to zrobić jak najszybciej.
- Nie śpiesz się.
- Kiedy je przyślesz?
- Jutro, powinnaś je mieć.
- Ok - mówię. Wstaje i trzymając za klamkę żegnam się. Wychodzę. 
 Przymusowy urlop! Zajebiście! Lepiej być nie może! Zaczyna dzwonić mój telefon, naprawdę musi teraz?
- Halo?! - krzyczę
- Cześć! - odkrzykuje głos - nie możesz rozmawiać czy jak? 
- Lola? - pytam z niedowierzaniem
- A kto inny? To możesz gadać?  
- Pewnie.
- No to gdzie się teraz podziewa moja gwiazda? - pyta 
- Polska, Warszawa. Nie źle co? - odpowiadam nie zważając na "gwiazdę"
- Auć.... nie źle, nie źle. Zrobiłaś coś ze swoim talentem? 
- Jakim talentem?
- Znowu zaczynasz? 
- Nie, tylko nie ma o czym mówić.
- Oczywiście że jest. Sprzedałam go. 
- Co zrobiłaś?! - chyba sobie żartuje
- Sprzedałam twój obraz, mój portret sobie zostawiłam, ale ten drugi sprzedałam - nie żartuje
- Wiesz że to nie fair, on jest mój i brzydki i w ogóle.
- Za to twoje brzydkie i w ogóle dostałam 5 tysięcy euro.
- Ile?!
- Mogłabyś powiedzieć dziękuję i tyle. A nie krzyczeć. Nie cieszysz się? 
- Cieszę, tylko zrobiłaś to bez mojej wiedzy. 
- Jak bym cię zapytała to i tak byś mi nie pozwoliła.
- Fakt.
- No widzisz. Podaj mi swój adres.
- Ale....
- Żadnego ale. Chce jeszcze więcej twoich obrazów. 
- A komu sprzedałaś ten?
- Koleżance mojej mamy. Zobaczyła go u nas i nie mogła wyjść bez niego. Wiesz że nie mogła uwierzyć w to że namalowała go 14 latka. Tak jej się podobał. 
- Chyba jest kompletną wariatką.
- Wiesz, jak możesz. Blanka daj mi ten adres. - mówi rozkazującym tonem
- Już. Hoża 52 mieszkania 5. 
- Cudownie, rozłączę się bo Ci znowu przejdzie. I kocham cię mój mistrzu pędzla. Pieniądze też ci wyśle tylko na konto. 
- Lola!!! 
- Całuski!
Rozłączyła się. Nie wieże. Co ona robi. 
Lola ma teraz 22 lata, poznaliśmy się kiedy byłam w Barcelonie, miałam w tedy 14 lat i malowałam, dużo malowałam. Jest moją przyjaciółką i totalną wariatka, w dobrym tego słowa znaczeniu. Jest też miła i pełna energii. Długi czas się nie odzywała, ale to Lola więc to nic dziwnego. 
Nim doszłam do wydawnictwa, zwiedzałam miasto. Spacerowałam po parkach i centrach handlowych. Myślałam o Janku. 
Znalazłam się na mojej przecznicy kiedy mój telefon znowu zaczął dzwonić. Bez sprawdzania kto dzwoni odebrałam.
- Co znowu?! - warknęłam pełna przekonania że to Lola.
 - Ciebie też miło słyszeć - powiedział Tony. Oj, pomyłka.
- Myślałam że to ktoś inny. Przepraszam.
- A kto wprawił cię w taki znakomity nastrój?
- Najpierw Zoja, później Lola. 
- Jedną kojarzę, drugą nie za bardzo. Kto to więc jest? 
- Moja przyjaciółka.
- I co ona takiego zrobiła.
- Sprzedała mój obraz.
- Czekaj, malujesz?
- Malowałam. Czas przeszły. 
- Szkoda. Ale to co Lola zrobiła jest dobre, powinnaś się cieszyć, wierzy w ciebie.
Szamotam się z zamkiem i długo nic nie mówię.
- Blanka jesteś tam? 
- Tak. Po prostu nie mogłam otworzyć drzwi. 
- A gdzie byłaś? - pyta
- Dowiedzieć się o przymusowym urlopie - odpowiadam cierpko - ale dosyć o mnie, co u ciebie?  
- Harry doprowadza mnie do szału, nic się nie zmieniło. Nie może chyba znieść że jej już nie ma. Państwo Knight są przygaszeni, czyli też bez zmian. Jedynie Lili się cieszy z tego że przyjechałem.
- Przywieź ich tu, to znaczy Lili i Harrego niech zmienią otoczenie chociaż na chwilę to zawsze dobrze robi.
- Może za parę miesięcy, zobaczymy. Na razie jest strasznie ciężko. 
- Zawsze szukaj tych jasnych stron.
- Ciągle mi to powtarzasz.
- Jeszcze jeden raz nie zaszkodzi.
- Fakt. Muszę kończyć, jadę po Lili do przedszkola.
- Ok, pozdrów ją. Trzymaj się. 
- Pozdrowię. Ty też. 
Kolejny koniec. Muszę coś zjeść i pomyśleć. Czas najwyższy się także wykąpać. 
Jest mi przykro z powodu tego co stało się z Jane - pierwszą i jedyną dziewczyną Tonego. Była wszystkim dla swojej rodziny. Jej utrata jest dla nich nie bywałym trudem. Najgorzej znoszą to Lili i Harry, rodzeństwo Jane. Mieszkają w Chicago. Dlatego Tony się przeniósł. 
Życie jest nie sprawiedliwe.
                                                      Janek
- A co z moim samochodem? - pytam kiedy zamykam drzwi, po tym jak odebrałem pizze.
- Na parkingu, cały i zdrowy -odpowiada Maciek z uśmiechem.
- Wiesz jak się dostałem wczoraj do Blanki?
- Normalnie, taksówką. 
- I nic nie zrobiłeś kiedy ci powiedziałem gdzie chce jechać? 
- Ja myślałem ze ty już z nią, no wiesz - mówiąc to tracą mnie łokciem,
- Po wódce na maksa ci odpierdala - komentuje jego zachowanie
- Stary poznałeś ją prawie dwa miesiące temu i nic? Nie wierzę. Nie ty.
- To uwierz, wczoraj widziałem ją dopiero po miesiącu.
- A ja myślałem że wy już, że w nocy. 
- Nie myśl, nie wychodzi Ci.
- Ale ty? Żadne przecież nie przepuścisz, z resztą która by cię nie chciała? 
- No widzisz znalazła się jedna.
Maciek znowu chce to jakoś skomentować. 
- Nie waż się nic więcej powiedzieć - uprzedzam go - nic. 
- Dobra, nich ci będzie - mówi i unosi ręce w geście obronnym.
Jemy w moim mieszkaniu, czekam aż Maciek sobie pójdzie. Nie mam ochoty spędzać z nim dzisiaj więcej czas. Nie będę go jednak wypraszał. Kultura ponad wszystko. 
- A co z Angelą? 
- Nic, czekam trzy miesiące aż mi się skończy kontrakt z jej ojcem. 
- Ty i te twoje interesy.
- Trzeba sobie radzić.
- A może zrobimy coś jak z Klaudią? 
- Że jej wina?
- Tak
- Może. Pomyślimy
- Myśl intensywnie.
- Jasne.
- Muszę sie zbierać - nareszcie sobie idzie
- Jeśli tak.
- Niestety.
Podajemy sobie ręce i Maciek wychodzi. 
Czas najwyższy. 
To jego gadanie. 

niedziela, 21 kwietnia 2013

Ok

Rozdział 13

                                                                    Janek
Moja głowa! Kurwa! Co ja wczoraj piłem?! 
Rozciągam się na łóżku tak że moje stopy wędrują po za nie. Chwila przecież moje łóżko ma więcej niż dwa metry, to jest znacznie mniejsze. Otwieram oczy. Siedzę na łóżku w pokoju pomalowanym w ręce i jakieś zdania. Meble są kolorowe i nowoczesne. Nigdy tu nie byłem. Żeby się dowiedzieć kto jest właścicielem tej sypialni muszę wstać. 
Trzymam się za głowę obiema rękami, tak strasznie boli! 
Wchodzę do kuchni, oparta o blat tyłem do mnie stoi dziewczyna. 
- Spodziewałam się tego że niebawem wstaniesz - oznajmia - i jak się spało? - pyta odwracając się
- Blanka?! - pytam, krzycząc, czym wywołuje u siebie jeszcze silniejsze bóle głowy
- Ciebie też miło widzieć - uśmiecha się i oblizuje łyżeczkę - tak w ogóle to cześć
- Witaj - odpowiadam, kompletnie nie mam pojęcia co ja tu robię
- To jak? Odpowiesz na moje pytanie?
- Dobrze. Blanka możesz mi powiedzieć co ja tutaj robię? - pytam. 
Dziewczyna wybucha śmiechem. Po krótkiej chwili się opanowuje.
- Przepraszam. Nie ma pojęcia. Miała cię zapytać o to samo. Ja wiem tylko tyle że przyszłeś tu w nocy, nie zbyt trzeźwy, widocznie urwał ci się film. 
- Nie wyrzuciłaś mnie - stwierdzam 
- A myślisz że bym mogła? Ty też przejechałeś obok mnie obojętnie? 
- To nie to samo - przerywam - nie chcę się kłócić - mówię i siadam na krześle przy stole, twarz chowam w dłoniach
- Ok. Ja z resztą też. Zrobiłam tosty z dżemem i mam mleko. Jedz - prosi i podsuwa w moją stronę naczynia.
- a masz może jakieś prochy od bólu głowy? - pytam z nadzieją w głosie
- Mam, tylko najpierw zjedz
- Oczywiście - a żeby potwierdzić moje słowa, biorę do ręki tosta i gryzę go - A ty nie jesz? - pytam z pełnymi ustami 
- Ja już jadłam - odpowiada
- Więc która jest godzina? 
- Dopiero dochodzi 8.
- I już nie śpisz?  
- Szczerze mówiąc po twoim przyjściu już nie zasnęłam.
- Przepraszam - mówię - powiedziałem coś nie tak, albo robiłem? - pytam - jeśli tak to za wszystko bardzo przepraszam
- Nie masz za co. Od razu poszłaś spać. Wszystko było jak w najlepszym porządku - zapewnia i uśmiecha się. Coś jej nie wierze. 
Oddycham z ulgą, na co na twarzy dziewczyny ponownie gości uśmiech.
- Zaraz sobie pójdę - oznajmiam - zadzwonię po taksówkę i już mnie nie ma. 
- Spokojnie, nie wyganiam cię. Jesteś miłą odmianą. Po za telefonicznymi rozmowami z nikim nie prowadziłam dialogu. 
- A co z twoim sąsiadem?  
- Wyjechał - mówi
- Szkoda.
- Szkoda, ale trzeba żyć dalej.
- Ty nie żyjesz, ty cały czas pracujesz - zaczynam się droczyć
- Bez przesady - protestuje
- No to co robiłaś przez ostatni miesiąc? - pytam 
- Tłumaczyłam książki - odpowiada szybko, za szybko
- Czyli pracowałaś. 
- Oh! - odkryła swój błąd - A co miałam lepszego do roboty? -próbuje się bronić. 
- Wyjść gdzieś, zabawić się, żyć.
- Ciekawe z kim. 
- Ze mną na przykład, z Maćkiem on też cię bardzo lubi. 
- Dodaj jeszcze że nie miałeś czasu.
- Teraz akurat fakt, zagalopowałem się, ale obiecuje Ci że to odbijemy.
- Jeśli z każdej imprezy wracasz w takim stanie to ja nie wiem czy chce z tobą gdziekolwiek iść - mówi pełna powagi 
Spuszczam wzrok i siedzę w milczeniu. Totalny kretyn ze mnie!
- Żartowałam. Nie dąsaj się. 
- Przepraszam.
- Nic ci na to nie odpowiem, bo kompletnie nie masz za co - mówi dziewczyna, a ja podnoszę głowę w reakcji na jej słowa, ja w stosunku do niej powiedziałem to samo
- To moja kwestia - protestuje z uśmiechem
- Może i twoja, ale bardzo przydatna - odpowiada również się uśmiechając, po czym wstaje z krzesła 
- Gdzie idziesz? - pytam, zdziwiony 
- Myślałam że chcesz coś od bólu głowy - odpowiada nie pewnie 
- Yhym - kiwam głową. Blanka z gracją udaje się w stronę szafki, po czym otwiera ją i wyjmuje z niej opakowanie. Nalewa wody do szklanki i przynosi mi wszystko na stół. Fajnie jest widzieć jak ktoś się o ciebie troszczy. 
- Dzięki - mówię. Połykam i popijam lek. 
- Idę się przebrać, twojej rzeczy wiszą na wieszaku w sypialni - oznajmia. Dopiero teraz orientuje się że nie mam na sobie koszuli. To dziwne, siedziała przy mnie jak gdyby nigdy nic. Janek ty kretynie! Jak myślisz kto ci zdjął koszule? - pyta moja podświadomość. O kurwa! Co ja zrobiłem? Po co tu przyszłem? 
Wchodzę do pokoju w którym spałem akurat w momencie w którym zaczął dzwonić mój telefon. 
                                                              Blanka 
Oczywiście nic nie pamięta i strasznie boli go głowa. Jakoś się nie dziwię. Słyszę dźwięk telefonu, to jego. Wkładam jeansy i bluzę. Muszę niestety iść do wydawnictwa na 13. 
- Nie wiem, kurwa, nie wiem.....przyjedź po mnie.....jak najszybciej - słyszę kiedy podchodzę do drzwi sypialni - nie śmiej się.... to nie jest śmieszne..... przyjedź tu, bo każe ci zapłacić za wszystko co wczoraj wypiliśmy..... właśnie wiem, dużo, bardzo dużo..... czekam - połączenie zostaje, wiem to bo Janek już więcej się nie odzywa. Wchodzę więc do pokoju, muszę wziąć plecak z szafy. 
- Słyszałaś o pukaniu? - pyta z uśmiechem Janek 
- Słyszałeś ze jesteś u mnie? - odpowiadam pytaniem 
- Czuje się u ciebie, jak u siebie, nic na to nie poradzę - stwierdza 
- Na wszystko masz odpowiedź - mówię
- Taki już jestem. Śpieszy ci się? 
- Nie, jestem umówiona na później, spokojnie nigdzie się na razie nie wybieram - uspokajam go kiedy widzę jak męczy się gdy zapina swoją koszule.
- Zaraz naprawdę mnie nie będzie - zapewnia 
- Słyszałam. Dlaczego groziłeś mu że będzie musiał zapłacić? 
- Piliśmy w moim klubie. Gdybym mu tym nie zagroził nie przyjechałby po mnie. 
- Szantaż na najlepszym przyjacielu - kwituje
- Jakoś trzeba sobie radzić w życiu.
- Różnie się układa.
- Często to powtarzasz - zauważa
- To takie moje pocieszenie - wyjaśniam 
- Intrygujące.
- Czy chłopak który jeszcze parę minut temu powiedział kurwa, użył teraz słowa intrygujące? - pytam ze śmiechem
- Nie przeklinaj - mówi i wychodzi z pokoju 
- Ty też! I nie odpowiedziałeś! - krzycze i doganiam go 
- A to aż takie dziwne? - pyta i odwraca się. Stoimy twarzą w twarz. 
- Ależ oczywiście że nie, szefunciu - odpowiadam z uśmiechem
- Jak mnie nazwałaś? - pyta z zaciśniętymi zębami
- Nie denerwuj się tak Pysiu! - i robię to co on wczoraj, dotykam palcem jego nosa i zaczynam się śmiać 
- Blanka! Błagam się nie mów do mnie ani Pysiu, ani szefunciu! 
- Oczywiście Misiu! - zgadzam się 
- Jesteś nie reformowalna - mówi Janek i kręci głową z rezygnacją
- Taka już jestem - stwierdzam z uśmiechem 
- Chyba będę się musiał do ciebie przyzwyczaić.
- Ja do ciebie też.
- Rozejm?
- Rozejm.
Słyszymy klakson samochodu. 
- Musisz już iść
- Niestety - krzywi się i zawiązuje trampki
- Poczekaj wyjdę z tobą, wezmę tylko laptop i idziemy.
- Jak sobie życzysz - mówi i siada na podłodze.
Wkładam rzeczy do plecaka i poruszam kluczami w ręku. Wyciągam rękę żeby pomóc mu wstać. Odtraca ją jednak. 
- No wiesz. Jak możesz? Po takiej nocy? 
- Przeprosiłem - mówi i wstaje 
- Tylko się drocze.
- Wiem - stwierdza i otwiera mi drzwi - panie przodem 
- Jasne.
Zamykam drzwi. Schodzimy na dół. Przed kamienicą stoi Maciek oparty o samochód. 
- Ile można czekać? - pyta z nad tablet w którego jest wpatrzony.
- Od razu mówię nie moja wina - zapewniam 
- Cześć! Blanka! - krzyczy radośnie i mnie przytula 
- Też się ciszę że cię widzę - mówię 
- Mnie też nie wywalisz jak do ciebie przyjdę uchlany? - pyta z miną szczeniaczka. 
- Nie - mówię z przekonaniem
- Dlaczego to ja cię nie uratowałem? - zadaje retoryczne pytanie 
- Dajcie już spokój z tymi czułościami - mówi Janek - jedziemy - dodaje w stronę swojego przyjaciela
- Taką cenę płaci się za dobrą zabawę - stwierdza Maciek - szofer
- To i tak mało - zaprzecza Janek - dziękuję ci jeszcze raz za wszystko i przepraszam - zwraca się w moją stronę
- Ja też - mówię
- Ej, Blanka wszystko już ok, tak? - pyta 
- Nigdy nie będzie ok - odpowiadam z grymasem

piątek, 19 kwietnia 2013

Matura

Rozdział 12

                                                                  Janek
Zbieram się do szkoły, dzisiaj pierwszy dzień matury. Stoję oparty o futrynę drzwi prowadzących do mojej garderoby. Zastanawiam się który garnitur ubrać. Czarny czy kolorowy? Nie, dzisiaj, tradycyjnie, na czarno. W końcu piszę z polskiego. Zabieram z wieszaka pierwszy z brzegu czarny garnitur i białą koszulę. 
W momencie kiedy mam zapiąć drugą spinkę przy mankiecie mojej koszuli, słyszę krótkie pukanie, oznaka tego że przyszedł do mnie esemes. Idę wolno w stronę salon, gdzie zostawiłem telefon, moje bose stopy z dźwiękiem odbijają się od płytek. Sięgam po przedmiot ze zgaszonym już wyświetlaczem. 
"Powodzenia na maturze! B." - widzę po otwarciu wiadomości. Jej nadawcą jest ostatnia osoba od której spodziewałbym się dzisiejszego dnia jakiegokolwiek znaku życia.
Nie do wiary! Odezwała się! Pierwsza!  
Pieprzony jeden esemes sprawił że jestem chyba najszczęśliwszym maturzystą w historii! 
Widząc która jest godzina, w szybkim tępię wkładam trampki i biorę w rękę marynarkę. Gdy winda zjeżdża na poziom -1, biegiem zmierzam w stronę mojego samochodu. 
Jedna osoba tyle zmienia, tylko to nie jest jakaś tam osoba, to moje marzenie, piękne marzenie.

                                                             Blanka 
"Powodzenia na maturze! B." - pisze i wciskam wyślij. Jeśli nie mogłam mu pomóc się do niej uczyć, przynajmniej spróbuje go teraz wesprzeć. Ciekawe jak zareaguje? Odpisze? Pewnie nie. 
Zgodnie z instrukcjami Janka, w sobotę trzy dni temu, podpisałam umowę z jego hotelem, bez żadnych okresów próbnych, nic. To dobrze, tak jest lepiej, widać że mi ufa, ja jemu też. 
Bez żadnego zaangażowania jem płatki z mlekiem. Gryzę każdy od dzielnie. Tak smakują najlepiej. Z melancholii wyrywa mnie krótkie beep. Zrywam się z krzesła i biegnę w stronę telefonu. Mam nadzieję że to Janek coś napisał. Niestety. To tylko powiadomienie o nie uregulowanej płatności za abonament. Jest parę minut przed 9, już na pewno nie odpisze. 
                                                             Janek 
- Co ty się tak gapisz w ten telefon? - pyta Maciek, klepiąc mnie po plecach 
- Już - mówię, ostatni raz spoglądam na wyświetlacz i chowam przedmiot do schowka w samochodzie 
- Swoją drogą, myślałem że zaspałeś czy coś i nie przyjdziesz - stwierdza
- A jednak nie zaspałem i nie coś. Chodźmy już. - proponuje
- Już. - kiwa głową i ruszamy do wejścia - stary pamiętasz o imprezie w środę, po informatyce? 
- Pamiętam, tylko nie rozumiem dlaczego nie możemy z nią poczekać aż napisze z włoskiego? 
- Gdyż i ponieważ włoski zdajesz tylko ty, a chłopaki wyjeżdżają na wakacje już 23, czyli nie będzie ekipy, a jak nie będzie ekipy to nie będzie tak dobrej zabawy. Nie wykręcaj mi się tylko teraz.
- Nie wykręcam. Będę na pewno. Masz to jak w banku. 
- Cu... - Maciek chce chyba powiedzieć cudownie, ale przerywa mu podbiegająca do mnie Angela. Co ona tu robi do cholery? 
- Pysiu! - woła i całuje mnie w policzek, Bogu dzięki tylko w policzek - spisz mi się tam, nie chce mieć chłopaka bez matury 
- Co ty tu robisz? - pytam
- Chcę Ci życzyć powodzenia - patrzę błagalnie na Maćka. "Zrób coś" - błagam go w myślach.
- Jestem pewny Angela że nie trzeba, nie masz się o co martwić. Wiesz my już musimy iść, a ty jedź może do kosmetyczki czy fryzjera? - proponuje jej Maciek 
- Tak masz rację mój Mysio-Pysio sobie poradzi - całuje mnie jeszcze raz - fryzjer to dobry pomysł - dodaje odwraca się i odchodzi 
- Dzięki, uratowałeś mnie - mówię
- Duże piwo za to i błagam cię zrób coś z tą lalą, bo ja nie wytrzymam.
- Po maturze, tylko będziesz mi musiał pomóc. 
- Zrobię wszystko, tylko skończ z nią.
- Ok, ok - mówię i podnoszę ręce w geście obronnym - chodź, bo nas nie wpuszcza. 
Ruszamy w kierunku hali sportowej. Witamy się z chłopakami. Życzymy sobie powodzenia i wkraczamy na salę. Musimy się dzisiaj postarać, aby otworzyć sobie drzwi do przyszłości. Jaka gadka ja pierdole, co się ze mną dzieje?
                                                                   Blanka
- Dlaczego nie przyszyłeś na lotnisko? - pytam Filipa, od wylotu Tonego minął prawie miesiąc, a ja nie miałam jak wcześniej go o to zapytać bo go po prostu nie widziałam.
- Nie miałem ochoty - odpowiada chłodno
- Yhym - burczę, czyli nici z miłej rozmowy - co ty robisz z tymi pudlami? - pytam, ponownie patrząc na kucającego chłopaka który zakleja taśmą kartony. Stoje w mieszkaniu Tonego, weszłam tu od razu gdy usłyszałam otwieranie drzwi.
- Zabieram swoje rzeczy. 
- Czyli nikt tu nie będzie mieszkał? 
- Będzie, wynajmę to mieszkanie. 
- To nie fair -stwierdzam
- To że on wyjechał też nie jest fair - odpyskuje i wstaje
- Tylko on jedzie pomóc. 
- I mnie zostawił.
- A co ty małe dziecko jesteś? Nie poradzisz sobie? 
- Nie o to chodzi.
- To o co? 
- O nic.
- Nie o nic, tylko ty po prostu nie możesz znieść że ktoś się z tobą nie liczy, biedactwo.
- Przestań.
- Bo co? Boli? 
- Jesteś za smarkata żeby to zrozumieć
- Jasne. Nie zbyt cięta ta twoja riposta - mówię. Stoimy mierząc się wzrokiem. To on pierwszy spuszcza wzrok. wygrałam. Miałam rację. 
- Jak już dorośniesz, to zadzwoń, może pogadam z takim smarkaczem jak ty - proponuje i wychodzę trzaskając drzwiami. Nie żałuję że to powiedziałam, należało mu się. 
                                                              Janek 
Każdego dnia mojej matury dostaję od Blanki esemesa o takiej samej treści jak pierwszego. Nigdy nie odpisuje. Nie wiem co. Wiem tylko że jest mi wykurwiście miło z powodu tego że ona to robi. Pamięta o mnie. 
Taka wiadomość przychodzi tak że dzisiaj. To mój przed ostatni egzamin. Informatyka. 
                                                             Blanka
Muszę nadgonić pracę dla wydawnictwa. Włączam laptopa i idę zaparzyć sobie herbatę. Czeka mnie sporo pracy. Całe szczęście, że książka jest po angielsku i dla młodzieży, będzie szybciej. Mam ją przetłumaczyć do końca czerwca, ale ja chce to zrobić szybciej, nie mam pojęcia co wymyśli dla mnie Janek. 
                                                              *****
Siedzę już od paru ładnych godzin nad treścią tej książki. Jednak nie idzie mi tak szybko jak przypuszczałam.
Mam zamiar zaparzyć sobie mocną kawę, kiedy ktoś zaczyna walić do moich drzwi. Ruszam w ich kierunku, nie chcę by tak głośne dźwięki obudziły kogokolwiek. Otwieram drzwi i zamieram, dosłownie. 
- Janek?! Co ty tu robisz? - pytam ze zdziwieniem - wiesz która jest godzina? 
- Niestety nie mam zegarka - stwierdza ze śmiechem - jesteś piękna - stwierdza poważnie i próbuje dotknąć mojego policzka 
- A ty pijany - odpowiadam i odtrącam jego rękę 
- Jestem pijany, nie zaprzeczę. Tylko ja jutro wytrzeźwieje a ty nadal będziesz piękna - mówi i dotyka palcem mojego nosa 
- Przestań. Jak ty się tu w ogóle znalazłeś? 
- Nie mam pojęcia, ale jestem, to najważniejsze prawda? - pyta 
Nic nie odpowiadam. Co ja mam z nim teraz zrobić? Jestem za zbyt zmęczona żeby się z nim tłuc taksówką do niego. Po za tym nie wiem czy ma przy sobie klucze. 
- Nie wpuścisz mnie? - z zamyśleń wyrywa mnie kolejne pytanie Janka
- Jasne, wejdź - mówię i uchylam jak najszerzej mogę drzwi. 
Chłopak jest tak pijany że jego wejście wygląda jak slalom, polegający na odbijaniu się od ściany do ściany. 
Położenie go spać będzie chyba najrozsądniejszym wyjściem w tej sytuacji. Tak, to dobry pomysł. 
- Chodź pójdziemy do sypialni - oznajmiam i próbuje oprzeć go na swoim ramieniu. Jest to nie lada wyczyn. Janek mierzy ze 2 metry a ja jakieś 30 centymetrów mniej.
- Świetny pomysł - mówi z ogromnym uśmiechem
Kręcę głową na jego słowa. Docieramy do mojego pokoju. Próbuje go delikatnie położyć na łóżku ale on łapie mnie w pasie i oboje na nie upadamy. Muszę to rozegrać inaczej. 
- Janek- mówię miękko 
- Tak? 
- Zrób coś dla mnie 
- Wszystko 
- Idź spać - mruczę, uśmiecha się, podziałało 
- Nie bez ciebie - a jednak nie 
- Dobrze, tylko pójdę się napić ok?
Kiwa głową jak małe dziecko. Wychodzę ale nie zamykam drzwi. Naprawdę idę do kuchni, ale po to by zrobić sobie kawy, wiem że nie mam szans już dzisiaj zasnąć. Jest w pół do 3. 
Zalewam sobie napój i idę do sypialni z nadzieją że on już śpi.
Janek śpi w najlepsze, rozłożył się na całym moim łóżku. Wygląda jak małe dziecko. Zdejmuje mu tenisówki. Dlaczego mnie nie dziwi to że jest bez skarpet? Później zdejmuje mu jego marynarkę i koszulę, nie chcę żeby się pogięły. Jego widok jest komiczny. Zamykam delikatnie drzwi. 
Nie mogłam zrobić nic innego. Jeśli on mi pomógł, jak chciałam zrobić dla niego to samo. 
Siadam przed komputerem, wracam do pracy i popijam co rusz kawę. 
Ciekawe jak Janek zareaguje jutro, kiedy dowie się do kogo przyszedł o takiej porze?