Rozdział 13
Janek
Moja głowa! Kurwa! Co ja wczoraj piłem?!
Rozciągam się na łóżku tak że moje stopy wędrują po za nie. Chwila przecież moje łóżko ma więcej niż dwa metry, to jest znacznie mniejsze. Otwieram oczy. Siedzę na łóżku w pokoju pomalowanym w ręce i jakieś zdania. Meble są kolorowe i nowoczesne. Nigdy tu nie byłem. Żeby się dowiedzieć kto jest właścicielem tej sypialni muszę wstać.
Trzymam się za głowę obiema rękami, tak strasznie boli!
Wchodzę do kuchni, oparta o blat tyłem do mnie stoi dziewczyna.
- Spodziewałam się tego że niebawem wstaniesz - oznajmia - i jak się spało? - pyta odwracając się
- Blanka?! - pytam, krzycząc, czym wywołuje u siebie jeszcze silniejsze bóle głowy
- Ciebie też miło widzieć - uśmiecha się i oblizuje łyżeczkę - tak w ogóle to cześć
- Witaj - odpowiadam, kompletnie nie mam pojęcia co ja tu robię
- To jak? Odpowiesz na moje pytanie?
- Dobrze. Blanka możesz mi powiedzieć co ja tutaj robię? - pytam.
Dziewczyna wybucha śmiechem. Po krótkiej chwili się opanowuje.
- Przepraszam. Nie ma pojęcia. Miała cię zapytać o to samo. Ja wiem tylko tyle że przyszłeś tu w nocy, nie zbyt trzeźwy, widocznie urwał ci się film.
- Nie wyrzuciłaś mnie - stwierdzam
- A myślisz że bym mogła? Ty też przejechałeś obok mnie obojętnie?
- To nie to samo - przerywam - nie chcę się kłócić - mówię i siadam na krześle przy stole, twarz chowam w dłoniach
- Ok. Ja z resztą też. Zrobiłam tosty z dżemem i mam mleko. Jedz - prosi i podsuwa w moją stronę naczynia.
- a masz może jakieś prochy od bólu głowy? - pytam z nadzieją w głosie
- Mam, tylko najpierw zjedz
- Oczywiście - a żeby potwierdzić moje słowa, biorę do ręki tosta i gryzę go - A ty nie jesz? - pytam z pełnymi ustami
- Ja już jadłam - odpowiada
- Więc która jest godzina?
- Dopiero dochodzi 8.
- I już nie śpisz?
- Szczerze mówiąc po twoim przyjściu już nie zasnęłam.
- Przepraszam - mówię - powiedziałem coś nie tak, albo robiłem? - pytam - jeśli tak to za wszystko bardzo przepraszam
- Nie masz za co. Od razu poszłaś spać. Wszystko było jak w najlepszym porządku - zapewnia i uśmiecha się. Coś jej nie wierze.
Oddycham z ulgą, na co na twarzy dziewczyny ponownie gości uśmiech.
- Zaraz sobie pójdę - oznajmiam - zadzwonię po taksówkę i już mnie nie ma.
- Spokojnie, nie wyganiam cię. Jesteś miłą odmianą. Po za telefonicznymi rozmowami z nikim nie prowadziłam dialogu.
- A co z twoim sąsiadem?
- Wyjechał - mówi
- Szkoda.
- Szkoda, ale trzeba żyć dalej.
- Ty nie żyjesz, ty cały czas pracujesz - zaczynam się droczyć
- Bez przesady - protestuje
- No to co robiłaś przez ostatni miesiąc? - pytam
- Tłumaczyłam książki - odpowiada szybko, za szybko
- Czyli pracowałaś.
- Oh! - odkryła swój błąd - A co miałam lepszego do roboty? -próbuje się bronić.
- Wyjść gdzieś, zabawić się, żyć.
- Ciekawe z kim.
- Ze mną na przykład, z Maćkiem on też cię bardzo lubi.
- Dodaj jeszcze że nie miałeś czasu.
- Teraz akurat fakt, zagalopowałem się, ale obiecuje Ci że to odbijemy.
- Jeśli z każdej imprezy wracasz w takim stanie to ja nie wiem czy chce z tobą gdziekolwiek iść - mówi pełna powagi
Spuszczam wzrok i siedzę w milczeniu. Totalny kretyn ze mnie!
- Żartowałam. Nie dąsaj się.
- Przepraszam.
- Nic ci na to nie odpowiem, bo kompletnie nie masz za co - mówi dziewczyna, a ja podnoszę głowę w reakcji na jej słowa, ja w stosunku do niej powiedziałem to samo
- To moja kwestia - protestuje z uśmiechem
- Może i twoja, ale bardzo przydatna - odpowiada również się uśmiechając, po czym wstaje z krzesła
- Gdzie idziesz? - pytam, zdziwiony
- Myślałam że chcesz coś od bólu głowy - odpowiada nie pewnie
- Yhym - kiwam głową. Blanka z gracją udaje się w stronę szafki, po czym otwiera ją i wyjmuje z niej opakowanie. Nalewa wody do szklanki i przynosi mi wszystko na stół. Fajnie jest widzieć jak ktoś się o ciebie troszczy.
- Dzięki - mówię. Połykam i popijam lek.
- Idę się przebrać, twojej rzeczy wiszą na wieszaku w sypialni - oznajmia. Dopiero teraz orientuje się że nie mam na sobie koszuli. To dziwne, siedziała przy mnie jak gdyby nigdy nic. Janek ty kretynie! Jak myślisz kto ci zdjął koszule? - pyta moja podświadomość. O kurwa! Co ja zrobiłem? Po co tu przyszłem?
Wchodzę do pokoju w którym spałem akurat w momencie w którym zaczął dzwonić mój telefon.
Blanka
Oczywiście nic nie pamięta i strasznie boli go głowa. Jakoś się nie dziwię. Słyszę dźwięk telefonu, to jego. Wkładam jeansy i bluzę. Muszę niestety iść do wydawnictwa na 13.
- Nie wiem, kurwa, nie wiem.....przyjedź po mnie.....jak najszybciej - słyszę kiedy podchodzę do drzwi sypialni - nie śmiej się.... to nie jest śmieszne..... przyjedź tu, bo każe ci zapłacić za wszystko co wczoraj wypiliśmy..... właśnie wiem, dużo, bardzo dużo..... czekam - połączenie zostaje, wiem to bo Janek już więcej się nie odzywa. Wchodzę więc do pokoju, muszę wziąć plecak z szafy.
- Słyszałaś o pukaniu? - pyta z uśmiechem Janek
- Słyszałeś ze jesteś u mnie? - odpowiadam pytaniem
- Czuje się u ciebie, jak u siebie, nic na to nie poradzę - stwierdza
- Na wszystko masz odpowiedź - mówię
- Taki już jestem. Śpieszy ci się?
- Nie, jestem umówiona na później, spokojnie nigdzie się na razie nie wybieram - uspokajam go kiedy widzę jak męczy się gdy zapina swoją koszule.
- Zaraz naprawdę mnie nie będzie - zapewnia
- Słyszałam. Dlaczego groziłeś mu że będzie musiał zapłacić?
- Piliśmy w moim klubie. Gdybym mu tym nie zagroził nie przyjechałby po mnie.
- Szantaż na najlepszym przyjacielu - kwituje
- Jakoś trzeba sobie radzić w życiu.
- Różnie się układa.
- Często to powtarzasz - zauważa
- To takie moje pocieszenie - wyjaśniam
- Intrygujące.
- Czy chłopak który jeszcze parę minut temu powiedział kurwa, użył teraz słowa intrygujące? - pytam ze śmiechem
- Nie przeklinaj - mówi i wychodzi z pokoju
- Ty też! I nie odpowiedziałeś! - krzycze i doganiam go
- A to aż takie dziwne? - pyta i odwraca się. Stoimy twarzą w twarz.
- Ależ oczywiście że nie, szefunciu - odpowiadam z uśmiechem
- Jak mnie nazwałaś? - pyta z zaciśniętymi zębami
- Nie denerwuj się tak Pysiu! - i robię to co on wczoraj, dotykam palcem jego nosa i zaczynam się śmiać
- Blanka! Błagam się nie mów do mnie ani Pysiu, ani szefunciu!
- Oczywiście Misiu! - zgadzam się
- Jesteś nie reformowalna - mówi Janek i kręci głową z rezygnacją
- Taka już jestem - stwierdzam z uśmiechem
- Chyba będę się musiał do ciebie przyzwyczaić.
- Ja do ciebie też.
- Rozejm?
- Rozejm.
Słyszymy klakson samochodu.
- Musisz już iść
- Niestety - krzywi się i zawiązuje trampki
- Poczekaj wyjdę z tobą, wezmę tylko laptop i idziemy.
- Jak sobie życzysz - mówi i siada na podłodze.
Wkładam rzeczy do plecaka i poruszam kluczami w ręku. Wyciągam rękę żeby pomóc mu wstać. Odtraca ją jednak.
- No wiesz. Jak możesz? Po takiej nocy?
- Przeprosiłem - mówi i wstaje
- Tylko się drocze.
- Wiem - stwierdza i otwiera mi drzwi - panie przodem
- Jasne.
Zamykam drzwi. Schodzimy na dół. Przed kamienicą stoi Maciek oparty o samochód.
- Ile można czekać? - pyta z nad tablet w którego jest wpatrzony.
- Od razu mówię nie moja wina - zapewniam
- Cześć! Blanka! - krzyczy radośnie i mnie przytula
- Też się ciszę że cię widzę - mówię
- Mnie też nie wywalisz jak do ciebie przyjdę uchlany? - pyta z miną szczeniaczka.
- Nie - mówię z przekonaniem
- Dlaczego to ja cię nie uratowałem? - zadaje retoryczne pytanie
- Dajcie już spokój z tymi czułościami - mówi Janek - jedziemy - dodaje w stronę swojego przyjaciela
- Taką cenę płaci się za dobrą zabawę - stwierdza Maciek - szofer
- To i tak mało - zaprzecza Janek - dziękuję ci jeszcze raz za wszystko i przepraszam - zwraca się w moją stronę
- Ja też - mówię
- Ej, Blanka wszystko już ok, tak? - pyta
- Nigdy nie będzie ok - odpowiadam z grymasem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz