czwartek, 6 lutego 2014

Brooklyn

Rozdział 27


                                                                           Blanka 
- Cześć Harry, jestem Blanka - wyciągam rękę którą ona uściskuje, rozmawiamy po angielsku, ten chłopak nie zna polskiego. Ciekawe kto wpadł na pomysł żeby jednak go tu przysłać? 
- Tak, wiem. Tony mi cię opisał, jesteś moją sąsiadką. Miło cię poznać, choć szczerze myślałem że nastąpi to znacznie później - przyznaje. Zdejmuje okulary, ukazując swoje niebieskie oczy.
- Mam w nawyku wchodzenie wszystkim sąsiadom do mieszkania bez pukania - uśmiecham się - Przepraszam, nie powinnam.
- To coś nowego i nie spodziewanego przyznaję, ale nie przejmuj się - uśmiecha się - Dopiero przyjechałem, muszę jeszcze się rozpakować więc przepraszam za bałagan. Ale może wyjdziemy gdzieś na śniadanie? - pyta
- Dziękuję za zaproszenie, ale bynajmniej nie dzisiaj, może kiedy indziej - odpowiadam - Harry jeśli masz ochotę coś zjeść, w mojej lodówce powinniśmy znaleźć jakieś jedzenie. Nie mam ochoty nigdzie wychodzić, ale śniadanie w towarzystwie nie jest wykluczone. 
- Jeśli tak. Chodźmy. Zabiorę tylko parę rzeczy i zamknę mieszkanie.
Wychodzę z jego drzwi i otwieram moje. Zostawiam je otwarte na rozścierz. Opróżniam plecak, wyjmuje z niego kolejno różne rzeczy, aż na końcu natrafiam na telefon. Rozładowany. Szukam ładowarki, ale jak zwykle na złość, nie mogę jej znaleźć. Wchodzę do sypialni, z szafy wyjmuje ubrania i szybko się przebieram, aby wznowić poszukiwania. Jednak ten wynalazek jest bardzo potrzebny. 
- Może w czymś pomogę? - Harry stoi już w salonie przyglądając się mi jak grzebie w szafkach robiąc w nich jeszcze większy bałagan niż był przed moim zajrzeniem tam. 
- Nie. Czuję że jestem blisko - zapewniam i dodaje do tego uśmiech aby moje zdanie nie mogło stracić wiarygodności. Wkładam ręce w kolejną szafkę. 
- Ok. Malujesz? 
- Próbuję. 
- Jak na próbowanie, naprawdę dobrze ci wychodzi. Masz talent. - ocenia - Tak sądzę - dodaje 
- Ja też się nie za bardzo na tym znam - odwracam się i widzę jak przykucnął przy obrazach podpartych o ścianę. Każdy ogląda bardzo staranie. Dziwię się że chłopaka w tym wieku interesuj malarstwo. Ale zaraz, właściwie ile on ma lat? Zawsze gdy spoglądam na kogoś, od razu wiem ile ma lat, teraz ta wiedza do mnie nie przyszła. Dziwne. 
- Coś nie tak? - pyta Harry
- Ile masz lat? 
- 19. 
- Naprawdę? 
- A co? Jestem aż tak bardzo stary?
- Nie, nie o to chodzi. Raczej wydawało mi się, że jesteś zbuntowanym piętnastolatkiem, a nie dziewiętnastolatkiem. 
- Tony ma tendencje do dramatyzowania. Mój bunt był, ale się skończył. Wszystko do mnie dotarło, dopiero jak mi ktoś to wytłumaczył.  
- Dobrze mieć taką osobę. - wyjmuje z lodówki sok. Proponuje mu gestem, ale odmawia, więc nalewam sobie samej.
- Nawet bardzo. Brooklyn, już nie długo do mnie dołączy.  
- Brooklyn to twoja dziewczyna? 
- Już nie, to moja żona,
Kiedy kończy to mówić, ja zaczynam krztusić się sokiem który piłam. Z oczu płyną mi łzy, z tego powodu. 
- Blanka, jeju nic Ci nie jest? 
Kaszle jeszcze parę razy, i kręcę głową.  
- Nic, nic - wykrztuszam w końcu
- Ja to działam na kobiety - uśmiecha się 
- Nie da się ukryć. Więc od kiedy jesteś żonaty?  
- Od półtora miesiąca 
- To nie zbyt długo - zauważam
- Jesteśmy z sobą prawie od zawsze, dosłownie, więc ślub to była tylko formalność.
- Romantyczna miłość - uśmiechem się
- Można powiedzieć, tak to wygląda, przynajmniej z boku. Nie zawsze było tak prosto i dobrze, ale nie mógłbym bez niej żyć.
- To piękne.
- Pewnie tak. Ale dość o mnie. Ty też znalazłaś już miłość czy jeszcze jesteś na to za smarkata?
- Smarkata? Nie. Mam chłopaka. Od nie dawna. Tak jakby, to tak bardzo na poważnie to od przedwczoraj. - uśmiecham się kiedy zdaje sobie sprawę co powiedziałam. 
- Przedwczoraj? 
Kiwam głową. 
- Gratuluję.
- Dzięki. Siadaj, zaraz zrobię naleśniki. 
                                                         *****
Po naleśnikach jeszcze bardzo długo rozmawialiśmy. Dowiedziałam się więcej o moim sąsiedzie. Będzie pracował w firmie u Tonego, a jego żona będzie studiować, jest ona także rzeźbiarka. 
Brać ślub w tak młodym wieku, nie spotykane. Muszą się bardzo mocno kochać. 
Moje przemyślenia przerywa dźwięk z komunikatem że Jasiek do , nie dzwoni na Skype. Szybko odbieram. 
- Cześć! - macham energicznie do ekranu
- Cześć! - odpowiada mi tym samym
- Co słychać? Jak praca? 
- Możemy o tym nie rozmawiać?  
- Pewnie. Nie ma problemu. Co słychać?  
- Tęsknie. A ty? - pyta
- Co ja? - zbita z tropu tym wyznaniem pytam głupio
- Tęsknisz? 
- Ani trochę - mówię z uśmiechem
- A ja tak myślę, o tobie przez cały czas - robi duże oczy, jak kot ze Shreka 
- Tęskniłam i ja, troszeczkę - przyznaje 
- Dobrze że nawet troszeczkę - burczy Jasiek - Moja piękna dziewczyna co robiła? - pyta
- Zapoznawałam się bliżej, nawet bardzo bliżej, z pewnym młodym przystojnym mężczyzną - odpowiadam, przegryzając do tego zalotnie wargę
- Co robiłaś?! - krzyczy Janek i prostuje się przed ekranem 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz