piątek, 12 kwietnia 2013

Pomoc

Rozdział 9

                                                                  Janek
Cudownie. Odpowiedź przyszła po włosku. Czego ja się z resztą spodziewałem ? 
- Cholera jasna! Znowu będę musiał siedzieć i bawić się w to tłumaczenie - mówię na głos i wstaje od biurka.
- W jakim języku przyszedł ci ten e-mail?- pyta Blanka
- We włoskim - odpowiadam i opadam na fotel.
- Jasiek podaj mi laptop to ci to przetłumaczę - mówi Blanka, patrzę na nią zdziwiony dlaczego się do mnie tak zwróciła? Umie włoski? 
- Umiesz włoski? - pytam
- Yhym - kiwa potakująco głową - jeszcze angielski, hiszpański i trochę francuski - dodaje
Ta dziewczyna mnie zadziwia. Nie mówię więcej nic. Podaje jej laptopa.
Blanka czyta w skupianiu aż w końcu wybucha śmiechem. 
- Co ty im napisałeś? - pyta rozbawiona
- A co? - odpowiadam pytaniem 
- Oni piszą że rozumieją tylko poszczególne słowa i pytają się czy to jest ten dobry list. Ty im to napisałeś na pewno po włosku? 
- Tak. Zobacz - biorę laptopa, wchodzę w wysłane i otwieram pierwszy plik. Oddaje jej sprzęt. 
- Widzę, brak odmiany, słowa użyte w złym znaczeniu, zero interpunkcji. Janek musisz sobie zatrudnić tłumacza. Czym ty się w ogóle zajmujesz? 
- Jestem biznesmenem- odpowiadam krótko- Tak wiem muszę sobie znaleźć tłumacza, ale mogłabyś mi teraz ty to napisać, tak poprawnie? 
- Pewnie. Masz napisane po polsku to co chciałeś im wysłać? 
- Tak mam zaraz ci to wydrukuje żeby było proście. Dziękuję- mówię
- Nie ma za co, to bardzo proste. 
- Dlaczego ja cię nie poznałem 4 miesiące temu? Pomogłabyś mi w przygotowaniach do matury, zdaje z włoskiego i angielskiego.
- Pewnie dlatego że jestem w warszawie od tygodnia - skarży się
- No widzisz a już poznałaś księcia na czarnym koniu - chce poprawić jej humor i próbuje wszystko obrócić w żart.
- A nie mówi się na białym? - pyta nie pewnie
- Mój samochód jest czarny - odpowiadam z uśmiechem, podaje jaj kartkę, świeżo wydrukowaną.
- Za 20 minut będzie gotowe - zapewnia. Jak powiedziała tak jest, wysyła list. Pewnie na odpowiedź znowu będę musiał czekać tydzień lub dwa. Blanka oddaje mi laptopa i próbuje się poprawić na łóżku ale łapie się za żebra, widząc to podchodzę bliżej i podnoszę jej bluzkę, tak żeby widać było jej brzuch i żebra. Jest cała sina. Jak ona wytrzymuje ? 
- Nie to nic takiego, naprawdę, zostaw - dziewczyna zakrywa swoje ciało.
- Blanka! Ty uparciuchu! Trzeba coś z tym zrobić! Jedziemy do szpitala!- podnoszę głos, jej zaborczość jest bardzo irytująca. 
- Nie proszę, pewnie wezwą moja matkę, proszę cię nie jedźmy, to przejdzie- prosi, ulegam jej. Wiem jednak że muszę coś zrobić, ona cierpi, nie przyzna się, ale wiem że tak jest. 
- Blanka, mogę wezwać prywatnie lekarza, pozwolisz mi na to? - pytam, to chyba najlepsze wyjście
- I kto tu jest uparty - mówi. Po chwili kiwa potakująco głową.
Biorę telefon i dzwonie do mojego prywatnego lekarza, ja też lubię anonimowość.  
                                                              Blanka
Siedzę w mieszkaniu już prawie tydzień. Po tym jak w piątek po 12 Tony przyjechał po mnie do Janka, a ja powiedziałam po raz kolejny "Dziękuję", moi sąsiedzi siedzą przy mnie na zmianę. Lekarz który do mnie przyszedł po wezwaniu Jaśka, oznajmił że mam skręconą kostkę, po obijane żebra i spuchniętą lewą rękę. Dzisiaj jest już dobrze. Mogę trochę przejść, oczywiście o kulach, daję radę. Maści które dał mi ten doktor czynią cuda. Filip, który ma teraz swój dyżur, wyszedł po coś do jedzenia. Słyszę jak ktoś przekręca klucz w drzwiach, zamki są wymienione, więc to na pewno on. 
- Przyniosłem do jedzenia saigonki i surówki - oznajmia
- Dzięki - mówię
- Jak się czujesz ? - pyta 
- A mogło się coś zmienić po godzinie ? - odpowiadam pytaniem - nie pytaj się mnie o to co chwilę - proszę
- Dobrze, postaram się.
- Doskonale, za ile wraca Tony? 
- Powinien być za jakieś dwie, trzy godziny - mówi, spoglądając na zegarek 
- Wyjdźcie gdzieś dzisiaj, kino, teatr może opera ? - zachęcam 
- Nie no co ty, nie zostawimy cię - protestuje
- Filip ale to jest świetny pomysł, zajedziecie do jakieś galerii, kupicie mi nowy plecak, trochę ubrań i telefon, przecież sama nie mogę chodzić.
- Blanka z tego co wiem to nie masz kasy na takie zakupy, telefon ci daliśmy...
- Trochę mam, dali mi wypłatę z wydawnictwa i szukam nowej pracy, więc jeśli mi nie starczy, to mi pożyczycie - przerywam mu - idźcie, naprawdę, proszę, potrzebujecie tego, po za tym to lepsze niż ciągłe siedzenie przy nastolatce.
- Co z tobą jest? Tobie tak łatwo się ulega. 
                                                           Janek
Prawie tydzień. Prawie tydzień, nic nie słyszę o tej dziewczynie. Blanka. Ma bardzo ładne imię. Ciekawe co się z nią dzieje. Chętnie bym to sprawdził, tylko nic o niej nie wiem. Nie mam nawet jej pieprzonego numeru telefonu. Nienawidzę być bez radnym. Nienawidzę nie mieć tego czego chce.
Siedzę już od godziny przy fortepianie, rozmyślając o niej. 
Chciałbym ją jeszcze kiedyś zobaczyć, lepiej poznać. Wiem tylko tyle, że jest niebywale silna, mądra i piękna, oraz nie umie przestać dziękować.Jestem wdzięczny losowi że to ją uratowałem. Właśnie ją. 
Czy ona też myśli o mnie ?
                                                             Blanka 
Nie mam do niego numeru telefonu, nic o nim nie wiem, po za tym że wiem gdzie mieszka, ale w moim stanie i tak do niego nie pojadę. Chciałabym mu jeszcze raz podziękować. Zrobił dla mnie tak wiele. Uratował mnie. Jestem mu naprawdę bardzo wdzięczna. 
                                                              *****
Jest 20, chłopaki poszli do kina, na jakiś hit roku, później mieli jeszcze zajść do paru sklepów żeby kupić mi ubrania. Opisałem co chce, myślę że nie będą mieli problemu z wyborem.
Nudze się. Nie mam co robić, od tego ciągłego siedzenia w czterech ścianach można zwariować. 
O! Mam! Zadzwonię do Leny. Wybieram numer i czekam pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty sygnał, kiedy mam już odłożyć słuchawkę, ktoś odbiera. 
- Halo ? - odzywa się męski głos, Max- moja siostra jest zajęta, zadzwoń później lub ona oddzwoni, miłego dnia! 
- Miłego wieczoru, jeśli już - zauważam - ładnie to tak odbierać cudzy telefon?- pytam 
- Blanka! Co się stało? Nie wyświetlił się twój numer. 
- Drobnostka, zmieniłam numer.
- Dlaczego? 
- Co dlaczego? 
- Zmieniłaś numer.
- Korzystniejsza oferta,
- I kot w butach w prezencie. Kłamiesz. Zapytam jeszcze raz: co się stało? 
- Okradli mnie .
- I? 
- Max co to za przesłuchanie? 
- Nie mówisz mi wszystkiego, chcę wiedzieć.
- Nic się nie stało poważnego. Żyje. To najważniejsze prawda? 
- Prawda. Powinnaś na siebie bardziej uważać.  
- Oczywiście. Zapamiętam - obiecuje - co słychać?- pytam 
- Nic ciekawego. Chciałbym ci coś powiedzieć.... - zaczyna 
- Max ile razy mam ci mówić? Nie odbieraj mojego telefonu! - krzyczy Lena, tak głośno że ja ją słyszę.
- Zadzwonię. Obiecuje - to ostanie słowa Maxa, skierowane do mnie 
- Halo - głos Leny, radośnie zadźwięczał w słuchawce
- Cześć, piękna! - witam ją
- Blanka! Cześć! Co słychać?  
- Dzwonię głównie żeby zapisał ci się mój nowy numer, zmieniłam. Chciałam się jeszcze zapytać czy coś się zmieniło u was? Jak leci?  
- Aha. Dobrze. Jak mieszkanie? Podoba ci się? 
- Tak. Podoba. Dobrze. Pogadamy później, wiesz pada mi bateria. Pozdrów wszystkich. Dzwoń. Przepraszam - mówię do telefonu, nim wyświetlacz zgaśnie.  
Czarno. Koniec rozmowy. 
Co chciał mi powiedzieć Max? Czy jest to ważne? 
Zastanawia się w ciszy, która przerywa głośny śmiech Filipa. Chwila, jest w pół do 21, a oni już wracają? Czyżby seans odwołali? Któryś z mężczyzna mocuje się z zamkiem. Najwidoczniej nie mogą otworzyć. Strasznie coś szeleści. Po chwili drzwi zostają otwarte, a do mieszkania wpada roześmiany Tony, trzymający w rękach mnóstwo kolorowych toreb ze sklepów z ubraniami. Za nim wchodzi Filip, także się śmiejący. On również trzyma torby, jest ich jeszcze więcej niż w rękach Tonego, tylko on ma jeszcze na nich wypisane loga sklepów spożywczych i księgarni.  
- Co tak wcześnie? - pytam zdezorientowana 
- Nie mogliśmy się doczekać widoku twojej twarzy kiedy ci to wszystko pokażemy - odpowiadania Tony, wskazując na pakunki.
- To wszystko? Czyli? 
- Mówiłaś : " Zajdźcie do jakieś galerii, kupcie mi nowy plecak, trochę ubrań" więc proszę. Wedle życzenia zakupy zrobione- wcina się Filip 
- Tak, tylko miało być trochę.... z czego ja wam oddam. 
- To prezent na urodziny. Od nas dla ciebie. - wyjaśnia Tony - siedemnastkę ma się tylko raz w życiu - dodaje 
- Wszystkie inne urodziny też, po za tym ja się urodziłam w lutym, moje urodziny już były.  
- One były, ale my ci życzeń nie składaliśmy i prezentu też nie dawaliśmy - to mówi Filip, siadając koło mnie na sofie 
- Ale.... to nie fair, tego jest za dużo, za wiele zapłaciliście.
- Fair, fair. Pieniądze i pieniądze, ważne żebyś była szczęśliwa - zachęca Tony
- A co z filmem? Nie poszliście? 
- Nie, kupiliśmy coś na dvd, jakąś komedie, chyba, nie wiem, Tony wybierał - odpowiada siedzący obok mnie chłopak - zaraz włączymy, tylko włożę kurczaka do piekarnika. Dzisiaj moja specjalność na kolacje. Filip wstaje, idzie w stronę kuchni zabierając po drodze dwie torby. Mam przeczucie że to będzie smaczne danie. 
Tony rozkłada ubrania, tak by prezentowały się jak najlepiej. Ich ilość jest przerażająco duża. Są we wszystkich kolorach. Chyba nigdy nie miałam takiej ilości ciuchów. 
Kiedy Tony macha mi ręką przed twarzą, krzycząc "Wróć do nas!" orientuje się że bardzo się zamyśliłam. Zwracam głowę w jego stronę próbując się uśmiechnąć.  
- Już, jestem. Wróciłam - mówię
- A już myślałem że straciłem sąsiadkę - mówi Tony, przy czym wykonuje gest jak by ścierał sobie pot z czoła.
- To co oglądamy? - pyta Filip, wchodzący z tacą na której znajdują się przekąski, do pokoju. 
- Mamy do wyboru trzy filmy : "Step up 4 Revolution" , "Pamiętnik" lub "Przyjaciele do końca świata" - odpowiada Tony, pokazując każdą okładkę pudełka po kolei.
- Trzeci - mówimy zgodnie wraz z Filipem 
- Ok. Tylko teraz jak się obsługuje tego grata mojej siostry - gratem, Tony nazywa 47 calową plazmę, która w komplecie od razu miała kino domowe, dvd i nagrywarkę.
- Spokojnie, zobacz - mówi Filip, po czym podchodzi do zdezorientowanego chłopaka. Pokazuje mu jak się to wszystko włącza. 
- A co z zakupami ? - pytam 
- A tak, poczekaj kochany - mówi Tony - najpierw jej pokażemy co kupiliśmy. Zaczynaj 
- Więc tak: plecak - zaczyna Filip pokazując mi błękitny plecak we wzory, bardzo podobny do którego miałam wcześniej, za nim mnie okradli, jest taki jaki chciałam. Znakomicie. Odkłada go, po czym bierze do ręki kolejną rzecz - spodnie: żółte, białe, czarne, niebieskie, czerwone i jeansy, razem sztuk sześć. Koszula: biała, czarna, miętowa i kanarkowa, razem sztuk cztery. Sweterki dwa: czarny i szary. Marynarka jedna: czarna. Bluzy trzy: z wzorami niebieska, gładka biała i szara. Kapelusz jeden: czarny. T-shirtów razem 10: biały, żółty, czarny, niebieski, zielony, fioletowy, brązowy, beżowy, błękitny i szary. Kurtka skórzana czarna. I...
- I dalej ja powiem - wtrąca Tony - sukienki: biała i czarna, obie przed kolano. I najważniejsze tego wieczoru buty! Trampki czarne i białe, czółenka czarne i buty na wysokim obcasie, jedna czarna para, z czerwonymi spodami - wszystkie rzeczy chłopcy pokazują z każdej strony. 
- Ile wy musieliście za to za płacić, to za dużo, nie mogę tego przyjąć - mówię, myśląc jak mi się to wszystko bardzo podoba.
- Ty nie możesz, ty musisz to przyjąć - mówi Filip, składający ubrania do szafek - jak będziesz chciała znowu iść na zakupy, zabierz mnie ze sobą, to jest takie ekscytujące, wszystko sam wybierałem.
- Oczywiście że cie zabiorę masz świetny gust.
- Podobają ci się?- pyta 
- Podobają to za mało powiedziane - odpowiadam z uśmiechem- Dziękuję
- Nie ma za co - mówią jednocześnie moi sąsiedzi
- To zaczynamy oglądać? - pyta tony 
W odpowiedzi kiwam potakującą głową. 
Oglądamy w milczeniu. Tony kupił naprawdę ciekawy film. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz