Rozdział 15
Blanka
"Powodzenia na maturze! B." - wyślij. Ta wiadomość jest po to żeby wiedział że pamiętam. To jego ostatni dzień i chyba najgorszy. Jest parę minut po 8 a ja już nie mogę wytrzymać z nudów. Koszmar.
Wiem że ten dzień będzie nie do wytrzymania. Maj tego roku jest w Polsce po prostu straszny. Gorąco, sucho, zero deszczu. Ugh...
Idę wziąć prysznic, ochłoda od samego rana dobrze mi zrobi.
Janek
- Dzwoń po nią, ja już jadę - informuje Inge przez telefon. Tylko włączyłem telefon, natychmiast przyszło połączenie. W takim dniu!? Coś się kurwa zawsze musi spieprzyć!?
- Już dzwonię - zapewnia- Janek twój ojciec się do ciebie dobija, a raczej jego nowa narzeczona - dodaje ciszej, ona doskonale wie jak jestem do nich nastawiony
- To jest nie ważne. Ważne jest by zająć się hotelami. Posłuchaj jeśli już do niej zadzwonisz, zrób dla mnie jeszcze coś, do konferencyjnej zwołaj cały zespół. W tym hotelu uprzedzę ich ja, w następnych zrobią to managerzy, a ty im wyślesz co dokładnie krok po kroku mają powiedzieć. Nie chcę by taka sytuacja się jeszcze raz powtórzyła. Spotkanie na 13, cały personel. Liczę na ciebie.
- Oczywiście, wszystko będzie zrobione. Janek co zrobisz z tamtymi ludźmi? - pyta
- Coś wymyśle - odpowiadam - Będę za pół godziny - powiadamiam i kończę rozmowę.
Ciężki dzień się zapowiada.
Blanka
Czytam mejle z Włoch, już od 10 minut. Jest ich bardzo dużo. Mam je przejrzeć pobieżnie aby wiedzieć co powiedzieć Jankowi.
O wilku mowa! Zmierza do biura, wiem to bo słychać go jak wydaje polecenia, podniesionym głosem.
- Inga świetna robota, wyślij to teraz do wszystkich - mówi do swojej współpracowniczki, kiedy wchodzą do pokoju, i oddaje jej kartki - Jak przedstawia się sprawa? Konkretnie - te słowa są skierowane do mnie
- Konkretnie. Konkretnie to połowa personelu rozpieprzyła Ci cały hotel i to ten z lepiej prosperujących. Okradli gości, bawili się ich kosztem. Masz zszarganą reputacje, żeby ją odbudować będziesz się musiał sporo nagimnastykować. I najważniejsze: około 150 ludzi grozi ci procesami - wyjaśniam, przeglądając moje notatki.
- Dzięki. Konkretnie i na temat - mówi wpatrując się w widok za oknem - Więc tak - nabiera tchu - Inga zwołuj wszystkich, ja już idę do konferencyjnej.
- Już idę - potwierdza kobieta i wychodzi.
Wstaje z krzesła biorę torbę i kieruje się do drzwi.
- Janek idziesz? - pytam gdy widzę że on nadal stoi gapiąc się w to okno.
- Tak - odchodzi od okna po czym bierze z biurka wszystkie mejle i papiery i wychodzi - Chodź.
- Po co ci to?
- Zobaczysz.
Po dosłownie paru krokach wchodzimy do dużego pomieszczenia. Wszystkie pary oczu są skupione na Janku, widać że darzą go szacunkiem. Chłopak przechodzi na koniec sali i staje na środku. Ja siadam na krześle w najdalszym kącie sali.
- Moi drodzy - zaczyna - Słyszeliście już pewnie co się zdarzyło w jednym z naszych zagranicznych hoteli. Jest to dla mnie przykra informacja, ale niestety dla was jeszcze bardziej. Chce wam tylko powiedzieć że jeśli coś takiego stało by się w tym miejscu! - podnosi głos, teraz Janek wygląda naprawdę strasznie - Przyszłoby do mnie tyle skarg! - ty mówiąc rzuca wszystkimi kartkami o biurku, tak że wybijają się w powietrze - Bez wahania wywaliłbym cały personel, nie patrząc na to czy ktoś zawinił czy nie! Wszyscy ponieśli by odpowiedzialność! Czy to jest jasne?!
- Oczywiście! - rozbrzmiało w całym pokoju.
- Ku przestrodze i dla waszej wiadomości! Cały personel z hotelu Victoria we Włoszech zostanie pozbawiony pracy i na ich barki spadną koszty związane z procesami! - informuje - Możecie rozejść się do swoich zadań. Życzę miłego dnia - kończy.
W pokoju zostaje tylko ja, Janek i Inga.
- Zamierzasz teraz jechać do Włoch? - pyta kobieta ze zdziwieniem
- Oczywiście że nie - odpowiada - Ty tam pojedziesz,
Kobieta jest bardzo zdziwiona chce coś powiedzieć, ale Janek zaczyna pierwszy.
- Inga niestety to jest twoje być albo nie być. Jedziesz tam i robisz wszystko żeby zbudować tamten hotel od podstaw. Kompletujesz ekipe, zmieniasz wizerunek. Dostaniesz za to okazałą sumę. To jak podejmujesz wyzwanie?
- Nie mam innego wyjścia - potwierdza ze zrezygnowaniem
- Wiedziałem że się zrozumiemy - mówi i wycofuje się do wyjścia. Podchodzi do mnie i bierze mnie za rękę - Chodź. Inga niech ktoś posprząta tej bałagan - nakazuje i trzaska drzwiami.
Idę za nim do wyjścia, po drodze wszyscy grzecznie żegnają Janka. Jaki on ma autorytet.
- Chodź pojedziemy coś zjeść, proszę - mówi kiedy stoimy przy jego samochodzie
- Dobrze - zgadzam się, z nerwów jestem naprawdę głodna.
Janek
- Przepraszam muszę odebrać - mówi Blanka, grzebiąc w swojej torbie w poszukiwaniu telefonu.
- Nie ma sprawy - zapewniam
Stoimy na czerwonym świetle, patrzę na nią podczas gdy rozmawia przez komórkę. Mówi coś podniesionym głosem. Widać że stała się bezsilna. Dziękuję i odkłada telefon.
- Nie wiem gdzie chciałeś mnie zabrać, ale muszę jechać do mieszkania odebrać paczkę, przepraszam - tłumaczy się
- Nie szkodzi - informuje, przyjeżdżam na drugi pas i zawracam.
Siedzimy w milczeniu, chyba żadne z nas nie ma ochoty się odzywać. Przy Blance cisza nie jest krępująca. Mogę tak siedzieć ile tylko bym mógł. Parkuje przed jej kamienicą a ona wychodzi i zamyka drzwi. Dzisiaj nie puszczę jej tak szybko. Idę za nią. Dochodzimy na 3 piętro i stajemy, ponieważ nie mamy jak przejść. Przed drzwiami na jednym z pudeł siedzi kurier. Blanka jakimś cudem przedostaje się do niego, podpisuje kartkę i otwiera drzwi. Facet mija mnie na schodach. Biorę w ręce pierwsze z brzegu pudło i zanoszę je do mieszkania.
- Gdzie postawić? - pytam, stojącą przede mną dziewczyne
- Gdziekolwiek - odpowiada
Wnoszę pudełka i sztalugi. Blanka patrzy na to ze smutną miną. Kiedy zamykam za sobą drzwi, mówi krótkie dziękuję i kuca przy jednym z pudeł. Wyjmuje z niego farby i pędzle. Wszystkie delikatnie rozkłada po podłodze. Patrzę na nią z podziwem jak starannie rozkłada każdy przedmiot. Nie chce jej krępować, więc idę do kuchni zobaczyć czy ma coś do jedzenia. Niestety w lodówce jest tylko światło. Biorę szklankę z wodą i wracam do jej salonu. Teraz ustawia sztaluge.
- Malujesz? - pytam, by przerwać ciszę
- Kiedyś malowałam - odpowiada
- To po co Ci to wszystko jeśli już tego nie robisz? - dążę
- Żebym zaczęła.
- I wydałaś tyle kasy dla motywacji?
- To nie ja. Ja to dostałam.
Patrzę na jeden z pakunków i czytam adres nadawcy.
- Z Barcelony, daleko.
- Wiem.
- Na pewno tego chcesz, chcesz malować?
- Tak - wstaje z podłogi - To co jemy? - pyta promiennie. Co za zmiana.
- U ciebie to się raczej nie najemy - informuje z uśmiechem
- Miałam zrobić zakupy, po tym jak wyjdę od ciebie - tłumaczy
- Niestety pozmieniały się plany. Chodź ja pamiętam o zakupach zjemy coś u mnie, bo już naprawdę jestem głodny.
- Szczerze, ja też.
- No to mamy zgodność. Zostawiasz to tak? - pytam pokazując cały ten bałagan utworzony za sprawą przesyłki
- Później się tym zajmę.
- Jak wolisz.
- Idziemy?
- Idziemy - kiwam głową
Blanka
-A co zjemy u ciebie? - pytam - Uprzedzam na pizze nie mam ochoty.
- Jakaś ty wybredna - komentuje z uśmiechem - Zjemy co będziesz chciała - odpowiada
- To ja chcę kaczkę faszerowaną jabłkami do tego pieczone ziemniaki i wytrawne, czerwone wino - mówię z powagą
- A nie może być zwykły kurczak? - pyta z nadzieją w głosie
- Żartowałam - mówię z uśmiechem - Kurczak jest ok. Umiesz go przyrządzić?
- Moja specjalność to kurczak w ziołach, ale jeśli chcesz to zmienimy koncepcje.
- Tak będzie znakomicie - zapewniam
- Wysiadamy - mówi. Nawet nie zauważam kiedy wyjeżdżamy na podziemny parking
- Znowu zapomniałeś kluczy?
- Nie, teraz było to z góry zamierzone. Jesteś moim honorowym gościem.
- Tak, tak.
- Nie wierzysz mi?
- Powiedzmy.
- Nie dostaniesz obiadu, jak tak dalej będzie - grozi mi
- Ja się boje czy ty w ogóle coś ugotujesz...
Na te słowa Janek przerzuca mnie sobie prze ramię i trzyma za nogi. Wychodzi z windy prosto do swojego apartamentu.
- Janek co ty robisz? - pytam waląc pięściami w jego plecy
- To boli - mówi śmiejąc się
- Bo ma - odpieram
- Siadasz tu i patrzysz jak gotuje żeby nie było wątpliwości - powiadamia mnie i sadza na wysokim taborecie, przed kuchenna wyspą.
- Nawet do łazienki nie mogę? - pytam próbując zrobić minę szczeniaczka
- Nie - mówi - I twoje minki na mnie nie działają.
- A już myślałam że powale cię na kolana mimiką mojej twarzy.
- Nic z tego - mówi i rozkłada ręce
- Nie przebierzesz się? Pobrudzisz sobie koszule.
Janek zdejmuje koszulę, tak że widzę jego goły tors, on musi niebywale wiele czasu spędzać na siłowni
- Lepiej?
- Jeśli ci tak wygodnie.
- Nie przeszkadza ci to? - pyta. To po co ją zdjął? Żeby mnie zawstydzić?
- Nie. Travies cały czas chodził bez koszulki, przyzwyczaiłam się jeśli tak można to nazwać - tłumacze
- Kto?
- Mój przyjaciel. Nie ważne.
- On ci przysłał te pudła?
- Nie. To zrobiła Lola, ona też jest moją przyjaciółką.
Chłopak kompletnie nie wie co powiedzieć. Nie chce już też drążyć tematu. Wyjmuje z lodówki kurczaka, jest gotowy wystarczyć włożyć do piekarnika, cfaniak. Stoi do mnie tyłem, mastrując coś przy piekarniku.
- Namalujesz coś dla mnie? - pyta nie spodziewanie
- Słucham?
- Blanka, słyszałaś.
- A co byś chciał?
- Coś specjalnie dla mnie od ciebie - odpowiada, choć stoi tyłem dobrze wiem że się uśmiecha
- Masz konktretny termin?
- Wykaże się cierpliwością - gwarantuje i odwraca się - Kurczak wstawiony, pomożesz mi obrać warzywa?
- Pewnie.
- Zaraz wracam.
- Poczekam
- Nie masz wyjścia - zapewnia z szerokim uśmiechem
Fakt mam się nie ruszać i patrzeć co robi. Janek chyba uwielbia jak poświęca mu się uwagę. Siedzę więc i czekam. Wykazuje się cierpliwością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz