niedziela, 26 maja 2013

Caitlin

Rozdział 24 

                                                                         Blanka 
- Szukasz portfela? - pyta Max, kiedy grzebie w plecaku szukając właśnie portfela. 
- Mam możliwość anulowania rachunku - wtrąca ekspedientka nim odpowiem - Wykonać?
- Tak - mówię ze zrezygnowaniem.
- Nie - przeczy Max - Niech pani to podliczy. Ureguluje rachunek - na jego słowa kobieta stojąca za ladą promienieje jakby stał przed nią sam książę gotowy jej się oświadczyć. Ok, Max jest przystojny, nawet bardzo, ale żeby aż tak. 
- Specjalnie go nie wziąłeś - kręcę głową na wspomnienie tego jak pakował mnie Max. 
- Od razu tam specjalnie - chłopak wbija pin karty - Chciałem zrobić ci prezent a oczywiste jest to żebyś mi nie pozwoliła, musiałem sobie jakoś radzić.
- Całkiem nie źle Ci wyszło, od razu stawiasz kolacje - mówię zabierając torby z lady w których znajdują się moje dwie nowe sukienki 
- Nie ma sprawy mała - kładzie mi rękę na ramieniu - I jeszcze kino.
- Kino? 
- Kino.
- A po kinie?
- Coś wymyśle.
- Czuje się jak to ja bym była gościem u ciebie, a nie na odwrót.
- Nie będę płakać, 
- Ja raczej też nie mam zamiaru. To gdzie teraz? Jest 18.
- Jak to gdzie? Dalej na podbój świata. 
Śmieje się. To dobry dzień. 
Mam nadzieje że w tym dobrym dniu doczekam się jeszcze telefonu od Janka. Ja już dzwoniłam, minimum 10 razy, za żadnym nie odebrał, nie rozumiem dlaczego. Czy mu się coś stało? Czy dalej wszystko w porządku? Odganiam od siebie złe myśli. Wszystko jest w najlepszym porządku, musi być.  
                                                                 Janek 
- I jak? Co powiedziała? - telefon wybił mnie z rytmu - Janek, jesteś tam w ogóle? Rozmawiałeś z nią czy nie? Rozmawiałeś?
- A myślisz że jak bym kurwa rozmawiał to bym się nie odzywał? 
- Czyli nie rozmawiałeś.
- Czyli kurwa nie.
- Dlaczego?
- Co dlaczego? 
- Dlaczego z nią nie rozmawiałeś?
- A co cię to tak kurwa interesuje? Portal plotkarski zakładasz? W sfatke się bawisz?
- Janek nie pieprz takich smutków. Dlaczego z nią nie rozmawiałeś? Nie pojechałeś do niej?
- Pojechałem. Maciek zrozum ja nie jestem jej potrzebny. 
- Może ty jej nie, ale ona tobie tak. Pojechałeś i co cię zatrzymało? 
- Ona jest szczęśliwa, beze mnie i tak powinno być. 
- Możesz przestać chrzanić? Skup się wreszcie chociaż trochę na sobie. daj sobie trochę szczęścia. Pozwól sobie na to. 
- Nie masz pojęcia.
- Może i nie mam. Ale wiem, jedno nie spieprz tego stary. Ona jest dla ciebie zbyt ważna żebyś z niej zrezygnował. Nie spieprz tego. Kocha... - 
rozłączam się. Co to ma być? Nagle potrafi ci pomóc? Dzięki wielkie, pieprze twoją pomoc i twoje rady. Wujek, pierdolony dobra rada. 
Tak jest lepiej. Koniec, skończyło się.
Przechylam butelkę, gorzki płyn spływa do mojego żołądka. Przestałem bawić się w szklanki, przestałem się czymkolwiek bawić. Życie nie jest zabawą. 
                                                                 Blanka 
- Z tym kinem to był naprawdę dobry pomysł - przyznaję kiedy stoimy przed drzwiami galerii
- Bo mój - odpowiada Max - Dobrze że ci się podobało.
- To co teraz? 
- Dalej podbijamy świat. 
- Idziemy do clubu? 
- Ty? Do clubu? Serio? 
- Serio. Idziemy?
- Idziemy. 
Ruszamy w stronę clubu, jedynego clubu który odwiedziłam przez te dwa miesiące. 
- Ze mną to nigdy nie chciałaś chodzić, a tu proszę - skarży się Max 
- Ludzię się zmieniają.
- A żebyś wiedziała - mruknął 
Dotarliśmy po nie całym kwadransie. Jak na poniedziałek club był i tak w niezłym oblężeniu. Małe grupki stały tez na zewnątrz.
- Nie jestem pewny czy moje konto wytrzyma żeby pomieścić mój debet - szepnął uśmiechając się kiedy zobaczył wystrój wnętrza.
- Spokojnie, damy radę.
- My? 
- Ja mogę jeszcze wszystko odpracować na zmywaku. 
- Myślę że jednak mają tu zmywarki - parsknął śmiechem 
- A ja już chciałam się poświęcić.
- Trudno - staje przy jednym ze stanowisk barmanów - Co chcesz?
- Nie tu, chodź dalej - ciągnę go za rękę
- Dalej? 
- Dalej - potwierdzam - Cześć Derek - witam się z barmanem przy ostatnim stanowisku
- Cześć Blanka - odpowiada, Max patrzy na mnie nie pewnie - Co cię tu dzisiaj sprowadza? 
- Zabawa.
- Czyli to co ostatnio?
- To co ostatnio.
- Przecież ty nie pijesz - wtrąca Max
- Jasne że nie, Derek robi nieziemskie drinki bezalkoholowe - wyjaśniam - A właśnie, poznajcie się Derek to jest Max, Max to jest Derek. 
Mężczyźni wymieniają się uściskami dłoni. 
- To co dla ciebie? - pyta Derek
- Moijto alkoholowe - odpowiada mój przyjaciel   
- Już się robi.
 Max wyjmuje kartę kredytową. 
- O nie, gość dziewczyny szefa pije bez limitu - broni się Derek 
Dziewczyny szefa? Gromie go wzrokiem. Naprawdę, musiał to powiedzieć? 
- Ja pójdę do łazienki - Max wstaje i odchodzi 
- To nie jest twój nowy chłopak mam nadzieję? Miałaś taką minę. - mówi barman 
- Nie nowy, były. A miałam taką minę bo to ty go powiadomiłeś o moim nowym chłopaku. 
- Czyli z Jankiem wszystko w porządku? 
- Nie do końca. Widziałeś go?
- Był tu wczoraj, pił z Maćkiem, a dzisiaj przyszedł po parę butelek rano i więcej go nie widziałem.
- Butelek? 
- Wódka, whisky.
- Pije - stwierdzam 
- Kto pije? - pyta Max, zdążył wrócić 
- Nie ważne. Idziemy potańczyć? - wstaje
- Tak. - pociąga jeszcze łyk drinka - Naprawdę się zmieniłaś. 
Wchodzimy na parkiet, tańczymy powoli, delikatnie.
- Czyli masz chłopaka? 
- Jesteś zły?
- Ważne żebyś była szczęśliwa. Jesteś? 
- Jestem - przytulam się do niego - Przepraszam.
- Za co? 
- Że cię zostawiłam. 
- Zostawmy to dzisiaj. Jutro pogadamy. 
- Pewnie, jutro. Dziękuję. 
- Za co?
- Że przyjechałeś. 
- Wierzysz mi? 
- Oczywiście - przytula mnie mocniej
                                                                 *****
- Co za dzień! - opadam na kanapę, trzymając w ręce puszkę coli.
- Zadowolona? - pyta siadający obok mnie Max 
- Pomijając fakt że specjalnie nie wziąłeś mojego portfela to tak - robię nacisk na "Mojego"
- To dobrze. Spodobał mi się tekst tego barmana. 
- Dereka - prostuje - Jaki?
- "Gość dziewczyny szefa pije bez limitu" i ten nacisk na dziewczynę szefa - śmieje się - Ale możesz przekazać swojemu chłopakowi że mają nieziemskie drinki.
- Jankowi.
- Co?
- Janek, tak ma na imię.
- Dlaczego go nie poznałem? 
- Sama nie wiem. Czekał na ciebie razem ze mną, ale coś mu musiało wypaść, pewnie zadzwonili z hotelu. 
- Z hotelu? 
- Janek ma sieć hoteli, club, wytwórnię muzyczną i najpewniej jeszcze coś o czym nie wiem.
- To ile on ma lat?
- Tyle co ty.
- Serio? Jak on to zrobił? 
- Odziedziczył co nie co po dziadku, a resztę po prostu zdobył pracą - mówię, na wspomnienie ostatniego tygodnia i tego że z Jankiem widywaliśmy się dopiero po 22, czasem wcześniej.
- Nie źle ci się trafiło.
- Mówisz to tak jakbyś wiedział że lecę na jego kasę.
- Mała nie, no co ty nie chciałem żeby to tak zabrzmiało. Cieszę się że jesteś szczęśliwa. 
- Ja chyba też.
- Chyba? Coś nie tak?
- Wszystko w porządku, tylko po prostu nie wiem czy zasługuje na aż tyle. 
- Blanka znowu zaczynasz? Tłumaczyłem ci to już rok temu, zasługujesz jak każdy albo nawet bardziej od innych. Zapytaj Janka powie ci to samo. 
- On nie wie
- Nie powiedziałaś mu? 
- Nie, boję się że mi nie uwierzy.
- A ja? Ja ci nie uwierzyłem? 
- Masz rację, kiedyś mu to powiem. 
- Zawsze mam rację. 
- Chcesz powiedzieć mi to co miałeś zamiar od początku teraz czy jeszcze nie? 
- Nie, teraz już nie. Jest po 2 w nocy, ja jestem nie do końca trzeźwy, a tobie zbiera się na smutki i no jest jeszcze sprawa z twoim nowym chłopakiem muszę to przetrawić, więc idę spać - wstaje 
- Tak masz rację. Ja i moje smutki też chyba już pójdą spać. A co do mojego chłopaka miałeś nie być zły - przypominam
- Ale o zazdrości nie wspominałem. Dobranoc Blanka. - zamyka drzwi od łazienki
- Dobranoc Max - tyle tylko udaje mi się powiedzieć po jego wzmiance zazdrości. 
Co za dzień. 
                                                          Janek 
- Niech to się zdarzy jeszcze razy, a pożałujesz ty plugawa wieśniaczko! - krzyk dociera do uszu małego chłopca, leżącego na łóżku
- Co ja takiego zrobiłam? Wyszłam tylko na lunch z dzieckiem, z małym dzieckiem. Ja się ciebie nie pytam gdzie znikasz na całe noce - to był błąd, duży błąd. Kobieta nie powinna tego mówić. 
- Niech cię to ni chuja nie interesuje, takie dziwki jak ty nie powinny mieć prawa głosu, słyszysz?! Zamilcz! - słychać krzyk bólu i płacz kobiety - Nie waż się zasłaniać dzieciakiem! Ty dziwko! Powinnaś się nareszcie zamknąć i robić czego oczekuj - kolejny krzyk, kobieta błagam żeby przestał to jednak nic nie daję. 
Kobieta na drugi dzień chodzi w okularach słonecznych pomimo tego że na zewnątrz pada deszcz. Wszyscy wiedzą co się dzieje, wszyscy, nawet ten mały chłopczyk. 
Janke na wspomnienie dopije kolejną już butelkę tego dnia. 
Mama nie zasługiwała na takie traktowanie, nigdy nic złego nie zrobiła. Po prostu kochała, tylko tyle. 
W jego wyobraźni widnieje Blanka, pogodna, szczęśliwa, nie może się to zmienić, nie przez niego, muszą być oddzielenie. 
                                                           Blanka 
- Roczna przerwa nie zaszkodziła? - pyta Max oparty o drzwi kuchni. Przygląda mi się jak maluje
- O wstałeś! - wymyka mi się na jego widok
- Jak się napije, nawet trochę to naprawdę długo śpie.
- Zauważyłam, spałeś ponad 12 godzin, dochodzi 15.
- No to zamiast śniadanie muszę już zjeść obiad. A ty już coś jadłaś? - pyta z kuchni 
- Nie. Jak możesz zrób mi kawy - proszę
- Już się robi mała. Idziemy na miasto coś zjeść? 
- Wolę w domu.
- To co pizza? 
- Może być. Ulotka wisi na drzwiach lodówki.
- Właśnie widzę, tą co zawsze?
- Pamiętasz jaką lubię pizze?.
- Takich informacji się nie zapomina - pojawia się w salonie z telefonem - Czyli to co zwykle?
- Jasne.  
                                                           *****
- Całkowicie inaczej to sobie wyobrażałam - przyznaję gryząc kawałek pizzy 
- Co ?
- Twój przyjazd. Nie wiem, że nie będziemy się za wiele odzywać. Przyjedziesz i wyjedziesz. Nic się nie zmieni. Trudno mi to opisać.
- A jednak jest inaczej. O wiele lepiej od twoich wyobrażeń. 
- Lepiej - przyznaję
- Pojechałem za tobą.
- Słucham? - O czym on mówi? 
- Pojechałem za tobą na lotnisko, w dniu twojego wylotu i moich urodzin. 
- Jak się dowiedziałeś?
- Lena wróciła do domu i powiedziała "Przepraszam", płakała. Wybiegłem przed dom, gdzie stała jeszcze taksówka, zapytałem skąd jedzie i kazałem się tam zawieść. Szukałem cię, ale nie znalazłem. Wróciłem do domu kiedy impreza była już rozkręcona na całego i nie zrobiłem nic innego jak tylko się upiłem, byłem tak uchlany, że na drugi dzień nic nie pamiętałem, kompletnie nic. Twojego wyjazdu, nic. I zadzwoniłem do ciebie żeby się zapytać jak się bawiłaś, nie odbierałaś. Poszedłem zapytać Leny co się stało i znowu zaczęła płakać. Zeszedłem na dół i mama zapytała jak się czuje ze świadomością że ciebie nie ma. Nie uwierzyłem. Pobiegłem do twojego mieszkania, później do biblioteki, każdej kawiarni i atelier w mieście w nadziei że cię znajdę, a tu nic. Trzasnąłem po powrocie drzwiami od mojego pokoju i wszystko mi się przypomniało. Dziwne, ale jednak. Poczułem się jak gówniarz, zranione dziecko, zabawka którą się pobawiłaś i zostawiłaś. Nie przerywaj - chciałam zaprotestować - Lena mnie pocieszała, ale ja nie zwracałem na to uwagi, zacząłem co raz więcej grać na perkusji, chodzić na imprezy, wagary. Moja siostra mówiła mi gdzie się właśnie przeprowadzasz co ci nie poszło, albo że tęsknisz. Zawsze myślałem "Dobrze jej tak". Ja cię kochałem Blanka, naprawdę kochałem. Nie rozumiałem jak mogłaś. Nie pozwalałem sobie wytłumaczyć, pomóc. Lena przyszła i pewnego dnia i powiedziała że nie malujesz, pomyślałem "Dlaczego?", ale później "To nie moja sprawa ona tak chciała, sama zdecydowała". Zeszedłem do garażu, otworzyłem drzwi i zacząłem grać razem z padającym deszczem. W ten dzień poznałem Caitlin, naprawdę mi pomogła. Ona do mnie dotarła, wyciągnęła z bagna w jakim siedziałem.
- Przeze mnie - powiedziałam
- Nie. Przez siebie samego, gdybym od razu porozmawiał z Leną, albo zrobił to z tobą kiedy byłaś gotowa, nic by mi nie było. Dopiero Caitlin mi wytłumaczyła że tobie też nie jest łatwo, że też mnie kochałaś, prawda?
- Prawda.
- Żałowałem że nie chciałem z tobą rozmawiać. Ja cię zostawiłem i kiedy to sobie uświadomiłem poczułem się totalnym skurwielem. Nie miałem odwagi żeby zadzwonić, nie umiałem. Caitlin spędziła ze mną naprawdę dużo czasu, pomagając i tłumacząc. A to że wtedy zabrałem telefon Lenie, to nie był przypadek ona mi to podpowiedziała i naprawdę nie wiesz jak się uwierzyłem kiedy krzyknęłaś moje imię, wiedziałem już że muszę do ciebie przyjechać i powiedzieć ci jak bardzo żałuję tego co zrobiłem, a raczej czego nie zrobiłem i jak bardzo mi ciebie brakowało. 
- Twoja dziewczyna nie miała nic przeciwko żebyś tu przyjechał? 
- Skąd wiesz? 
- Mówiłeś jej imię przez sen, a kiedy teraz o niej powiedziałeś już wiedziałam. Cieszę się że jesteś szczęśliwy. 
- Ja też. Nie miała, chciała żebym ci to wyjaśnił żebym się lepiej poczuł. Ona mnie kocha, tak samo jak ty kiedyś. 
- Ty ją też. Max ja cię dalej kocham, tylko jak brata, przyjaciela. 
- Wiem, ja ciebie też. Przepraszam za to że się nie odzywałem. 
- Ja ciebie też. 
- Za co?
- Że cię zostawiłam. 
- To nie była twoja wina, teraz już to wiem i rozumiem. Nie twoja wina. - przytula mnie, mocna ja jego również - Blanka dlaczego płaczesz? - odsuwa mnie od siebie kiedy słyszy że zaciągam nosem 
- Ze szczęścia. Że przyjechałeś. Jesteś kimś ważnym w moim życiu, nie chciałam więcej cię nie zobaczyć, albo nie usłyszeć. 
- Ja miałem tak samo. Też się cieszę że tu jestem i że wszystko jasne. Już cię więcej nie zostawię - przyciąga mnie i znowu przytula - Zawsze będę blisko.
- Ja też. Ma bardzo ładne imię. Caitlin, ładnie. Chyba jestem zazdrosna.
- Ja o ciebie też, zawsze będę. Ale to dobrze że oboje mamy kogoś kto nas kocha, tak jest dobrze.
- Kocham cię Max, jak brata - zapewniam. 
- Kocham cię Blanka, jak siostrę - zapewnia.
Nasze słowa są prawdziwe, szczera, zero kłamstw i unikania. Przytulamy się. Dobrze że wszystko mamy wyjaśnione. Cieszę się. Nareszcie się ułożyło. 

środa, 22 maja 2013

Prosiaczek

Rozdział 23                                                              

                                                                                Blanka 
- Za tydzień przyjeżdża mój przyjaciel, były chłopak - informuje Janka po skończeniu rozmowy.
Kiwa głową. 
Podchodzi kelnerka z rachunkiem, Jasiek płaci. Po czym wstaje, nie patrząc na mnie wychodzi. Ruszam za nim.
- O co chodzi? - pytam dotykając jego ramienia
- Przecież nic nie robię - odpowiada
- I nie mówisz też nic- mówię z wyrzutem
- Miałem po prostu inne plany na za tydzień wobec nas. 
- Jakie plany?
- Niespodzianka.
- Ty i te twoje niespodzianki. 
- Ja i te moje niespodzianki, dokładnie. Jedziemy do mnie czy do ciebie?
- Do mnie - wsiadam do samochodu
- Świetny wybór - wsiada i włącza się do ruchu 
- To co to miała być za niespodzianka? - pytam 
- Ciekawość to... - zaczyna 
- Pierwszy stopień do piekła skarbie - kończę 
                                                                     *****
Ciekawość zżera mnie od środka od kąT mój przyjaciel z Londynu zapowiedział że chce ze mną rozmawiać i właśnie w tym celu przyjeżdża. 
Tylko o czym rozmawiać?
Co mamy sobie do powiedzenia?
Stoję razem z Jankiem w hangarze lotniska czekając na przylot Maxa. Tydzień od telefonu minął bardzo szybko i owocnie w nowe obrazy. Jestem z siebie dumna, choć nie aż tak bardzo jak Janek i Lola nadzorująca moją twórczość. Ta dziewczyna jest naprawdę nie przewidywalna.
- Blanka? - głos Janka wyrywa mnie z moich myśli
- Słucham - zapewniam, zamiast kolejnych słów Jasiek obdarowuje mnie pocałunkiem. Delikatnym, pełnym uznania i wdzięczności pocałunkiem. 
- Obiecaj mi że po Jego wizycie nic się po między nami nie zmieni - prosi - Obiecaj 
- Obiecuje - to więcej jak obietnica, to niemal przysięga. 
Nie rozumiem po co mu aż takie zapewnienie, ale jeśli tego oczekuje właśnie to mu daję. 
Przytula mnie do siebie. 
- Jasiek, Max przyleciał - informuje na widok wysokiego chłopaka z torba przewieszona przez ramie - Poczekaj
Puszcza mnie ale nic nie odpowiada. Ruszam w stronę mojego gościa, zaczynam mu machać, oczywiście nie krzyczeć (wyglądałaby dziwacznie drąc się do niego przez całe pomieszczenie), nie zauważa mnie, muszę podejść jeszcze bliżej. 
- Witam w Polsce - mówię stojąc za Maxem 
- Bałem się że cię nie znajdę - odwraca się
- Twoje obawy się spełniły, bo to ja cię znalazłam a nie ty mnie.
- Coś masz dobry humor, mała.
- Przyleciał do mnie ktoś w odwiedziny, to chyba powód do radości.
- Jak zwykle masz rację. Jak dobrze cię znowu widzieć, całą i zdrową. - przytula mnie 
- Ciebie też - odwzajemniam uścisk - Głodny? - pytam
- Jak zawsze, tak - odpowiada 
- Więc chodźmy coś zjeść - ruszamy w stronę Janka - Myślałam że przylecisz wcześniejszym rejsem. Jest już 18.
- Tak się jakoś złożyło.
Docieramy do miejsca w którym zostawiłam Janka ale nie jego nie ma. Rozglądam się z nadzieją że jednak się pomyliłam. Nic z tego, Janka nie ma.
- Szukasz kogoś? - pyta Max
- Nie - kłamie. Może mu tylko coś wypadło, zadzwonili z hotelu. Nie mam pojęcia, postaram się później dowiedzieć. 
- Złapać taksówkę? 
- Tak, pewnie - ciągle rozglądam się za moją zgubą. Nic. To już pewne, nie ma go tu. 
- Blanka? Na pewno niczego lub kogoś nie zgubiłaś?
- Nie. Taksówka. - przypominam 
- Już. Chodź. - łapie mnie za rękę i ciągnie do samochodu. 
Podaje adres restauracji gdzie pierwszego dnia zabrał mnie Tony i ruszamy.  
- Nie masz nic więcej? - pytam patrząc na jego plecak i torbę podróżną, naprawdę małych rozmiarów. 
- Nic więcej mi nie potrzeba. Po za tym z tego co wiem, twój dobytek mieści się w czterech torbach, odrobinę większych od mojej. - pozwala sobie wtrącić
- Odrobinę - potwierdzam z uśmiechem, pokazując palcami ile ma ta odrobinka, wychodzi mi tak że ręce mam rozłożone na cały samochód. Kierowca uśmiecha się ale nie zwraca nam uwagi.
- Mała, nie przesadzaj - składa mi ręce - Ktoś tu ma dobry humor.
- Mam powód. Ty nie?
- Ja też. Jasne. 
Samochód staje. Wysiadamy. Płace należność i wchodzimy do restauracji. 
- Chodźmy tam - wskazuje na ostatni stolik pod ścianą. Max rusza za mną. 
- Już nie mogę wytrzymać z głodu - skarży się
- Ja też - przyznaję - Momencik zaraz coś zjemy, cierpliwości
- Byłem cierpliwy przez rok - mruczy. Nie mówi tego względem jedzenia. Nie komentuje tego, pozwalam aby te słowa pozostały pomiędzy nami. 
                                                             *****
- Zapraszam - gestem wskazuje na otwarte drzwi do mojego mieszkanie - Może nie jest tu tak przestronnie, przytulnie i miło jak w waszym domu, ale musi nam to wystarczyć 
- Bez przesady. Przepraszam - mówi kiedy przez niego na ziemi ląduje moja sztaluga - Zaczęłaś malować. Czyli to co bredziła moja siostra jest prawdą. 
- Uważaj - uprzedzam
- Na co? - odkręca w moją stronę i to przed czym ostrzegałam nastaje. Dziwnym trafem wszystkie tubki które leżały na sztaludze, były otwarte, uformowały się w małą kupkę i on właśnie na nią stanął, rozbryzgując ją na prawie całej powierzchni mojej podłogi w salonie i przedpokoju. 
- Niech to szlag! Serio nie mogłaś powiedzieć? 
- Uprzedziłam - mówię, rzucając w niego ścierką nasączoną rozpuszczalnikiem 
- Blanka może jutro? Wyśpimy się, odpoczniemy, później coś zjemy. Proszę cię mała, jutro. Błagam cię jutro.
- Jutro to moja podłoga będzie do wymiany. Na kolana i szorujemy Maxiu.
- Maxiu? 
- Jak chcesz może być inaczej, ja chcę tylko mieć czystą podłogę, Max.
- Oj, już dobra - jak małe dziecko - ale jutro nie budzisz mnie wcześniej jak o 14, nie ma opcji po prostu - opada na kolana i zaczyna szorować podłogę
- Moje biedactwo - klękam na przeciwko niego i zaczynam zmywać farbę
- Co do tego mojego, proszę cię porozmawiajmy jutro, naprawdę mi na tym zależy - prosi
- Wiem. Tylko dlatego przyjechałeś, żeby porozmawiać. Rozumiem. Może i ja bym tak zrobiła. Nie wiem, nie mnie zostawiła dziewczyna. Przykro mi. Próbowałam ci wytłumaczyć. Porozmawiamy. Obiecuje.
- Blanka - dotyka mojego ramienia - To nie tak, ja...
- Nie ważne. Podłoga sama się nie umyje - wskazuje brodą na powierzchnie i mocniej dociskam szmatę. 
Nie może być normalnie, moje życie nigdy nie było normalne, ale to przez to że sama je sobie utrudniam.
Ugh... 
Spoglądam na Maxa. Jego mina wskazuje na to że też nie jest mu łatwo, tak samo jak mnie, teraz, tu, w tej sytuacji. 
Nikt się nie odzywa, nawet w milczeniu idziemy spać. 
Choć i tak nie jest tak źle jak myślałam. Od początku jest dobrze, miło, tak jak kiedyś. Tak jak kiedyś oglądam jego twarz na żywo i odbieram każdy jego uśmiech i gest. Brakowało mi tego.
                                                          Janek
- Gdzie jesteś? 
- W domu.
- Ogarniaj się i przyjeżdżaj do mnie do clubu.
- Jest niedziela, a z tego co wiem w niedziele my nie imprezujemy. 
- W tą niedziele imprezujemy. Ruszysz tyłek? 
- Rusze, jak zawsze. Tylko stary co się stało że zdzwonisz i chcesz pić? Od dwóch miesięcy tego nie robiłeś.
- Maciek, przestań pieprzyć. Mam ochotę to pije. Mam ochotę pić z tobą to do ciebie dzwonie. Wystarczy?
- Tak. Będę za 20 minut. 
Jak nie można sobie z czymś poradzić to się pije, się kurwa pije.
Czekam na przyjaciela żeby razem z nim zalać się do nie przytomności.  
                                                         Blanka   
-Nie wygląda to tak najgorzej - komentuje moją podłogę, jedząc płatki na śniadanie. Śniadanie o 13. 
- Przepraszam bardzo, nie po to tyle wczoraj to szorowałem żeby wyglądało źle - mówi z wyrzutem Max, kończąc swoje tosty
- Nasza praca nie poszła na marne.
- Jasne że nie, przecież robiliśmy to my - tracą mnie łokciem, uśmiecha się.
- Zużyliśmy przy tym cały zapas mojego rozpuszczalnika i okna musiały być otwarte przez całą noc - skarżę się
- Musisz psuć moje pochwały? 
- Chyba nie, ale co prawda to prawda.  
- Prawda - wstaje od stołu wkłada do zlewu naczynia i odchodzi do salonu - Lena nie przesadzała mówiąc że nareszcie robisz to co powinnaś i inne tego typu teksty - stoi z założonymi rękami i przygląda się moim pracom 
- Raczej przesadziła mówiąc to inne tego typu teksty - sprzeciwiam się 
- Znowu zaczynasz?
- Nie. Tylko to nic specjalnego.
- Wszystko co byś nie robiła powiesz że to nic specjalnego.
- Nie prawda.
- Tak? To co robisz najlepiej ze wszystkich? - pyta 
- Uciekam - odpowiadam zdecydowanie i od razu tego żałuję
- Tak, to wychodzi ci najlepiej. Nie znam drugiej takiej baby, która umiała by komuś tak radykalnie zmieniać życie - śmieje się. Sądziłam że inaczej to przyjmie. Nie będę tego burzyć, kolejnymi pytaniami i odpowiedziami dotyczących tego co było. 
- Baby? - biorę pędzel do ręki -Jesteś pewny? - maczam go w różowej farbie 
- Rzadko zmieniam zdanie - mówi - Babo - akcentuje 
- Nie ładnie, nie ładnie - maże mu ręce i zahaczam również o jego koszulkę 
- Blanka! No co ty?! Taki żart! - broni się przed kolejnymi maźnięciami - Mała przestań!
- Uśmiechnij się Maxiu! - wołam i maluje mu twarz farbą, jest teraz różowiutki - O przepraszam Prosiaczku, jakoś tak straciłam panowanie w ręku. 
- Panowanie? Prosiaczku? Maxiu? - podchodzi do mnie i zabiera mi pędzle - I co ja mam teraz zrobić? 
- Iść się umyć. 
- Świetny pomysł - bierze mnie na ręce
- Max! Postaw mnie! Ty masz się iść umyć sam!
- Ale ja się sam nie pomalowałem na różowo. Co wy dziewczyny macie w ogóle z tym kolorem?
- Teraz to dziewczyny. Postaw mnie! - wale w jego klatkę piersiową
-Au! Przestań, ktoś mnie musi umyć z tej różowej brei - zaciska ręce w oku mnie jeszcze mocniej 
- Ja już brałam prysznic.
- A ja jeszcze nie - otwiera drzwi do łazienki i wchodzi ze mną pod prysznic 
- Max, nie rób tego, proszę - moja ostania szansa 
- Nic z tego - zamyka kabinę, stawia mnie w brodziku i włącza wodę
- Zimne! Zimne! - krzycze
- Sorry - przekręca kran w drugą stronę - Lepiej? 
- Lepiej. Dobra, zimny prysznic z rana, ja już dziękuję, wychodzę. - staje mi na drodze - Max, wypuść mnie. 
- Jak mi uwierzysz że nie przyjechałem tylko po to żeby z tobą porozmawiać.
- Ale głównie.
- Blanka, proszę cię. 
- Ok, wierzę. Przynajmniej spróbuje. 
- Przynajmniej spróbuj - ustępuje
- Nie musiałeś zanosić mnie pod prysznic tylko po to żeby mi to powiedzieć - odwracam się w drzwiach z uśmiechem
- Taki efekt jest lepszy, mała - odwzajemnia uśmiech
Wychodzę. 
Muszę się przebrać, wysuszyć i wymyślić jak zaplanować nam dzień. 
Musi być ciekawie, po prostu musi.
- Blanka, wstajemy idziemy na zakupy - Max potrząsa moją dłonią, stając nade mną. Położyłam się na chwilę, czekając na niego. 
- Na zakupy? - pytam przeciągając u. Myśląc o ciekawym dniu, nigdy nie wpadłabym na pomysł z zakupami. Nie za bardzo lubię 
- Tak. Jak bym rzucił takim tekstem do mojej siostry, byłaby gotowa w 3 sekundy, w dodatku nie pytając kto płaci.
- Nie jestem Leną.
- Wiem - bierze mój plecak i wrzuca do niego telefon, aparat inne rzeczy - Idziesz czy mam cię nieść? - rozkładam się na łóżku jeszcze bardziej i zakładam ręce za głowę.
Zakłada mój plecak na jedno ramię i swój na drugie. Bierze mnie na ręce.
- Mówiłem że tak zrobię.
- Jestem za ciężka, nie doniesiesz mnie i tak jak ja mówiłam nie dojdziemy na zakupu - uśmiechem się 
- Zobaczymy. Zamykaj - daje mi klucze od domu. Robię to co każe - No to zobaczymy ile masz siły Max. 
- Zobaczymy. 
Schodzimy na dół. Wciąż trzyma mnie w swoich ramionach.
- Pójdziesz już sama? 
- Mi tam jest wygodnie - wychodzimy z kamienicy - Ale jeśli się zmęczyłeś, zawsze możemy wrócić.
- Nie mam w czym spać, muszę odkupić ci farby i zrobić zapasy rozpuszczalnika.
- Max nie, daj spokój.
- Cicho. W która stronę? 
- Tam - wskazuje w lewo.
Max obkręca się tak że stoimy całkiem w złą stronę. 
- Tam? - wskazuje złą stronę
- Nie. Tam - mówię i wskazuje inną stronę 
Max obkręca się parę razy. Stoimy znowu w złym miejscu.
- Tam? 
- Nie, tam - wskazuje ze śmiechem dobrą stronę
Max obkręca się znowu parę razy na chodniku.
- Tam? 
- Nie - nie mogę wytrzymać ze śmiechu - Tam - wskazuje dobrą stronę. Musimy wyglądać komicznie.
Max kręci się teraz parenascie razy. 
- Tam? - wskazuje złą stronę 
- Nie - śmieje się - Dobra, puść, pójdę sama - mówię śmiejąc się. Puszcza mnie.
- Tego mi brakowało - mówi z uśmiechem 
- Tego, czyli czego?
- Twojego śmiechu - oddaje mi plecak po czym zakłada mi swoją rękę na moje ramię - Idziemy na podbój sklepów.
- Zdobywać świat brzmi lepiej - podsuwam 
- Blanka i Max idą zdobywać świat! - śmieje się - Tak jest o wiele lepiej - przyznaje 
Ruszamy przed siebie, w tą nareszcie dobrą stronę, na podbój świata. 
                                                         Janek
"Porozmawiaj z nią, tylko tyle, parę słów" - chyba najlepsza rada jaką usłyszałem od mojego przyjaciela i to po pijanemu. Wypełniam ją. Przyjechałem pod jej mieszkanie równo o 14, mam nadzieję że ją zastanę, ją i jej gościa. Zamykam drzwi, mam zamiar podejść do głównych drzwi, ale właśnie ich dostrzegam kawałek dalej, chłopak trzyma ją na rękach i kręci się dookoła. Blanka ma odchyloną głowę, zamknięte oczy i śmieje się, jej aksamitny głos rozbrzmiewa na całej ulicy. Zatrzymują się, stoją tyłem do mnie. Chłopak coś mówi i puszcza śmiejąc się Blanke. Zakładają plecaki i ruszają przed siebie, śmiejąc się. Chłopak trzyma rękę na jej ramieniu. 
Tak jest dobrze. 
Ona jest szczęśliwa, tak właśnie powinno być. 
Bez żadnych przeszkód, beze mnie. 
Odchodzę zostawiając ją samą, tak jak kurwa powinno być. 
Beze mnie. 

sobota, 18 maja 2013

Były

Rozdział 22

                                                                Blanka
- Zawsze tak rano wstajesz? - pytam po krótkim pocałunku na dzień dobry, Janek znowu nie spał kiedy się obudziłam.
- Robię to specjalnie, żeby tylko na ciebie popatrzeć - odpowiada, muskając mój policzek, uśmiecham się.
- Wyspałaś się?
- Tak. Zawsze się wysypiam przy tobie. 
- Ja przy tobie też. Jest prawie 10, wstajemy. Musimy coś zjeść. 
- Jeszcze trochę, po za tym nie jestem głodna, nie chce mi się jeść - marudzę jak małe dziecko. 
- A ja tam pójdę coś zjeść. Na pewno nie idziesz ze mną? 
- Nie - mruczę i cała przykrywam się kołdrą.
Janek odchodzi. 
Oddycham ciężko na myśl o tym co wydarzyło się w nocy, to takie krępujące i przytłaczające zarazem. Gdybym wiedziała co się wydarzy po naszym powrocie cofnęła bym czas i zmieniła wszystko. Teraz niestety nie ma już co gdybać, co się stało to się nie odstanie. 
Wyciągam głowę z pod kołdry na zapach unoszący się powietrzu. 
Co za aromat. 
Wstaje i po cichutku biegnę do kuchni. 
Na twarzy Janka gości ogromny uśmiech kiedy mnie dostrzega w progu.
- Jednak przyszłaś - mówi 
- Jednak - przytakuje - Skąd jest ten za... - próbuje go zapytać, ale dostrzegam profesjonalny, ogromny automat przeznaczony do parzenia kawy o nieziemskim aromacie i filiżankę stojącą obok, podchodzę do tego sprzętu - Przecież ty nie pijesz kawy - zauważam - Dlaczego go kupiłeś? 
- Ale ty pijesz. Kupiłem bo mogę i chciałem sprawić ci przyjemność. - podchodzi do mnie i przytula od tyłu
- Sprawiłeś - zapewniam - Tylko to jest drogie, bardzo.
- Powiedziałem Ci że mogę - nie ustępuje z uśmiechem na twarzy 
- Dlaczego się cały czas uśmiechasz? 
- Bo strasznie jesteś seksowna w tej koszulce, w mojej koszulce, podoba mi się - mruczy i całuje mnie w szyję
- Mogę jej nie zdejmować - zapewniam cicho
- Nie. Blanka takie widoki są tylko dla mnie, ty jesteś tylko dla mnie - odwraca mnie w swoją stronę, podnosi mnie na blat i całuje delikatnie, pokazując mi jaka jestem dla niego ważna. 
                                                               *****
- Gotowa? - pyta Janek, zaglądając do pokoju 
- Już - zakładam plecak na ramię - Możesz mi wreszcie powiedzieć gdzie mnie zabierasz?
- Niespodzianka. Tajemnica do końca. Chodź. Jedziemy. - wychodzimy z apartamentu 
- A nie musimy zajechać do mnie po jakieś rzeczy?
- Nie, wszystko dla ciebie mam. - wchodzimy do samochodu 
- Czyli będę musiała się przebrać - stwierdzam ze śmiechem 
- Przestane się odzywać, żeby tylko ci czegoś więcej nie zdradzić - grozi i odpala samochód
- Jestem ciekawa.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, skarbie - mówi
- Skarbie? - pytam z uśmieszkiem 
- Nie podoba się?
- Podoba - cmokam go głośno w policzek 
- Nie rozpraszaj mnie - protestuje 
- Nie będę już. Co w pracy? Gwiazda odpowiedziała? 
- Pozytywnie. Dzisiaj mam wolne nie rozmawiajmy o tym.
- Jasiek? - znowu się wzdryga 
- Tak?
- Możemy zajechać, żebym sobie kupiła nowy telefon, w drodze powrotnej?
- A tak, już, poczekaj - akurat zatrzymujemy się na czerwonym, wyjmuje ze schowka małe prostokątne pudełeczko - Proszę - wręcza mi je
- Przesadzasz - mówię i odkładam je na deskę rozdzielczą
- Jak będę miał ochotę to kupię ci samochód, dom albo całą wyspę - zapewnia mnie z irytacją i wciska pudełko w moje ręce
- Ale... 
- Ale jeśli mam ochotę kupić ci telefon, to, to robię. Chce żeby mój skarb miał wszystko czego potrzebuje i wszystko co najlepsze. 
- Kiedy zdążyłeś to wszystko kupić? - pytam w nadziei uzyskania odpowiedzi 
- Tajemnica - nici z odpowiedzi, robię taką minę by pokazać że nie lubię tych jego tajemnic - Wczoraj po naszym powrocie, przez internet z ekspresową dostawą do domu - burczy kiedy zauważa moją minę 
- Naprawdę ekspresowa - zauważam 
Przytakuje.
- Już jesteśmy - parkuje samochód przed starą kamienicą, nie byłam jeszcze w tej okolicy Warszawy. Rozglądam się za czymś co mogłoby stanowić "Niespodziankę", ale po za kolejnymi kamienicami nic nie widzę. 
- Łap! - Janek rzuca w moją stronę niebieską torbę na rzeczy treningowe, łapie ją, jest ciężka, czyli wyposażona 
- Idziemy na siłownię? - pytam 
- Może. Zamknij oczy - nakazuje. Zamykam, lecz po chwili otwieram jedno i patrzę jak Janek kręci głową - Wiedziałem że tak będzie - wyjmuje z kieszeni spodni czarną chustę, zawiązuje mi ją na oczach - Daj rękę - wyciągam dłoń a on ją łapie - Idziemy, to co przygotowałem może ci się nie spodobać, ale... zresztą zobaczysz - bierze mnie na ręce 
- Dlaczego mnie niesiesz? 
- Nie podoba się? 
- Podoba. 
- Nie chce żebyś sobie coś zrobiła, schodzimy po schodach na dół.
Kiwam głową. 
- Ok, już stajemy - oznajmia, wkłada klucz do zamka z tego co słyszę - Wchodzimy - bierze mnie za rękę, idziemy parę kroków i stajemy w miejscu, ściąga mi opaskę, a ja otwieram oczy - Jak chcesz możemy wrócić - mówi Janek pełen powagi 
- Nie - odpowiadam. 
Jasiek zabrał mnie do klubu bokserskiego. Nie byle jakiej nowoczesnej klitki, tylko starego pomieszczenia z legendą unoszącą się w powietrzu. Dla niektórych może wydawać się to mało romantyczne, ale dla mnie jest to co najmniej ważne.  
- Szatnie są tam - wskazał na drzwi po lewo Janek 
- Więc chodźmy się przebrać - powiedziałam w jego stronę i ruszyłam pierwsza. 
                                                                  Janek 
Wszyłem z szatni kiedy Blanka skakała na skakance na jednym z ringów. Ma zamknięte oczy, jest skupiona na tym co robi. 
- A ty się nie rozgrzewasz? - pyta, nie otwierając oczu 
- Już - odpowiadam i łapie za drugą skakankę. Wchodzę do niej. 
- Znajdź sobie swój - wygania mnie. 
Potulnie kieruje się na inny. Nie za bardzo rozumiem o co chodzi. Skaczemy około 20 minut. 
- Schodzisz? - pytam 
- Tak.
- Chodź. Pomogę założyć ci rękawice. 
- Idę - zeskakuje na podłogę
- Raczej skacze - sugeruje.
Wkładam na jej dłonie rękawice, na swoje robię to samo. 
- Teraz pokaże Ci parę ciosów, wyjść ręką - mówię
- Możesz stanąć twarzą do mnie? - pyta Blanka
- Jasne. Zrób parę kroków do tyłu, żebym cię nie uderzył. 
- Janek ty się lepiej broń - ostrzega mnie z uśmiechem
W mgnieniu oka leże rozłożony na łopatki na ringu. Blanka stoi uśmiechnięta nade mną.
- Wstawaj - podaje mi rękę. Łapie ją i ciągnę za sobą. 
- Dlaczego nie powiedziałaś że już to kiedyś robiłaś? - pytam wspierając się na łokciu zrucony w jej stronę
- Nie pytałeś. I jak mi poszło? 
- Jak widać - rozkładam ręce na w znak
- Biedactwo moje - daje mi całusa - chodź, nie robiłam tego od kiedy jestem w Polsce, czyli już dwa miesiące - wstajemy 
- Kiedy zaczęłaś? 
- 3 lata temu. A ty?
- 4, ale wychodzi na ten sam wiek. 
                                                          *****
- Ten klub też jest twój? - pyta Blanka siedząca na ringu i jedząc truskawki, dokładnie tak, zrobiłem piknik.
- Ja go tylko wspieram.
- Chyba nie tylko, jeśli możesz tu przychodzić sam i to w niedzielę.
- Ten klub bardzo dużo mi pomógł kiedy tego potrzebowałem, i teraz ja mu pomagam, to wszystko.
- Na czym polega to twoje wszystko?
- Nie płacą czynszu.
- Czyli budynek należy do ciebie? 
- Kiedy przyszłemu tu pewnego dnia po śmierci dziadka, miałem 15 lat, chłopaki wszystko zabierali, wynosili zapytałem Mamony co się dzieje i powiedział mi że nie płacili czynszu i ich wyrzucają. Znalazłem właściciela i odkupiłem od niego całą kamienice. 
- Kim jest Mamona?
- Właściciel, z wykształcenia psycholog. Przyjdź tu kiedyś w tygodniu najlepiej w czwartek, zobaczysz ile jest tu dzieciaków. 
- Skąd miałeś pieniądze żeby to kupić? 
- Dziadek przepisał mi wszystko co miał, a z racji tego że miał nie mało, to to kupiłem.
- Miałeś 14 lat, jak mogłeś zarządzać taką fortuną?
- Dziadek mnie upełnoletnił.
- Przecież masz rodziców, jak mógł to zrobić? 
- Mam tylko ojca. Jak masz pieniądze możesz dokładnie wszystko. Ojciec nic nie wiedział, myślał że jak jest jedynym synem to cała fortuna, jak to nazwałaś, spadnie na niego. A tu pech, wszystko zgarnął jego smarkaty syn, co za niespodzianka.
- Nienawidzisz go - to stwierdzenie, nie pytanie
- Różnie się w życiu układa. 
Kładzie się na deskach i zakrywa twarz dłońmi. 
- Blanka? - boję się że znowu zacznie płakać
- Nienawidzę tych koszmarów, nienawidzę. A najgorsze jest że to co mi się śni jest prawdą. To tak boli. 
- Blanka, już wszystko minęło, nie ma koszmarów, nie będzie. Słyszysz, nie będzie. - przytulam ją - Tylko nie płacz.
- Jak dobrze że jesteś - to samo mogę powiedzieć o niej 
- Chodź jedziemy coś zjeść, jest już popołudnie, po za tym naprawdę jestem głodny, te truskawki to nie najlepsze pożywienie dla mnie.
- Ok, ale jedziemy później do mnie, może nie jest tak fajnie jak u ciebie, ale chce pomalować, mogę?
- Nie musisz się pytać, oczywiście że tak. 
Zabieramy torby i koszyk po czym wychodzimy. 
Naprawdę jestem głodny. 
                                                               Blanka 
- Podobała ci się moja niespodzianka? - pyta Janek, nabierający na widelec makaron
- Bardzo - przyznaję. Może nie dla każdej dziewczyny jest to super, świetne itp. ale ja naprawdę potrzebowałam znowu wrócić do takiego miejsca. Janek strzelił w 10. - Proszę częściej takie niespodzianki - dodaję ze śmiechem
- Proszę więcej cierpliwości - odpowiada 
- Chyba da się załatwić - zapewniam 
- A kiedy ja dostanę swoją niespodziankę? 
- Twoją? 
- Mój obraz.
- Twojego obrazu jeszcze nie ma, a po za tym ktoś tu przed chwilą prosił o cierpliwość.
- Tak? - unosi brew - Kto? - rozgląda się po restauracji 
- Pajac. 
- Naprawdę mam jakieś zaćmienie chyba. 
- Pajac. Siedzi przede mną.
- Ja? Pajac? Pożałujesz - grozi mi palcem z uśmiechem na twarzy  
- Nie mogę się doczekać - zapewniam 
- Fajnie że masz dobry humor 
- Przepraszam za wczoraj, raczej za noc. 
- I czar prysł. Jak nie przepraszasz to dziękujesz. Powiedziałem że wszystko ok, tak? - kiwam głową - Nie wracajmy do tego.
- Kiedyś ci wszystko wyjaśnię.
- Wiem. Zrobisz to jeśli będziesz gotowa. Poczekam, nie zmuszam. 
- Dziękuję
- Zaczynasz?
Dzwoni telefon, mój. Wyjmuje go z plecaka i patrzę na wyświetlacz: MAX. Spoglądam na Janka, kiwa głową, na znak żebym odebrała. 
- Już się bałem że nie odbierzesz - odzywa się męski głos po drugiej stronie - Cześć Blanka! Jesteś tam w ogóle? 
- Jestem. Cześć Max! - Janek się wzdryga, kiedy słyszy męskie imię
- Dobrze cię słyszeć. Możesz rozmawiać? 
- Pewnie.
- Za każdym razem kiedy chciałem ci coś powiedzieć, moja siostrzyczka nam przeszkadzała, mogę teraz?
- Mi tam nikt nie przeszkadza. 
- Mi też. Więc chciałbym, cię zapytać... jak to powiedzieć...
- Najlepiej od początku do końca.
- Od początku to będzie tak: my się nie rozstaliśmy, tylko ty wyjechałaś, to nie jest skończone, ja po prostu chce to wyjaśnić, porozmawiać. Mogę przylecieć do ciebie za tydzień? 
- Słucham? 
- Pytałem czy mogę do ciebie za tydzień przyjechać. Wszystko dobrze?
- Tak. Po prostu bardzo mnie zdziwiłeś, nie spodziewałam się.
- Szczerze, to chciałem zrobić to już od dłuższego czasu. To jak?
- Pewnie, nie ma sprawy, przyleć. Będę czekać. I nie rezerwuj hotelu, zmieścimy się u mnie. 
- Super. Trzy, cztery dni i wracam do siebie. Chcę tylko pogadać. 
- Rozumiem. Będę czekać z niecierpliwością. Fajnie że pogadamy. 
- Tak, to dobrze. Godzinę przylotu wyśle ci na pocztę. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
- Blanka? 
- Tak?
- Tęsknię za tobą.
- Ja za tobą też.
                                                            Janek
- Za tydzień przylatuje mój przyjaciel były chłopak - oznajmia Blanka po skończeniu rozmowy. 
Takiej wiadomości na dzisiaj to, kurwa najlepsza wróżka by nie przewidziała.

środa, 15 maja 2013

Bal

Rozdział 21                                                        

                                                                        Blanka
- Niebywała piękność! - Magda zaczyna starania o najwyższą cenę, aby podkreślić swoje słowa obkręca mnie - Blanka! Młoda, in... 
- 10 tysięcy - przerywa młody mężczyzna, nie Janek 
- Mamy 10 ty...
- 15 tysięcy - Magda znowu nie kończy, tym razem to starszy człowiek po 50 
- 20 tysięcy - następna propozycja pada z ust Iana 
- 50 - Janek 
- Ma... - znowu Magda próbuje zabrać głos
- 65 tysięcy - osoba która to powiedziała z tego co wiem jest 6 najbogatszym człowiekiem w kraju 
- 80 tysięcy - znowu ten młody i przystojny mężczyzna co na początku
- 85 - to nowa nie znana mi twarz to wypowiedziała
- 90 - kolejna nowa twarz
- 95 tysięcy - Ian z uśmiechem proponuje cenę, oczywiste jest to że robi to tylko po to by podgrzać atmosferę.
- 100 tysięcy - teraz mówi to aktor dość znany tego roku 
- 110 tysięcy - znowu ktoś nowy 
- 115 - kolejna nowa osoba 
- Blanka nie ukrywam ale wiedziałam że tak będzie. - szepcze Magda, trzymając mnie za rękę, jestem pewna że gdyby tego nie robiła upadła bym - Możesz mi powiedzieć z kim przyszłaś? - pyta 
- Lenart, Jan Lenart - odpowiadam 
- To możesz być pewna że to z nim dzisiaj zatańczysz - zapewnia cichutko Magda. Coś nie jestem taka pewna. 
Przez tą chwilę w której razem z Magdaleną zajęliśmy się rozmową, cena wzrosła do 160 tysięcy. Z tego co widzę w licytacji zostało czterech mężczyzn, nie licząc Iana. Janek, aktor, ten który pierwszy wywołał propozycje i ten którego propozycję słyszałam ostatnią. 
Ciężko mi się oddycha, jestem bardzo zdenerwowana. 
- 200 tysięcy - Janek upija łyk szampana,
Wycofuje się aktor. 
- 220 tysięcy - kolejna propozycja od młodego i przystojnego 
- To Pablo - szepcze Magda - Jest bogaty ale nie aż tak jak Janek. 
Wycofuje się nie znajomy.
- 250 tysięcy - odzywa się Ian z uśmiechem, na co Janek gromi go wzrokiem. 
- 260 tysięcy - Pablo podbija cenę 
- 270 tysięcy - Ian znowu się bawi, tym razem podbijając cenę
- 280 tysięcy - Pablo nie daje za wygraną 
Patrzę na Janka, on spokojnie pije już drugi kieliszek szampana 
- 280 tysięcy po raz pierwszy! - krzyczy Magda - A jednak się pomyliłam - szepcze w moją strone - 280 tysięcy po raz drugi! - Ian patrzy na Janka ze zdziwieniem - 280 tysię...
- 350 tysięcy! - krzyczy Janek odstawiając kieliszek 
Pablo kręci ze zrezygnowaniem głową, on nie da więcej, nikt już nie przebije Janka. 
- 350 tysięcy po raz pierwszy! 350 tysięcy po raz drugi! I tak proszę państwa mamy rekord, 350 tysięcy po raz trzeci! Sprzedane!
Gromkie oklaski rozbrzmiewają w całej sali balowej.
- Dziękuję - mówi cicho Magda - idź na dół, zejdź po tamtych schodkach, pan Lenart już czeka - popycha mnie delikatnie w stronę schodów, to prawda Janek już czeka.
                                                               Janek 
Musiałem to zrobić, nie chce ze mną rozmawiać jakoś musiałem temu zaradzić. 
Czekam na nią, lecz po jej minie widzę że nie jest zadowolona. Wyciągam przed siebie rękę, aby pomóc jej zejść. Podaje mi swoją, powoli schodzi uważając na siebie. Kiedy już stoi blisko mnie, przyciągam ją do siebie i obejmuje czule, ustawiając się w pozie do walca. 
- Przesadziłeś - mówi Blanka 
- Nie dali mi wyboru, ty nie dałaś mi wyboru - wyznaje 
- Jak ja? - pyta zdziwiona 
- Nie chcesz ze mną rozmawiać - wyjaśniam
- A masz mi coś dobrego do powiedzenia? Normalnego?
- Zerwałem z Angelą. 
- Co zrobiłeś? 
- Spieprzyłem sobie kontrakt z jej ojcem. Blanka koniec, nie ma drugiej. Wszystko jej wytłumaczyłem. Przyznałem się. 
- Co za dorosłość. Brawo, dojrzałeś - kpi
- Blanka, proszę cię. Ja nie wiem jak to powiedzieć.... - zaciąłem się 
- A co chcesz mi powiedzieć? - pyta zrezygnowana, zmęczona 
- Chcę żebyś ze mną była, potrzebuję cię - mówię cicho 
- Janek ja nie wiem czy to dobry pomysł, to, my to dwa różne światy, nie wiem co... to nie najlepszy pomysł, my - wykręca się, chodź wiem doskonale że tego nie chce
- Zamknij się - protestuje
- Co? - pyta zdezorientowana, zaskoczona
- Zamknij się i odpowiedz mi na jedno pytanie - rozkazuje - Kłamałaś w samochodzie?
- Nie, oczywiście że nie - wyznaje cicho z rumieńcem na twarzy
- To mamy jasność. Mi na tobie zależy, a tobie na mnie. 
- Ale ja myślałam...
Pochylam się nad nią wyginając jej ciało w łuk i całuje delikatnie, zamykając jej usta by nic więcej nie powiedziała, by tego wszystkiego nie zepsuła, ja albo ona. Odwzajemnia mój gest. 
Kiedy wracamy do pozycji stojącej, na jej twarzy widnieje uśmiech, a ludzie w oku klaszczą. Obkręcam Blanke delikatnie, tak że wpada w moje ramiona.
- Ja też cię potrzebuję - wyznaje cicho oplatając moje ręce mocniej w oku swojej tali. 
- Chodźmy się czegoś napić - proszę ciągnąc ją za rękę 
Licytacje trwają, lecz żaden taniec nie uzyskuje tak wielkiej ceny jak ten z Blanką i żaden nie uzyska. Nie ma tak bardzo wyjątkowej drugiej osoby, jak ona, a to ja mam zaszczyt trzymać ją w ramionach. 
                                                       Blanka
Co za cudowny wieczór! Jest pięknie, lepiej niż wydawało mi się że będzie. 
Z mojej komórki dobiega dźwięk przychodzącego połączenia. Mama. Muszę odebrać, nie mam wyboru. Odchodzę by lepiej słyszeć. 
- Co słychać? - pyta bez słowa powitania, ale z irytacją w głosie 
- Darujmy sobie te czułości - odpowiadam cierpko - Co chcesz usłyszeć?
- Może trochę milej droga panno. Należy mi się choć odrobina szacunku i wdzięczności za to co robię. 
- Tylko co ty takiego robisz, mamusiu?
- Wydaję na ciebie moje ciężko zarobione pieniądze.
- Praca, praca i praca. Czy ty się w końcu zainteresujesz rodziną? Chociaż odrobinę bardziej niż masz i miałaś to w zwyczaju.
- Doskonale obie wiemy że to co się stało to nie moja wina! - krzyczy a ja wychodzę z budynku - To przez ciebie nie mamy pełnej, normalnej rodziny! Więc teraz głupia gówniaro powiedz mi czy wszystko dobrze.
- A nawet jak by było źle to co byś zrobiła? Nic. Twoim priorytetem jest uprzykrzanie mi życia. Zero pomocy! Ale masz rację to moja wina i żyje ze świadomością tego już 6 lat. I dla twojej wiadomości jest zajebiście, jak zwykle cholernie doskonale! - rzucam telefonem o ulicę, aż roztrzaskuje się w drobny mak, przez co zwracam na siebie uwagę innych ludzi stojących na zewnątrz. 
Klękam i zbieram wszystkie resztki drżącymi z nerwów rękoma. Wszystko wraca. Obrazy są bezlitosne. 
- Zostaw - nakazuje czule Janek, podnosząc mnie do góry, owija mnie w swoją marynarkę - To może się jeszcze przydać - kuca i podnosi kartę
- Jedźmy do domu - proszę - Ja chciałabym wrócić.
- Już, zabieram cię stąd, zadzwonię tylko po taksówkę, chwileczkę - wyjmuje telefon i dzwoni po samochód - Gdzie chcesz jechać? Do domu, czy do mnie? - pyta
- Do ciebie - odpowiadam śmiało. Nie mogę zostać teraz sama nie chce - Jeśli mogę
- Oczywiście. Blanka spokojnie, już jestem, wszystko dobrze, nie denerwuj się. - pociesza mnie i mocniej przytula - Damy sobie ze wszystkim razem radę - zapewnia. W to akurat wątpię, ale przytulam się do niego mocniej i całuje, puki nie podjedzie taksówka. 
                                                           Janek 
Coś się stało, ale jeśli nie chce powiedzieć nie będę wyciągać z niej informacji siłą. 
Patrzę jak spokojnie siedzi wtulona w moje ramię, na tylnym siedzeniu taksówki. 
Wracamy z jej mieszkania, po tym jak Blanka zabrała kilka swoich najpotrzebniejszych rzeczy. 
- Naprawdę świetnie tańczysz - chwali mnie szeptem
- Wszystko zależy od tego z kim się tańczy - uśmiecham się a ona robi to samo 
- Fakt. Licytowałeś się wcześniej o jakiś taniec? - pyta
- Nie raz - odpowiadam. Patrzy na mnie mrużąc oczy, tak że robią jej się delikatne zmarszczki na czole - Zazdrosna? - całuje ją właśnie w czoło
- Troszeczkę - przyznaje
- Podobało ci się? - pytam 
- Tak. Było intrygująco. Spodziewałam się czegoś innego.
- Innego? 
- Mniej przyjaznej atmosfery, wrogiego nastawienia.
- Do ciebie? Wrogiego nastawienia? 
- Chodzi o to że jestem młodsza i byłam tam pierwszy raz.
- Tak naprawdę to straszne - kpie - Po za tym jak na pierwszy raz pobiłaś rekord całej akcji, więc powinnaś być z siebie dumna, ja jestem.
- Ty pobiłeś - zauważa
- Gdyby nie ty to nic by z tego nie było - całuje ja przelotnie, bo nasza taksówka już się zatrzymała. Wychodzę pierwsza by podać jej rękę i zabrać jej plecak 
- Zmęczona? - stoimy w windzie oczekując aż dojedziemy na moje piętro
- Nie balem.
- Mogę wiedzieć kto dzwonił? - wchodzimy do domu 
Kręci w odpowiedzi głową
- Ok, nie było pytania.
- Kiedyś Ci opowiem.
- Kiedyś wysłucham. Chcesz coś do picia? 
- Masz mleko?
Kiwam głową 
- Mam też kakao.
- Ja tylko wezmę prysznic i wracam. 
- Zaczekam. 
 Przebieram się w luźne spodnie, pozbywając się garnitura, po czym robię jej i sobie kakao. Wyjmuje dodatkowo jakieś ciastka i siadam oczekując aż wróci. 
Nie więcej niż 10 minut później stoi ubrana w piżame, tylko nie zwykłą piżame.
- Masz piżame w misie? - pytam z uśmiechem
- To moja ulubiona - mówi jak mały dzieciak, wychodzi jej to bardzo słodko - Brzydko wyglądam? - obkręca się 
- Ty we wszystki wyglądasz pięknie.
- Nawet jakbym przebrała się za Kaczora Donalda? - podchodzi bliżej
- Nawet gdybyś była Kaczorem Donaldem - sadzam ją na swoich ramionach i delektuje smakiem jej ust.
- Idę spać - oznajmia kiedy dopija kakao 
- Połóż się u mnie w sypialni tam jest najwygodniejsze łóżko.
- A ty? 
- A ja muszę jeszcze chwilę popracować.
- O tej porze?
- Nawet o tej porze - daje jej całusa - Idź, jesteś zmęczona.
Odchodzi w swojej pidżamce w misie, wygląda tak beztrosko. 
                                                          *****
Budzi mnie krzyk, przepełniony udręką, tylko że to nie ja go wydaję. Podrywam się z kanapy na której usunąłem z laptopem, i szybko biegnę w stronę mojej sypialni. Blanka wydaje z siebie kolejny krzyk. Docieram do pokoju i zapalam światło. Widok który mam przed sobą unieruchamia mnie. 
Blanka płacze przez sen, rzuca się po łóżku i pomiędzy przeraźliwym krzykiem wypowiada jedno słowo "NIE" . Gwałtownie odrzuca głowę w tył uderzając nią o poręcz łóżka, nie budzi się pomimo bólu jaki sobie zadała. Koszmar pochłonął ją całkowicie. 
- Blanka! - wołam, próbując ją obudzić - Blanka! No już obudź się! - nie reaguje. Łapie ją za rękę kiedy znajduje się już blisko niej - Obudź się! Wracaj do mnie! Blanka! 
Otwiera oczy, zabiera rękę, odtraca mnie i biegnie do łazienki, ciągle płacząc. Wszystko dzieje się tak szybko, że nie zdążam zareagować przed zamknięciem drzwi do łazienki. Idę od strony korytarza, tak dokładnie, ta łazienka ma dwa wejścia, łapie za klamkę z nadzieją że jeszcze ich nie zamknęła, a jednak już to zrobiła. Wale w drzwi, prosząc by je otworzyła, nic. 
Co tu się kurwa dzieje? Najpierw telefon po którym dygocze ze zdenerwowania, a teraz ten pieprzony koszmar. O co chodzi?
Słyszę wodę lejącą się ze słuchawki prysznica, to dobrze, bierze prysznic. STOP. A może właśnie robi to tylko po to żeby coś zagłuszyć. 
Ja pierdole! Jeśli zaraz nie znajdę się blisko niej zwariuje. 
Odsuwam się parę kroków od drzwi po czym uderzam je barkiem wyłamując zamek, tania chińszczyzna. 
Uderza mnie fala zimna, a nie ciepła tak jak zakładałem. 
- Ja nie chciałam, nie chciałam, nie chciałam - powtarza Blanka płacząc i chowając twarz w dłoniach. Siedzi w ubraniu, zkulona w brodziku prysznica, nie zważając na to że woda smaga ją po całym ciele - Ja nie chciałam ich stracić, nie chciałam żeby to się tak skończyło! To wszystko moja wina!
- Chodź Blanka - proszę - Wyjdź stamtąd - nie reaguje
- Nie chciałam - nalega, nie ruszając się 
Zamaszystym ruchem odsuwam ściany kabiny prysznicowej.
- Kurwa jakie zimne! - wymyka mi się kiedy woda na mnie spada, podnosi swoją piękna zamoczona twarz i patrzy na mnie - Chodź Blanka - proszę i zakręcam wodę. Nie reaguje, jest mi przykro kiedy widzę ją w takim stanie - Jeśli nie chcesz sama - wkładam rękę pod jej kolana drugą kieruje na jej krzyż i podnoszę ją delikatnie 
- Przepraszam - szepcze tuląc się do mnie i ciągle płacząc.
- Cichutko, już wszystko dobrze - zapewniam 
- Będziesz mokry - odchyla się ode mnie
- Już jestem. Musisz się przebrać. - zabieram ręczniki z półki i dwie moje bluzki po drodze z powrotem do sypialni - Nie płacz - proszę
- Ja... ten koszmar znowu wrócił i to musiało być tutaj, u ciebie. Tak bardzo mi wstyd. 
Całuje ja po twarzy zbierając łzy. 
- Blanka spokojnie, wszystko dobrze. To sen, to był tylko zły sen. 
Siadam na łóżku sadzając ją sobie na kolanach. Wycieram jej włosy i szyję. 
- Chcesz się przebrać sama?
- Zostań - prosi 
- Jesteś pewna? - mam wielką ochotę z nią zostać, ale nie chce jej do niczego zmuszać 
- Pokazałam ci się w sposób, w który nigdy nie chciałam żebyś zobaczył, nie mam już nic do ukrycia - jestem zdziwiony jej śmiałości. 
Zdejmuje z niej koszulkę i nim nałożę drugą całuje jej szyję. 
- Nie wstydź się siebie - kolejne muśniecie - Swoich uczuć - jeszcze jedno - Uwierz w siebie - zakładam jej swoją bluzkę, chcę więcej ale muszę się powstrzymać. 
- Za duża - unosi ręce i pokazuje o ile - Ale od dzisiaj moja ulubiona - wtula się w moją szyję
- Moja też. Mamy mokre spodnie. Wstawaj i zdejmuj je, nie chce żebyś była chora, ja idę do łazienki, za chwilę wrócę. Czekaj. Nie płacz. 
- Nigdzie się nie ruszę - obiecuje mi i wstaje - Przepraszam. 
Puszczam to mimo uszu. 
Wiem że musimy to sobie wyjaśnić, tylko ona musi chcieć mi powiedzieć.
                                                            Blanka
Opadam na podłogę po tym jak zdejmuje już spodnie. Koszulka Janka jest długa, sięga do połowy mojego uda. 
Musiałam się przebrać po tym jak weszłam w ubraniu pod prysznic. Zawsze wchodzę pod zimną wodę kiedy przyśni mi się koszmar, on się kończy a myśli i obrazy pozostają. Lodowata woda zadaje ból więc wybija mi z głowy te straszne wspomnienia, których tak bardzo nie chce pamiętać.  
Mimo moich starań pojedyncza łza spływa po poliku. 
Tak bardzo nie chciałam by przydarzyło mi się to przy nim. Jeśli dowie się prawdy może mnie zostawić, jestem na to przygotowana. Wiem że muszę mu powiedzieć, ale nie jestem jeszcze na to gotowa. 
- Miałaś nie płakać - upomina mnie, kucający przede mną Janek
- To tylko jedna łza, Jasiek - wzdryga się delikatnie kiedy mówię zdrobnienie jego imienia 
- O jedną za dużo - całuje mój policzek - Idziemy spać jest późno - ciągnie mnie za rękę
- Kiedyś Ci wszystko wytłumaczę, wszystko, obiecuje - mówię przytulona do jego piersi
- Nie martw się tym teraz - odgarnia mi włosy z twarzy - Razem damy sobie radę.
- Tak się cieszę że jesteś, ze mną, że mogę tu z tobą być. Że mnie dzisiaj wyciągnąłeś z tego koszmaru.
- Zawsze już będę z tobą, nie pozbędziesz się mnie. 
- Nie mam na to ochoty.
- Nie chcę żebyś miała. Śpij. Jutro zabiorę cię w ciekawe miejsce. 
- Gdzie?
- Niespodzianka, śpij.
Odpływam w jego ramionach. 
Moim marzeniem jest teraz budzić i zasypiać się obok niego, obok Janka.