czwartek, 2 maja 2013

Obraz

Rozdział 18 

                                                                             Blanka 
Wychodzimy z clubu razem z przyjaciółmi Janka. Minęła 1 w nocy. Jest wesoło, im alkohol troszeczkę szumi w głowie, ale to dodaje im tylko uroku. 
Bolą mnie nogi, od ilości przetańczonych piosenek. Najwięcej czasu poświęcił mi chyba Janek. Jest świetny. Naprawdę umie tańczyć. 
Jasiek trzyma swoją rękę na moim ramieniu. To miłe uczucie. 
Ktoś woła moje imię, więc odkręcam głowę w stronę głosu. Nim zdążę uchylić głowę, dostaję w twarz kwiatami. Są to krwisto czerwone róże. Pąki uderzają o moją twarz, a kolce bezlitośnie wybijają mi się w szyje. Dobrze że nie jest na odwrót. Zmasakrowane kwiaty rozsypują się na moich stopach i w oku nich. Przez kolce, na szyi tworzą mi się małe rany z których sączą się kropelki krwi. 
- Kurwa! Już zadowolony?! - krzyczy, ledwo stojący na nogach Maciek - O jeszcze nie przeprosiłem tej twojej pierdolonej, kolejnej dzi.... - nie kończy, Janek zabiera rękę z mojego ramienia i podbiega do niego. Łapie go za gardło i z ogromną siłą rzuca jego ciałem o mur, tworzący ścianę clubu. Maciek osuwa się na ziemie, tylko po to by po chwili wstać i splunąć krwią na chodnik.
- Tylko kurwa, na tyle cię stać?! - pyta z drwiącym uśmiechem
- Janek! Nie! Nie rób tego! Nie idź do niego! - proszę - Nie! - mówię, nie chce by ten wieczór się tak skończył. 
- Zamknij się szmato! - woła Maciek, prowokując tym jeszcze bardziej Janka 
- Zabierz ją stąd - poleca Ianowi Jasiek rzucając w jego stronę kluczyki do swojego samochodu - Już! 
Chłopak podchodzi do mnie i pomimo tego że kopie go i wale pięściami podnosi mnie jak szmacianą lalkę i niesie do samochodu. 
- Nie! Puść mnie! - rozkazuje - Ian! Puść! 
- Nie ma takiej opcji - protestuje 
- Trzeba ich powstrzymać! Jaśka! Słyszysz?! - krzycze 
- Chłopaki się tym zajmą - mówi spokojnie i wrzuca mnie do samochodu - To nie jest widok dla ciebie - protestuje i odpala samochód. Ostatnie co widzę to brutalny cios wymierzony przez Janka, który trafia w twarz Maćka, powodując jego upadek. 
- To wszystko moja wina - szepcze 
- Nie twoja, ich - uspokaja Ian - Gwarantuje ci że obaj będą cię przepraszać. Nie martw się. Nic sobie nie zrobią. 
Kiedy tylko Ian zatrzymuje samochód otwieram drzwi i wbiegam do kamienicy. Mam dość tego co się dzieje. Nienawidzę nie mieć wpływu na to co jest w oku mnie. Ugh... 
W oka mgnieniu docieram na moje piętro i otwieram drzwi. Włączam wszystkie źródła światła w moim mieszkaniu. Po czym szybko zdejmuje sukienkę i przebieram się w powycierane jeansy i flanelową koszulę. W łazience związuje włosy w kok, którego umieszczam na środku głowy. Widok mojej szyi jest przerażający. Delikatnie za pomocą pęsety usuwam pozostałe kolce. Boli, ale i tak nic nie mogę na to poradzić. Przemywam szyję wodą utleniona. Cholernie piecze. 
Wracam do swojej kuchni by napić się wody z lodem. Potrzebuję orzeźwienia. 
Siadam na podłodze.
Co mam zrobić? 
Zadzwonić do Janka? 
Nie to raczej nie jest najlepszy pomysł. Nie w tej sytuacji. Na stojącym obok mnie zegarze widnieje 2. Mam ochotę krzyczeć z bezradności. Patrzę tempo w stojący przede mną przedmiot po czym biorę go do ręki i wstaje. Gasze światła, zostawiam zapaloną tylko lape-reflektor, po czym ustawiam ją pod odpowiednim kątem. Rozkładam sztalugę i dopasowuje ją do przedmiotu który trzymałam w ręku. Płótno jest idealnie ustawione. Zbieram z szafek tubki czarnych, srebrnych i czerwonych farb. Biorę pędzle i paletę. Przysuwam sobie obrotowy taboret, przed sztalugę. Robię podkład i zatapiam się w kolorach i wyobraźni. Pierwsze pociągnięcie pędzla przypomina mi o tym jak malowanie mi pomaga. Odprężam się i zapominam. Jest mi to teraz potrzebne, wręcz niezbędne. Będę musiała jutro zadzwonić do Loli, podziękować za to że wbrew mnie to wszystko przysłała. Ona wiedziała że przestanie malować to najgłupsza rzecz w moim życiu. Ja jednak odkryłam to dopiero teraz. 
Moja główna i jedyna postać na obrazie, jest już bliska ukończeniu. Mam zamiar udoskonalić jej włosy. Przykładam pędzel do płótna, ale nim go dotknę przedmiot wypada mi z ręki na niespodziewany, długi dźwięk dzwonka. Farba znajdująca się na pędzelku rozbryzgał się na moje nogi. Niech to szlag! Przez to nie mam jakiejkolwiek ochoty otwierać drzwi. Zresztą kto może odwiedzać mnie o tej porze. Dochodzi 3. Dzwonek dzwoni jeszcze raz i jeszcze raz, robiąc się co raz głośniejszy. Nie mam wyjścia, muszę otworzyć te piekielne drzwi. Kiedy otwieram ostatni zamek i automatycznie uchylają się drzwi, cofam się parę kroków do tyłu. Co za widok. Co oni tutaj robią? O tej porze? 
- Mówiłem że nic im nie będzie - mówi uśmiechnięty Ian, nie reaguje - Trochę się poobijali, ale chłopaki szybko zareagowali - zero reakcji z mojej strony - Oczywiście Janek wygląda lepiej - nie odzywam się, ale akurat tyle to widzę - Chłopaki chcieliby ci coś powiedzieć, szczególnie Maciek - mówi poważnie, wie że nic nie powiem 
- Przepraszam, nie chciałem. Poniosło mnie. Zazdrość. - zgodnie z zapowiedzią pierwszy odzywa się opuchnięty i z rozciętym łukiem brwiowym, w krwi Maciek - Wybacz mi - prosi
Nie reaguje, nie mam ochoty i powstrzymuje mnie zdziwienie. Nie mam też pewności, czy jego przeprosiny są szczere. 
- Blanka, przepraszam - Janek, tym razem - Przepraszam - to jest szczere, naprawdę, widać to w jego oczach.
Kiwam głową, by potwierdzić że rozumiem. 
 - Chłopaki jedziemy do domu - mówi Ian, kładąc na ich ramionach ręce - Blanka musi to sobie przemyśleć w samotności prawda? - pyta, kiwam głową jak bym, nie mogła nic powiedzieć. Ja nie chce tego robić. 
- Chodźmy - Ian, ciągnie chłopaków za sobą - Przepraszamy - dodaje
- Przepraszam - mówią jednocześnie i cicho pozostali. Co za skrucha... Tylko dlaczego nie myśleli o tym wcześnie? 
Zamykam drzwi. Chcę się od tego odgrodzić, zapomnieć. Wracam do salonu i siadam ponownie na taborecie. Okręcam się, po czym podnoszę pędzel i przeciągam nim po włosach mojej postaci, stają się dzięki temu bardziej wyraziste. Zmieniam pędzel i farbę, staram się nadać konturom sukienki więcej koloru. Wyrazić na niej mój ból. 
Pukanie do drzwi.
- Blanka, proszę cię, otwórz - błaga Janek - Otwórz
Nie wstaje, pójdzie sobie.
- Blanka wiem że nie śpisz, otwórz proszę - nie ustępuje - Proszę 
Wstaje. Podchodzę i przekręcam zamki w drzwiach. Słychać kliknięcie i zgrzyt. Odchodzę, daje mu wolną rękę, jeśli chce niech wejdzie, jeśli nie, niech tego nie robi. Słyszę jak zdejmuje buty i kurtkę. Jednak wszedł. Wracam na swoje stanowisko i nie wzruszenie dokańczam mój obraz. Wiem że Janek siedzi na podłodze, nie odzywa się, ja także nie mam takiego zamiaru.   
Moje malowidło jest już skończone, po kolejnej godzinie pracy. Przedstawia klęczącą, czerwonowłosą dziewczynę ubraną w sukienkę w postaci dyskotekowej kuli, rozlewającej się na cały obraz, twarz ginie w materiale sukienki, jedynie ręce pokryte kolcami okrywają uszy przed głuchym hałasem. 
- Niesamowite - to stwierdzenie wychodzi z ust Janka 
Okręcam się w jego stronę odstawiam przybory do malowania, patrzę chwilę na niego, po czym wstaje. 
Zabieram z kuchni najpotrzebniejsze rzeczy, wracam i klękam przed Jankiem. Biorę do ręki wacik nasączony wodą utlenioną i przemywam jego twarz. Patrzy mi prosto w oczy, ja również nie spuszczam z niego wzroku. Syczy kiedy woda reaguje na brud w ranach. Przyklejam plaster na rozcięcie, na brodzie. 
- Zdejmij koszule - proszę 
Janek rozbiera się z pobrudzonej, górnej części swojej garderoby, ukazując swój wyrzeźbiony tors. Teraz niestety jest po obijany, nieznacznie ale jednak. Biorę mokry ręcznik i gładzę nim po jego szyi tak by zmyć cały brud. Nie protestuje. 
Jest cicho, nie krępująco. 
Delikatnie kończę już wycierać jego dłonie, kiedy zatrzymuje w uścisku moją lewą rękę. 
- Przepraszam - odzywam się pierwsza cicho - Nie chciałam żeby to wszystko się tak skończyło, przykro mi.
- Nie zadręczaj się tym - przesuwa palcami po mojej ręce - Mi jest przykro z powodu tego że to wszystko usłyszałaś i dostałaś tymi cholernymi kwiatkami, nie powinnaś, przepraszam.
- Widziałeś mnie już w gorszej sytuacji, niestety.
- Ale wtedy to nie była ewidentnie moja wina.
- Teraz też nie. - zapewniam - Nie rób tego więcej, nie bij się przeze mnie - proszę 
- Jesteś za wiele warta żeby tego nie robić - protestuje
- Ty za wiele znaczysz żeby przeze mnie to robił, nie chcę byś to ro...
Chce jeszcze dokończyć, ale Jasiek ucisza mnie delikatnym, krótkim pocałunkiem. 
- Nie martw się o mnie - mówi z uśmiechem - Blanka ty tu jesteś najważniejsza - przygarnia moje nogi bliżej siebie, układa mnie tak żeby mi i jemu było wygodnie, po czym przytulam mnie do siebie. 
- Zostań ze mną - proszę
- Na zawsze - odpowiada
Siedzimy przytuleni napawając się swoją obecnością.
 - Pójdziesz ze mną na bal, w sobotę? - pyta niespodziewanie Jasiek - Proszę nie chce iść sam - dodaje
- Dobrze - zgadzam się i przytulam mocniej, opierając policzek o jego pierś. Właśnie w tym momencie czas powinien się zatrzymać.  
                                                            Janek
Patrzę na Blanke jak spokojnie śpi wtulona we mnie. Kiedy nad ranem zasnęła, na moich kolanach, podniosłem się delikatne i zaniosłem ją do sypialni. Ułożyłem się blisko niej. Chciałem by czuła że jestem obok. 
Uśmiecha się, musi śnić się jej coś radosnego. 
- Długo mi się tak przyglądasz? - pyta, ciągle się uśmiechając. Sprawa ze snem jest wątpliwa. 
- A ty długo wiesz że to robię? - odbijam z szerokim uśmiechem
- Troszeczkę - mówi - Lubię jak mi się przeglądasz.
- Ja lubię to robić. 
- Która godzina? - pyta przeciągając się 
- Tak po 14, chyba.
- Czas najwyższy napić się kawy. Chcesz? 
- Nie. Nie pije kawy. 
- W ogóle? 
- W ogóle.  Ale ty, nie krępuj się.
- Nie mam zamiaru. Śniadanie? 
- Jak będą takie tosty jak ostatnio to z chęcią.
- Pewnie. W mojej lodówce jest chyba coś więcej niż światło.
Wstaje i odchodzi. Ciągle się przeciągając. Chodzi po kuchni co róż wyciągając na zmianę z lodówki i szafek jakiś rzeczy. 
- Dlaczego akurat wczoraj go namalowałaś? - stoję przed obrazem kiedy zadaje pytanie na które znam odpowiedź, ale chce usłyszeć ją od niej. 
- Miałam do wyboru krzyczeć albo malować. Wybrałam to drugie. 
- Właśnie widzę. Jest niesamowity. Inny. Doskonały
- Jedz - poleca stawiając ostatnią rzecz na stole, wszystkie moje uwagi puszcza mimo uszu
- A ty?
- Ja idę wziąć prysznic.
- Śniadanie.
- Nie o 14. Jedz, jeśli ci nie będzie smakowało, weź sobie po prostu coś innego. 
- Będę się czuł jak u siebie. 
Zostawia mnie. Jem wszystko co przygotowała. 
Wchodzi z powrotem do kuchni w chwili w której kończę myć naczynia. Szybko się uwinęła. 
- Kawa ci stygnie - informjuje ją 
- Już pije. Nie idziesz do pracy?
- Idę, jestem umówiony na 18 z Ianem,
- Do pracy czy do przyjaciela?
- Łącze pożyteczne z przyjemnym. Ian jest współwłaścicielem wydawnictwa muzycznego. 
- Współ? 
- Mamy po 50% udziałów. 
- Bierzesz się za wszystko. Turystyka, muzyka, rozrywka. 
- Różnie się w życiu układa - komentuje zwrotem którego ona tak często używa - Idziesz ze mną? 
- Gdzie? 
- Do Iana. Poznasz ciekawą osobę. Oczywiście jeśli zechcesz. 
- Ile się znacie?
- Z Ianem ponad 6 lat. Od 3 mam udziały. Nie lubimy się tylko dlatego że mam pieniądze i mu pomagam. Jest dla mnie rodziną jedyną jaką mam.
- Nie pytałam o resztę.
- Wiem, nie chciałem udawać.
Wstaje i odchodzi do swojego pokoju. Wraca z laptopem ręku i siada na sofie. 
- Będziesz tak stał? - pyta
Siadam obok niej.
- Co robisz?
- Pracuje.
- Teraz?
- Tak, teraz. Po kliknięciu ikonki wyślij, rozpocznie się mój bezpłatny urlop. Nie martw się, 10 minut i jestem wolna. 
- Czekaj. Bezpłatny urlop?
- Różnie się w życiu układa.
- Nie rozumiem
- To bardzo proste. Koniec pracy. Jednej z dwóch. 
- Wywalili cię z wydawnictwa?
- Jeszcze nie. Na razie dali bezpłatny urlop. Rozumiesz już? 
- Tak. Dlaczego?
- Nie mają zleceń. Skończmy temat.
- Jeśli tak wolisz. Idziesz ze mną? 
- Tak - mówi cicho - Oczywiście, jeśli chcesz
- Pewnie że chce - przytulam ją
Wstaje i wraca z aparatem. Robi zdjęcia swojemu obrazowi. Przerzuca je na komputer, obrabia i szuka czegoś w internecie. 
- Co ty masz zamiar z nim zrobić? -pytam pełen powagi i obaw.
- Sprzedać - odpowiada
- Żartujesz? - nie wierzę
- Oczywiście - mówi z uśmiechem 
- To dobrze - kamień z serca - Już skończyłaś?
- Chwilę, jeszcze roześle zdjęcia i koniec.
- Komu je wysyłasz? 
- Znajomym. Jasiek cierpliwości. 
Znowu się tak do mnie odezwała. Jakoś nie mogę się przyzwyczaić, choć kiedy mówi to ona brzmi to szczególnie. Moja Blanka. Przytulam ją mocniej. 
- Przepraszam, tak strasznie mi za wczoraj przykro. Tak długo milczałaś. Twoja szyja wygląda okropnie. Wszystko przeze mnie. 
- Janek proszę cię daj spokój - kładzie mi dłoń na policzku - Było, minęło. Zapomnijmy.
- Łatwo mówić.
- Łatwo też zrobić. 
- Blanka cieszę się że ze mną pójdziesz - zmieniam temat
- Ja chyba też.
- Chyba?
- Jestem małolatą, raczej nie pasuje w wyższe sfery.
- Jesteś moją małolatą i pasujesz tam jak ulał, lepiej ode mnie - całuje ją w czoło
- Jak dostaniemy się do Iana? 
- Samo...
- Nie masz samochodu.
- Mam pod klubem. Przejdę się tam. Sprawdzę interesy.Pojadę do siebie. Wezmę prysznic. Przebiore się. Wrócę po ciebie i jedziemy do Iana. 
- Co za świetny plan.
- Prawda?
Uśmiecha się do mnie, odwzajemniam jej uśmiech i całuje w usta. Już nie mogłem się powstrzymać. 

1 komentarz: