Rozdział 22
Blanka
- Zawsze tak rano wstajesz? - pytam po krótkim pocałunku na dzień dobry, Janek znowu nie spał kiedy się obudziłam.
- Robię to specjalnie, żeby tylko na ciebie popatrzeć - odpowiada, muskając mój policzek, uśmiecham się.
- Wyspałaś się?
- Tak. Zawsze się wysypiam przy tobie.
- Ja przy tobie też. Jest prawie 10, wstajemy. Musimy coś zjeść.
- Jeszcze trochę, po za tym nie jestem głodna, nie chce mi się jeść - marudzę jak małe dziecko.
- A ja tam pójdę coś zjeść. Na pewno nie idziesz ze mną?
- Nie - mruczę i cała przykrywam się kołdrą.
Janek odchodzi.
Oddycham ciężko na myśl o tym co wydarzyło się w nocy, to takie krępujące i przytłaczające zarazem. Gdybym wiedziała co się wydarzy po naszym powrocie cofnęła bym czas i zmieniła wszystko. Teraz niestety nie ma już co gdybać, co się stało to się nie odstanie.
Wyciągam głowę z pod kołdry na zapach unoszący się powietrzu.
Co za aromat.
Wstaje i po cichutku biegnę do kuchni.
Na twarzy Janka gości ogromny uśmiech kiedy mnie dostrzega w progu.
- Jednak przyszłaś - mówi
- Jednak - przytakuje - Skąd jest ten za... - próbuje go zapytać, ale dostrzegam profesjonalny, ogromny automat przeznaczony do parzenia kawy o nieziemskim aromacie i filiżankę stojącą obok, podchodzę do tego sprzętu - Przecież ty nie pijesz kawy - zauważam - Dlaczego go kupiłeś?
- Ale ty pijesz. Kupiłem bo mogę i chciałem sprawić ci przyjemność. - podchodzi do mnie i przytula od tyłu
- Sprawiłeś - zapewniam - Tylko to jest drogie, bardzo.
- Powiedziałem Ci że mogę - nie ustępuje z uśmiechem na twarzy
- Dlaczego się cały czas uśmiechasz?
- Bo strasznie jesteś seksowna w tej koszulce, w mojej koszulce, podoba mi się - mruczy i całuje mnie w szyję
- Mogę jej nie zdejmować - zapewniam cicho
- Nie. Blanka takie widoki są tylko dla mnie, ty jesteś tylko dla mnie - odwraca mnie w swoją stronę, podnosi mnie na blat i całuje delikatnie, pokazując mi jaka jestem dla niego ważna.
*****
- Gotowa? - pyta Janek, zaglądając do pokoju
- Już - zakładam plecak na ramię - Możesz mi wreszcie powiedzieć gdzie mnie zabierasz?
- Niespodzianka. Tajemnica do końca. Chodź. Jedziemy. - wychodzimy z apartamentu
- A nie musimy zajechać do mnie po jakieś rzeczy?
- Nie, wszystko dla ciebie mam. - wchodzimy do samochodu
- Czyli będę musiała się przebrać - stwierdzam ze śmiechem
- Przestane się odzywać, żeby tylko ci czegoś więcej nie zdradzić - grozi i odpala samochód
- Jestem ciekawa.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, skarbie - mówi
- Skarbie? - pytam z uśmieszkiem
- Nie podoba się?
- Podoba - cmokam go głośno w policzek
- Nie rozpraszaj mnie - protestuje
- Nie będę już. Co w pracy? Gwiazda odpowiedziała?
- Pozytywnie. Dzisiaj mam wolne nie rozmawiajmy o tym.
- Jasiek? - znowu się wzdryga
- Tak?
- Możemy zajechać, żebym sobie kupiła nowy telefon, w drodze powrotnej?
- A tak, już, poczekaj - akurat zatrzymujemy się na czerwonym, wyjmuje ze schowka małe prostokątne pudełeczko - Proszę - wręcza mi je
- Przesadzasz - mówię i odkładam je na deskę rozdzielczą
- Jak będę miał ochotę to kupię ci samochód, dom albo całą wyspę - zapewnia mnie z irytacją i wciska pudełko w moje ręce
- Ale...
- Ale jeśli mam ochotę kupić ci telefon, to, to robię. Chce żeby mój skarb miał wszystko czego potrzebuje i wszystko co najlepsze.
- Kiedy zdążyłeś to wszystko kupić? - pytam w nadziei uzyskania odpowiedzi
- Tajemnica - nici z odpowiedzi, robię taką minę by pokazać że nie lubię tych jego tajemnic - Wczoraj po naszym powrocie, przez internet z ekspresową dostawą do domu - burczy kiedy zauważa moją minę
- Naprawdę ekspresowa - zauważam
Przytakuje.
- Już jesteśmy - parkuje samochód przed starą kamienicą, nie byłam jeszcze w tej okolicy Warszawy. Rozglądam się za czymś co mogłoby stanowić "Niespodziankę", ale po za kolejnymi kamienicami nic nie widzę.
- Łap! - Janek rzuca w moją stronę niebieską torbę na rzeczy treningowe, łapie ją, jest ciężka, czyli wyposażona
- Idziemy na siłownię? - pytam
- Może. Zamknij oczy - nakazuje. Zamykam, lecz po chwili otwieram jedno i patrzę jak Janek kręci głową - Wiedziałem że tak będzie - wyjmuje z kieszeni spodni czarną chustę, zawiązuje mi ją na oczach - Daj rękę - wyciągam dłoń a on ją łapie - Idziemy, to co przygotowałem może ci się nie spodobać, ale... zresztą zobaczysz - bierze mnie na ręce
- Dlaczego mnie niesiesz?
- Nie podoba się?
- Podoba.
- Nie chce żebyś sobie coś zrobiła, schodzimy po schodach na dół.
Kiwam głową.
- Ok, już stajemy - oznajmia, wkłada klucz do zamka z tego co słyszę - Wchodzimy - bierze mnie za rękę, idziemy parę kroków i stajemy w miejscu, ściąga mi opaskę, a ja otwieram oczy - Jak chcesz możemy wrócić - mówi Janek pełen powagi
- Nie - odpowiadam.
Jasiek zabrał mnie do klubu bokserskiego. Nie byle jakiej nowoczesnej klitki, tylko starego pomieszczenia z legendą unoszącą się w powietrzu. Dla niektórych może wydawać się to mało romantyczne, ale dla mnie jest to co najmniej ważne.
- Szatnie są tam - wskazał na drzwi po lewo Janek
- Więc chodźmy się przebrać - powiedziałam w jego stronę i ruszyłam pierwsza.
Janek
Wszyłem z szatni kiedy Blanka skakała na skakance na jednym z ringów. Ma zamknięte oczy, jest skupiona na tym co robi.
- A ty się nie rozgrzewasz? - pyta, nie otwierając oczu
- Już - odpowiadam i łapie za drugą skakankę. Wchodzę do niej.
- Znajdź sobie swój - wygania mnie.
Potulnie kieruje się na inny. Nie za bardzo rozumiem o co chodzi. Skaczemy około 20 minut.
- Schodzisz? - pytam
- Tak.
- Chodź. Pomogę założyć ci rękawice.
- Idę - zeskakuje na podłogę
- Raczej skacze - sugeruje.
Wkładam na jej dłonie rękawice, na swoje robię to samo.
- Teraz pokaże Ci parę ciosów, wyjść ręką - mówię
- Możesz stanąć twarzą do mnie? - pyta Blanka
- Jasne. Zrób parę kroków do tyłu, żebym cię nie uderzył.
- Janek ty się lepiej broń - ostrzega mnie z uśmiechem
W mgnieniu oka leże rozłożony na łopatki na ringu. Blanka stoi uśmiechnięta nade mną.
- Wstawaj - podaje mi rękę. Łapie ją i ciągnę za sobą.
- Dlaczego nie powiedziałaś że już to kiedyś robiłaś? - pytam wspierając się na łokciu zrucony w jej stronę
- Nie pytałeś. I jak mi poszło?
- Jak widać - rozkładam ręce na w znak
- Biedactwo moje - daje mi całusa - chodź, nie robiłam tego od kiedy jestem w Polsce, czyli już dwa miesiące - wstajemy
- Kiedy zaczęłaś?
- 3 lata temu. A ty?
- 4, ale wychodzi na ten sam wiek.
*****
- Ten klub też jest twój? - pyta Blanka siedząca na ringu i jedząc truskawki, dokładnie tak, zrobiłem piknik.
- Ja go tylko wspieram.
- Chyba nie tylko, jeśli możesz tu przychodzić sam i to w niedzielę.
- Ten klub bardzo dużo mi pomógł kiedy tego potrzebowałem, i teraz ja mu pomagam, to wszystko.
- Na czym polega to twoje wszystko?
- Nie płacą czynszu.
- Czyli budynek należy do ciebie?
- Kiedy przyszłemu tu pewnego dnia po śmierci dziadka, miałem 15 lat, chłopaki wszystko zabierali, wynosili zapytałem Mamony co się dzieje i powiedział mi że nie płacili czynszu i ich wyrzucają. Znalazłem właściciela i odkupiłem od niego całą kamienice.
- Kim jest Mamona?
- Właściciel, z wykształcenia psycholog. Przyjdź tu kiedyś w tygodniu najlepiej w czwartek, zobaczysz ile jest tu dzieciaków.
- Skąd miałeś pieniądze żeby to kupić?
- Dziadek przepisał mi wszystko co miał, a z racji tego że miał nie mało, to to kupiłem.
- Miałeś 14 lat, jak mogłeś zarządzać taką fortuną?
- Dziadek mnie upełnoletnił.
- Przecież masz rodziców, jak mógł to zrobić?
- Mam tylko ojca. Jak masz pieniądze możesz dokładnie wszystko. Ojciec nic nie wiedział, myślał że jak jest jedynym synem to cała fortuna, jak to nazwałaś, spadnie na niego. A tu pech, wszystko zgarnął jego smarkaty syn, co za niespodzianka.
- Nienawidzisz go - to stwierdzenie, nie pytanie
- Różnie się w życiu układa.
Kładzie się na deskach i zakrywa twarz dłońmi.
- Blanka? - boję się że znowu zacznie płakać
- Nienawidzę tych koszmarów, nienawidzę. A najgorsze jest że to co mi się śni jest prawdą. To tak boli.
- Blanka, już wszystko minęło, nie ma koszmarów, nie będzie. Słyszysz, nie będzie. - przytulam ją - Tylko nie płacz.
- Jak dobrze że jesteś - to samo mogę powiedzieć o niej
- Chodź jedziemy coś zjeść, jest już popołudnie, po za tym naprawdę jestem głodny, te truskawki to nie najlepsze pożywienie dla mnie.
- Ok, ale jedziemy później do mnie, może nie jest tak fajnie jak u ciebie, ale chce pomalować, mogę?
- Nie musisz się pytać, oczywiście że tak.
Zabieramy torby i koszyk po czym wychodzimy.
Naprawdę jestem głodny.
Blanka
- Podobała ci się moja niespodzianka? - pyta Janek, nabierający na widelec makaron
- Bardzo - przyznaję. Może nie dla każdej dziewczyny jest to super, świetne itp. ale ja naprawdę potrzebowałam znowu wrócić do takiego miejsca. Janek strzelił w 10. - Proszę częściej takie niespodzianki - dodaję ze śmiechem
- Proszę więcej cierpliwości - odpowiada
- Chyba da się załatwić - zapewniam
- A kiedy ja dostanę swoją niespodziankę?
- Twoją?
- Mój obraz.
- Twojego obrazu jeszcze nie ma, a po za tym ktoś tu przed chwilą prosił o cierpliwość.
- Tak? - unosi brew - Kto? - rozgląda się po restauracji
- Pajac.
- Naprawdę mam jakieś zaćmienie chyba.
- Pajac. Siedzi przede mną.
- Ja? Pajac? Pożałujesz - grozi mi palcem z uśmiechem na twarzy
- Nie mogę się doczekać - zapewniam
- Fajnie że masz dobry humor
- Przepraszam za wczoraj, raczej za noc.
- I czar prysł. Jak nie przepraszasz to dziękujesz. Powiedziałem że wszystko ok, tak? - kiwam głową - Nie wracajmy do tego.
- Kiedyś ci wszystko wyjaśnię.
- Wiem. Zrobisz to jeśli będziesz gotowa. Poczekam, nie zmuszam.
- Dziękuję
- Zaczynasz?
Dzwoni telefon, mój. Wyjmuje go z plecaka i patrzę na wyświetlacz: MAX. Spoglądam na Janka, kiwa głową, na znak żebym odebrała.
- Już się bałem że nie odbierzesz - odzywa się męski głos po drugiej stronie - Cześć Blanka! Jesteś tam w ogóle?
- Jestem. Cześć Max! - Janek się wzdryga, kiedy słyszy męskie imię
- Dobrze cię słyszeć. Możesz rozmawiać?
- Pewnie.
- Za każdym razem kiedy chciałem ci coś powiedzieć, moja siostrzyczka nam przeszkadzała, mogę teraz?
- Mi tam nikt nie przeszkadza.
- Mi też. Więc chciałbym, cię zapytać... jak to powiedzieć...
- Najlepiej od początku do końca.
- Od początku to będzie tak: my się nie rozstaliśmy, tylko ty wyjechałaś, to nie jest skończone, ja po prostu chce to wyjaśnić, porozmawiać. Mogę przylecieć do ciebie za tydzień?
- Słucham?
- Pytałem czy mogę do ciebie za tydzień przyjechać. Wszystko dobrze?
- Tak. Po prostu bardzo mnie zdziwiłeś, nie spodziewałam się.
- Szczerze, to chciałem zrobić to już od dłuższego czasu. To jak?
- Pewnie, nie ma sprawy, przyleć. Będę czekać. I nie rezerwuj hotelu, zmieścimy się u mnie.
- Super. Trzy, cztery dni i wracam do siebie. Chcę tylko pogadać.
- Rozumiem. Będę czekać z niecierpliwością. Fajnie że pogadamy.
- Tak, to dobrze. Godzinę przylotu wyśle ci na pocztę. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
- Blanka?
- Tak?
- Tęsknię za tobą.
- Ja za tobą też.
Janek
- Za tydzień przylatuje mój przyjaciel były chłopak - oznajmia Blanka po skończeniu rozmowy.
Takiej wiadomości na dzisiaj to, kurwa najlepsza wróżka by nie przewidziała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz