Rozdział 5
Janek
Ekipa budowlana, zapewniona, kontrakt podpisany. Na bardzo korzystnych warunkach. Świetnie. Jeszcze mam mały problem we Włoszech, ale miejmy nadzieje że to tylko kwestia czasu. Ojciec zzielenieje z zazdrości.
Cieszę się że jest piątek, mogę popracować w spokoju i odpocząć od szkoły. Mam tylko nadzieje że ani Angela, ani Maciek nie będą wyciągać mnie siłą na żadna imprezę. Czasami ciężko z nimi wytrzymać.
Blanka
- Blanka mam chłopaka! Słyszałaś mam chłopaka?- Tony krzyczy do mnie przez telefon.
- Tak słyszę - odpowiadam - To świetnie.
- Doskonale!!!- znowu krzyk
- Tony nie krzycz- proszę .
- Oh, przepraszam. Ale jestem taki podekscytowany, musisz go zobaczyć.
- Na pewno go jeszcze zobaczę, będę miała na to nie jedną okazje.
- Skąd wiesz?
- Co wiem?
- To że Filip się do mnie wprowadza.
- Kto?
- Blanka! Mój chłopak.
- Aaaa, przepraszam.
- Spotkajmy się już dzisiaj, pójdziemy do kina, poznasz go....- prosi jak mały chłopczyk.
- A ty od kiedy go znasz?
- Od czterech miesięcy, a co?
- Dlaczego nie mówiłeś?
- Nie byłem pewny.
- A dzisiaj jesteś?
- Tak.
- Blaneczko spotkasz się z nami?
- Dzisiaj nie, ale bardzo bym się ucieszyła gdybyście mi pomogli z meblami w niedziele.
- Nic na siłę kochana. A co do pomocy nie ma problemu. Filip cię pozdrawia!
- Ja jego też.
- Wiesz muszę kończyć, odezwę się jutro.
- Ok, dzięki że o mnie pamiętałeś.
- Zawsze będę pamiętać - mówi na koniec Tony i się rozłącza.
Ten obrzydliwie bogaty dwudziestdwulatek jest najczulszym i najbardziej pomocnym człowiekiem jakiego poznałam. Znam go dwa dni, a mam wrażenie jak by to były ze dwa lata. Naprawdę go lubię. Już po tych dwóch dniach wiem że mogę mu zaufać, nie zawiedzie mnie. Wiem o tym, znam się na ludziach.
Ruszam w stronę lodówki, aby przyrządzić sobie kolacje. Wyjmuje płatki, mleko i miód. Uwielbiam jeść taki miks od kąt skończyłam 12 lat. Siedzę, patrząc na moje nowe "gniazdko". Jestem zadowolona z efektu mojej pracy. Chyba jestem szczęśliwa. Nie, wróć ja nie zasługuje na szczęście.
Moja ulubiona piosenka przerywa mi rozmyślania. Telefon dzwoni po raz kolejny. Wpatruje się w wyświetlacz na którym widnieje napis "Wydawnictwo". Praca. Odbieram.
- Witaj Blanko! - słyszę radosny głos mojej szefowej, redaktor naczelnej.
- Witaj Zoja! - odpowiadam na powitanie. Mówimy sobie po imieniu.
- Jak ci się układa w stolicy? - pyta
- Jestem tu drugi dzień więc trudno powiedzieć. Na dzień dzisiejszy mogę stwierdzić że mam dobrego sąsiada.
- Wszystko się ułoży, zobaczysz. Wracając do sprawy w której dzwonię mamy jedną książkę do przetłumaczenia z włoskiego, a drugą z angielskiego. Obie mają termin na za trzy miesiące.
- Nie ma problemu - mówię pośpiesznie, pieniądz są mi potrzebna.
- Chciałabym się jeszcze z tobą spotkać, dogadamy wszystko w cztery oczy, a nie jak zwykle przez telefon lub pocztę .
- Kiedy?
- W czwartek o 17 w biurze, adres prześle Ci esemesem - mówi- może być?
- Pewnie.
- Do zobaczenia!
- Do zobaczenia!
Połączenie zostaje przerwane. Nie muszę już do nich dzwonić, to dobrze. Kończę jeść i idę się wykopać. Jedyne co w tym mieszkaniu było wyposażone, po za umywalką w kuchni to łazienka. Ma dużą wannę, co jest największym plusem tego mieszkania.
Janek
Cholera! Jedenaście nie odebranych połączeń i to już o 11 rano. Przeglądam raporty. Maciek - jedno, Angela- trzy, Inga - siedem. Te cztery pierwsze nie są ważne. Ta siódemka jest bardzo ważna. Inga to moja prawa ręką w interesach. Jeżeli ona dzwoni to sprawa jest bardzo poważna. Wybieram opcje " połącz" i czekam, jeden sygnał, drugi, trzeci.....
- Wiesz która jest godzina?! Miałeś być w Zakopanem godzinę temu! Ocknij się! - krzyczy zaraz po odebraniu
- Może cześć? - pytam
- Może mnie nie denerwuj? - odpowiada pytaniem
- O co chodzi? - myślę sobie "mam ochotę robić to częściej"
- O zatrudnienie szefa kuchni, recepcjonistów, ratowników, barmana i zarządcy sali - mogę się założyć że mówiąc to wylicza na palcach - przypominam ci że sprawdzenie i zatrudnianie wszystkich ludzi w jeden dzień przez ciebie osobiście to był twój pomysł.
- Bardzo dobry pomysł- chce żeby moje hotele miały doskonały personel, więc sam go kompletuje - za mniej niż 6 godzin nie będę, zapytaj ludzi czy mogą poczekać .
- Będziesz za mniej, jeśli za pół godziny dotrzesz na Okęcie, samolot o 11:30, pośpiesz się.
- Jesteś kochana Inga!!!
- Daj mi podwyżkę - mówi i się rozłącza. Trzeba będzie o tej podwyżce pomyśleć.
Szybki prysznic.
Wsiadam w taksówkę i jadę na lotnisko. Jestem 10 minut wcześniej. Zdążę.
*****
Wchodzę do swojego biura - w każdym hotelu mam własne.
Zaczynam przepytywać ludzi o ich kwalifikacje, pasje, hobby. Po trzech godzinach mam całą ekipę w komplecie. Osobiście oprowadzam każdego z osobna po hotelu, pokazuje co mają robić, zapoznaje ich z współpracownikami na koniec życzę owocnej współpracy.
Tak zawsze wyglądają moje jak je nazywam "dni zatrudnienia", nie są one często. Kiedy kogoś wybiorę wiem że nie rozstaniemy się z mojej inicjatywy. Wychodzę z biura idąc w stronę restauracji gdzie czeka na mnie Inga.
- Mam prośbę - odzywam się pierwszy siadając
- Słucham.
- Do końca czerwca przejmij moje obowiązki, powiadamiaj mnie tylko o nowej budowie i hotelach we Włoszech..
- Żartujesz?- pyta
- Nie- odpowiadam- proszę cię.
- Po co ci tyle wolnego czasu?
- Pozwól, ale nie odpowiem.
- Nie zostawisz mnie z tym wszystkim samej.
- 50% podwyżki i zostawię.
- Chyba się zgodzę, muszę się zastanowić.... - uśmiecha się
Patrzę na nią z rozbawieniem wiem że ją przekupiłem.
- Albo może nie, zostanę i nici z podwyżki - mówię wstając
- Spokojnie, zostanę, nie ma sprawy - pośpiesznie się decyduje
- Wiedziałem, zapomniałem ci powiedzieć urlop możesz wziąć dopiero we wrześniu - oznajmiam, odchodząc. Uśmiecham się. Dlaczego ona się tego nie spodziewała ? Zaczynam się śmiać. Chce wrócić do siebie. Jak chce tak robię.
Blanka
Jest po południe a ja siedzę z laptopem w łóżku zwiedzając wirtualnie miasto. Nic mi się nie chce. Mam tak zawsze kiedy nie mam co robić jak jestem w nowym miejscu. Tony jeszcze nie dzwonił.
Jak na zawołanie rozlega się dzwonek mojego telefonu. Wstaje szybko, ponieważ to nie jest zwykła melodyjka. Oznacza że dzwoni moja jedyna przyjaciółka. Wciskam zieloną słuchawkę oczekując na jej głos.
- Blanka! Cześć kochana! Jak ja za tobą tęsknię. Nie możesz sobie nawet wyobrazić - mówi pośpiesznie
- Cześć Lena! Mogę sobie wyobrazić, bo tęsknię tak samo jak ty albo mocniej - orzekam
- Wszystko dobrze? - pyta
- Jak zwykle w nowym miejscu - odpowiadam - matka odcięła mnie od kasy - dodaje
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- Co jej powiedziałaś?
- Napisałam że nie wszystko kręci się w oku pieniędzy.
- Ulala!!! Ostro. Pieniądze to bardzo czuły punkt, twojej matki. Jak sobie poradzisz?
- Będę dalej tłumaczyć i znajdę sobie nową, dodatkową pracę.
- Wiesz że będzie ciężko?
- Mam tego świadomość.
- Oh, strasznie mi przykro chciałabym ci jakoś pomóc.
- Jak chcesz mi pomóc to powiedz kiedy przyjedziesz.
- Raczej ci nie pomogę.
- Bo? - nic nie rozumiem.
- Przyjeżdżam na początku lipca i tylko na tydzień.
- Dlaczego?
- Interesy ojca, muszę być w domu, ledwo wywalczyłam ten jeden tydzień.
- Dzięki
- Za co?
- Chociaż za ten jeden tydzień, dobre i to.
- Oj, kompletnie nie masz za co, chciałabym żebyś mieszkała znowu w Londynie - skarży się
- Mówisz mi to za każdym razem.
- Wiem, ale....
- Z kim rozmawiasz ?- pyta głos w tle po stronie Leny
- Z Blanką, odejdź.
- O, proszę - słyszę coraz wyraźniej, jestem pewna że to męski głos
- Odejdź!!! - krzyczy moja przyjaciółka, mężczyzna z tego co sobie wyobrażam, po przez dochodzące dźwięki wyrywa jej telefon - siostra, odejdź, to prywatna rozmowa - teraz doskonale wiem kim jest właściciel tego głosu.
- Max!!!- wrzeszczę do telefonu, jak ja go dawno nie słyszałam
- Blanka!!!- krzyczy tak strasznie głośno jak ja, tylko on zanosi się przy tym śmiechem
- Nie śmiej się ze mnie - protestuje
- Gdzież bym śmiał - mówi nonszalancko - tylko nigdy bym nie przypuszczał że jakaś dziewczyna zareaguje tak na mój głos
- Nie bądź taki skromny- doskonale wiem że każda dziewczyna w Londynie do niego wzdycha, uśmiecham się kiedy przypominam sobie jego twarz....
- Mała, teraz na poważnie. Jak jest? - pyta
- Dobrze....
- Ale zawsze mogłoby być lepiej, albo gorzej - dokańczamy razem śmiejąc się
- Strasznie mi was brakuje - mówię
- Nam ciebie też - odpowiada - muszę ci coś powiedzieć ale to tajemnica, przynajmniej dopóki moja siostra tu siedzi
- Max! Jesteś w moim pokoju - przypomina mu Lena
- Tak wiem, mogę to zaraz zmienić - zwraca się do niej
- Nie ma potrzeby, chcę słyszeć co jej mówisz - jej głos zmienia się na milszy. Wiem ze on chce jeszcze coś swojej siostrze powiedzieć, więc szybko wtrącam pytanie:
- Co się u was zmieniło?
- A co się mogło zmienić w tydzień? - tak, to prawda, ostatni raz rozmawiałam z Lena tydzień temu.
- Fakt. Nic.
- No właśnie. Blanka wiesz że mi na tobie zależy i nie chce żeby ci się coś stało? - pyta
- Wiem- odpowiadam
- Więc dzwoń do mnie zawsze gdy, będziesz czegoś potrzebowała lub po prostu będziesz chciała po rozmawiać. Obiecaj.
- Obiecuje
- Blanka zrobiłbym wszystko żeby cofnąć czas, żebym nie zachowywał się jak zraniony bachor, dopiero teraz zrozumiałem że nie masz wpływu na te cholerne przeprowadzki. Przepraszam za ten rok bez odzywania. Przepraszam - mówi.
Chce coś odpowiedzieć, ale jest za późno, chłopak się rozłączył. Jest mi ciężej niż było przed tym telefonem.
Wszystko wraca.
Czas przyjazdu do Londynu, poznanie Leny i Maxa, życie w stolicy Anglii, szczęście, miłość moja i Maxa. A później wyjazd. Londyn był miejscem gdzie spędziłam najwięcej czasu - 9 miesięcy. Miałam nadzieje że zostanę tam już na zawsze. Moja nadzieja pękła jak mydlana bańka. Nie chciałam tego. Nie miałam na to wpływu. Wyjechałam nikomu nic nie mówiąc. Chciałam zniknąć tak samo szybko jak się pojawiłam. Tylko wybrałam nieodpowiedni moment. Jego urodziny. Maxa zraniło to chyba jeszcze bardziej. Lena się odzywała, odwiedzała mnie, a on nic. Nie miałam do niego żalu, to była moja wina.
Dzisiaj pierwszy raz od roku się do mnie odezwał. Pierwszy. Do tego przeprosił. Wiele to dla mnie znaczy. Max dla mnie wiele znaczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz