środa, 17 kwietnia 2013

Los

Rozdział 11

                                                                  Blanka
Po co w ogóle to powiedziałam? Robię z siebie ofiarę. "W końcu się komuś na coś przydam". A co go to interesuj? Zapewne nic. Chciał być miły i tyle. Jest dobrze wychowany.
Wycieram parę łez, które spłynęły po moim policzku. Nie chce żeby Tony je zobaczył. To są tylko i wyłącznie moje problemy. 
- Jak ci poszło? Dostałaś pracę? - pyta Tony, na mój widok.
-Tak, dostałam. Świetne warunki, miły szef. Wszystko jak w najlepszym porządku - mówię, uśmiechnięta, siadam na krześle na przeciwko- co jemy? - pytam 
- Ja chcę to co ostatnio, a ty? 
- Ja też, bardzo mi smakowało. 
- Świetnie, to zamawiam. 
Tony woła kelnera i składa zamówienie. Nie zauważa śladów po moich łzach, całe szczęście. Jemy w milczeniu. Mój towarzysz ma dziwną minę, wygląda jakby go coś bardzo martwiło. 
- Deser? - pyta 
Kręce głową. 
- Jedźmy do domu- proponuje- to dzień pełen wrażeń- podsumowuję
- Tak, to dobry pomysł. Chodźmy. 
Tony jak prawdziwy gentelmen płaci za mnie i za siebie. Wychodzimy i idziemy w stronę samochodu.
- Tony coś nie tak? Jesteś jakiś inny dzisiaj - pytam kiedy siedzimy w samochodzie
- Wszystko ok - odpowiada 
- Na pewno? 
- Nie - stwierdza zrezygnowany 
- Więc..... powiedz -zachęcam 
- Muszę wyjechać.
- To kiedy wracasz? - nie widzę problemu w tym co on powiedział
- Sęk w tym że ja już chyba nie wrócę.
- Ale jak? Co na to Filip? 
- Normalnie, wyjeżdżam, nie będzie mnie. Filipa nie ma, musiał sobie wszystko przemyśleć. 
- Gdzie on jest? 
- Nie wiem.
- Dlaczego wyjeżdżasz ? 
- Interesy.
- Interesy, tylko że zawsze wracałeś a teraz? 
- Teraz nie. Muszę się z tąd wyprowadzić.  
- To jest chore! Tak z dnia na dzień? 
- Tak! Czasami tak trzeba. 
- Nie będę się pytała po co? Dlaczego? Zapytam: Gdzie jest Filip? Gdzie on będzie mieszkał? 
- Nie wiem gdzie jest. Będzie mieszkał u mnie, swoje mieszkanie sprzedał. Koniec tematu, jesteśmy pod domem. 
Wysiadam z samochodu, zamykam drzwi z hukiem. 
Co za cudowny dzień! 
Cholera!
Wbiegam do domu. Wszyscy mają jakieś wytłumaczenia albo przepraszam. Ranią! Kurwa, ranią!!! Myślałam że będzie normalnie, ale jak zwykle nie jest. Biorę telefon i próbuje dodzwonić się do Filipa, muszę mu jakoś pomóc. Dzwonię raz, drugi, dopiero za trzecim razem odbiera. 
- Gdzie jesteś? - pytam, bez przywitania 
- Na ławce, przed domem - odpowiada 
- To wejdź do mieszkania, do mnie, albo po ciebie zejdę - rozłącza się. Po chwili słyszę pukanie do drzwi. Otwieram. Stoi w progu. 
- Wejdź - zapraszam 
- Wyjeżdża. Słyszałaś? 
- Powiedział mi. Wróci, zobaczysz.
- Nie. 
- Oczywiście, że tak.
- Do ciebie nie dociera? On ma dziewczynę! 
- Co ty opowiadasz? 
- To co słyszałaś!
- Wam chyba na mózg padło! Obu! - krzyczę, wychodzę z mojego mieszkania i wale pięściami w drzwi Tonego.
- Wyłaz!!! - krzyczę 
- Nie krzycz - mówi stając w drzwiach 
- Dlaczego wyjeżdżasz? - pytam
- Mówiłem Ci. 
- Kłamałeś. Dlaczego wyjeżdżasz? 
- Muszę komuś pomóc.
- Komu? 
- Mojej pierwszej dziewczynie.
- Mówiłem! - wtrąca Filip
- Nie - mówię w jego stronę - dlaczego nie chciałeś powiedzieć? Możemy Ci pomóc.
- Nie możecie, ona nie żyję, jadę pomóc jej rodzinie, to bardzo dobrzy ludzie.
- I z tego robisz taką wielką tajemnice? 
- To nie jest tajemnica, to po prostu bardzo trudne - stwierdza Tony pełen zrezygnowania 
- Żeby wszystko było jasne, wiem że to trudne, powiedz tylko dlaczego masz już nie wrócić? 
-Im pomoc jest potrzebna dosłownie non stop, nie mogę być tu i tam. Muszę wszystko zostawić, ale chce pomóc.
- Rozumiem- mówię do niego - rób co uważasz za najlepsze. Nie kłam, proszę cię, będzie nam wszystkim prościej. 
Stoimy na klatce schodowej. Patrzymy na siebie we trojkę, nie pewnie. Nikt nie ma ochoty przerywać ciszy. Wszyscy są zmęczeni, choć jest dopiero wczesne popołudnie. 
- Kiedy jedziesz? - pyta długo milczący Filip
- Mam jutro samolot, po część rzeczy przyjadą dzisiaj, reszta kiedy indziej. Mieszkanie zostaje twoje, mebli nie zabieram, czuj się swobodnie. 
- Aha - chłopak kiwa głową, odchyla się od ściany o którą się oparł i odchodzi. Schodzi po schodach, słychać trzask zamykanych drzwi.
Tony kręci głową. Nie może pojąć tego że tak bliska mu osoba go nie rozumie. 
- Wszystko będzie dobrze, zrozumie - mówię i przytulam go - różnie się w życiu układa
- Przepraszam, jestem kolejną osobą która cię zawodzi - oznajmia smutnym głosem
- Przyzwyczaiłam się - stwierdzam i zaczynam się śmiać, chce polepszyć atmosferę
- Tak, 16, dużo - odpowiada uśmiechem i przytula mnie mocniej
- Tony z chęcią bym z tobą tutaj dłużej postała, tylko że muszę jeszcze popracować, jeśli chcesz choć ze mną, mi potrzebny jest tylko laptop.
- Nie, dzięki. Muszę pomyśleć. Blanka jesteś cudowna - mówi Tony i mnie puszcza.
- Ty też - w końcu kto by rzucił wszystko i przeprowadzał się żeby pomóc? Szczerze nikt. Patrzę na niego z nadzieją że wszystko mu się ułoży, będzie dobrze. 
Wchodzę do mieszkania i delikatnie zamykam drzwi. 
Siadam na podłodze opierając głowę o ścianę. Jest tak wcześnie, a ja już na nic nie mam siły. 
Co dalej? 
                                                        Janek
Kurwa! Nie może być prościej?! 
Chciałabym do niej zadzwonić, coś jej powiedzieć, poprawić humor, ale.... znowu jest ale. Nie mam jej numeru telefonu. Dałem jej swój, więc muszę czekać aż mi zaufa i się odezwie, albo połączy nas praca. tylko praca, praca połączy nas dopiero za miesiąc, a ja chce ją zobaczyć, poznać bliżej.
Cholera co się ze mną dzieje?  
                                                         Blanka
- Będę tęsknić - mówię, mocno tuląc Tonego
- Ja też- odpowiada - ale co za zbieg okoliczności, poznaliśmy się równy miesiąc temu, w samolocie, a teraz siedzimy na lotnisku 
- Tak. Jak ten czas leci. - uśmiecham się - tylko nie waż się mnie zapomnieć.
- Zapomnieć? Ciebie? To nie wykonalne. Nie będziesz się mogła ode mnie opędzić.
- Oby, mój drogi, oby.
- Nie lubię pożegnań - stwierdza Tony
- I komu ty to mówisz? 
- Fakt.
Rozlega się komunikat o zbliżającym się locie mojego przyjaciela. Przytulamy się jeszcze raz. Pożegnania to naprawdę nie nasza bajka.
- Idź, idź czas najwyższy. Jeszcze się spóźnisz. 
- To już chyba nie wykonalne. Dziękuję.
- To ja dziękuję, dzwoń, pamiętaj.
- Będę pamiętać. Do zobaczenia Blanka! 
- Do zobaczenia!
Patrzę jak Tony udaję się do wyjścia dla podróżujących. Odwraca się i patrzy na mnie. Obdarowuje go uśmiechem. 
W tej samej chwili odwracamy się w swoje strony i odchodzimy. Ponowny rozłam. Oby tylko na chwilę. 
Wsiadam w taksówkę, podaje mój adres, usadawiam się wygodnie i czekam aż dojedziemy. 
Myślę o moim losie. 
Chyba będę mu musiała trochę pomóc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz