sobota, 22 czerwca 2013

Harry

Rozdział 26   

                                                                          Blanka 
- Muszę przyznać że gdybyś mi tak zrobiła to nie zachował bym się inaczej - mówi Janek kiedy kończę opowiadać mu o Maxie i mnie 
- Chyba nikt by się nie zachował - zauważam 
- Chyba nie - potwierdza - Ale naprawdę sama zabrałaś go do clubu? Do mojego? 
- Nie znam innych. Po za tym jest tam świetny barman, u którego dziewczyna szefa i jej goście piją za darmo. 
- Dziewczyna szefa? - pyta Janek, rusza przy tym w śmieszny sposób brwiami i przyciąga mnie do siebie.
- Uważaj - ganiam go - Wylejesz sos - jemy na łóżku chińszczyzne, to było życzenie pana domu.
Jasiek szybko zbiera z łóżka pudełka, wstaje odkłada je na stolik i zaraz znajduje się obok mnie. 
- Już nic nie wyleje - mówi i pochyla się nade mną. Odkręcam głowę i zamiast w usta dostaje całusa w policzek - Ja taki grzeczny a ty mi nawet nie chcesz dać jednego całusa? - pyta przy moim uchu i całuje je.
- Grzeczny? - odkręcam głowę - Ty? 
- Wątpisz skarbie? 
- Ta... - nie daje mi dokończyć. Ucisza mnie pocałunkiem. 
- A teraz? 
- Teraz to muszę się zastanowić - uśmiecham się 
- Mogę cię jeszcze trochę po przekonywać - znowu się nade mną pochyla.
- Nie. Już nie. Jesteś bardzo grzecznym chłopcem. - śmieje się - Obejrzymy jakiś film? 
- Co tylko sobie życzysz skarbie. Komedie, horror? 
- A coś romantycznego? 
- Romantycznego?
Kiwam głową. I całuje go. 
- No to nie mam wyboru musi być coś romantycznego - wstaje - Idę po laptop i coś do picia - dodaje. Wychodzi z pokoju. 
Ja też wstaje. Mam konkretny zamiar. Siadam przy fortepianie. Po naciśnięciu pierwszych klawiszy z instrumentu wydobywają się dźwięki świadczące o jego doskonałości. Zamykam oczy i zaczynam grać utwór który doskonale znam na pamięć. Po chwili czuje jak Jasiek się do mnie dosiada i dołącza do mnie. 
- Kiedy się nauczyłaś grać? - pyta kiedy kończymy  
- Będzie już 5 lat tamu. Uczył mnie stary barcelończyk. Kiedyś grał w filharmonii, ale nastał czas kiedy musiał odejść i niestety odszedł tylko zabrał ze sobą swój fortepian na którym mnie uczył. A ty? 
- Mnie nauczyła mama, zaczynałem jako dzieciak. To jej fortepian, chyba jedyna rzecz która kupił jej mąż.  
- Przepraszam, nie powinnam - wstaje 
- Powinnaś - łapie mnie za rękę i sadza sobie na kolanach - Cieszę się że to zrobiłaś, naprawdę. Jesteś drugą osobą którą naprawdę bardzo mocno kocham i cieszę się że tyle łączy cię z tą pierwszą. Kocham cię i wszystko co moje jest już także twoje. A szczególnie moje serce. - całuje mnie. Czule. 
- Kocham cię Jasiek - mówię i przytulam się do niego 
- Ja ciebie też skarbie - odwzajemnia uśmiech
                                                            Janke 
- Tylko obiecaj że się we mnie nie zakochasz - powtarzam kwestie z filmu. Blanka wybrała "Szkołę uczyć". 
- Niestety już za późno - podnosi głowę i spogląda na mnie 
- Czy ja wiem że tak niestety - zauważam i całuje ją w czoło - Muszę lecieć na jeden dzień do trójmiasta - oznajmiam 
- Lecieć? 
- tak. Droga zajęła by mi cały dzień. To taki drobiazg, w porównaniu z tym ile zarabiam. 
- Nie interesuje mnie to - zapewnia - Twoje pieniądze.
- Wiem i to kolejny powód dla którego cię kocham. Chcesz jechać ze mną? 
- Nie.
Patrzę na nią, ze zdziwieniem. Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. 
- Jasiek nie zrozum mnie źle. Nie mam dobrych wspomnień z naszym polskim morzem, niestety. Kiedyś ci opowiem. 
- Wiem, skarbie. - przytulam ją do siebie - Idźmy spać, to męczący dzień. 
- A film? - pyta 
- Kiedyś dokończymy.
- Dobrze. Dobranoc. Kocham cię. 
- Ja ciebie też. Dobranoc skarbie. 
Wtula się we mnie. 
Dzisiaj mnie uratowała. Blanka, moja Blanka. 
Będę jej za to wdzięczny. Do końca. 
Smuci mnie fakt że nie chce ze mną jechać, ale wiem że jest coś co ją dręczy i nie chce tego nasilać. Przytulam ją delikatnie. Kocham ją i zrobię wszystko dla jej dobra. 
                                                              Blanka 
- Czy ty zawsze musisz budzić się przede mną? - pytam. Nie otwieram oczu, ale wiem doskonale, czuje jego wzrok na sobie. 
- Mówiłem ci już kiedyś, robię to tylko po to żeby na ciebie popatrzeć - schyla się i całuje moje zamknięte powieki - Jesteś piękna kiedyś śpisz.
-Tylko kiedy śpię? - pytam, przy czym robię minę szczeniaczka. Już mam otwarte oczy. 
- Nie tylko. Zawsze jesteś. Ale jak śpisz to tak szczególnie. 
- Wychodzi na to że muszę przy tobie cały spać, żeby się tak szczególnie podobać - zakrywam się kołdrą i wtulam twarz w poduszkę.
- Nie, nie. Blanka wstajemy. 
- Dostarczam ci widoków. Cicho. Próbuje zasnąć. - burczę
- Nie i nie. - zdejmuje ze mnie kołdrę - To, to są dopiero widoki. Masz strasznie chude i długie nogi. 
- To źle? - otwieram oczy i patrzę na niego. Uśmiecha się szeroko. 
- Raczej nie. Jesteś piękna, cała. I cała moja. 
- Tak. - przekręcam się na plecy - Zrobisz mi taką kawę jak ostatnio? - pytam i cmokam go w policzek 
- Jak tylko w policzek to raczej nie.
Całuje go w usta. 
- Teraz?
- Już raczej tak. A po za tym masz 17 lat i pijesz tak dużo kawy. Jesteś taka młoda, a już uzależniona. 
- Odezwał się starzec. I jeśli jestem od czegoś uzależniona to tylko od ciebie. 
- Nawet nie wiesz jak bardzo cieszą mnie te słowa - całuje mnie - Idę po kawę. Wstawaj śpiochu.
- Już idę - zapewniam, ale nie wstaje.
Mija jakieś 15 minut i Janek wraca do sypialni. 
- Już miałaś.... - nie kończy, dzwoni jego telefon. - Przepraszam, muszę odebrać - mówi kiedy spogląda na wyświetlacz i wychodzi z pokoju. 
Wstaje z łóżka. Idę do łazienki. Staje przed lustrem, ja piękna, po przebudzeniu? Janek musi mieć naprawdę oryginalny gust. Rozbieram się i wchodzę pod prysznic. Sprawdzam wcześniej czy moje wczorajsze ubrania są już suche. Ciepła woda, oblewa moje ciało, uwielbiam poranny prysznic. 
Kiedy mam już na sobie ubranie, wychodzę z łazienki i zmierzam do kuchni. Czeka na mnie gotowe śniadanie. Do kompletu brakuje mi tylko Janka, rozglądam się za nim. 
- Szukasz mnie? - pytanie dobiega zza moich pleców, po chwili jego usta są już na mojej szyi.
- Tak - przyznaję
- Już jestem. Siadaj. Musimy coś zjeść. 
- Nie jestem głodna, chce kawy - mamrocze 
- Nie ma śniadania, nie ma kawy - protestuje 
- Oh, już dobrze - siadam na stołku - Kto dzwonił? 
- Inga. - odpowiada i stawia przede mną kawę - Proszę. 
- Dziękuję - popijam pierwszy łyk kawy. Takim napojem powinien zaczynać się każdy mój dzień.
- Jedz - upomina mnie Jasiek 
- Już - dla potwierdzenia gryzę rogalika. Ummm... dobry, z czekoladą. Jem jeszcze parę, popijam moją kawą i tak właśnie wygląda moje śniadanie. 
- Co mówiła Inga? - pytam po odłożeniu naczyń 
- Dużo mówiła. 
- Ale co?
- Na przykład: że muszę jechać jak najszybciej nad morze, u niej jak najszybciej znaczy dziś. 
- Czyli dzisiaj wylatujesz?
- Tak mam lot o 11, za dwie godziny. 
Kiwam głową. 
-Szybko wrócę - zapewnia 
- Mam nadzieję. Mówiłeś że Inga dużo mówiła, więc co takiego jeszcze? - A to że chce abym zabrał dziewczynę jej szefa do Włoch, na tydzień może dwa - wstaje i odnosi naczynia 
- Dziewczynę szefa? - pytam z uśmiechem
- Ładnie brzmi, prawda? - opiera się o zlew 
- Prawda. 
- Ubrudziłaś się czekoladą - oznajmia 
- Gdzie? 
- O tutaj - wskazuje na lewy kącik swoich ust, próbuje wytrzeć na swojej buzi dokładnie tak gdzie wskazał, lecz nie czuje czekolady - Nie, nie tu - przerywa Jasiek - Tu - tym razem pokazuje na drugi kącik. pocieram znowu, lecz nic nie czuje - Oj, nie tu - pokonuje dzielącą nas drogę - Pomyliłem się, tu - składa pocałunek na moich ustach.
- Tyle zachodu o jeden pocałunek? - pytam z uśmiechem
- Jeśli chodzi o twój, to tak - odpowiada 
- Oh, schlebiasz mi - przyznaję 
- To dobrze. To jak włochy? 
- A mam jakiś wybór? 
- Oczywiście. Jeśli nie chcesz, nie musisz jechać. 
- Nie, wszystko w porządku. Kiedy? 
- Za trzy dni.
- Trzy?
- Tak. Za szybko?
- Jest ok. Na? 
- Ile masz ochotę. Ja biorę wolne. Zawsze też możemy nie wracać. - uśmiecha się. Przyznaje jest to kusząca propozycja.
- Może jednak wróćmy. 
- Też tak myślę. Będziemy mieli ze dwa, trzy góra sześć spotkań biznesowych, ale to nie zajmie nam dużo czasu.
- A reszta czasu? 
- Coś wymyślimy. Muszę iść się przebrać. 
- Tak,pamiętam. Garnitur i tenisówki. 
- A jednak dzisiaj pantofle. 
- Pantofle?
- Niestety. 
- Współczuję - mówię z uśmiechem 
- Powinnaś. Cierpię. 
- Mam nadzieje że jednak przeżyjesz. 
- Ja też. - całuje mnie - Idę 
- Idź. 
                                                                  Janek 
- Blanka! - krzyczę - Chodź do mnie! 
- Już idę! Gdzie jesteś? 
- W sypialni!
Słyszę jej kroki. 
- Jasiek? 
- Tutaj. Szafa po lewo. 
- Oh, masz garderobę - mówi zdziwiona kiedy, mnie znajduje 
- Na to wychodzi. Która koszula ta czy ta? - macham dwoma wieszakami na którym wiszą koszule.
- Są identyczne - mówi 
- Nie, ta jest inna - wskazuje na lewą - Ma przeciągnietą niebieską nitkę, a ta - wskazuje na lewą - Jest śnieżnobiała. 
- Robisz to specjalnie? 
- Co? 
- Te koszule, ubierz śnieżnobiałą, jeśli już chcesz wiedzieć. 
- Chce. I robię to specjalnie bo chce cię w podziękowaniu pocałować. 
- Nie ma nic za darmo. Więc dziękuj. - nadstawia policzek 
- Tylko policzek? 
- Wybrzydzasz?
- Nie - cmokam ją głośno w policzek - Dziękuję.
- Polecam się na przyszłość. Podwieziesz mnie jeszcze do domu? 
- Pewnie. Tylko musimy się pośpieszyć. Samolot nie będzie na mnie czekał. 
- Wiem, wiem. Już się zbieram. 
- Ja 10 minut i jestem gotowy. 
- Ok. Dzięki - wychodzi 
- To ja dziękuję. - mruczę pod nosem kiedy wychodzi. 
Naprawdę jestem szczęśliwy, że wczoraj przyszedłem. Że ją poznałem. I że ją kocham. Wiem tanie sentymenty, ale to szczera prawda. Mam ją, mam Blanke, a ona ma mnie. 
- Ja jestem już gotowy. Możemy wychodzić? - pytam kiedy stoję w korytarzu 
- Jasne, chodźmy. 
Wychodzimy z mieszkania. I wsiadamy do samochodu, rozmawiamy o wszystkim. Niestety nasz czas, kończy się pod kamienicą Blanki. 
- Postaram się wrócić jeszcze dzisiaj - mówię spoglądając na nią
- Nie ukrywam, bardzo by mnie to ucieszyło, ale Jasiek nie musisz się spieszyć. Zrób wszystko co masz zrobić. 
- Nie mam ochoty tam lecieć. 
- Widzę.
- To przez to że najchętniej bym się z tobą nie rozstawała. 
- W tedy bym ci się szybko znudziła. 
- To nie możliwe. Kocham cię. 
- Wiem, ja ciebie też. - pochyla się w moją stronę, ale zamiast mnie pocałować - Świetnie ci w tym garniturze, we wszystkich ci świetnie. I ta koszula też ci doskonale do niego pasuje - mówi i dopiero później mnie całuje.  
- Jedź, bo w końcu się spóźnisz. - mówi kiedy odrywamy się od siebie i otwiera drzwi. 
- Tak, tak, już jadę. - wychodzi - Blanka?
- Tak? - odwraca się
- Ja już tęsknię - wyznaje z uśmiechem 
- Ja też. Jedź, szybciej pojedziesz, szybciej wrócisz. 
- Tak, masz rację. Do zobaczenia skarbie. 
- Do zobaczenia.
Przyglądam się do momentu aż zamknie drzwi do klatki. Dopiero w tedy odjeżdżam. Naprawdę nie mam żadnej ochoty tam jechać. 
                                                              Blanka 
"Ja już tęsknię" - trzy słowa, a tak bardzo cieszą. Wiem że odjechał dopiero w tedy kiedy zamknęłam drzwi. Troska. 
Jednak szkoda mi, że wyjechał po tym co się wczoraj wydarzyło, widać tak już musi być. Niestety. 
Dochodzę do swoich drzwi, ale dostrzegam że te na przeciwko moich są uchylone. Czyżby któryś z moich dawnych sąsiadów wrócił? Nie, to niemożliwe. Ale jednak dlaczego drzwi są uchylone? Ciekawość bierze górę, podchodzę i popycham drzwi tak aby uchyliły się jeszcze szerzej. Już na samym początku potykam się o pudełko stojące przy samych drzwiach. Idę dalej w poszukiwaniu lokatora. 
- Filip! - krzyczę jego imię bo jednak pojawienie się tu Tomego jest mało prawdopodobne, jednak nikt mi nie odpowiada. To się robi coraz dziwniejsze. 
Słyszę jak ktoś zamyka drzwi od wewnątrz. Zaczynam się denerwować nie na żarty. Powracam w stronę drzwi jednak na drodze staje mi wysoki blondyn, w ciemnych Ray - Banach, świetnie ubrany o uśmiechu pokazującym idealnie równe, białe zęby. 
- Hi! I'm Harry - kompletnie nie wiem co powiedzieć. 
Harry?!  

niedziela, 2 czerwca 2013

Nie

Rozdział 25 


                                                                               Blanka 
- Udusisz mnie - protestuje z uśmiechem Max - Mała, mówię serio. 
- Tak, tak, już. Musisz wrócić taki jak przyjechałeś. - "Odczepiam się od niego" - Dobrze że przyjechałeś.
- Sie wie - uśmiecha się - Blanka teraz na poważnie, dbaj o siebie, dzwoń, ciesz się życiem i kochaj, mała kochaj. - co za powaga
- Tak jest kapitanie! - salutuje 
- Miało być poważnie.
- Nie mogłam się powstrzymać. 
Komunikat o locie do Londynu. 
- Muszę iść.
- Musisz iść. Pozdrów Lene, rodziców i Caitlin. 
- Pozdrów Janka i pamiętaj macie do nas przyjechać.  
- Tak jest kapitanie! 
- Powagi więcej Blanka! 
- Tak, wiem. Idź. Bo zacznę płakać - grożę
- Ja już naprawdę pójdę - ostatnie przytulanie - Trzymaj się. 
- Ty też. 
Odchodzi. Znowu ma późny lot, dopiero o 16. Macham mu na pożegnanie. Nie lubię pożegnań. 
Resztę wczorajszego dnia spędziliśmy na rozmowie o naszych bliskich. Odpowiedziałam mu o balu, clubie i o wszystkim innym co związane ze mną i Jankiem. On odwzajemnił się tym samym, opowiedział wiele o Caitlin i pozostałej części jego życia w Londynie. Cieszylismy się że każdemu z nas się ułożyło, to było bardzo szczere. Bardzo miłe i przyjacielskie chwilę spędziliśmy wczoraj na rozmowach. To było nam potrzebne. Obojgu. 
Nie widzę go już, zniknął wśród tłumu. Wychodzi na to że ja też muszę się stąd ruszyć, nie mam tu już nic do roboty. Odwracam się i podążam w stronę rozsuwanych drzwi prowadzących na zewnątrz. Rozglądam się za taksówką kiedy jestem już na świeżym powietrzu, nie mam ochoty spędzać tu więcej czasu. Mój wzrok pada na czarny, ekskluzywny, samochód, stojący na parkingu po drugiej stronie ulicy. Przyglądam się lepiej żeby nie mieć wątpliwości i dla potwierdzenia sama dla siebie kiwam głową, po czym idę do pierwszych pasów aby przejść na drugą stronę. Nie odzywał się 4 dni, a dzisiaj przyjechał. Uśmiecham się tylko, tylko bo w środku promieniej. Naprawdę jestem zadowolona z faktu że przyjechał. 
Łapie za klamkę od samochodu, jest otwarty, wchodzę. Lecz gdy zauważam kto siedzi za kierownicą, od razu mam ochotę wysiąść, nawet łapie w tym celu, z powrotem za klamkę. 
- Blanka poczekaj, proszę - głos mężczyzny jest dziwnie cichy - Nie chcę zrobić nic złego, ani gorzej powiedzieć na twój temat. Zostań. 
- Tylko po co? - nie mam ochoty oglądać tego człowieka, nie teraz, jeszcze nie. Otwieram drzwi. 
- Blanka naprawdę poczekaj - drugi głos. Trzaskam drzwiami.
- Co to ma być za szopka? Czego chcecie? I skąd wiedzieliście gdzie jestem? - odwracam się w ich stronę
- Spokojnie. Spodziewałaś się tu raczej Janka. Rozumiem. 
- No na pewno nie ciebie maciek - burczę 
- Ale musieliśmy znaleźć jakiś sposób żeby z tobą porozmawiać. Coś nie wierze że jak bym przyszedł do ciebie pod drzwi, to czy byś mnie przyjęła. I dzisiaj gdyby nie jeszcze siedzący tu Ian, też nie miał bym komu się tłumaczyć. 
- Możemy przejść do rzeczy? - pytam 
- Janek ma kłopot z którym nie umie sobie poradzić na skutek którego ,na siłę się od ciebie oddala - tłumaczy Ian - To jest coś o czym wie niewiele osób, domyśleliśmy się że ty jeszcze nie wiesz. Nie powiemy ci, on musi zrobić to sam. Janek radzi sobie w pewien nietypowy sposób z tym co go przytłacza. Zazwyczaj kiedy tak sobie radził byliśmy blisko. 
- Ale teraz od dwóch dni zapadł się pod ziemie. Wiemy że ty wiesz gdzie on jest. Jemu trzeba pomóc. - dodaje Maciek 
- On pije, to jest ten nietypowy sposób. I tak macie rację wiem gdzie on jest - dukam. 
- Skąd wiesz że pije? 
- Derek mi powiedział że zabrał wódkę z clubu. Jeśli chodzi o pomoc, ja chyba nie jestem najlepszą osobą, skoro chce się oddalić. - mówię ze smutkiem 
- Sęk w tym że jesteś, bo on cię kocha i cię posłucha.  
- On mnie? - nie za bardzo wierzę 
- Tak on ciebie. A ty jego prawda? - Maciek nie ukrywa nadziei w głosie
- Prawda. On jest dla mnie kimś naprawdę ważnym. 
- Wiemy. Blanka pomóż mu - Ian prosi - On jest dla nas jak brat, najbliższy członek rodziny. Dla nas obu. 
- Zrobię co będę mogła naprawdę. - wysiadam z samochodu - Sama do niego pojadę. Dziękuję. 
- To raczej my powinniśmy podziękować. Blanka jesteś świetną dziewczyną, naprawdę na siebie zasługujecie. 
Odchodzę. Wsiadam do pierwszej zatrzymanej taksówki. 
On mnie kocha. 
Ja kocham jego. 
Tylko dlaczego nie mogłam wyznać po raz pierwszy tego jemu, tylko jego przyjaciołom?  
Na to pytanie, nie ma w tej chwili konkretnej odpowiedzi. 
Całkowitą prawdą jest to że po za mną nikogo w jego apartamencie nie było. Jest to dość dziwne, ale to jego prywatność i ja ją szanuje. Taksówka się zatrzymuje, już dotarłam. Wchodzę do budynku, niezauważalnie przemykam obok recepcji, jak ja to nazywam, i udaje się do windy. 
Co powiem?
Czy w ogóle go zastanę?
Może mnie jeszcze wyrzucić. 
Jak na mnie zareaguje?
Co ja powiem? 
Jak się zachowamy?
Kiedy tylko wydostaje się z windy, zmierzam w stronę z której dochodzą jakiekolwiek dźwięki. Kuchnia, tam właśnie jest. 
- Może już wystarczy? - pytam, oparta o futrynę. Tak, weszłam bez pukania. Weszłam w chwili w której przechylał butelkę, do ust. 
- Dzisiaj dopiero się rozkręcam - pije. Jest bez koszulki, w samych krótkich spodenkach.  
- Skończ - wyrywam mu butelkę i całą jej zawartość wylewam do zlewu 
- Czy ciebie pojebało? Wiesz ile to kosztuje? - przyciska mnie do szafki przy zlewie 
- Nie i nie. Ale jeśli to takie drogie to powinieneś to sprzedać, a nie samemu chlać na umór - nie tracę zimnej krwi 
- Co za spostrzegawczość - warczy. Otwiera szafkę nad nami i wyciąga kolejną butelkę - Blanka idź do domu, wiesz już gdzie są drzwi - mówi przygaszony 
- Dlaczego Janek? Naprawdę tego chcesz?
- Wyjdź - odrywa się ode mnie i odchodzi z butelką wódki w ręku.
I co? 
Co mam teraz zrobić?
Nie umiem mu pomóc, po prostu. Nie wiem dlaczego kazał mi wyjść, lecz jeśli właśnie tego oczekuje. Trzaskam drzwiami. Lecz pozostaję wewnątrz apartamentu. Nie. To się nie może tak skończyć. Idę tam gdzie poszedł i on. Wchodzę do jego sypialni. 
- Oddaj- wyciągam rękę po butelkę - Proszę cię, oddaj. 
- Nie wyszłaś - mówi jadowicie 
- Nie. To jak? Kończysz? Oddaj - nalegam 
- Po co tu w ogóle przyszłaś? Nie jestem ci potrzebny. Jesteś szczęśliwa. - dlaczego on tak mówi?
- Bez ciebie nigdy nie jestem szczęśliwa. Jesteś mi potrzebny, nawet nie wiesz jak bardzo. Oddaj - proszę 
- To nie może tak wyglądać - sam odkłada butelkę - Nie możemy być razem. To po prostu nie realne. 
- Dlaczego? - chce mi się płakać - Dlaczego? Jasiek. 
- Ona też do mnie tak mówiła. - nie rozumiem 
- Kto?
- Moja mama. Nie żyje od sześciu lat, wczoraj była rocznica. 
- Przykro mi. Ja nie wiedziałam. Byłabym przy tobie, chciałabym pomóc. 
- Właśnie chodzi o to że ciebie ma nie być. Ja nie jestem najlepszą osobą dla ciebie. Blanka, ja nie dam ci szczęścia. Nie chcę cie krzywdzić - odsuwa się ode mnie dalej, do okna 
- Nie krzywdzisz mnie - to co się dzieje jest straszne 
- Ale zacznę! Tak samo jak mój pierdolony, chuj ojciec! - krzyczy 
- Jasiek, wybacz ale nie rozumiem - jestem zdezorientowana 
- Moja mama była najpiękniejszą kobietą na świecie. Była młoda, inteligetna, dowcipna kiedy poznała mojego ojca. Kochali się. Tylko on bardzo chciał mieć ją dla siebie, własność. Ona choć z małej wioski, chciała mieć swój świat, swoje poglądy i całą resztę. Ale on nie, nalegał na ślub, zapewnia że kocha i takie inne duperele. Jak nie chciała się zgodzić po prostu zrobił jej dziecko, ja, i musieli wziąć ślub. I zaczęło się istne piekło. Kontrola, kontrola i jeszcze raz kontrola. Mama była nie ugięta, pyskowała, krzyczała. On i tak sobie poradził. Wiesz jak? Moja mama była bita i gwałcona przez własnego oszalałego z zazdrości męża. Ciągle pijanego, męża. Chore, ale prawdziwe. A ja nic nie mogłem zrobić. Nasze każde wspólne wyjście bez powiedzenia jemu było przepłacane karą, tak samo jak każda inna rzecz która mu się nie spodobała. Wiesz jak to jest słyszeć krzyki i płacz własnej matki? Albo jak po kolejnym razie przychodziła i płakała tuląc mnie do siebie, wiesz jaki to było straszne? Albo jej widok po tym co jej robił? A najgorsze że wszystko prze ze mnie, gdybym się nie urodził nie została by z tym chujem, nie. To było piekło. A ja nie mogłem nic zrobić żeby temu zaradzić. Moim marzeniem było go zabić, tyle, po prostu. Żeby nie cierpiała. Chciałem dla niej ulgi. by była szczęśliwa. 
- Janek... - chce przerwać. To co mówi jest okropne i przykre. 
- I mam 12 lat - nie zwraca na mnie uwagi - Za dużo rozumiem, za dużo mówię i ona za to płaci. Zero szczęścia, nic. Wyjechaliśmy, bez jego wiedzy do dziadka. Przyjechał zabrał ją. I wiesz co? Nigdy więcej jej nie zobaczyłem, nigdy. Wypadek. Ja wiedziałem że to nie był wypadek. To była zazdrość, głupota i impulsywność. Tylko tyle. A ona nie żyje. Dałbym wszystko żeby ze mną była, wszystko żeby była ona, nie on. Może to głupie, mam przecież 18 lat, ale mam też pełną świadomość tego że to prze ze mnie. Że tak wiele cierpiała. Moja mam nie była szczęśliwa. 
- Jasiek... - w moim głosie jest nutka błagania, podchodzę do niego bliżej - Tak bardzo mi przykro
- Mnie też, dlatego nie chcę by i ciebie to spotkało. Nigdy. 
- Ale... - dalej nie rozumiem 
- Boję się że będę taki jak on, że cię skrzywdzę, może nie aż tak brutalnie. Boję się że nie będziesz się uśmiechać. Nie zniósł bym tego. Ja chce żebyś była szczęśliwa, a ja nie mogę ci tego dać. 
- Możesz. Janek, proszę cię - to co mówi jest straszne
- Najlepiej będzie jak wyjdziesz, nie wrócisz i zapomnisz. Najlepiej dla ciebie - głos mu się łapie - Ja nie chce by spotkało cię to co moją mamę, powinnaś być szczęśliwa, obie powinniście być. Obie - cofa się jeszcze bardziej, po jego twarzy płyną łzy. Teraz wszystko co pamięta przewija się w jego umyśle jak film. Wiem to, bo doskonale to znam. 
Przybliżam się do niego. Stajemy twarzą w twarz a ja łącze nasze wargi w pocałunku. Stoję na palcach. Czuje jak nasze łzy łączą się w jedno. Całuje go mocniej by poczuł że nie chcę odejść. Że będę zawsze. 
Odrywamy się od siebie, a ja czule zdejmuje łzy z jego policzków ustami. 
- Nigdy nie będziesz taki jak on, nie mógłbyś. Nigdy byś mnie nie skrzywdził. Nigdy - całuje go jeszcze raz - Jesteś inny niż on. Jasiek nie zostawiaj mnie - błagam 
- Blanka ja... ja po prostu się boję, że cię skrzywdzę. Nie chce, uwierz mi.
- Wierzę. Nigdy nic złego mi nie zrobisz. Nie. Po prostu, nie. 
- Dlaczego tak we mnie wierzysz? Blanka, ja nie...
- Kocham cię Jasiek, kocham cię - udaje mi się powiedzieć, przytulam się do niego - Nie zostawiaj mnie - płacze, on nie może odejść
- Blanka... - podnosi mnie i trzyma w swoich ramionach chowają głowę w zagłębienie mojej szyi - Blanka ja ciebie też kocham. Nie chcę dla ciebie niczego złego. 
- Więc mnie nie zostawiaj, nie rób tego - przytulam się jeszcze mocniej 
- Jesteś pewna że tego chcesz? 
- Ja tego pragnę. Chcę ciebie, bardziej niż czegokolwiek na świecie, tylko ciebie Jasiek - wzdryga się - Jeśli nie chcesz, nie będę się do ciebie tak zwracała, mogę tak nie mów...
- Tak jest doskonale. Kocham cię. 
- Ja ciebie też
- Zostaniesz? Chcesz? 
- Zostanę. Tylko jest jeden warunek.
- Jaki?
- Musisz dać mi swoją koszulkę, nie mam pidżamy. I zostanę, ile tylko będziesz mnie chciał. 
- Nie ma możliwości żebym cię nie chciał - całuje mnie - Nawet cię teraz nie wypuszczę - obiecuje 
- Nie chcę byś to robił - wtulam się w jego nagi tors
                                                               Janek
- Na kolację za wcześnie, na obiad za późno. Możemy iść się przejść - proponuje, siedzimy przy wyspie w kuchni. Wyszedłem dopiero co spod prysznica.
- A nie możemy zostać tu? - jęczy Blanka pijąc kawę - Po za tym trzeba posprzątać ten chlew. Zapuścić tak mieszkanie w cztery dni? - krytykuje
- U ciebie nie jest lepiej - odgryzam się
- Ja maluje a nie pije. 
- Blanka, możesz przestać? Zrozumiałem. 
- Cieszę się. Ale i tak tu posprzątamy. 
- Nie będziemy sprzątali mi mieszkania - protestuje 
- Zakład? - wstaje i zaczyna zbierać rzeczy. Wrzuca je do kosza. Siedzę nie wzruszony, nie będziemy sprzątać. 
- Jesteś jak osioł. Uparta. - zauważam
- Jak dla mnie to komplement - otwiera szafkę nad zlewem - Nie zły arsenał - mówi na widok ilości butelek trunków wysoko procentowych 
- Miałem zamiar pić tak długo, aż uznają mnie za zaginionego i powiadomią policję - wstaje, zamykam szafkę i chcąc nie chcąc pomagam jej sprzątać.
- Już uznali - mruczy Blanka 
- Co ty nie powiesz? Dlatego przyszłaś? - nie wiem dlaczego ale się denerwuje 
- Wolałbyś żeby mnie tu nie było? 
- Jasne że nie. Cieszę się że jesteś. Nie było pytania. Nie chce się kłócić - przytulam ją od tyłu 
- I bardzo dobrze, ja też nie. Teraz do garów, same się nie umyją - zabiera moje ręce z jej brzucha i wydostaje się z uścisku
- Jak sobie życzysz skarbie, już się biorę do roboty - zakasam rękawy w powietrzu, nadal jestem bez koszulki
- Ma być na błysk - zastrzega 
- Na błysk - potwierdzam
Szczerze, to ja prawie nigdy nie myłem naczyń, nie licząc przepłukiwania szklanek, to nigdy. Spowodowane jest to tym że przychodzi do mnie pani Józia, pomoc domowa, która pracowała u mojego dziadka. Nalewam wody do zlewu, wkładam tam brudne naczynia i dolewam płynu do mycia naczyń, nie małą ilość. Robi się dużo piany, wnioskuje że to dobrze. Sięgam po talerz, ale nie mam czym go umyć, zmywak leży za zlewem. Pochylam się tak aby nie uderzyć się o szafkę nad moją głowę i sięgam po zmywak. Czuje jak ciepła, lepka piana przykleja się do mojego nagiego torsu. Niech to szlag! Będę musiał się jeszcze raz wykąpać.
Odwracam się na dźwięczny ton śmiechu Blanki. Mnie to w ogóle nie śmieszy. 
- Janek ty przecież masz zmywarkę - śmieje się jeszcze głośniej. Nie mogła tego wcześniej powiedzieć? - Wyglądasz jak wata cukrowa - łapie się za brzuch 
- No to chodź się przytulić do twojej waty cukrowej - rozkładam ręce - Tuli, tuli - idę w jej kierunku 
- Nie! Jasiek! Nie! - ucieka z krzykiem 
- I tak cię znajdę! - ostrzegam i ruszam za nią. Na moje szczęście, a jej niestety nie, jestem szybszy i łapie ją nim zamknie się w łazience. 
- A nie mówiłem - obejmuje ją przyszpilając do ściany tak że nie ma pomiędzy nami żadnej przerwy. Całuje ją mocno i zdecydowanie. Podnoszę jej nogi na wysokość moich bioder, trzymam ją. Blanka zarzuca mi ręce na szyję, i bawi się moimi włoskami na karku. Całujemy się łapczywie. Obejmuje ją mocniej i nie odrywając od niej swoich warg, ruszam z nią do sypialni. Kiedy nogami wyczuwam łóżko siadam na nie i ciągnę Blanke za sobą. Siada na mnie okrakiem i pogłębia nasz pocałunek. Jedną ręką łapie ją za włosy, drugą wkładam pod mokrą bluzkę, ale gdy tylko dotykam jej gorącego brzucha Blanka się cofa. 
- Nie, Jasiek. Jeszcze nie - łapie za moją rękę i wysuwa spod swojej bluzki. Jestem zdziwiony i zdezorientowany jeszcze żadna dziewczyna nie kazała mi przestać. Widać ta moja jest jedyna w swoim rodzaju. 
- Nie - potwierdzam - Jeśli tylko będziesz gotowa - nie no to jakoś głupio brzmi - Blanka spokojnie, nikt cię do niczego nie zmusza, spokojnie. Naprawdę. Spokojnie - przytulam ją do siebie, niech czuje się bezpiecznie w moich ramionach 
- Dziękuję - mruczy i przysuwa się do mnie bliżej 
- Nie ma za co. To mój obowiązek cię chronić, Blanka. I mam nadzieję że dobrze sobie z tym radzę. 
- Doskonale. Jasiek? 
- Tak?
- Daj mi suchą bluzkę. 
Uśmiecham się na jej żądanie.
- Dla ciebie wszystko skarbie - zdejmuje ją z moich kolan i sadzam obok, sam wstaje i podchodzę do szafki - Bluzkę czy koszulę? 
- Obojętne.
Wyjmuje to co jest akurat pierwsze z brzegu czyli moją czarną koszulę. Podaje ją Blance.
- Mam już taką u siebie w mieszkaniu - mówi 
Patrzę na nią pytającym wzrokiem.
- Zostawiłeś ją u mnie w noc kiedy przyszedłeś do mnie po naszej wizycie w clubie - wyjaśnia cicho 
- Yhym - przyjmuje to do wiadomości - To było twoje pierwsze i ostatnie wyjście do clubu - dodaję 
- No nie zupełnie - mówi zmieszana 
- Pójdę zamówić coś do jedzenia - proponuje - I wszystko mi opowiesz, jeśli zechcesz, ma się rozumieć. 
- Ma się rozumieć - powtarza - Nie ma sprawy, będzie jak u spowiedzi. 
- Już nie mogę się doczekać - wychodzę, kiedy odkleiła od siebie mokrą bluzkę. Muszę przyznać jest strasznie seksowna w mokrej bluzce. Wróć. Blanka we wszystkim jest seksowna. 

niedziela, 26 maja 2013

Caitlin

Rozdział 24 

                                                                         Blanka 
- Szukasz portfela? - pyta Max, kiedy grzebie w plecaku szukając właśnie portfela. 
- Mam możliwość anulowania rachunku - wtrąca ekspedientka nim odpowiem - Wykonać?
- Tak - mówię ze zrezygnowaniem.
- Nie - przeczy Max - Niech pani to podliczy. Ureguluje rachunek - na jego słowa kobieta stojąca za ladą promienieje jakby stał przed nią sam książę gotowy jej się oświadczyć. Ok, Max jest przystojny, nawet bardzo, ale żeby aż tak. 
- Specjalnie go nie wziąłeś - kręcę głową na wspomnienie tego jak pakował mnie Max. 
- Od razu tam specjalnie - chłopak wbija pin karty - Chciałem zrobić ci prezent a oczywiste jest to żebyś mi nie pozwoliła, musiałem sobie jakoś radzić.
- Całkiem nie źle Ci wyszło, od razu stawiasz kolacje - mówię zabierając torby z lady w których znajdują się moje dwie nowe sukienki 
- Nie ma sprawy mała - kładzie mi rękę na ramieniu - I jeszcze kino.
- Kino? 
- Kino.
- A po kinie?
- Coś wymyśle.
- Czuje się jak to ja bym była gościem u ciebie, a nie na odwrót.
- Nie będę płakać, 
- Ja raczej też nie mam zamiaru. To gdzie teraz? Jest 18.
- Jak to gdzie? Dalej na podbój świata. 
Śmieje się. To dobry dzień. 
Mam nadzieje że w tym dobrym dniu doczekam się jeszcze telefonu od Janka. Ja już dzwoniłam, minimum 10 razy, za żadnym nie odebrał, nie rozumiem dlaczego. Czy mu się coś stało? Czy dalej wszystko w porządku? Odganiam od siebie złe myśli. Wszystko jest w najlepszym porządku, musi być.  
                                                                 Janek 
- I jak? Co powiedziała? - telefon wybił mnie z rytmu - Janek, jesteś tam w ogóle? Rozmawiałeś z nią czy nie? Rozmawiałeś?
- A myślisz że jak bym kurwa rozmawiał to bym się nie odzywał? 
- Czyli nie rozmawiałeś.
- Czyli kurwa nie.
- Dlaczego?
- Co dlaczego? 
- Dlaczego z nią nie rozmawiałeś?
- A co cię to tak kurwa interesuje? Portal plotkarski zakładasz? W sfatke się bawisz?
- Janek nie pieprz takich smutków. Dlaczego z nią nie rozmawiałeś? Nie pojechałeś do niej?
- Pojechałem. Maciek zrozum ja nie jestem jej potrzebny. 
- Może ty jej nie, ale ona tobie tak. Pojechałeś i co cię zatrzymało? 
- Ona jest szczęśliwa, beze mnie i tak powinno być. 
- Możesz przestać chrzanić? Skup się wreszcie chociaż trochę na sobie. daj sobie trochę szczęścia. Pozwól sobie na to. 
- Nie masz pojęcia.
- Może i nie mam. Ale wiem, jedno nie spieprz tego stary. Ona jest dla ciebie zbyt ważna żebyś z niej zrezygnował. Nie spieprz tego. Kocha... - 
rozłączam się. Co to ma być? Nagle potrafi ci pomóc? Dzięki wielkie, pieprze twoją pomoc i twoje rady. Wujek, pierdolony dobra rada. 
Tak jest lepiej. Koniec, skończyło się.
Przechylam butelkę, gorzki płyn spływa do mojego żołądka. Przestałem bawić się w szklanki, przestałem się czymkolwiek bawić. Życie nie jest zabawą. 
                                                                 Blanka 
- Z tym kinem to był naprawdę dobry pomysł - przyznaję kiedy stoimy przed drzwiami galerii
- Bo mój - odpowiada Max - Dobrze że ci się podobało.
- To co teraz? 
- Dalej podbijamy świat. 
- Idziemy do clubu? 
- Ty? Do clubu? Serio? 
- Serio. Idziemy?
- Idziemy. 
Ruszamy w stronę clubu, jedynego clubu który odwiedziłam przez te dwa miesiące. 
- Ze mną to nigdy nie chciałaś chodzić, a tu proszę - skarży się Max 
- Ludzię się zmieniają.
- A żebyś wiedziała - mruknął 
Dotarliśmy po nie całym kwadransie. Jak na poniedziałek club był i tak w niezłym oblężeniu. Małe grupki stały tez na zewnątrz.
- Nie jestem pewny czy moje konto wytrzyma żeby pomieścić mój debet - szepnął uśmiechając się kiedy zobaczył wystrój wnętrza.
- Spokojnie, damy radę.
- My? 
- Ja mogę jeszcze wszystko odpracować na zmywaku. 
- Myślę że jednak mają tu zmywarki - parsknął śmiechem 
- A ja już chciałam się poświęcić.
- Trudno - staje przy jednym ze stanowisk barmanów - Co chcesz?
- Nie tu, chodź dalej - ciągnę go za rękę
- Dalej? 
- Dalej - potwierdzam - Cześć Derek - witam się z barmanem przy ostatnim stanowisku
- Cześć Blanka - odpowiada, Max patrzy na mnie nie pewnie - Co cię tu dzisiaj sprowadza? 
- Zabawa.
- Czyli to co ostatnio?
- To co ostatnio.
- Przecież ty nie pijesz - wtrąca Max
- Jasne że nie, Derek robi nieziemskie drinki bezalkoholowe - wyjaśniam - A właśnie, poznajcie się Derek to jest Max, Max to jest Derek. 
Mężczyźni wymieniają się uściskami dłoni. 
- To co dla ciebie? - pyta Derek
- Moijto alkoholowe - odpowiada mój przyjaciel   
- Już się robi.
 Max wyjmuje kartę kredytową. 
- O nie, gość dziewczyny szefa pije bez limitu - broni się Derek 
Dziewczyny szefa? Gromie go wzrokiem. Naprawdę, musiał to powiedzieć? 
- Ja pójdę do łazienki - Max wstaje i odchodzi 
- To nie jest twój nowy chłopak mam nadzieję? Miałaś taką minę. - mówi barman 
- Nie nowy, były. A miałam taką minę bo to ty go powiadomiłeś o moim nowym chłopaku. 
- Czyli z Jankiem wszystko w porządku? 
- Nie do końca. Widziałeś go?
- Był tu wczoraj, pił z Maćkiem, a dzisiaj przyszedł po parę butelek rano i więcej go nie widziałem.
- Butelek? 
- Wódka, whisky.
- Pije - stwierdzam 
- Kto pije? - pyta Max, zdążył wrócić 
- Nie ważne. Idziemy potańczyć? - wstaje
- Tak. - pociąga jeszcze łyk drinka - Naprawdę się zmieniłaś. 
Wchodzimy na parkiet, tańczymy powoli, delikatnie.
- Czyli masz chłopaka? 
- Jesteś zły?
- Ważne żebyś była szczęśliwa. Jesteś? 
- Jestem - przytulam się do niego - Przepraszam.
- Za co? 
- Że cię zostawiłam. 
- Zostawmy to dzisiaj. Jutro pogadamy. 
- Pewnie, jutro. Dziękuję. 
- Za co?
- Że przyjechałeś. 
- Wierzysz mi? 
- Oczywiście - przytula mnie mocniej
                                                                 *****
- Co za dzień! - opadam na kanapę, trzymając w ręce puszkę coli.
- Zadowolona? - pyta siadający obok mnie Max 
- Pomijając fakt że specjalnie nie wziąłeś mojego portfela to tak - robię nacisk na "Mojego"
- To dobrze. Spodobał mi się tekst tego barmana. 
- Dereka - prostuje - Jaki?
- "Gość dziewczyny szefa pije bez limitu" i ten nacisk na dziewczynę szefa - śmieje się - Ale możesz przekazać swojemu chłopakowi że mają nieziemskie drinki.
- Jankowi.
- Co?
- Janek, tak ma na imię.
- Dlaczego go nie poznałem? 
- Sama nie wiem. Czekał na ciebie razem ze mną, ale coś mu musiało wypaść, pewnie zadzwonili z hotelu. 
- Z hotelu? 
- Janek ma sieć hoteli, club, wytwórnię muzyczną i najpewniej jeszcze coś o czym nie wiem.
- To ile on ma lat?
- Tyle co ty.
- Serio? Jak on to zrobił? 
- Odziedziczył co nie co po dziadku, a resztę po prostu zdobył pracą - mówię, na wspomnienie ostatniego tygodnia i tego że z Jankiem widywaliśmy się dopiero po 22, czasem wcześniej.
- Nie źle ci się trafiło.
- Mówisz to tak jakbyś wiedział że lecę na jego kasę.
- Mała nie, no co ty nie chciałem żeby to tak zabrzmiało. Cieszę się że jesteś szczęśliwa. 
- Ja chyba też.
- Chyba? Coś nie tak?
- Wszystko w porządku, tylko po prostu nie wiem czy zasługuje na aż tyle. 
- Blanka znowu zaczynasz? Tłumaczyłem ci to już rok temu, zasługujesz jak każdy albo nawet bardziej od innych. Zapytaj Janka powie ci to samo. 
- On nie wie
- Nie powiedziałaś mu? 
- Nie, boję się że mi nie uwierzy.
- A ja? Ja ci nie uwierzyłem? 
- Masz rację, kiedyś mu to powiem. 
- Zawsze mam rację. 
- Chcesz powiedzieć mi to co miałeś zamiar od początku teraz czy jeszcze nie? 
- Nie, teraz już nie. Jest po 2 w nocy, ja jestem nie do końca trzeźwy, a tobie zbiera się na smutki i no jest jeszcze sprawa z twoim nowym chłopakiem muszę to przetrawić, więc idę spać - wstaje 
- Tak masz rację. Ja i moje smutki też chyba już pójdą spać. A co do mojego chłopaka miałeś nie być zły - przypominam
- Ale o zazdrości nie wspominałem. Dobranoc Blanka. - zamyka drzwi od łazienki
- Dobranoc Max - tyle tylko udaje mi się powiedzieć po jego wzmiance zazdrości. 
Co za dzień. 
                                                          Janek 
- Niech to się zdarzy jeszcze razy, a pożałujesz ty plugawa wieśniaczko! - krzyk dociera do uszu małego chłopca, leżącego na łóżku
- Co ja takiego zrobiłam? Wyszłam tylko na lunch z dzieckiem, z małym dzieckiem. Ja się ciebie nie pytam gdzie znikasz na całe noce - to był błąd, duży błąd. Kobieta nie powinna tego mówić. 
- Niech cię to ni chuja nie interesuje, takie dziwki jak ty nie powinny mieć prawa głosu, słyszysz?! Zamilcz! - słychać krzyk bólu i płacz kobiety - Nie waż się zasłaniać dzieciakiem! Ty dziwko! Powinnaś się nareszcie zamknąć i robić czego oczekuj - kolejny krzyk, kobieta błagam żeby przestał to jednak nic nie daję. 
Kobieta na drugi dzień chodzi w okularach słonecznych pomimo tego że na zewnątrz pada deszcz. Wszyscy wiedzą co się dzieje, wszyscy, nawet ten mały chłopczyk. 
Janke na wspomnienie dopije kolejną już butelkę tego dnia. 
Mama nie zasługiwała na takie traktowanie, nigdy nic złego nie zrobiła. Po prostu kochała, tylko tyle. 
W jego wyobraźni widnieje Blanka, pogodna, szczęśliwa, nie może się to zmienić, nie przez niego, muszą być oddzielenie. 
                                                           Blanka 
- Roczna przerwa nie zaszkodziła? - pyta Max oparty o drzwi kuchni. Przygląda mi się jak maluje
- O wstałeś! - wymyka mi się na jego widok
- Jak się napije, nawet trochę to naprawdę długo śpie.
- Zauważyłam, spałeś ponad 12 godzin, dochodzi 15.
- No to zamiast śniadanie muszę już zjeść obiad. A ty już coś jadłaś? - pyta z kuchni 
- Nie. Jak możesz zrób mi kawy - proszę
- Już się robi mała. Idziemy na miasto coś zjeść? 
- Wolę w domu.
- To co pizza? 
- Może być. Ulotka wisi na drzwiach lodówki.
- Właśnie widzę, tą co zawsze?
- Pamiętasz jaką lubię pizze?.
- Takich informacji się nie zapomina - pojawia się w salonie z telefonem - Czyli to co zwykle?
- Jasne.  
                                                           *****
- Całkowicie inaczej to sobie wyobrażałam - przyznaję gryząc kawałek pizzy 
- Co ?
- Twój przyjazd. Nie wiem, że nie będziemy się za wiele odzywać. Przyjedziesz i wyjedziesz. Nic się nie zmieni. Trudno mi to opisać.
- A jednak jest inaczej. O wiele lepiej od twoich wyobrażeń. 
- Lepiej - przyznaję
- Pojechałem za tobą.
- Słucham? - O czym on mówi? 
- Pojechałem za tobą na lotnisko, w dniu twojego wylotu i moich urodzin. 
- Jak się dowiedziałeś?
- Lena wróciła do domu i powiedziała "Przepraszam", płakała. Wybiegłem przed dom, gdzie stała jeszcze taksówka, zapytałem skąd jedzie i kazałem się tam zawieść. Szukałem cię, ale nie znalazłem. Wróciłem do domu kiedy impreza była już rozkręcona na całego i nie zrobiłem nic innego jak tylko się upiłem, byłem tak uchlany, że na drugi dzień nic nie pamiętałem, kompletnie nic. Twojego wyjazdu, nic. I zadzwoniłem do ciebie żeby się zapytać jak się bawiłaś, nie odbierałaś. Poszedłem zapytać Leny co się stało i znowu zaczęła płakać. Zeszedłem na dół i mama zapytała jak się czuje ze świadomością że ciebie nie ma. Nie uwierzyłem. Pobiegłem do twojego mieszkania, później do biblioteki, każdej kawiarni i atelier w mieście w nadziei że cię znajdę, a tu nic. Trzasnąłem po powrocie drzwiami od mojego pokoju i wszystko mi się przypomniało. Dziwne, ale jednak. Poczułem się jak gówniarz, zranione dziecko, zabawka którą się pobawiłaś i zostawiłaś. Nie przerywaj - chciałam zaprotestować - Lena mnie pocieszała, ale ja nie zwracałem na to uwagi, zacząłem co raz więcej grać na perkusji, chodzić na imprezy, wagary. Moja siostra mówiła mi gdzie się właśnie przeprowadzasz co ci nie poszło, albo że tęsknisz. Zawsze myślałem "Dobrze jej tak". Ja cię kochałem Blanka, naprawdę kochałem. Nie rozumiałem jak mogłaś. Nie pozwalałem sobie wytłumaczyć, pomóc. Lena przyszła i pewnego dnia i powiedziała że nie malujesz, pomyślałem "Dlaczego?", ale później "To nie moja sprawa ona tak chciała, sama zdecydowała". Zeszedłem do garażu, otworzyłem drzwi i zacząłem grać razem z padającym deszczem. W ten dzień poznałem Caitlin, naprawdę mi pomogła. Ona do mnie dotarła, wyciągnęła z bagna w jakim siedziałem.
- Przeze mnie - powiedziałam
- Nie. Przez siebie samego, gdybym od razu porozmawiał z Leną, albo zrobił to z tobą kiedy byłaś gotowa, nic by mi nie było. Dopiero Caitlin mi wytłumaczyła że tobie też nie jest łatwo, że też mnie kochałaś, prawda?
- Prawda.
- Żałowałem że nie chciałem z tobą rozmawiać. Ja cię zostawiłem i kiedy to sobie uświadomiłem poczułem się totalnym skurwielem. Nie miałem odwagi żeby zadzwonić, nie umiałem. Caitlin spędziła ze mną naprawdę dużo czasu, pomagając i tłumacząc. A to że wtedy zabrałem telefon Lenie, to nie był przypadek ona mi to podpowiedziała i naprawdę nie wiesz jak się uwierzyłem kiedy krzyknęłaś moje imię, wiedziałem już że muszę do ciebie przyjechać i powiedzieć ci jak bardzo żałuję tego co zrobiłem, a raczej czego nie zrobiłem i jak bardzo mi ciebie brakowało. 
- Twoja dziewczyna nie miała nic przeciwko żebyś tu przyjechał? 
- Skąd wiesz? 
- Mówiłeś jej imię przez sen, a kiedy teraz o niej powiedziałeś już wiedziałam. Cieszę się że jesteś szczęśliwy. 
- Ja też. Nie miała, chciała żebym ci to wyjaśnił żebym się lepiej poczuł. Ona mnie kocha, tak samo jak ty kiedyś. 
- Ty ją też. Max ja cię dalej kocham, tylko jak brata, przyjaciela. 
- Wiem, ja ciebie też. Przepraszam za to że się nie odzywałem. 
- Ja ciebie też. 
- Za co?
- Że cię zostawiłam. 
- To nie była twoja wina, teraz już to wiem i rozumiem. Nie twoja wina. - przytula mnie, mocna ja jego również - Blanka dlaczego płaczesz? - odsuwa mnie od siebie kiedy słyszy że zaciągam nosem 
- Ze szczęścia. Że przyjechałeś. Jesteś kimś ważnym w moim życiu, nie chciałam więcej cię nie zobaczyć, albo nie usłyszeć. 
- Ja miałem tak samo. Też się cieszę że tu jestem i że wszystko jasne. Już cię więcej nie zostawię - przyciąga mnie i znowu przytula - Zawsze będę blisko.
- Ja też. Ma bardzo ładne imię. Caitlin, ładnie. Chyba jestem zazdrosna.
- Ja o ciebie też, zawsze będę. Ale to dobrze że oboje mamy kogoś kto nas kocha, tak jest dobrze.
- Kocham cię Max, jak brata - zapewniam. 
- Kocham cię Blanka, jak siostrę - zapewnia.
Nasze słowa są prawdziwe, szczera, zero kłamstw i unikania. Przytulamy się. Dobrze że wszystko mamy wyjaśnione. Cieszę się. Nareszcie się ułożyło. 

środa, 22 maja 2013

Prosiaczek

Rozdział 23                                                              

                                                                                Blanka 
- Za tydzień przyjeżdża mój przyjaciel, były chłopak - informuje Janka po skończeniu rozmowy.
Kiwa głową. 
Podchodzi kelnerka z rachunkiem, Jasiek płaci. Po czym wstaje, nie patrząc na mnie wychodzi. Ruszam za nim.
- O co chodzi? - pytam dotykając jego ramienia
- Przecież nic nie robię - odpowiada
- I nie mówisz też nic- mówię z wyrzutem
- Miałem po prostu inne plany na za tydzień wobec nas. 
- Jakie plany?
- Niespodzianka.
- Ty i te twoje niespodzianki. 
- Ja i te moje niespodzianki, dokładnie. Jedziemy do mnie czy do ciebie?
- Do mnie - wsiadam do samochodu
- Świetny wybór - wsiada i włącza się do ruchu 
- To co to miała być za niespodzianka? - pytam 
- Ciekawość to... - zaczyna 
- Pierwszy stopień do piekła skarbie - kończę 
                                                                     *****
Ciekawość zżera mnie od środka od kąT mój przyjaciel z Londynu zapowiedział że chce ze mną rozmawiać i właśnie w tym celu przyjeżdża. 
Tylko o czym rozmawiać?
Co mamy sobie do powiedzenia?
Stoję razem z Jankiem w hangarze lotniska czekając na przylot Maxa. Tydzień od telefonu minął bardzo szybko i owocnie w nowe obrazy. Jestem z siebie dumna, choć nie aż tak bardzo jak Janek i Lola nadzorująca moją twórczość. Ta dziewczyna jest naprawdę nie przewidywalna.
- Blanka? - głos Janka wyrywa mnie z moich myśli
- Słucham - zapewniam, zamiast kolejnych słów Jasiek obdarowuje mnie pocałunkiem. Delikatnym, pełnym uznania i wdzięczności pocałunkiem. 
- Obiecaj mi że po Jego wizycie nic się po między nami nie zmieni - prosi - Obiecaj 
- Obiecuje - to więcej jak obietnica, to niemal przysięga. 
Nie rozumiem po co mu aż takie zapewnienie, ale jeśli tego oczekuje właśnie to mu daję. 
Przytula mnie do siebie. 
- Jasiek, Max przyleciał - informuje na widok wysokiego chłopaka z torba przewieszona przez ramie - Poczekaj
Puszcza mnie ale nic nie odpowiada. Ruszam w stronę mojego gościa, zaczynam mu machać, oczywiście nie krzyczeć (wyglądałaby dziwacznie drąc się do niego przez całe pomieszczenie), nie zauważa mnie, muszę podejść jeszcze bliżej. 
- Witam w Polsce - mówię stojąc za Maxem 
- Bałem się że cię nie znajdę - odwraca się
- Twoje obawy się spełniły, bo to ja cię znalazłam a nie ty mnie.
- Coś masz dobry humor, mała.
- Przyleciał do mnie ktoś w odwiedziny, to chyba powód do radości.
- Jak zwykle masz rację. Jak dobrze cię znowu widzieć, całą i zdrową. - przytula mnie 
- Ciebie też - odwzajemniam uścisk - Głodny? - pytam
- Jak zawsze, tak - odpowiada 
- Więc chodźmy coś zjeść - ruszamy w stronę Janka - Myślałam że przylecisz wcześniejszym rejsem. Jest już 18.
- Tak się jakoś złożyło.
Docieramy do miejsca w którym zostawiłam Janka ale nie jego nie ma. Rozglądam się z nadzieją że jednak się pomyliłam. Nic z tego, Janka nie ma.
- Szukasz kogoś? - pyta Max
- Nie - kłamie. Może mu tylko coś wypadło, zadzwonili z hotelu. Nie mam pojęcia, postaram się później dowiedzieć. 
- Złapać taksówkę? 
- Tak, pewnie - ciągle rozglądam się za moją zgubą. Nic. To już pewne, nie ma go tu. 
- Blanka? Na pewno niczego lub kogoś nie zgubiłaś?
- Nie. Taksówka. - przypominam 
- Już. Chodź. - łapie mnie za rękę i ciągnie do samochodu. 
Podaje adres restauracji gdzie pierwszego dnia zabrał mnie Tony i ruszamy.  
- Nie masz nic więcej? - pytam patrząc na jego plecak i torbę podróżną, naprawdę małych rozmiarów. 
- Nic więcej mi nie potrzeba. Po za tym z tego co wiem, twój dobytek mieści się w czterech torbach, odrobinę większych od mojej. - pozwala sobie wtrącić
- Odrobinę - potwierdzam z uśmiechem, pokazując palcami ile ma ta odrobinka, wychodzi mi tak że ręce mam rozłożone na cały samochód. Kierowca uśmiecha się ale nie zwraca nam uwagi.
- Mała, nie przesadzaj - składa mi ręce - Ktoś tu ma dobry humor.
- Mam powód. Ty nie?
- Ja też. Jasne. 
Samochód staje. Wysiadamy. Płace należność i wchodzimy do restauracji. 
- Chodźmy tam - wskazuje na ostatni stolik pod ścianą. Max rusza za mną. 
- Już nie mogę wytrzymać z głodu - skarży się
- Ja też - przyznaję - Momencik zaraz coś zjemy, cierpliwości
- Byłem cierpliwy przez rok - mruczy. Nie mówi tego względem jedzenia. Nie komentuje tego, pozwalam aby te słowa pozostały pomiędzy nami. 
                                                             *****
- Zapraszam - gestem wskazuje na otwarte drzwi do mojego mieszkanie - Może nie jest tu tak przestronnie, przytulnie i miło jak w waszym domu, ale musi nam to wystarczyć 
- Bez przesady. Przepraszam - mówi kiedy przez niego na ziemi ląduje moja sztaluga - Zaczęłaś malować. Czyli to co bredziła moja siostra jest prawdą. 
- Uważaj - uprzedzam
- Na co? - odkręca w moją stronę i to przed czym ostrzegałam nastaje. Dziwnym trafem wszystkie tubki które leżały na sztaludze, były otwarte, uformowały się w małą kupkę i on właśnie na nią stanął, rozbryzgując ją na prawie całej powierzchni mojej podłogi w salonie i przedpokoju. 
- Niech to szlag! Serio nie mogłaś powiedzieć? 
- Uprzedziłam - mówię, rzucając w niego ścierką nasączoną rozpuszczalnikiem 
- Blanka może jutro? Wyśpimy się, odpoczniemy, później coś zjemy. Proszę cię mała, jutro. Błagam cię jutro.
- Jutro to moja podłoga będzie do wymiany. Na kolana i szorujemy Maxiu.
- Maxiu? 
- Jak chcesz może być inaczej, ja chcę tylko mieć czystą podłogę, Max.
- Oj, już dobra - jak małe dziecko - ale jutro nie budzisz mnie wcześniej jak o 14, nie ma opcji po prostu - opada na kolana i zaczyna szorować podłogę
- Moje biedactwo - klękam na przeciwko niego i zaczynam zmywać farbę
- Co do tego mojego, proszę cię porozmawiajmy jutro, naprawdę mi na tym zależy - prosi
- Wiem. Tylko dlatego przyjechałeś, żeby porozmawiać. Rozumiem. Może i ja bym tak zrobiła. Nie wiem, nie mnie zostawiła dziewczyna. Przykro mi. Próbowałam ci wytłumaczyć. Porozmawiamy. Obiecuje.
- Blanka - dotyka mojego ramienia - To nie tak, ja...
- Nie ważne. Podłoga sama się nie umyje - wskazuje brodą na powierzchnie i mocniej dociskam szmatę. 
Nie może być normalnie, moje życie nigdy nie było normalne, ale to przez to że sama je sobie utrudniam.
Ugh... 
Spoglądam na Maxa. Jego mina wskazuje na to że też nie jest mu łatwo, tak samo jak mnie, teraz, tu, w tej sytuacji. 
Nikt się nie odzywa, nawet w milczeniu idziemy spać. 
Choć i tak nie jest tak źle jak myślałam. Od początku jest dobrze, miło, tak jak kiedyś. Tak jak kiedyś oglądam jego twarz na żywo i odbieram każdy jego uśmiech i gest. Brakowało mi tego.
                                                          Janek
- Gdzie jesteś? 
- W domu.
- Ogarniaj się i przyjeżdżaj do mnie do clubu.
- Jest niedziela, a z tego co wiem w niedziele my nie imprezujemy. 
- W tą niedziele imprezujemy. Ruszysz tyłek? 
- Rusze, jak zawsze. Tylko stary co się stało że zdzwonisz i chcesz pić? Od dwóch miesięcy tego nie robiłeś.
- Maciek, przestań pieprzyć. Mam ochotę to pije. Mam ochotę pić z tobą to do ciebie dzwonie. Wystarczy?
- Tak. Będę za 20 minut. 
Jak nie można sobie z czymś poradzić to się pije, się kurwa pije.
Czekam na przyjaciela żeby razem z nim zalać się do nie przytomności.  
                                                         Blanka   
-Nie wygląda to tak najgorzej - komentuje moją podłogę, jedząc płatki na śniadanie. Śniadanie o 13. 
- Przepraszam bardzo, nie po to tyle wczoraj to szorowałem żeby wyglądało źle - mówi z wyrzutem Max, kończąc swoje tosty
- Nasza praca nie poszła na marne.
- Jasne że nie, przecież robiliśmy to my - tracą mnie łokciem, uśmiecha się.
- Zużyliśmy przy tym cały zapas mojego rozpuszczalnika i okna musiały być otwarte przez całą noc - skarżę się
- Musisz psuć moje pochwały? 
- Chyba nie, ale co prawda to prawda.  
- Prawda - wstaje od stołu wkłada do zlewu naczynia i odchodzi do salonu - Lena nie przesadzała mówiąc że nareszcie robisz to co powinnaś i inne tego typu teksty - stoi z założonymi rękami i przygląda się moim pracom 
- Raczej przesadziła mówiąc to inne tego typu teksty - sprzeciwiam się 
- Znowu zaczynasz?
- Nie. Tylko to nic specjalnego.
- Wszystko co byś nie robiła powiesz że to nic specjalnego.
- Nie prawda.
- Tak? To co robisz najlepiej ze wszystkich? - pyta 
- Uciekam - odpowiadam zdecydowanie i od razu tego żałuję
- Tak, to wychodzi ci najlepiej. Nie znam drugiej takiej baby, która umiała by komuś tak radykalnie zmieniać życie - śmieje się. Sądziłam że inaczej to przyjmie. Nie będę tego burzyć, kolejnymi pytaniami i odpowiedziami dotyczących tego co było. 
- Baby? - biorę pędzel do ręki -Jesteś pewny? - maczam go w różowej farbie 
- Rzadko zmieniam zdanie - mówi - Babo - akcentuje 
- Nie ładnie, nie ładnie - maże mu ręce i zahaczam również o jego koszulkę 
- Blanka! No co ty?! Taki żart! - broni się przed kolejnymi maźnięciami - Mała przestań!
- Uśmiechnij się Maxiu! - wołam i maluje mu twarz farbą, jest teraz różowiutki - O przepraszam Prosiaczku, jakoś tak straciłam panowanie w ręku. 
- Panowanie? Prosiaczku? Maxiu? - podchodzi do mnie i zabiera mi pędzle - I co ja mam teraz zrobić? 
- Iść się umyć. 
- Świetny pomysł - bierze mnie na ręce
- Max! Postaw mnie! Ty masz się iść umyć sam!
- Ale ja się sam nie pomalowałem na różowo. Co wy dziewczyny macie w ogóle z tym kolorem?
- Teraz to dziewczyny. Postaw mnie! - wale w jego klatkę piersiową
-Au! Przestań, ktoś mnie musi umyć z tej różowej brei - zaciska ręce w oku mnie jeszcze mocniej 
- Ja już brałam prysznic.
- A ja jeszcze nie - otwiera drzwi do łazienki i wchodzi ze mną pod prysznic 
- Max, nie rób tego, proszę - moja ostania szansa 
- Nic z tego - zamyka kabinę, stawia mnie w brodziku i włącza wodę
- Zimne! Zimne! - krzycze
- Sorry - przekręca kran w drugą stronę - Lepiej? 
- Lepiej. Dobra, zimny prysznic z rana, ja już dziękuję, wychodzę. - staje mi na drodze - Max, wypuść mnie. 
- Jak mi uwierzysz że nie przyjechałem tylko po to żeby z tobą porozmawiać.
- Ale głównie.
- Blanka, proszę cię. 
- Ok, wierzę. Przynajmniej spróbuje. 
- Przynajmniej spróbuj - ustępuje
- Nie musiałeś zanosić mnie pod prysznic tylko po to żeby mi to powiedzieć - odwracam się w drzwiach z uśmiechem
- Taki efekt jest lepszy, mała - odwzajemnia uśmiech
Wychodzę. 
Muszę się przebrać, wysuszyć i wymyślić jak zaplanować nam dzień. 
Musi być ciekawie, po prostu musi.
- Blanka, wstajemy idziemy na zakupy - Max potrząsa moją dłonią, stając nade mną. Położyłam się na chwilę, czekając na niego. 
- Na zakupy? - pytam przeciągając u. Myśląc o ciekawym dniu, nigdy nie wpadłabym na pomysł z zakupami. Nie za bardzo lubię 
- Tak. Jak bym rzucił takim tekstem do mojej siostry, byłaby gotowa w 3 sekundy, w dodatku nie pytając kto płaci.
- Nie jestem Leną.
- Wiem - bierze mój plecak i wrzuca do niego telefon, aparat inne rzeczy - Idziesz czy mam cię nieść? - rozkładam się na łóżku jeszcze bardziej i zakładam ręce za głowę.
Zakłada mój plecak na jedno ramię i swój na drugie. Bierze mnie na ręce.
- Mówiłem że tak zrobię.
- Jestem za ciężka, nie doniesiesz mnie i tak jak ja mówiłam nie dojdziemy na zakupu - uśmiechem się 
- Zobaczymy. Zamykaj - daje mi klucze od domu. Robię to co każe - No to zobaczymy ile masz siły Max. 
- Zobaczymy. 
Schodzimy na dół. Wciąż trzyma mnie w swoich ramionach.
- Pójdziesz już sama? 
- Mi tam jest wygodnie - wychodzimy z kamienicy - Ale jeśli się zmęczyłeś, zawsze możemy wrócić.
- Nie mam w czym spać, muszę odkupić ci farby i zrobić zapasy rozpuszczalnika.
- Max nie, daj spokój.
- Cicho. W która stronę? 
- Tam - wskazuje w lewo.
Max obkręca się tak że stoimy całkiem w złą stronę. 
- Tam? - wskazuje złą stronę
- Nie. Tam - mówię i wskazuje inną stronę 
Max obkręca się parę razy. Stoimy znowu w złym miejscu.
- Tam? 
- Nie, tam - wskazuje ze śmiechem dobrą stronę
Max obkręca się znowu parę razy na chodniku.
- Tam? 
- Nie - nie mogę wytrzymać ze śmiechu - Tam - wskazuje dobrą stronę. Musimy wyglądać komicznie.
Max kręci się teraz parenascie razy. 
- Tam? - wskazuje złą stronę 
- Nie - śmieje się - Dobra, puść, pójdę sama - mówię śmiejąc się. Puszcza mnie.
- Tego mi brakowało - mówi z uśmiechem 
- Tego, czyli czego?
- Twojego śmiechu - oddaje mi plecak po czym zakłada mi swoją rękę na moje ramię - Idziemy na podbój sklepów.
- Zdobywać świat brzmi lepiej - podsuwam 
- Blanka i Max idą zdobywać świat! - śmieje się - Tak jest o wiele lepiej - przyznaje 
Ruszamy przed siebie, w tą nareszcie dobrą stronę, na podbój świata. 
                                                         Janek
"Porozmawiaj z nią, tylko tyle, parę słów" - chyba najlepsza rada jaką usłyszałem od mojego przyjaciela i to po pijanemu. Wypełniam ją. Przyjechałem pod jej mieszkanie równo o 14, mam nadzieję że ją zastanę, ją i jej gościa. Zamykam drzwi, mam zamiar podejść do głównych drzwi, ale właśnie ich dostrzegam kawałek dalej, chłopak trzyma ją na rękach i kręci się dookoła. Blanka ma odchyloną głowę, zamknięte oczy i śmieje się, jej aksamitny głos rozbrzmiewa na całej ulicy. Zatrzymują się, stoją tyłem do mnie. Chłopak coś mówi i puszcza śmiejąc się Blanke. Zakładają plecaki i ruszają przed siebie, śmiejąc się. Chłopak trzyma rękę na jej ramieniu. 
Tak jest dobrze. 
Ona jest szczęśliwa, tak właśnie powinno być. 
Bez żadnych przeszkód, beze mnie. 
Odchodzę zostawiając ją samą, tak jak kurwa powinno być. 
Beze mnie.