sobota, 22 czerwca 2013

Harry

Rozdział 26   

                                                                          Blanka 
- Muszę przyznać że gdybyś mi tak zrobiła to nie zachował bym się inaczej - mówi Janek kiedy kończę opowiadać mu o Maxie i mnie 
- Chyba nikt by się nie zachował - zauważam 
- Chyba nie - potwierdza - Ale naprawdę sama zabrałaś go do clubu? Do mojego? 
- Nie znam innych. Po za tym jest tam świetny barman, u którego dziewczyna szefa i jej goście piją za darmo. 
- Dziewczyna szefa? - pyta Janek, rusza przy tym w śmieszny sposób brwiami i przyciąga mnie do siebie.
- Uważaj - ganiam go - Wylejesz sos - jemy na łóżku chińszczyzne, to było życzenie pana domu.
Jasiek szybko zbiera z łóżka pudełka, wstaje odkłada je na stolik i zaraz znajduje się obok mnie. 
- Już nic nie wyleje - mówi i pochyla się nade mną. Odkręcam głowę i zamiast w usta dostaje całusa w policzek - Ja taki grzeczny a ty mi nawet nie chcesz dać jednego całusa? - pyta przy moim uchu i całuje je.
- Grzeczny? - odkręcam głowę - Ty? 
- Wątpisz skarbie? 
- Ta... - nie daje mi dokończyć. Ucisza mnie pocałunkiem. 
- A teraz? 
- Teraz to muszę się zastanowić - uśmiecham się 
- Mogę cię jeszcze trochę po przekonywać - znowu się nade mną pochyla.
- Nie. Już nie. Jesteś bardzo grzecznym chłopcem. - śmieje się - Obejrzymy jakiś film? 
- Co tylko sobie życzysz skarbie. Komedie, horror? 
- A coś romantycznego? 
- Romantycznego?
Kiwam głową. I całuje go. 
- No to nie mam wyboru musi być coś romantycznego - wstaje - Idę po laptop i coś do picia - dodaje. Wychodzi z pokoju. 
Ja też wstaje. Mam konkretny zamiar. Siadam przy fortepianie. Po naciśnięciu pierwszych klawiszy z instrumentu wydobywają się dźwięki świadczące o jego doskonałości. Zamykam oczy i zaczynam grać utwór który doskonale znam na pamięć. Po chwili czuje jak Jasiek się do mnie dosiada i dołącza do mnie. 
- Kiedy się nauczyłaś grać? - pyta kiedy kończymy  
- Będzie już 5 lat tamu. Uczył mnie stary barcelończyk. Kiedyś grał w filharmonii, ale nastał czas kiedy musiał odejść i niestety odszedł tylko zabrał ze sobą swój fortepian na którym mnie uczył. A ty? 
- Mnie nauczyła mama, zaczynałem jako dzieciak. To jej fortepian, chyba jedyna rzecz która kupił jej mąż.  
- Przepraszam, nie powinnam - wstaje 
- Powinnaś - łapie mnie za rękę i sadza sobie na kolanach - Cieszę się że to zrobiłaś, naprawdę. Jesteś drugą osobą którą naprawdę bardzo mocno kocham i cieszę się że tyle łączy cię z tą pierwszą. Kocham cię i wszystko co moje jest już także twoje. A szczególnie moje serce. - całuje mnie. Czule. 
- Kocham cię Jasiek - mówię i przytulam się do niego 
- Ja ciebie też skarbie - odwzajemnia uśmiech
                                                            Janke 
- Tylko obiecaj że się we mnie nie zakochasz - powtarzam kwestie z filmu. Blanka wybrała "Szkołę uczyć". 
- Niestety już za późno - podnosi głowę i spogląda na mnie 
- Czy ja wiem że tak niestety - zauważam i całuje ją w czoło - Muszę lecieć na jeden dzień do trójmiasta - oznajmiam 
- Lecieć? 
- tak. Droga zajęła by mi cały dzień. To taki drobiazg, w porównaniu z tym ile zarabiam. 
- Nie interesuje mnie to - zapewnia - Twoje pieniądze.
- Wiem i to kolejny powód dla którego cię kocham. Chcesz jechać ze mną? 
- Nie.
Patrzę na nią, ze zdziwieniem. Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi. 
- Jasiek nie zrozum mnie źle. Nie mam dobrych wspomnień z naszym polskim morzem, niestety. Kiedyś ci opowiem. 
- Wiem, skarbie. - przytulam ją do siebie - Idźmy spać, to męczący dzień. 
- A film? - pyta 
- Kiedyś dokończymy.
- Dobrze. Dobranoc. Kocham cię. 
- Ja ciebie też. Dobranoc skarbie. 
Wtula się we mnie. 
Dzisiaj mnie uratowała. Blanka, moja Blanka. 
Będę jej za to wdzięczny. Do końca. 
Smuci mnie fakt że nie chce ze mną jechać, ale wiem że jest coś co ją dręczy i nie chce tego nasilać. Przytulam ją delikatnie. Kocham ją i zrobię wszystko dla jej dobra. 
                                                              Blanka 
- Czy ty zawsze musisz budzić się przede mną? - pytam. Nie otwieram oczu, ale wiem doskonale, czuje jego wzrok na sobie. 
- Mówiłem ci już kiedyś, robię to tylko po to żeby na ciebie popatrzeć - schyla się i całuje moje zamknięte powieki - Jesteś piękna kiedyś śpisz.
-Tylko kiedy śpię? - pytam, przy czym robię minę szczeniaczka. Już mam otwarte oczy. 
- Nie tylko. Zawsze jesteś. Ale jak śpisz to tak szczególnie. 
- Wychodzi na to że muszę przy tobie cały spać, żeby się tak szczególnie podobać - zakrywam się kołdrą i wtulam twarz w poduszkę.
- Nie, nie. Blanka wstajemy. 
- Dostarczam ci widoków. Cicho. Próbuje zasnąć. - burczę
- Nie i nie. - zdejmuje ze mnie kołdrę - To, to są dopiero widoki. Masz strasznie chude i długie nogi. 
- To źle? - otwieram oczy i patrzę na niego. Uśmiecha się szeroko. 
- Raczej nie. Jesteś piękna, cała. I cała moja. 
- Tak. - przekręcam się na plecy - Zrobisz mi taką kawę jak ostatnio? - pytam i cmokam go w policzek 
- Jak tylko w policzek to raczej nie.
Całuje go w usta. 
- Teraz?
- Już raczej tak. A po za tym masz 17 lat i pijesz tak dużo kawy. Jesteś taka młoda, a już uzależniona. 
- Odezwał się starzec. I jeśli jestem od czegoś uzależniona to tylko od ciebie. 
- Nawet nie wiesz jak bardzo cieszą mnie te słowa - całuje mnie - Idę po kawę. Wstawaj śpiochu.
- Już idę - zapewniam, ale nie wstaje.
Mija jakieś 15 minut i Janek wraca do sypialni. 
- Już miałaś.... - nie kończy, dzwoni jego telefon. - Przepraszam, muszę odebrać - mówi kiedy spogląda na wyświetlacz i wychodzi z pokoju. 
Wstaje z łóżka. Idę do łazienki. Staje przed lustrem, ja piękna, po przebudzeniu? Janek musi mieć naprawdę oryginalny gust. Rozbieram się i wchodzę pod prysznic. Sprawdzam wcześniej czy moje wczorajsze ubrania są już suche. Ciepła woda, oblewa moje ciało, uwielbiam poranny prysznic. 
Kiedy mam już na sobie ubranie, wychodzę z łazienki i zmierzam do kuchni. Czeka na mnie gotowe śniadanie. Do kompletu brakuje mi tylko Janka, rozglądam się za nim. 
- Szukasz mnie? - pytanie dobiega zza moich pleców, po chwili jego usta są już na mojej szyi.
- Tak - przyznaję
- Już jestem. Siadaj. Musimy coś zjeść. 
- Nie jestem głodna, chce kawy - mamrocze 
- Nie ma śniadania, nie ma kawy - protestuje 
- Oh, już dobrze - siadam na stołku - Kto dzwonił? 
- Inga. - odpowiada i stawia przede mną kawę - Proszę. 
- Dziękuję - popijam pierwszy łyk kawy. Takim napojem powinien zaczynać się każdy mój dzień.
- Jedz - upomina mnie Jasiek 
- Już - dla potwierdzenia gryzę rogalika. Ummm... dobry, z czekoladą. Jem jeszcze parę, popijam moją kawą i tak właśnie wygląda moje śniadanie. 
- Co mówiła Inga? - pytam po odłożeniu naczyń 
- Dużo mówiła. 
- Ale co?
- Na przykład: że muszę jechać jak najszybciej nad morze, u niej jak najszybciej znaczy dziś. 
- Czyli dzisiaj wylatujesz?
- Tak mam lot o 11, za dwie godziny. 
Kiwam głową. 
-Szybko wrócę - zapewnia 
- Mam nadzieję. Mówiłeś że Inga dużo mówiła, więc co takiego jeszcze? - A to że chce abym zabrał dziewczynę jej szefa do Włoch, na tydzień może dwa - wstaje i odnosi naczynia 
- Dziewczynę szefa? - pytam z uśmiechem
- Ładnie brzmi, prawda? - opiera się o zlew 
- Prawda. 
- Ubrudziłaś się czekoladą - oznajmia 
- Gdzie? 
- O tutaj - wskazuje na lewy kącik swoich ust, próbuje wytrzeć na swojej buzi dokładnie tak gdzie wskazał, lecz nie czuje czekolady - Nie, nie tu - przerywa Jasiek - Tu - tym razem pokazuje na drugi kącik. pocieram znowu, lecz nic nie czuje - Oj, nie tu - pokonuje dzielącą nas drogę - Pomyliłem się, tu - składa pocałunek na moich ustach.
- Tyle zachodu o jeden pocałunek? - pytam z uśmiechem
- Jeśli chodzi o twój, to tak - odpowiada 
- Oh, schlebiasz mi - przyznaję 
- To dobrze. To jak włochy? 
- A mam jakiś wybór? 
- Oczywiście. Jeśli nie chcesz, nie musisz jechać. 
- Nie, wszystko w porządku. Kiedy? 
- Za trzy dni.
- Trzy?
- Tak. Za szybko?
- Jest ok. Na? 
- Ile masz ochotę. Ja biorę wolne. Zawsze też możemy nie wracać. - uśmiecha się. Przyznaje jest to kusząca propozycja.
- Może jednak wróćmy. 
- Też tak myślę. Będziemy mieli ze dwa, trzy góra sześć spotkań biznesowych, ale to nie zajmie nam dużo czasu.
- A reszta czasu? 
- Coś wymyślimy. Muszę iść się przebrać. 
- Tak,pamiętam. Garnitur i tenisówki. 
- A jednak dzisiaj pantofle. 
- Pantofle?
- Niestety. 
- Współczuję - mówię z uśmiechem 
- Powinnaś. Cierpię. 
- Mam nadzieje że jednak przeżyjesz. 
- Ja też. - całuje mnie - Idę 
- Idź. 
                                                                  Janek 
- Blanka! - krzyczę - Chodź do mnie! 
- Już idę! Gdzie jesteś? 
- W sypialni!
Słyszę jej kroki. 
- Jasiek? 
- Tutaj. Szafa po lewo. 
- Oh, masz garderobę - mówi zdziwiona kiedy, mnie znajduje 
- Na to wychodzi. Która koszula ta czy ta? - macham dwoma wieszakami na którym wiszą koszule.
- Są identyczne - mówi 
- Nie, ta jest inna - wskazuje na lewą - Ma przeciągnietą niebieską nitkę, a ta - wskazuje na lewą - Jest śnieżnobiała. 
- Robisz to specjalnie? 
- Co? 
- Te koszule, ubierz śnieżnobiałą, jeśli już chcesz wiedzieć. 
- Chce. I robię to specjalnie bo chce cię w podziękowaniu pocałować. 
- Nie ma nic za darmo. Więc dziękuj. - nadstawia policzek 
- Tylko policzek? 
- Wybrzydzasz?
- Nie - cmokam ją głośno w policzek - Dziękuję.
- Polecam się na przyszłość. Podwieziesz mnie jeszcze do domu? 
- Pewnie. Tylko musimy się pośpieszyć. Samolot nie będzie na mnie czekał. 
- Wiem, wiem. Już się zbieram. 
- Ja 10 minut i jestem gotowy. 
- Ok. Dzięki - wychodzi 
- To ja dziękuję. - mruczę pod nosem kiedy wychodzi. 
Naprawdę jestem szczęśliwy, że wczoraj przyszedłem. Że ją poznałem. I że ją kocham. Wiem tanie sentymenty, ale to szczera prawda. Mam ją, mam Blanke, a ona ma mnie. 
- Ja jestem już gotowy. Możemy wychodzić? - pytam kiedy stoję w korytarzu 
- Jasne, chodźmy. 
Wychodzimy z mieszkania. I wsiadamy do samochodu, rozmawiamy o wszystkim. Niestety nasz czas, kończy się pod kamienicą Blanki. 
- Postaram się wrócić jeszcze dzisiaj - mówię spoglądając na nią
- Nie ukrywam, bardzo by mnie to ucieszyło, ale Jasiek nie musisz się spieszyć. Zrób wszystko co masz zrobić. 
- Nie mam ochoty tam lecieć. 
- Widzę.
- To przez to że najchętniej bym się z tobą nie rozstawała. 
- W tedy bym ci się szybko znudziła. 
- To nie możliwe. Kocham cię. 
- Wiem, ja ciebie też. - pochyla się w moją stronę, ale zamiast mnie pocałować - Świetnie ci w tym garniturze, we wszystkich ci świetnie. I ta koszula też ci doskonale do niego pasuje - mówi i dopiero później mnie całuje.  
- Jedź, bo w końcu się spóźnisz. - mówi kiedy odrywamy się od siebie i otwiera drzwi. 
- Tak, tak, już jadę. - wychodzi - Blanka?
- Tak? - odwraca się
- Ja już tęsknię - wyznaje z uśmiechem 
- Ja też. Jedź, szybciej pojedziesz, szybciej wrócisz. 
- Tak, masz rację. Do zobaczenia skarbie. 
- Do zobaczenia.
Przyglądam się do momentu aż zamknie drzwi do klatki. Dopiero w tedy odjeżdżam. Naprawdę nie mam żadnej ochoty tam jechać. 
                                                              Blanka 
"Ja już tęsknię" - trzy słowa, a tak bardzo cieszą. Wiem że odjechał dopiero w tedy kiedy zamknęłam drzwi. Troska. 
Jednak szkoda mi, że wyjechał po tym co się wczoraj wydarzyło, widać tak już musi być. Niestety. 
Dochodzę do swoich drzwi, ale dostrzegam że te na przeciwko moich są uchylone. Czyżby któryś z moich dawnych sąsiadów wrócił? Nie, to niemożliwe. Ale jednak dlaczego drzwi są uchylone? Ciekawość bierze górę, podchodzę i popycham drzwi tak aby uchyliły się jeszcze szerzej. Już na samym początku potykam się o pudełko stojące przy samych drzwiach. Idę dalej w poszukiwaniu lokatora. 
- Filip! - krzyczę jego imię bo jednak pojawienie się tu Tomego jest mało prawdopodobne, jednak nikt mi nie odpowiada. To się robi coraz dziwniejsze. 
Słyszę jak ktoś zamyka drzwi od wewnątrz. Zaczynam się denerwować nie na żarty. Powracam w stronę drzwi jednak na drodze staje mi wysoki blondyn, w ciemnych Ray - Banach, świetnie ubrany o uśmiechu pokazującym idealnie równe, białe zęby. 
- Hi! I'm Harry - kompletnie nie wiem co powiedzieć. 
Harry?!  

niedziela, 2 czerwca 2013

Nie

Rozdział 25 


                                                                               Blanka 
- Udusisz mnie - protestuje z uśmiechem Max - Mała, mówię serio. 
- Tak, tak, już. Musisz wrócić taki jak przyjechałeś. - "Odczepiam się od niego" - Dobrze że przyjechałeś.
- Sie wie - uśmiecha się - Blanka teraz na poważnie, dbaj o siebie, dzwoń, ciesz się życiem i kochaj, mała kochaj. - co za powaga
- Tak jest kapitanie! - salutuje 
- Miało być poważnie.
- Nie mogłam się powstrzymać. 
Komunikat o locie do Londynu. 
- Muszę iść.
- Musisz iść. Pozdrów Lene, rodziców i Caitlin. 
- Pozdrów Janka i pamiętaj macie do nas przyjechać.  
- Tak jest kapitanie! 
- Powagi więcej Blanka! 
- Tak, wiem. Idź. Bo zacznę płakać - grożę
- Ja już naprawdę pójdę - ostatnie przytulanie - Trzymaj się. 
- Ty też. 
Odchodzi. Znowu ma późny lot, dopiero o 16. Macham mu na pożegnanie. Nie lubię pożegnań. 
Resztę wczorajszego dnia spędziliśmy na rozmowie o naszych bliskich. Odpowiedziałam mu o balu, clubie i o wszystkim innym co związane ze mną i Jankiem. On odwzajemnił się tym samym, opowiedział wiele o Caitlin i pozostałej części jego życia w Londynie. Cieszylismy się że każdemu z nas się ułożyło, to było bardzo szczere. Bardzo miłe i przyjacielskie chwilę spędziliśmy wczoraj na rozmowach. To było nam potrzebne. Obojgu. 
Nie widzę go już, zniknął wśród tłumu. Wychodzi na to że ja też muszę się stąd ruszyć, nie mam tu już nic do roboty. Odwracam się i podążam w stronę rozsuwanych drzwi prowadzących na zewnątrz. Rozglądam się za taksówką kiedy jestem już na świeżym powietrzu, nie mam ochoty spędzać tu więcej czasu. Mój wzrok pada na czarny, ekskluzywny, samochód, stojący na parkingu po drugiej stronie ulicy. Przyglądam się lepiej żeby nie mieć wątpliwości i dla potwierdzenia sama dla siebie kiwam głową, po czym idę do pierwszych pasów aby przejść na drugą stronę. Nie odzywał się 4 dni, a dzisiaj przyjechał. Uśmiecham się tylko, tylko bo w środku promieniej. Naprawdę jestem zadowolona z faktu że przyjechał. 
Łapie za klamkę od samochodu, jest otwarty, wchodzę. Lecz gdy zauważam kto siedzi za kierownicą, od razu mam ochotę wysiąść, nawet łapie w tym celu, z powrotem za klamkę. 
- Blanka poczekaj, proszę - głos mężczyzny jest dziwnie cichy - Nie chcę zrobić nic złego, ani gorzej powiedzieć na twój temat. Zostań. 
- Tylko po co? - nie mam ochoty oglądać tego człowieka, nie teraz, jeszcze nie. Otwieram drzwi. 
- Blanka naprawdę poczekaj - drugi głos. Trzaskam drzwiami.
- Co to ma być za szopka? Czego chcecie? I skąd wiedzieliście gdzie jestem? - odwracam się w ich stronę
- Spokojnie. Spodziewałaś się tu raczej Janka. Rozumiem. 
- No na pewno nie ciebie maciek - burczę 
- Ale musieliśmy znaleźć jakiś sposób żeby z tobą porozmawiać. Coś nie wierze że jak bym przyszedł do ciebie pod drzwi, to czy byś mnie przyjęła. I dzisiaj gdyby nie jeszcze siedzący tu Ian, też nie miał bym komu się tłumaczyć. 
- Możemy przejść do rzeczy? - pytam 
- Janek ma kłopot z którym nie umie sobie poradzić na skutek którego ,na siłę się od ciebie oddala - tłumaczy Ian - To jest coś o czym wie niewiele osób, domyśleliśmy się że ty jeszcze nie wiesz. Nie powiemy ci, on musi zrobić to sam. Janek radzi sobie w pewien nietypowy sposób z tym co go przytłacza. Zazwyczaj kiedy tak sobie radził byliśmy blisko. 
- Ale teraz od dwóch dni zapadł się pod ziemie. Wiemy że ty wiesz gdzie on jest. Jemu trzeba pomóc. - dodaje Maciek 
- On pije, to jest ten nietypowy sposób. I tak macie rację wiem gdzie on jest - dukam. 
- Skąd wiesz że pije? 
- Derek mi powiedział że zabrał wódkę z clubu. Jeśli chodzi o pomoc, ja chyba nie jestem najlepszą osobą, skoro chce się oddalić. - mówię ze smutkiem 
- Sęk w tym że jesteś, bo on cię kocha i cię posłucha.  
- On mnie? - nie za bardzo wierzę 
- Tak on ciebie. A ty jego prawda? - Maciek nie ukrywa nadziei w głosie
- Prawda. On jest dla mnie kimś naprawdę ważnym. 
- Wiemy. Blanka pomóż mu - Ian prosi - On jest dla nas jak brat, najbliższy członek rodziny. Dla nas obu. 
- Zrobię co będę mogła naprawdę. - wysiadam z samochodu - Sama do niego pojadę. Dziękuję. 
- To raczej my powinniśmy podziękować. Blanka jesteś świetną dziewczyną, naprawdę na siebie zasługujecie. 
Odchodzę. Wsiadam do pierwszej zatrzymanej taksówki. 
On mnie kocha. 
Ja kocham jego. 
Tylko dlaczego nie mogłam wyznać po raz pierwszy tego jemu, tylko jego przyjaciołom?  
Na to pytanie, nie ma w tej chwili konkretnej odpowiedzi. 
Całkowitą prawdą jest to że po za mną nikogo w jego apartamencie nie było. Jest to dość dziwne, ale to jego prywatność i ja ją szanuje. Taksówka się zatrzymuje, już dotarłam. Wchodzę do budynku, niezauważalnie przemykam obok recepcji, jak ja to nazywam, i udaje się do windy. 
Co powiem?
Czy w ogóle go zastanę?
Może mnie jeszcze wyrzucić. 
Jak na mnie zareaguje?
Co ja powiem? 
Jak się zachowamy?
Kiedy tylko wydostaje się z windy, zmierzam w stronę z której dochodzą jakiekolwiek dźwięki. Kuchnia, tam właśnie jest. 
- Może już wystarczy? - pytam, oparta o futrynę. Tak, weszłam bez pukania. Weszłam w chwili w której przechylał butelkę, do ust. 
- Dzisiaj dopiero się rozkręcam - pije. Jest bez koszulki, w samych krótkich spodenkach.  
- Skończ - wyrywam mu butelkę i całą jej zawartość wylewam do zlewu 
- Czy ciebie pojebało? Wiesz ile to kosztuje? - przyciska mnie do szafki przy zlewie 
- Nie i nie. Ale jeśli to takie drogie to powinieneś to sprzedać, a nie samemu chlać na umór - nie tracę zimnej krwi 
- Co za spostrzegawczość - warczy. Otwiera szafkę nad nami i wyciąga kolejną butelkę - Blanka idź do domu, wiesz już gdzie są drzwi - mówi przygaszony 
- Dlaczego Janek? Naprawdę tego chcesz?
- Wyjdź - odrywa się ode mnie i odchodzi z butelką wódki w ręku.
I co? 
Co mam teraz zrobić?
Nie umiem mu pomóc, po prostu. Nie wiem dlaczego kazał mi wyjść, lecz jeśli właśnie tego oczekuje. Trzaskam drzwiami. Lecz pozostaję wewnątrz apartamentu. Nie. To się nie może tak skończyć. Idę tam gdzie poszedł i on. Wchodzę do jego sypialni. 
- Oddaj- wyciągam rękę po butelkę - Proszę cię, oddaj. 
- Nie wyszłaś - mówi jadowicie 
- Nie. To jak? Kończysz? Oddaj - nalegam 
- Po co tu w ogóle przyszłaś? Nie jestem ci potrzebny. Jesteś szczęśliwa. - dlaczego on tak mówi?
- Bez ciebie nigdy nie jestem szczęśliwa. Jesteś mi potrzebny, nawet nie wiesz jak bardzo. Oddaj - proszę 
- To nie może tak wyglądać - sam odkłada butelkę - Nie możemy być razem. To po prostu nie realne. 
- Dlaczego? - chce mi się płakać - Dlaczego? Jasiek. 
- Ona też do mnie tak mówiła. - nie rozumiem 
- Kto?
- Moja mama. Nie żyje od sześciu lat, wczoraj była rocznica. 
- Przykro mi. Ja nie wiedziałam. Byłabym przy tobie, chciałabym pomóc. 
- Właśnie chodzi o to że ciebie ma nie być. Ja nie jestem najlepszą osobą dla ciebie. Blanka, ja nie dam ci szczęścia. Nie chcę cie krzywdzić - odsuwa się ode mnie dalej, do okna 
- Nie krzywdzisz mnie - to co się dzieje jest straszne 
- Ale zacznę! Tak samo jak mój pierdolony, chuj ojciec! - krzyczy 
- Jasiek, wybacz ale nie rozumiem - jestem zdezorientowana 
- Moja mama była najpiękniejszą kobietą na świecie. Była młoda, inteligetna, dowcipna kiedy poznała mojego ojca. Kochali się. Tylko on bardzo chciał mieć ją dla siebie, własność. Ona choć z małej wioski, chciała mieć swój świat, swoje poglądy i całą resztę. Ale on nie, nalegał na ślub, zapewnia że kocha i takie inne duperele. Jak nie chciała się zgodzić po prostu zrobił jej dziecko, ja, i musieli wziąć ślub. I zaczęło się istne piekło. Kontrola, kontrola i jeszcze raz kontrola. Mama była nie ugięta, pyskowała, krzyczała. On i tak sobie poradził. Wiesz jak? Moja mama była bita i gwałcona przez własnego oszalałego z zazdrości męża. Ciągle pijanego, męża. Chore, ale prawdziwe. A ja nic nie mogłem zrobić. Nasze każde wspólne wyjście bez powiedzenia jemu było przepłacane karą, tak samo jak każda inna rzecz która mu się nie spodobała. Wiesz jak to jest słyszeć krzyki i płacz własnej matki? Albo jak po kolejnym razie przychodziła i płakała tuląc mnie do siebie, wiesz jaki to było straszne? Albo jej widok po tym co jej robił? A najgorsze że wszystko prze ze mnie, gdybym się nie urodził nie została by z tym chujem, nie. To było piekło. A ja nie mogłem nic zrobić żeby temu zaradzić. Moim marzeniem było go zabić, tyle, po prostu. Żeby nie cierpiała. Chciałem dla niej ulgi. by była szczęśliwa. 
- Janek... - chce przerwać. To co mówi jest okropne i przykre. 
- I mam 12 lat - nie zwraca na mnie uwagi - Za dużo rozumiem, za dużo mówię i ona za to płaci. Zero szczęścia, nic. Wyjechaliśmy, bez jego wiedzy do dziadka. Przyjechał zabrał ją. I wiesz co? Nigdy więcej jej nie zobaczyłem, nigdy. Wypadek. Ja wiedziałem że to nie był wypadek. To była zazdrość, głupota i impulsywność. Tylko tyle. A ona nie żyje. Dałbym wszystko żeby ze mną była, wszystko żeby była ona, nie on. Może to głupie, mam przecież 18 lat, ale mam też pełną świadomość tego że to prze ze mnie. Że tak wiele cierpiała. Moja mam nie była szczęśliwa. 
- Jasiek... - w moim głosie jest nutka błagania, podchodzę do niego bliżej - Tak bardzo mi przykro
- Mnie też, dlatego nie chcę by i ciebie to spotkało. Nigdy. 
- Ale... - dalej nie rozumiem 
- Boję się że będę taki jak on, że cię skrzywdzę, może nie aż tak brutalnie. Boję się że nie będziesz się uśmiechać. Nie zniósł bym tego. Ja chce żebyś była szczęśliwa, a ja nie mogę ci tego dać. 
- Możesz. Janek, proszę cię - to co mówi jest straszne
- Najlepiej będzie jak wyjdziesz, nie wrócisz i zapomnisz. Najlepiej dla ciebie - głos mu się łapie - Ja nie chce by spotkało cię to co moją mamę, powinnaś być szczęśliwa, obie powinniście być. Obie - cofa się jeszcze bardziej, po jego twarzy płyną łzy. Teraz wszystko co pamięta przewija się w jego umyśle jak film. Wiem to, bo doskonale to znam. 
Przybliżam się do niego. Stajemy twarzą w twarz a ja łącze nasze wargi w pocałunku. Stoję na palcach. Czuje jak nasze łzy łączą się w jedno. Całuje go mocniej by poczuł że nie chcę odejść. Że będę zawsze. 
Odrywamy się od siebie, a ja czule zdejmuje łzy z jego policzków ustami. 
- Nigdy nie będziesz taki jak on, nie mógłbyś. Nigdy byś mnie nie skrzywdził. Nigdy - całuje go jeszcze raz - Jesteś inny niż on. Jasiek nie zostawiaj mnie - błagam 
- Blanka ja... ja po prostu się boję, że cię skrzywdzę. Nie chce, uwierz mi.
- Wierzę. Nigdy nic złego mi nie zrobisz. Nie. Po prostu, nie. 
- Dlaczego tak we mnie wierzysz? Blanka, ja nie...
- Kocham cię Jasiek, kocham cię - udaje mi się powiedzieć, przytulam się do niego - Nie zostawiaj mnie - płacze, on nie może odejść
- Blanka... - podnosi mnie i trzyma w swoich ramionach chowają głowę w zagłębienie mojej szyi - Blanka ja ciebie też kocham. Nie chcę dla ciebie niczego złego. 
- Więc mnie nie zostawiaj, nie rób tego - przytulam się jeszcze mocniej 
- Jesteś pewna że tego chcesz? 
- Ja tego pragnę. Chcę ciebie, bardziej niż czegokolwiek na świecie, tylko ciebie Jasiek - wzdryga się - Jeśli nie chcesz, nie będę się do ciebie tak zwracała, mogę tak nie mów...
- Tak jest doskonale. Kocham cię. 
- Ja ciebie też
- Zostaniesz? Chcesz? 
- Zostanę. Tylko jest jeden warunek.
- Jaki?
- Musisz dać mi swoją koszulkę, nie mam pidżamy. I zostanę, ile tylko będziesz mnie chciał. 
- Nie ma możliwości żebym cię nie chciał - całuje mnie - Nawet cię teraz nie wypuszczę - obiecuje 
- Nie chcę byś to robił - wtulam się w jego nagi tors
                                                               Janek
- Na kolację za wcześnie, na obiad za późno. Możemy iść się przejść - proponuje, siedzimy przy wyspie w kuchni. Wyszedłem dopiero co spod prysznica.
- A nie możemy zostać tu? - jęczy Blanka pijąc kawę - Po za tym trzeba posprzątać ten chlew. Zapuścić tak mieszkanie w cztery dni? - krytykuje
- U ciebie nie jest lepiej - odgryzam się
- Ja maluje a nie pije. 
- Blanka, możesz przestać? Zrozumiałem. 
- Cieszę się. Ale i tak tu posprzątamy. 
- Nie będziemy sprzątali mi mieszkania - protestuje 
- Zakład? - wstaje i zaczyna zbierać rzeczy. Wrzuca je do kosza. Siedzę nie wzruszony, nie będziemy sprzątać. 
- Jesteś jak osioł. Uparta. - zauważam
- Jak dla mnie to komplement - otwiera szafkę nad zlewem - Nie zły arsenał - mówi na widok ilości butelek trunków wysoko procentowych 
- Miałem zamiar pić tak długo, aż uznają mnie za zaginionego i powiadomią policję - wstaje, zamykam szafkę i chcąc nie chcąc pomagam jej sprzątać.
- Już uznali - mruczy Blanka 
- Co ty nie powiesz? Dlatego przyszłaś? - nie wiem dlaczego ale się denerwuje 
- Wolałbyś żeby mnie tu nie było? 
- Jasne że nie. Cieszę się że jesteś. Nie było pytania. Nie chce się kłócić - przytulam ją od tyłu 
- I bardzo dobrze, ja też nie. Teraz do garów, same się nie umyją - zabiera moje ręce z jej brzucha i wydostaje się z uścisku
- Jak sobie życzysz skarbie, już się biorę do roboty - zakasam rękawy w powietrzu, nadal jestem bez koszulki
- Ma być na błysk - zastrzega 
- Na błysk - potwierdzam
Szczerze, to ja prawie nigdy nie myłem naczyń, nie licząc przepłukiwania szklanek, to nigdy. Spowodowane jest to tym że przychodzi do mnie pani Józia, pomoc domowa, która pracowała u mojego dziadka. Nalewam wody do zlewu, wkładam tam brudne naczynia i dolewam płynu do mycia naczyń, nie małą ilość. Robi się dużo piany, wnioskuje że to dobrze. Sięgam po talerz, ale nie mam czym go umyć, zmywak leży za zlewem. Pochylam się tak aby nie uderzyć się o szafkę nad moją głowę i sięgam po zmywak. Czuje jak ciepła, lepka piana przykleja się do mojego nagiego torsu. Niech to szlag! Będę musiał się jeszcze raz wykąpać.
Odwracam się na dźwięczny ton śmiechu Blanki. Mnie to w ogóle nie śmieszy. 
- Janek ty przecież masz zmywarkę - śmieje się jeszcze głośniej. Nie mogła tego wcześniej powiedzieć? - Wyglądasz jak wata cukrowa - łapie się za brzuch 
- No to chodź się przytulić do twojej waty cukrowej - rozkładam ręce - Tuli, tuli - idę w jej kierunku 
- Nie! Jasiek! Nie! - ucieka z krzykiem 
- I tak cię znajdę! - ostrzegam i ruszam za nią. Na moje szczęście, a jej niestety nie, jestem szybszy i łapie ją nim zamknie się w łazience. 
- A nie mówiłem - obejmuje ją przyszpilając do ściany tak że nie ma pomiędzy nami żadnej przerwy. Całuje ją mocno i zdecydowanie. Podnoszę jej nogi na wysokość moich bioder, trzymam ją. Blanka zarzuca mi ręce na szyję, i bawi się moimi włoskami na karku. Całujemy się łapczywie. Obejmuje ją mocniej i nie odrywając od niej swoich warg, ruszam z nią do sypialni. Kiedy nogami wyczuwam łóżko siadam na nie i ciągnę Blanke za sobą. Siada na mnie okrakiem i pogłębia nasz pocałunek. Jedną ręką łapie ją za włosy, drugą wkładam pod mokrą bluzkę, ale gdy tylko dotykam jej gorącego brzucha Blanka się cofa. 
- Nie, Jasiek. Jeszcze nie - łapie za moją rękę i wysuwa spod swojej bluzki. Jestem zdziwiony i zdezorientowany jeszcze żadna dziewczyna nie kazała mi przestać. Widać ta moja jest jedyna w swoim rodzaju. 
- Nie - potwierdzam - Jeśli tylko będziesz gotowa - nie no to jakoś głupio brzmi - Blanka spokojnie, nikt cię do niczego nie zmusza, spokojnie. Naprawdę. Spokojnie - przytulam ją do siebie, niech czuje się bezpiecznie w moich ramionach 
- Dziękuję - mruczy i przysuwa się do mnie bliżej 
- Nie ma za co. To mój obowiązek cię chronić, Blanka. I mam nadzieję że dobrze sobie z tym radzę. 
- Doskonale. Jasiek? 
- Tak?
- Daj mi suchą bluzkę. 
Uśmiecham się na jej żądanie.
- Dla ciebie wszystko skarbie - zdejmuje ją z moich kolan i sadzam obok, sam wstaje i podchodzę do szafki - Bluzkę czy koszulę? 
- Obojętne.
Wyjmuje to co jest akurat pierwsze z brzegu czyli moją czarną koszulę. Podaje ją Blance.
- Mam już taką u siebie w mieszkaniu - mówi 
Patrzę na nią pytającym wzrokiem.
- Zostawiłeś ją u mnie w noc kiedy przyszedłeś do mnie po naszej wizycie w clubie - wyjaśnia cicho 
- Yhym - przyjmuje to do wiadomości - To było twoje pierwsze i ostatnie wyjście do clubu - dodaję 
- No nie zupełnie - mówi zmieszana 
- Pójdę zamówić coś do jedzenia - proponuje - I wszystko mi opowiesz, jeśli zechcesz, ma się rozumieć. 
- Ma się rozumieć - powtarza - Nie ma sprawy, będzie jak u spowiedzi. 
- Już nie mogę się doczekać - wychodzę, kiedy odkleiła od siebie mokrą bluzkę. Muszę przyznać jest strasznie seksowna w mokrej bluzce. Wróć. Blanka we wszystkim jest seksowna.