środa, 19 lutego 2014

Domek

Rozdział 33
                                                                 Blanka
- Mam ochotę jak Osioł ze Shreka pytać ciągle "Daleko jeszcze?" - mówię Jankowi kiedy od dobrych trzech godzin siedzimy w samochodzie
- Masz z nim sporo wspólnego - uśmiecha się Janek
- No to daleko jeszcze czy nie? - pytam ze śmiechem
- Już naprawdę nie daleko.
- Mówisz to od trzech godzin.
- Po raz pierwszy zapytałaś nim jeszcze zamknąłem twoje drzwi, trochę cierpliwości.
- Przecież wiesz że robię to specjalnie.
- Mam wątpliwości - burczy Janek
Całuje go w policzek.
- Nie rozpraszaj mnie - ostrzega
- Dobrze, dobrze - całuje go jeszcze raz
Zaczynam szperać w plecaku w poszukiwaniu telefonu.
- Blanka - zwraca się do mnie Jasiek
- Tak- mówię z głową w plecaku
- Podnieś głowę.
- Dojechaliśmy. - stwierdzam szeptem
- Yhym - szepcze Jasiek
Nie mogę uwierzyć w to co widzę przez przednią szybę. To tylko mały domek, podejrzewam że wcześniej był śnieżnobiały, teraz jednak każdy centymetr jego powierzchni jest zamalowany. W różne wzory, jedne układają się w realistyczne kształty inne już nie. Obok domu rosną różne kwiaty w przepięknych kolorach. Troszkę dalej na drewnianej konstrukcji pną się w górę ociężałe od owoców pędy winogron.
- Wysiadasz?- Jasiek wyrywa mnie z transu. Stoi już obok mnie, szeroko otwierając drzwi od mojej strony.
- Tak - mówię tylko i wychodzę
- To co jest tu to praktycznie nic. Od frontu dom wygląda jeszcze lepiej - zapewnia mnie Janek. Faktycznie nigdzie nie mogłam zlokalizować drzwi. Trzymając za rękę Janka idę za nim.
- No to jesteśmy na miejscu, ty mój Osiołku. - już mam zamiar okrzyczeć go za Osiołka, ale widok zapiera mi dech w piersi. Domek jest pomalowany z każdej strony, jest piękny, przed nim rozciąga się ogromna weranda na której stoją dwa leżaki pomiędzy którymi jest mały stolik, wszystko jest drewniane. Trochę dalej wisi ogromny leżak, przyczepiony jest do ściany domu i ogromnego starego drzewa znajdującego się nie opodal werandy. Całą werande otacza mały płotek który tez jest pomalowany, zresztą jak podłoga. Kiedy się odwracam widzę małą dróżkę usypaną z piasku, ruszam nią w dół. Mój szlak doprowadza mnie na małą piaszczystą plaże. Jest otoczona różnorodną roślinnością przez co daje wrażenie jak by to wszystko zostało tu zasadzone dla jej ochrony i prywatności. Plaża doprowadza do wody, zapewne należącej do jakiejś zatoki lub morza. Nie mam pojęcia. To wszystko jest takie niesamowite, czyste piękno.
- Boże jak tu pięknie - mówię na głos
- Miałem nadzieje że ci się spodoba - Janek stoi niedaleko mnie
Biegne po czym wskakuje na niego. O mało się nie przewracamy. Oplatam go w pasie nogami i mocno przytulam.
- Dziękuję - szepcze - Jest pięknie. To chyba najpiękniejsza niespodzianka w moim życiu - z mojego oka mimo usilnych starań wypływa łza.
- Blanka, spójrz na mnie - łagodny głos sprawia że podnoszę głowę - Zrobię wszystko żeby każdy twój dzień składał się z takich niespodzianek. Obiecuje - całuje mnie w usta i zaróżowione polik
- Kocham cię - wyznaje
- A ja kocham ciebie - odpowiada mi 
                                                                   Janek
- Drzwi powinny być otwarte - stawiam Blanke przed drzwiami kiedy już przyniosę ją z plaży - Wejdź.
- A ty?
- Ja tylko pójdę po samochód schowam go do garażu, zabiorę torby i zaraz wracam - obiecuje
- Tak głupio spytam ,ale gdzie ty tu widzisz garaż? - to nie jest do końca głupie pytanie, bo garaż jest świetnie zamaskowany
- o tam - wskazuje palcem na starą szopę którą nazywam garażem. jest ona schowana za gęstym winogronem
- Ok, nie zauważyłam - przyznaje Blanka - Będę w środku - oznajmia i naciska klamkę. Odchodzę do samochodu. Wiem że dziewczyna nie znajdzie wcześniej moich niespodzianek bo zamknąłem drzwi od pokoi w których one się znajdują. Chowam samochód i ciągle myślę jak bardzo ucieszyła się Blanka. Nie ukrywam mnie ucieszyło to że ona się ucieszyła, jakkolwiek absurdalnie brzmi to zdanie. Gdy wbiegła w moje ramiona i zobaczyłem jej załzawione ze szczęścia oczy, uświadomiłem sobie że chciałbym żeby tak ciągle wyglądała. Jestem piekielnie z siebie zadowolony.
- Jest niesamowicie - dobiega do mnie głos Blanki, gdy stawiam walizki na podłodze - Naprawdę mi się podoba - teraz stoi uśmiechnięta przede mną
- O to mi chodziło - odwzajemniam jej uśmiech - Możesz mi nalać wody do szklanki i lód, są w lodówce  - proszę - Już zapomniałem jak tu jest gorąco - dodaje ciszej
- Pewnie - zapewnia Blanka i idzie w stronę kuchni
Stawiam walizki obok szafy w sypialni i z niej wychodzę. Włączam klimatyzacje, jednak gdy nie znajduje mojej dziewczyny w domu wychodzę na werandę.
-  Bałam się że mnie nie znajdziesz  - Blanka uśmiechnięta siedzi w fotelu, obok niej na stoliku stoją dwie szklanki
- Gdzież bym śmiał - siadam w drugim fotelu - W domu jest chłodniej - oznajmiam - Klimatyzacja  - odpowiadam na jej pytające spojrzenie
- Skąd wiesz o tym miejscu? - pyta
- Mój dziadek kupił ten domek dla mojej babci - wyjaśniam
- To już wiem od kogo nauczyłeś się romantyzmu.
- Jeszcze wiele brakuje mi do dziadka. Ale przyznaje jestem na dobrej drodze.
- Teraz wszystkie nastolatki mi zazdroszczą.
- Czego?
- Raczej kogo. Ciebie. - uśmiecham się na jej słowa
- Dziękuje, Skarbie.
- Kto tu tak wszystko pomalował? Twój dziadek chyba dużo musiał zapłacić takiemu artyście.
- Zapłacił czystą miłością. To wszystko zrobiła moja babcia, uwielbiała malować, a on jej na wszystko pozwalał.
- Opowiedz mi więcej o nich. To musiała być nie zwykła miłość.
- Dziadek urodził się w 1925r., bogata rodzina, zasada, ale przyszła wojna i nic nie zostało. Dziadek jak sam mówił cudem przeżył wojnę, nie wiem jak, nigdy nie chciał o tym mówić. Temat tabu. Po wojnie odnalazł go wuj. Cała wojna go ominęła, gdzieś się dobrze ukrył widocznie. Jednak mimo to trafiła mu się jakaś straszna choroba, zabrał mojego dziadka i oddał mu cały majątek, nie było tego za wiele, ale dało szanse na życie mojemu dziadkowi. I tak jest rok 1950, a w małej włoskiej miejscowości pojawia się młody mężczyzna z zamiarem otworzenia tu pensjonatu. Słabo mówi po włosku, ale nic go nie powstrzyma, nie dawno kupił stary hotel w Rzymie, który przynosi zyski, więc uważa że świat stoi przed nim otworem. Kupuje starą posiadłość, trochę ją remontuje i już wszystko świetnie działa, po za tym że ledwo może się ze wszystkimi dogadać. I jest jedna kłótnia z pracownikami, każdy mówi w swoim języku, nie mogą się dogadać. Dziadek zdenerwowany, oni też. Jednak wyłania się jedna dziewczyna z tłumu i zaczyna mówić. - Blanka patrzy na mnie jak bym zwariował - Dla ciebie to nic dziwnego, ale oni wszyscy myśleli że ona nie mówi, a tu nagle zaczyna mówić po polsku i po włosku. Dziadek zawsze mówił o tym z dużymi emocjami. jak by widział w oczach ten moment. Ale wracając do sprawy niepozorna dziewiętnastolatka wyjaśniła spór i zdobyła serce mojego dziadka. Ten wiele raz próbował się z nią spotkać, umówić, lecz nic z tego, była nie ugięta, w końcu był o 6 lat starszy. Zdesperowany dziadek, z miłości oczywiście przestał mówić. Tylko pisał, a ona zaczęła mu odpisywać. Wiesz że nawet listem umówili się na pierwszą randkę? A później się potoczyło, ślub, mały domek, dziecko, pełno miłości, szczęścia. Nie umiem opowiadać takich historii. Żałuje tylko że nie pamiętam babci, ani że ty nie mogłaś poznać dziadka, spodobałoby ci się jak opowiada o swoim życiu, a on, on by cię po prostu pokochał. Tak jak. - kończę swoją opowieść
- Jak miała na imię twoja babcia? - pyta Blanka - I czemu nie mówiła?
- Maria. Z tesknąty za tym czego nie mogła mieć. Dziadek zaczął ją otwierać, jak prezent - uśmiecham się, on sam często używał tej metafory 
- Też bym chciała go poznać. Kojarzy mi się z Marią Magdaleną. I była artystką.
- Jak ty.
- Po tym co widzę wiele mi do niej brakuje.
- Nie prawda, po prostu się nie doceniasz.
- Może trochę, może. Stary domek, ale z klimatyzacją.
- Założył ją jeszcze dziadek, więc to nie moja sprawka. Zresztą dzięki niej jest lepiej. Chłodniej, lepiej się śpi. - uśmiecham się
- To na pewno. Pójdę jeszcze nalać picie. Tak z ciekawości to czemu twoja lodówka jest pełna, przecież nic nie przywieźliśmy?
- Domku dogląda córka, starego znajomego dziadka, poprosiłem ją o to. Robi wszystko żeby ten domek nie zginął, a po za tym to taka jej odskocznia ma piątkę dzieci.
- Też bym chciała mieć dużo dzieci, oczywiście nie teraz, ale kiedyś. Czemu nie?
- Nie mam nic przeciwko, jeśli tylko ja będę ich ojcem.
- Nie widzę żadnych przeszkód - Blanka zaczyna się śmiać
Resztę wieczoru spędzamy na błahych rozmowach, milczeniu i wymianie pocałunków. kiedy widzę uśmiech w jej oczach naprawdę nie potrzeba mi nic więcej.

To tyle w tym rozdziale :) W następnym będzie się działo :)