Rozdział 10
Blanka
Zrywam się z łóżka i biegnę do telefonu. Jest siódma. Kto może dzwonić o tej porze?
- Witaj Blanka! - mówi głos po drugiej stronie, jestem zaspana,więc go nie rozpoznaje.
- Witaj - odpowiadam
- Nie obudziłam cię? Wydajesz się zaspana - o! Już wiem to Zoja
- Nie, już nie śpię - kłamie
- To dobrze. Jak byłaś u mnie, te 12 dni temu, to wspominałaś że szukasz drugiej pracy. To nadal aktualne? - pyta
- Tak - odpowiadam ochoczo
- Moja przyjaciółka jest managerem w sieci hoteli i szuka tłumacza. Pomyślałam o tobie. Byłabyś zainteresowana?
- Tak, pewnie. Dziękuję że o mnie pomyślałaś.
- Nie ma za co. Mam tylko nadzieje że nie będzie to kolidować z pracą w naszym wydawnictwie.
- Nie, oczywiście nie. Zresztą Zoja, jedną książkę już przetłumaczyłam, wyśle ci ją na pocztę, dobrze?
- Poczekaj. Dobrze zrozumiałam, przetłumaczyłaś w niecałe dwa tygodnie całą książkę?
- Yhym. Mam ci ją wysłać?
- Tak, pewnie. Blanka to spotkanie jest w sobotę o 11. W hotelu, w centrum, nie daleko mojego biurowca. Dokładny adres wyśle ci esemesem.
- Super. Dziękuję jeszcze raz. Dziękuję.
- Nie ma za co. Do zobaczenia, Blanka!
- Do zobaczenia Zoja! - połączenie zostaje przerwane
Wszystko jest co raz piękniejsze. Mogę mieć drugą prace. Skacze ze szczęścia po mieszkaniu, nucąc swoją ulubioną piosenkę.
Janek
Do kurwy nędzy jak on coś wymyśli to się płakać chcę.
"Synu zostaniesz moim świadkiem na ślubie?" - jak chcę się żenić, to droga wolna, ale mnie niech w to kolejne bagno nie miesza. Stary dziad i jego fantazje. Nie mam do niego za grosz szacunku. Do takich ludzi nie można mieć szacunku. Wymyśla. Tylko on tu nie jest od myślenia.
Niech poczeka. Jeszcze, trochę, tylko trochę.
Blanka
- Blaneczko, widzimy się po twoim spotkaniu o 14, w tej restauracji gdzie byliśmy pierwszego dnia - mówi Tony, patrząc jak się pakuje na spotkanie - pięknie wyglądasz - dodaje
- Dziękuję - jestem ubrana w prezentowe ciuchy chłopaków, białe spodnie, czarną koszulę, czarne tenisówki i mam kapelusz na głowie.
- Pamiętaj, zadzwoń jak poszło.
- Będę pamiętać, obiecuje - zapewniam
- Świetnie, choć podwiozę cię, będziesz szybciej, a ja nie będę się o ciebie tak martwić - proponuje
- Jeśli możesz, z chęcią.
- Doskonale, chodź jedziemy - mówi i otwiera przede mną drzwi mojego mieszkania. Wychodzimy, zamykam drzwi i zbiegamy po schodach.
- Gdzie podziewa się Filip? - pytam kiedy zapinam pasy
- Musiał wyjechać, obejrzeć jakiś budynek, chyba - odpowiada
Kiwam głową. W głosie Tonego jest coś dziwnego. Coś go trapi. Porozmawiam z nim o tym, kiedy będziemy jedli. Tak, to będzie dobry czas.
- Już jesteśmy - informuje
- Dzięki - mówię i łapie za klamkę
- Jesteś pewna że dotrzesz do restauracji? Może przyjadę? - pyta
- Dam radę, dzięki - zamykam drzwi
Wchodzę do holu, jest to pięciogwiazdkowy hotel. Sama liczba gwiazdek świadczy o jego standardzie. Jest wysoki, bardzo.
Podchodzę do recepcji, by zapytać o to gdzie mam się udać na spotkanie. Słysząc moją rozmowę z recepcjonistką podchodzi do mnie kobieta.
- Witam! Nazywam się Inga Krauze, jestem przyjaciółka Zoi, z tego co słyszałam masz na imię Blanka - mówi i podaję mi rękę
- Blanka Miller, zgadza się. Witam! - odwzajemniam gest
- Jesteś bardzo młoda, jesteś pewna że sobie poradzisz? - pyta
- Tak - odpowiadam zdecydowanie
- Właśnie na taką odpowiedź czekałam. Doskonale. Chodź ze mną, prezes Lenart, już czeka.
Ruszam za nią. Sam prezes będzie ze mną rozmawiać. Chyba się boje.
Do chodzimy do windy która wjeżdżamy na pierwsze piętro. Kiedy wychodzimy kobiecie zaczyna dzwonić telefon. Odbiera.
- Idź do końca korytarza, drzwi po prawej - informuje mnie, gdy kończy rozmawiać - przepraszam, muszę szybko zejść na parter
- Nie ma problemu - zapewniam. Rozstajemy się, ona wraca do windy, ja idę w głąb korytarza. Dochodzę do wskazanych drzwi. kiedy mam złapać za klamkę, drzwi się otwierają. Spodziewam się zastać w nich mężczyznę, ale wychodzi kelnerka z pustą tacą w rękach. Przytrzymuje drzwi i wchodzę. Zamykają się z trzaskiem, jednak siedząca na odwrócony do mnie tyłem fotelu, postać się nie odwraca, rozmawia przez telefon. Pewnie myśli że wyszła kelnerka.
- Nie słyszałem o niej już nic... nie myśl teraz o imprezach, maturę masz za tydzień.... - słyszę, chyba wiem do kogo należy ten głos - co ja robię w pracy? A co mogę robić? Pracuję.... tak wiem, ostatnio mam dobry humor. Maciek daj spokój, mówiłem ci zero imprez - teraz jestem pewna do kogo należy ten głos. Podchodzę cichutko, w stronę fotela, pochylam się i mówię:
- Jeśli nie chcesz iść na imprezę ja mogę cię zastąpić i pozdrów Maćka!
Chłopak z wrażenia wypuszcza telefon z ręki. Wstaje i patrzy na mnie uważnie
- Blanka! Nie wierzę ze cię widzę! Co cię tu sprowadza? - pyta
- Telefon - mówię
- Co?
- Nie rozłączyłeś się.
- Aaa! Już, chwileczkę - bierze telefon do ręki - Maciek odezwę się, nie mogę teraz- kładzie telefon na biurku i znowu patrzy na mnie - więc co cię tu sprowadza?
- Praca, mam rozmawiać z prezesem Lenartem - odpowiadam
Chłopak zapina marynarkę, wyciąga rękę i się przedstawia:
- Jan Lenart, prezes, w czym mogę pani pomóc? - pyta
- Blanka Miller, zainteresowana pracą tłumacza - odpowiadam i podaję mu rękę
- Usiądź - pokazuje mi krzesło obok siebie, sam też siada. Zaczynam wyjmować z plecaka teczki z dokumentami.
- Co ty robisz?
- Wyjmuje papiery, musisz mieć chyba jakiś dowód żeby mnie zatrudnić.
- Chyba nie, ty już masz tę pracę.
- Ale jak....- chcę zapytać, lecz nie zdążam, ponieważ do pokoju, jak burza wpada mężczyzna po pięćdziesiątce.
- Ty pieprzony smarkaczu! Jak mogłeś?! Wiedziałeś że mi na tej ziemi zależy! Włochy! Jesteś niewdzięcznym smarkaczem! Kurwa, na własnej piersi cię wyhodowałem!!!
Spoglądam na Janka, oczekując na jego reakcje. Jest ona szybka i pewna.
- Po pierwsze jesteś u mnie, więc nie krzycz i nie przeklinaj. Po drugie mogłem bo ty jesteś za sknerowaty żeby im więcej zaproponować. Trzeba myśleć.
- Co to za złote rady do cholery?!
- Wyjdź- mówi Janek, opanowanie, mężczyzna nie reaguje, więc powtarza jeszcze raz, tylko głośniej - wyjdź!
Mężczyzna zamyka drzwi z hukiem, odgrażając się. Jasiek opada na swój fotel, nawet nie zauważyłam kiedy wstał.
- To wszystko dzięki tobie - mówi, ze śmiechem.
- Przepraszam.
- Nie masz za co, temu staremu zgredowi się należało, właśnie dlatego masz te pracę.
- Nie rozumiem.
- Ten e-mail, który wysłałaś do Włoch, to dzięki niemu, dzięki tobie. Doskonale wiem że się do tego nadajesz - mówi, uśmiechając się
- Dzięki za zaufanie, ta praca jest mi naprawdę potrzebna - mówię
- Nie ma za co, ja ciebie też potrzebuje - uśmiecha się - jak się czujesz?
- A jak wyglądam?
- Świetni
- I tak się czuje - zapewniam. Patrzymy na siebie dłuższą chwile w ciszy, którą przerywa dźwięk przychodzącego esemesa.
Janek
Siedzi obok mnie, cała, piękna i zdrowa. Jeszcze nie dawno bałem się że więcej jej nie zobaczę, a jednak.
Patrzy w swój telefon, czytając esemesa.
- Przepraszam, nie wyłączyłam - mówi, odkładając przedmiot do plecaka
- Nie przejmuj się. Zresztą nasze spotkania dobiega końca, niestety - powiadamiam i wstaje
- Tylko jest jedna kwestia. Co mam robić dokładnie?- pyta Blanka
- Inga Ci nie powiedziała? - odpowiadam pytaniem
- Bardzo się spieszyła na dół - odpowiada - wiem że mam być tłumaczem, tylko z jakich języków i z kim mam współpracować?
- Ty współpracujesz tylko i wyłącznie ze mną, tworzymy team, masz być moim tłumaczem z włoskiego i angielskiego - wyjaśniam
- Co wchodzi w zakres moich obowiązków?- jaka ona jest dociekliwa, ale słusznie, musi wiedzieć.
- To co ja Ci zlecę, będzie to m.in służbowy wyjazd do Rzymu i tłumaczenie umów, wszystko dokładnie spisane otrzymasz na swojej umowie, do podpisania otrzymasz ją pewnie za tydzień, może dwa, wtedy na dobre rozpocznie się nasza współpraca. Jesteś dalej zainteresowana? - pytam
Blanka nie reaguje, patrzy się w szybę. Kieruje wzrok w to samo miejsce w które ona się wpatruje. Nic nie dostrzegam.
- Blanka! Dobrze się czujesz?! - podnoszę głos i pytam
- Tak, zamyśliłam się, przepraszam - tłumaczy się - jestem zainteresowana - dodaje
- Ok, wpadnij do hotelu jeszcze raz i poszukaj Ingi, mnie nie będzie, więc ona wszystko załatwi, najlepiej przyjdź za tydzień o tej porze.
- Nie ma sprawy, na pewno będę. Dziękuję. - mówi, kiedy wstaje
To jej ciągle dziękowanie, ma jednak swój urok. Uśmiecham się do niej i przepuszczam ją w drzwiach.
- Podwieźć cię do domu ? - pytam, kiedy znajdujemy się nie daleko samochodu
- Nie, dzięki - znowu dziękuję - umówiłam się na lunch, w centrum, podobno nie daleko - dodaje
- Szkoda - mówię cicho
- Choć ze mną, Tony się ucieszy jeśli będzie mógł cię poznać - najwyraźniej mówiłem niezbyt cicho, bo jednak mnie usłyszała pewnie dlatego to zaproponowała
- Nie chcę przeszkadzać tobie i twojemu chłopakowi - próbuje się wymigać, choć mam wielką ochotę z nią iść
- Tony nie jest moim chłopakiem, jest moim sąsiadem. On po mnie przyjechał do ciebie. Z chęcią cię pozna. To jak pójdziesz? - pyta, uśmiechnięta
- Nie wiem. Wiesz głupio... - Blanka nie daje mi dokończyć, łapie mnie za rękę i odciąga od samochodu
- Chodź, odwdzięczę Ci się - wypuszcza moją rękę i idziemy ramię w ramię. Kiedy ja ostatni raz chodziłem na spacer. Nie pamiętam.
- Często chodzisz ubrany w garnitur? - pyta Blanka, przyglądając mi się
- Dość. Zawsze kiedy jestem w którymś z moich hoteli jestem ubrany w garnitur. To taki mój znak firmowy. Szef chodzi w garniturze. - odpowiadam
- I trampkach - dodaje Blanka, śmiejąc się
- Zdradzę ci sekret, nienawidzę pantofli, są strasznie niewygodne - mówię to ściszonym głosem
- Wierzę. Lubisz to?
- Ale co?
- Zarządzanie, władze, kontrole.
- Lubię to może za dużo powiedziane. Cenię to sobie i trochę mnie to fascynuje. Każdy nowy hotel to jak nowy zdobyty szczyt.
- Ja mam Ci teraz pomóc zdobywać te szczyty?
- Dokładnie.
- W końcu się komuś na coś przydam - mówi cicho Blanka, tracąc humor.
- Nie mów tak - protestuje i staje jej na drodze - bądź pewna że ktoś czerpie przyjemność z tego że jesteś.
- Nie bądź taki pewny - mówi i mnie wymija, widać że jest jej z tego powodu przykro, nie potrzebnie to powiedziałem, nie miała by czemu zaprzeczać.
- Blanka! Przepraszam, nie chciałem. - wyprzedzam ją i łapie za rękę
- Nie twoja wina, różnie się w życiu układa - mówi i patrzy mi w oczy. W jej zbierają się łzy. Chce coś dla niej zrobić. Wyjmuje z marynarki długopis, odwracam jej rękę i zapisuje na niej mój numer telefonu.
- Dzwoń - mówię kiedy kończę pisać - zaufaj mi - dodaje i puszczam jej dłoń. Cofam się w stronę samochodu, nie przeszliśmy zbyt wiele. Najlepiej będzie jak się teraz rozejdziemy, mogę znowu palnąć jakąś gafe, a nie chce jej ranić.
- A co z jedzeniem? - pyta dziewczyna, widać że robi to tylko z grzeczności.
- Jeszcze nie raz będziemy mieli okazje razem coś zjeść, mam przynajmniej taką nadzieje - odpowiadam - przepraszam, nie chciałem.
Blanka już nic nie mówi, chyba nawet nie wiem co by mogła powiedzieć. Odwraca się i odchodzi.
Stoję i patrzę jak odchodzi moje marzenie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz