Rozdział 23
Blanka
- Za tydzień przyjeżdża mój przyjaciel, były chłopak - informuje Janka po skończeniu rozmowy.
Kiwa głową.
Podchodzi kelnerka z rachunkiem, Jasiek płaci. Po czym wstaje, nie patrząc na mnie wychodzi. Ruszam za nim.
- O co chodzi? - pytam dotykając jego ramienia
- Przecież nic nie robię - odpowiada
- I nie mówisz też nic- mówię z wyrzutem
- Miałem po prostu inne plany na za tydzień wobec nas.
- Jakie plany?
- Niespodzianka.
- Ty i te twoje niespodzianki.
- Ja i te moje niespodzianki, dokładnie. Jedziemy do mnie czy do ciebie?
- Do mnie - wsiadam do samochodu
- Świetny wybór - wsiada i włącza się do ruchu
- To co to miała być za niespodzianka? - pytam
- Ciekawość to... - zaczyna
- Pierwszy stopień do piekła skarbie - kończę
*****
Ciekawość zżera mnie od środka od kąT mój przyjaciel z Londynu zapowiedział że chce ze mną rozmawiać i właśnie w tym celu przyjeżdża.
Tylko o czym rozmawiać?
Co mamy sobie do powiedzenia?
Stoję razem z Jankiem w hangarze lotniska czekając na przylot Maxa. Tydzień od telefonu minął bardzo szybko i owocnie w nowe obrazy. Jestem z siebie dumna, choć nie aż tak bardzo jak Janek i Lola nadzorująca moją twórczość. Ta dziewczyna jest naprawdę nie przewidywalna.
- Blanka? - głos Janka wyrywa mnie z moich myśli
- Słucham - zapewniam, zamiast kolejnych słów Jasiek obdarowuje mnie pocałunkiem. Delikatnym, pełnym uznania i wdzięczności pocałunkiem.
- Obiecaj mi że po Jego wizycie nic się po między nami nie zmieni - prosi - Obiecaj
- Obiecuje - to więcej jak obietnica, to niemal przysięga.
Nie rozumiem po co mu aż takie zapewnienie, ale jeśli tego oczekuje właśnie to mu daję.
Przytula mnie do siebie.
- Jasiek, Max przyleciał - informuje na widok wysokiego chłopaka z torba przewieszona przez ramie - Poczekaj
Puszcza mnie ale nic nie odpowiada. Ruszam w stronę mojego gościa, zaczynam mu machać, oczywiście nie krzyczeć (wyglądałaby dziwacznie drąc się do niego przez całe pomieszczenie), nie zauważa mnie, muszę podejść jeszcze bliżej.
- Witam w Polsce - mówię stojąc za Maxem
- Bałem się że cię nie znajdę - odwraca się
- Twoje obawy się spełniły, bo to ja cię znalazłam a nie ty mnie.
- Coś masz dobry humor, mała.
- Przyleciał do mnie ktoś w odwiedziny, to chyba powód do radości.
- Jak zwykle masz rację. Jak dobrze cię znowu widzieć, całą i zdrową. - przytula mnie
- Ciebie też - odwzajemniam uścisk - Głodny? - pytam
- Jak zawsze, tak - odpowiada
- Więc chodźmy coś zjeść - ruszamy w stronę Janka - Myślałam że przylecisz wcześniejszym rejsem. Jest już 18.
- Tak się jakoś złożyło.
Docieramy do miejsca w którym zostawiłam Janka ale nie jego nie ma. Rozglądam się z nadzieją że jednak się pomyliłam. Nic z tego, Janka nie ma.
- Szukasz kogoś? - pyta Max
- Nie - kłamie. Może mu tylko coś wypadło, zadzwonili z hotelu. Nie mam pojęcia, postaram się później dowiedzieć.
- Złapać taksówkę?
- Tak, pewnie - ciągle rozglądam się za moją zgubą. Nic. To już pewne, nie ma go tu.
- Blanka? Na pewno niczego lub kogoś nie zgubiłaś?
- Nie. Taksówka. - przypominam
- Już. Chodź. - łapie mnie za rękę i ciągnie do samochodu.
Podaje adres restauracji gdzie pierwszego dnia zabrał mnie Tony i ruszamy.
- Nie masz nic więcej? - pytam patrząc na jego plecak i torbę podróżną, naprawdę małych rozmiarów.
- Nic więcej mi nie potrzeba. Po za tym z tego co wiem, twój dobytek mieści się w czterech torbach, odrobinę większych od mojej. - pozwala sobie wtrącić
- Odrobinę - potwierdzam z uśmiechem, pokazując palcami ile ma ta odrobinka, wychodzi mi tak że ręce mam rozłożone na cały samochód. Kierowca uśmiecha się ale nie zwraca nam uwagi.
- Mała, nie przesadzaj - składa mi ręce - Ktoś tu ma dobry humor.
- Mam powód. Ty nie?
- Ja też. Jasne.
Samochód staje. Wysiadamy. Płace należność i wchodzimy do restauracji.
- Chodźmy tam - wskazuje na ostatni stolik pod ścianą. Max rusza za mną.
- Już nie mogę wytrzymać z głodu - skarży się
- Ja też - przyznaję - Momencik zaraz coś zjemy, cierpliwości
- Byłem cierpliwy przez rok - mruczy. Nie mówi tego względem jedzenia. Nie komentuje tego, pozwalam aby te słowa pozostały pomiędzy nami.
*****
- Zapraszam - gestem wskazuje na otwarte drzwi do mojego mieszkanie - Może nie jest tu tak przestronnie, przytulnie i miło jak w waszym domu, ale musi nam to wystarczyć
- Bez przesady. Przepraszam - mówi kiedy przez niego na ziemi ląduje moja sztaluga - Zaczęłaś malować. Czyli to co bredziła moja siostra jest prawdą.
- Uważaj - uprzedzam
- Na co? - odkręca w moją stronę i to przed czym ostrzegałam nastaje. Dziwnym trafem wszystkie tubki które leżały na sztaludze, były otwarte, uformowały się w małą kupkę i on właśnie na nią stanął, rozbryzgując ją na prawie całej powierzchni mojej podłogi w salonie i przedpokoju.
- Niech to szlag! Serio nie mogłaś powiedzieć?
- Uprzedziłam - mówię, rzucając w niego ścierką nasączoną rozpuszczalnikiem
- Blanka może jutro? Wyśpimy się, odpoczniemy, później coś zjemy. Proszę cię mała, jutro. Błagam cię jutro.
- Jutro to moja podłoga będzie do wymiany. Na kolana i szorujemy Maxiu.
- Maxiu?
- Jak chcesz może być inaczej, ja chcę tylko mieć czystą podłogę, Max.
- Oj, już dobra - jak małe dziecko - ale jutro nie budzisz mnie wcześniej jak o 14, nie ma opcji po prostu - opada na kolana i zaczyna szorować podłogę
- Moje biedactwo - klękam na przeciwko niego i zaczynam zmywać farbę
- Co do tego mojego, proszę cię porozmawiajmy jutro, naprawdę mi na tym zależy - prosi
- Wiem. Tylko dlatego przyjechałeś, żeby porozmawiać. Rozumiem. Może i ja bym tak zrobiła. Nie wiem, nie mnie zostawiła dziewczyna. Przykro mi. Próbowałam ci wytłumaczyć. Porozmawiamy. Obiecuje.
- Blanka - dotyka mojego ramienia - To nie tak, ja...
- Nie ważne. Podłoga sama się nie umyje - wskazuje brodą na powierzchnie i mocniej dociskam szmatę.
Nie może być normalnie, moje życie nigdy nie było normalne, ale to przez to że sama je sobie utrudniam.
Ugh...
Spoglądam na Maxa. Jego mina wskazuje na to że też nie jest mu łatwo, tak samo jak mnie, teraz, tu, w tej sytuacji.
Nikt się nie odzywa, nawet w milczeniu idziemy spać.
Choć i tak nie jest tak źle jak myślałam. Od początku jest dobrze, miło, tak jak kiedyś. Tak jak kiedyś oglądam jego twarz na żywo i odbieram każdy jego uśmiech i gest. Brakowało mi tego.
Janek
- Gdzie jesteś?
- W domu.
- Ogarniaj się i przyjeżdżaj do mnie do clubu.
- Jest niedziela, a z tego co wiem w niedziele my nie imprezujemy.
- W tą niedziele imprezujemy. Ruszysz tyłek?
- Rusze, jak zawsze. Tylko stary co się stało że zdzwonisz i chcesz pić? Od dwóch miesięcy tego nie robiłeś.
- Maciek, przestań pieprzyć. Mam ochotę to pije. Mam ochotę pić z tobą to do ciebie dzwonie. Wystarczy?
- Tak. Będę za 20 minut.
Jak nie można sobie z czymś poradzić to się pije, się kurwa pije.
Czekam na przyjaciela żeby razem z nim zalać się do nie przytomności.
Blanka
-Nie wygląda to tak najgorzej - komentuje moją podłogę, jedząc płatki na śniadanie. Śniadanie o 13.
- Przepraszam bardzo, nie po to tyle wczoraj to szorowałem żeby wyglądało źle - mówi z wyrzutem Max, kończąc swoje tosty
- Nasza praca nie poszła na marne.
- Jasne że nie, przecież robiliśmy to my - tracą mnie łokciem, uśmiecha się.
- Zużyliśmy przy tym cały zapas mojego rozpuszczalnika i okna musiały być otwarte przez całą noc - skarżę się
- Musisz psuć moje pochwały?
- Chyba nie, ale co prawda to prawda.
- Prawda - wstaje od stołu wkłada do zlewu naczynia i odchodzi do salonu - Lena nie przesadzała mówiąc że nareszcie robisz to co powinnaś i inne tego typu teksty - stoi z założonymi rękami i przygląda się moim pracom
- Raczej przesadziła mówiąc to inne tego typu teksty - sprzeciwiam się
- Znowu zaczynasz?
- Nie. Tylko to nic specjalnego.
- Wszystko co byś nie robiła powiesz że to nic specjalnego.
- Nie prawda.
- Tak? To co robisz najlepiej ze wszystkich? - pyta
- Uciekam - odpowiadam zdecydowanie i od razu tego żałuję
- Tak, to wychodzi ci najlepiej. Nie znam drugiej takiej baby, która umiała by komuś tak radykalnie zmieniać życie - śmieje się. Sądziłam że inaczej to przyjmie. Nie będę tego burzyć, kolejnymi pytaniami i odpowiedziami dotyczących tego co było.
- Baby? - biorę pędzel do ręki -Jesteś pewny? - maczam go w różowej farbie
- Rzadko zmieniam zdanie - mówi - Babo - akcentuje
- Nie ładnie, nie ładnie - maże mu ręce i zahaczam również o jego koszulkę
- Blanka! No co ty?! Taki żart! - broni się przed kolejnymi maźnięciami - Mała przestań!
- Uśmiechnij się Maxiu! - wołam i maluje mu twarz farbą, jest teraz różowiutki - O przepraszam Prosiaczku, jakoś tak straciłam panowanie w ręku.
- Panowanie? Prosiaczku? Maxiu? - podchodzi do mnie i zabiera mi pędzle - I co ja mam teraz zrobić?
- Iść się umyć.
- Świetny pomysł - bierze mnie na ręce
- Max! Postaw mnie! Ty masz się iść umyć sam!
- Ale ja się sam nie pomalowałem na różowo. Co wy dziewczyny macie w ogóle z tym kolorem?
- Teraz to dziewczyny. Postaw mnie! - wale w jego klatkę piersiową
-Au! Przestań, ktoś mnie musi umyć z tej różowej brei - zaciska ręce w oku mnie jeszcze mocniej
- Ja już brałam prysznic.
- A ja jeszcze nie - otwiera drzwi do łazienki i wchodzi ze mną pod prysznic
- Max, nie rób tego, proszę - moja ostania szansa
- Nic z tego - zamyka kabinę, stawia mnie w brodziku i włącza wodę
- Zimne! Zimne! - krzycze
- Sorry - przekręca kran w drugą stronę - Lepiej?
- Lepiej. Dobra, zimny prysznic z rana, ja już dziękuję, wychodzę. - staje mi na drodze - Max, wypuść mnie.
- Jak mi uwierzysz że nie przyjechałem tylko po to żeby z tobą porozmawiać.
- Ale głównie.
- Blanka, proszę cię.
- Ok, wierzę. Przynajmniej spróbuje.
- Przynajmniej spróbuj - ustępuje
- Nie musiałeś zanosić mnie pod prysznic tylko po to żeby mi to powiedzieć - odwracam się w drzwiach z uśmiechem
- Taki efekt jest lepszy, mała - odwzajemnia uśmiech
Wychodzę.
Muszę się przebrać, wysuszyć i wymyślić jak zaplanować nam dzień.
Musi być ciekawie, po prostu musi.
- Blanka, wstajemy idziemy na zakupy - Max potrząsa moją dłonią, stając nade mną. Położyłam się na chwilę, czekając na niego.
- Na zakupy? - pytam przeciągając u. Myśląc o ciekawym dniu, nigdy nie wpadłabym na pomysł z zakupami. Nie za bardzo lubię
- Tak. Jak bym rzucił takim tekstem do mojej siostry, byłaby gotowa w 3 sekundy, w dodatku nie pytając kto płaci.
- Nie jestem Leną.
- Wiem - bierze mój plecak i wrzuca do niego telefon, aparat inne rzeczy - Idziesz czy mam cię nieść? - rozkładam się na łóżku jeszcze bardziej i zakładam ręce za głowę.
Zakłada mój plecak na jedno ramię i swój na drugie. Bierze mnie na ręce.
- Mówiłem że tak zrobię.
- Jestem za ciężka, nie doniesiesz mnie i tak jak ja mówiłam nie dojdziemy na zakupu - uśmiechem się
- Zobaczymy. Zamykaj - daje mi klucze od domu. Robię to co każe - No to zobaczymy ile masz siły Max.
- Zobaczymy.
Schodzimy na dół. Wciąż trzyma mnie w swoich ramionach.
- Pójdziesz już sama?
- Mi tam jest wygodnie - wychodzimy z kamienicy - Ale jeśli się zmęczyłeś, zawsze możemy wrócić.
- Nie mam w czym spać, muszę odkupić ci farby i zrobić zapasy rozpuszczalnika.
- Max nie, daj spokój.
- Cicho. W która stronę?
- Tam - wskazuje w lewo.
Max obkręca się tak że stoimy całkiem w złą stronę.
- Tam? - wskazuje złą stronę
- Nie. Tam - mówię i wskazuje inną stronę
Max obkręca się parę razy. Stoimy znowu w złym miejscu.
- Tam?
- Nie, tam - wskazuje ze śmiechem dobrą stronę
Max obkręca się znowu parę razy na chodniku.
- Tam?
- Nie - nie mogę wytrzymać ze śmiechu - Tam - wskazuje dobrą stronę. Musimy wyglądać komicznie.
Max kręci się teraz parenascie razy.
- Tam? - wskazuje złą stronę
- Nie - śmieje się - Dobra, puść, pójdę sama - mówię śmiejąc się. Puszcza mnie.
- Tego mi brakowało - mówi z uśmiechem
- Tego, czyli czego?
- Twojego śmiechu - oddaje mi plecak po czym zakłada mi swoją rękę na moje ramię - Idziemy na podbój sklepów.
- Zdobywać świat brzmi lepiej - podsuwam
- Blanka i Max idą zdobywać świat! - śmieje się - Tak jest o wiele lepiej - przyznaje
Ruszamy przed siebie, w tą nareszcie dobrą stronę, na podbój świata.
Janek
"Porozmawiaj z nią, tylko tyle, parę słów" - chyba najlepsza rada jaką usłyszałem od mojego przyjaciela i to po pijanemu. Wypełniam ją. Przyjechałem pod jej mieszkanie równo o 14, mam nadzieję że ją zastanę, ją i jej gościa. Zamykam drzwi, mam zamiar podejść do głównych drzwi, ale właśnie ich dostrzegam kawałek dalej, chłopak trzyma ją na rękach i kręci się dookoła. Blanka ma odchyloną głowę, zamknięte oczy i śmieje się, jej aksamitny głos rozbrzmiewa na całej ulicy. Zatrzymują się, stoją tyłem do mnie. Chłopak coś mówi i puszcza śmiejąc się Blanke. Zakładają plecaki i ruszają przed siebie, śmiejąc się. Chłopak trzyma rękę na jej ramieniu.
Tak jest dobrze.
Ona jest szczęśliwa, tak właśnie powinno być.
Bez żadnych przeszkód, beze mnie.
Odchodzę zostawiając ją samą, tak jak kurwa powinno być.
Beze mnie.
Jak najszybciej następny!!!
OdpowiedzUsuń