Rozdział 32
Blanka
- Halo - burczę do telefony, który podaje mi Jasiek
- Przeszkadzam? - pyta ktoś miło
- Zależy z kim rozmawiam - odpowiadam
- Blanka obudź się w tej chwili! - i przestaje być miło
- Hej Lola!
- Hej! Która tam jest godzina? Śpisz i śpisz, a twoje obrazy same się nie namalują - mówi ze śmiechem
- Już się biorę do pracy. A tak w ogóle to czemu dzwonisz?
- Sprzedałam to co mi ostatnio wysłałaś - wiem że się teraz uśmiecha - Fajnie no nie?
- Fajnie. Tylko gdzie ty znajdujesz tych wszystkich naiwniaków?
- Przestań. Lubię to robić, po za tym poznałam już paru przystojnych facetów dzięki twoim obrazom. A do tego rodzice się nie czepiają że nic nie robię w czasie wolnym od nauki i całe to bla, bla, bla. Wszyscy są zadowoleni.
- Tak ja też. Wiesz Lola muszę iść zaraz do pracy, a dopiero wstałam więc mogę zadzwonić później?
- Nie ma problemu. Potrzebne ci coś do malowania? Przybory i tym podobne?
- Nie. We wszystko zaopatruje się sama, tak jak ustaliliśmy.
- Ale jak by coś.
- Jak by coś to wiem.
- Ok. Miłego dnia w pracy.
- Tobie też - bardziej pytam niż stwierdzam. Ta dziewczyna jest szalona, nie wiadomo co robi, a czego nie. Jak spędza swój czas i z kim.
- która godzina? - pytam Janka kiedy odkładam telefon.
- Dochodzi 12, chcesz śniadanie czy obiad?
- Jak to 12?! Mieliśmy mieć spotkanie o 11 - siadam prosto na łóżku, po czym zabieram z siebie kołdrę - Przecież to już prawie godzina.
- Blanka, spokojnie - Janek łapie mnie za rękę i ciągnie z powrotem do łóżka - Przesunąłem spotkanie. Nie chciałem cię budzić.
- Ostatnio i tak stanowczo za dużo śpię. Powinieneś mnie obudzić. - mówię z wyrzutem - A tak po za tym to moja praca.
- A ja jestem twoim szefem i jak mówię że spotkanie jest później, to jest później.
- Już dobrze, idę się umyć. Widzę że ty już masz to za sobą. - przeczesuje dłonią jego mokre włosy - Zamów śniadanie - mówię i całuje go w policzek
- Już to zrobiłem, zaraz będzie - słyszę kiedy zamykam drzwi
Janek
- Idziesz tak? - zapytałem kiedy spojrzałem na Blanke, była ubrana w biały damski garnitur i pod spodem srebrną bluzkę w cekiny. Wyglądała dobrze, nawet za. Bardzo za.
- Tak. A co coś nie tak? - oparła się o szafkę i zaczęła zakładać czarne szpilki
- Nie, jest w porządku. Tak, tylko.
- Tylko co?
- Nie już nic. Jest świetnie.
- Janek - mówi ostrzegająco
- Po prostu jak sobie pomyśle że ci wszyscy faceci będą na ciebie patrzeć, to krew mnie kurwa zalewa - tłumacze
- Nie przeklinaj. I nie bądź zazdrosny.
- Mam o kogo być - całuje ją kiedy już stoi na dwóch nogach
- Spóźnimy się - ostrzega
- Martwisz się bardziej niż ja.
- To źle?
- Tego nie powiedziałem - podnoszę ręce w geście poddania. Otwieram drzwi i wychodzimy.
*****
Po tym całym przestawieniu składającym się z ja jestem, ona jest, wy jesteście i innych takich pierdół, w tym omówieniu umowy, mogliśmy wyjść z tej restauracji. To spotkanie było najbardziej irytujące ze wszystkich na których byłem, przez to że ci trzej idioci ciągle gapili się na Blanke, a nie umowy.
- Przepraszam możemy porozmawiać? - najmłodszy z grupy mężczyzn podchodzi do nas kiedy już mamy wyjść
- Czy jeszcze czegoś nie omówiliśmy? - odpowiadam pytaniem, nie zbyt grzecznie
- Nie chce być nie kulturalny, ale nie pytałem pana, tylko panią - wskazuje na Blanke. W momencie w którym miałem powiedzieć nie, ona się zgodziła.
- To potrwa tylko chwilę - zapewnił mnie ten Włoch i przeszedł z Blanką trochę dalej, na jego szczęście ze tylko trochę. Nie mogłem wiedzieć o czym rozmawiają, ale widziałem że Blanka, najpierw się uśmiechnęła, zaprzeczyła głową i znowu się uśmiechnęła. Miałem szczerze tego dość, zrobiłem pierwszy krok żeby do nich podejść, kiedy moja dziewczyna od niego odeszła.
- Czego chciał? - pytam kiedy ruszamy w drogę powrotną do hotelu
- A jak myślisz? - odpowiada
- Nie mam pojęcia. Ale wiem że i tak mi powiesz. Więc czego chciał? - ponaglam
- Chciał mnie zabrać na kolacje - tłumaczy
- Nie idziesz ze mną na żadne kolejne spotkanie. Żadne. - mówię gniewnie. Co za palant!
- Jasiek daj spokój, to miała być tylko kolacja - wie że jestem zdenerwowany
- Jego kolacja, to u mnie randka. I nigdy więcej ze mną nie idziesz. - nalegam, nie będą się gapić na moją dziewczynę.
- Janek! Możesz przestać? Nic się nie stało.
- Nie no w ogóle, przez całe spotkanie gapili się na ciebie, a ty mi mówisz że nic się nie stało - jestem zazdrosny
- Nie będzie się kłócić z powodu twojej zazdrości! - staje na środku chodnika, ona doskonale wie o co mi chodzi
- Mówiłem ci że mam o co być zazdrosny! - tłumacze
Podchodzi do mnie i wpija się w moje usta. Ta dziewczyna naprawdę umie całować. Przedłużam ten pocałunek do momentu aż nie mamy czym oddychać.
- Dalej masz jakieś wątpliwości? - pyta z rumieńcem, łapiąc oddech - Jeszcze raz wspomnisz że jesteś zazdrosny to obiecuje że nigdy więcej cię nie pocałuje.
- Raczej nie będę ryzykować. Ale jak oni się tak gapili!
- Janek! - uśmiecham się
- Już nie będę - obiecuje, biorę ją za rękę i prowadzę do hotelu
*****
- Nawet nie wiesz jak mnie bolą nogi - Blanka siada na łóżku i dotyka swoich stóp
- Mogłaś powiedzieć wcześniej, wrócilibyśmy szybciej - nalewam sobie whisky do szklanki - Mam nie pić? - pytam kiedy widzę jak patrzy na mnie dziewczyna
- Nie nie ma problemu - kręci głową
- Na pewno?
- Tak. Problem jest kiedy przesadzasz. Jak będziesz przesadzał to na pewno cię poinformuje.
- Mam nadzieję że obejdzie się bez twojego informowania.
- Ja też. Auć! - wciąga powietrze gdy dotyka swojego małego palca
- Blanka idź się umyj, przebierz i połóż. Jutro nie zostanie nic oprócz odcisków - mówię
- Myślisz że dam radę dojść do łazienki? - pyta i patrzy na mnie jak na idiotę. Nic nie mówię, podchodzę i biorę ją na ręce.
- Jak chcesz, to zostanę cię jeszcze umyć - mówię ze śmiechem
- Bolą mnie nogi, a nie ręce. Idź już. - wyprasza mnie
- A nie mogę zostać?
- Jasiek!
- Już idę, idę.
- Moje stopy! Auć, auć, auć, auć. - Blanka dosłownie rzuca się na łóżko, po tym jak przedreptała szybko odległość z łazienki do łóżka
- Siadaj i dawaj te swoje stopy - rozkazuje z uśmiechem
- Masz jakąś cudowną maść czy co?
- Mam ręce. No dawaj.
Wyciąga stopy w moją stronę.
- Tylko bądź delikatny - prosi
- Postaram się - obiecuje
Delikatnie zaczynam gładzić lewą stopę Blanki.
- Jednak nie jesteś taki zły z włoskiego - chwali mnie dziewczyna
- I mówisz mi to dopiero po czterech dniach. Dziękuję Skarbie. - uśmiechem się
- Mówię poważnie
- Wiem. Świetnie ich rozumiem i umiem im odpowiedzieć. Ale żeby coś napisać lub przeczytać, wybacz, nie.
- Ja też się tak wszystkiego uczyłam. Najpierw mówienie, a później dopiero pisanie i czytanie. Jakoś poszło.
- U mnie tak jakoś nie poszło. Najgorzej nie jest. Do najlepszych też nie należy.
- Twoi znajomi tutaj też są bardzo interesujący. I wytrzymali. Taki maraton, od 17 do 1. Mało kiedy mi się to zdarzało.
- Przekaże. A zdarzało? - pytam bo to dziwnie, żeby osoba taka jak Blanka szalała po clubach.
- Zdarzało. Zależało to od nastawienia z jakim trafiłam do określonego miasta, ale nie siedziałam ciągle w domu i nad książkami jak myślisz. - mówi z wyrzutem
- Ok, przepraszam. - ściskam mocniej jej stopę przez co odruchowo ją zabiera - Jeszcze raz przepraszam. Oddawaj z powrotem.
- Ale delikatnie.
- Będzie delikatnie.
- Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy jutro?
- Zobaczysz jutro. To już tylko parę godzin.
- Ale chce wiedzieć już teraz.
- Ale zobaczysz dopiero jutro.
- Dlaczego ja nie wzięłam tenisówek do plecaka?
- Bo nie wzięłaś też plecaka. Powiedziałaś że głupio będziesz wyglądać.
- Ja tak powiedziałam?
- Dokładnie tak.
- Następnym razem załóż mi go siłą na plecy.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Już skończyłem. Lepiej?
- Yhym. - całuje mnie - Dziękuję
- Nie ma za co. Idziemy spać. - ciągnę ją za sobą na łóżku
- Marsz do łazienki - nakazuje. Ledwo zdążyłem się położyć.
- Już idę pani generał - podnoszę się łóżka - Zaraz wracam. Nie zasypiaj beze mnie.
Jednak kiedy wracam Blanka śpi, tak jak pierwszego dnia. Kładę się, przyciągam ją do siebie i okrywam kołdrą.
- Dobrych snów, kochanie - szepcze
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz