Rozdział 12
Janek
Zbieram się do szkoły, dzisiaj pierwszy dzień matury. Stoję oparty o futrynę drzwi prowadzących do mojej garderoby. Zastanawiam się który garnitur ubrać. Czarny czy kolorowy? Nie, dzisiaj, tradycyjnie, na czarno. W końcu piszę z polskiego. Zabieram z wieszaka pierwszy z brzegu czarny garnitur i białą koszulę.
W momencie kiedy mam zapiąć drugą spinkę przy mankiecie mojej koszuli, słyszę krótkie pukanie, oznaka tego że przyszedł do mnie esemes. Idę wolno w stronę salon, gdzie zostawiłem telefon, moje bose stopy z dźwiękiem odbijają się od płytek. Sięgam po przedmiot ze zgaszonym już wyświetlaczem.
"Powodzenia na maturze! B." - widzę po otwarciu wiadomości. Jej nadawcą jest ostatnia osoba od której spodziewałbym się dzisiejszego dnia jakiegokolwiek znaku życia.
Nie do wiary! Odezwała się! Pierwsza!
Pieprzony jeden esemes sprawił że jestem chyba najszczęśliwszym maturzystą w historii!
Widząc która jest godzina, w szybkim tępię wkładam trampki i biorę w rękę marynarkę. Gdy winda zjeżdża na poziom -1, biegiem zmierzam w stronę mojego samochodu.
Jedna osoba tyle zmienia, tylko to nie jest jakaś tam osoba, to moje marzenie, piękne marzenie.
Blanka
"Powodzenia na maturze! B." - pisze i wciskam wyślij. Jeśli nie mogłam mu pomóc się do niej uczyć, przynajmniej spróbuje go teraz wesprzeć. Ciekawe jak zareaguje? Odpisze? Pewnie nie.
Zgodnie z instrukcjami Janka, w sobotę trzy dni temu, podpisałam umowę z jego hotelem, bez żadnych okresów próbnych, nic. To dobrze, tak jest lepiej, widać że mi ufa, ja jemu też.
Bez żadnego zaangażowania jem płatki z mlekiem. Gryzę każdy od dzielnie. Tak smakują najlepiej. Z melancholii wyrywa mnie krótkie beep. Zrywam się z krzesła i biegnę w stronę telefonu. Mam nadzieję że to Janek coś napisał. Niestety. To tylko powiadomienie o nie uregulowanej płatności za abonament. Jest parę minut przed 9, już na pewno nie odpisze.
Janek
- Co ty się tak gapisz w ten telefon? - pyta Maciek, klepiąc mnie po plecach
- Już - mówię, ostatni raz spoglądam na wyświetlacz i chowam przedmiot do schowka w samochodzie
- Swoją drogą, myślałem że zaspałeś czy coś i nie przyjdziesz - stwierdza
- A jednak nie zaspałem i nie coś. Chodźmy już. - proponuje
- Już. - kiwa głową i ruszamy do wejścia - stary pamiętasz o imprezie w środę, po informatyce?
- Pamiętam, tylko nie rozumiem dlaczego nie możemy z nią poczekać aż napisze z włoskiego?
- Gdyż i ponieważ włoski zdajesz tylko ty, a chłopaki wyjeżdżają na wakacje już 23, czyli nie będzie ekipy, a jak nie będzie ekipy to nie będzie tak dobrej zabawy. Nie wykręcaj mi się tylko teraz.
- Nie wykręcam. Będę na pewno. Masz to jak w banku.
- Cu... - Maciek chce chyba powiedzieć cudownie, ale przerywa mu podbiegająca do mnie Angela. Co ona tu robi do cholery?
- Pysiu! - woła i całuje mnie w policzek, Bogu dzięki tylko w policzek - spisz mi się tam, nie chce mieć chłopaka bez matury
- Co ty tu robisz? - pytam
- Chcę Ci życzyć powodzenia - patrzę błagalnie na Maćka. "Zrób coś" - błagam go w myślach.
- Jestem pewny Angela że nie trzeba, nie masz się o co martwić. Wiesz my już musimy iść, a ty jedź może do kosmetyczki czy fryzjera? - proponuje jej Maciek
- Tak masz rację mój Mysio-Pysio sobie poradzi - całuje mnie jeszcze raz - fryzjer to dobry pomysł - dodaje odwraca się i odchodzi
- Dzięki, uratowałeś mnie - mówię
- Duże piwo za to i błagam cię zrób coś z tą lalą, bo ja nie wytrzymam.
- Po maturze, tylko będziesz mi musiał pomóc.
- Zrobię wszystko, tylko skończ z nią.
- Ok, ok - mówię i podnoszę ręce w geście obronnym - chodź, bo nas nie wpuszcza.
Ruszamy w kierunku hali sportowej. Witamy się z chłopakami. Życzymy sobie powodzenia i wkraczamy na salę. Musimy się dzisiaj postarać, aby otworzyć sobie drzwi do przyszłości. Jaka gadka ja pierdole, co się ze mną dzieje?
Blanka
- Dlaczego nie przyszyłeś na lotnisko? - pytam Filipa, od wylotu Tonego minął prawie miesiąc, a ja nie miałam jak wcześniej go o to zapytać bo go po prostu nie widziałam.
- Nie miałem ochoty - odpowiada chłodno
- Yhym - burczę, czyli nici z miłej rozmowy - co ty robisz z tymi pudlami? - pytam, ponownie patrząc na kucającego chłopaka który zakleja taśmą kartony. Stoje w mieszkaniu Tonego, weszłam tu od razu gdy usłyszałam otwieranie drzwi.
- Zabieram swoje rzeczy.
- Czyli nikt tu nie będzie mieszkał?
- Będzie, wynajmę to mieszkanie.
- To nie fair -stwierdzam
- To że on wyjechał też nie jest fair - odpyskuje i wstaje
- Tylko on jedzie pomóc.
- I mnie zostawił.
- A co ty małe dziecko jesteś? Nie poradzisz sobie?
- Nie o to chodzi.
- To o co?
- O nic.
- Nie o nic, tylko ty po prostu nie możesz znieść że ktoś się z tobą nie liczy, biedactwo.
- Przestań.
- Bo co? Boli?
- Jesteś za smarkata żeby to zrozumieć
- Jasne. Nie zbyt cięta ta twoja riposta - mówię. Stoimy mierząc się wzrokiem. To on pierwszy spuszcza wzrok. wygrałam. Miałam rację.
- Jak już dorośniesz, to zadzwoń, może pogadam z takim smarkaczem jak ty - proponuje i wychodzę trzaskając drzwiami. Nie żałuję że to powiedziałam, należało mu się.
Janek
Każdego dnia mojej matury dostaję od Blanki esemesa o takiej samej treści jak pierwszego. Nigdy nie odpisuje. Nie wiem co. Wiem tylko że jest mi wykurwiście miło z powodu tego że ona to robi. Pamięta o mnie.
Taka wiadomość przychodzi tak że dzisiaj. To mój przed ostatni egzamin. Informatyka.
Blanka
Muszę nadgonić pracę dla wydawnictwa. Włączam laptopa i idę zaparzyć sobie herbatę. Czeka mnie sporo pracy. Całe szczęście, że książka jest po angielsku i dla młodzieży, będzie szybciej. Mam ją przetłumaczyć do końca czerwca, ale ja chce to zrobić szybciej, nie mam pojęcia co wymyśli dla mnie Janek.
*****
Siedzę już od paru ładnych godzin nad treścią tej książki. Jednak nie idzie mi tak szybko jak przypuszczałam.
Mam zamiar zaparzyć sobie mocną kawę, kiedy ktoś zaczyna walić do moich drzwi. Ruszam w ich kierunku, nie chcę by tak głośne dźwięki obudziły kogokolwiek. Otwieram drzwi i zamieram, dosłownie.
- Janek?! Co ty tu robisz? - pytam ze zdziwieniem - wiesz która jest godzina?
- Niestety nie mam zegarka - stwierdza ze śmiechem - jesteś piękna - stwierdza poważnie i próbuje dotknąć mojego policzka
- A ty pijany - odpowiadam i odtrącam jego rękę
- Jestem pijany, nie zaprzeczę. Tylko ja jutro wytrzeźwieje a ty nadal będziesz piękna - mówi i dotyka palcem mojego nosa
- Przestań. Jak ty się tu w ogóle znalazłeś?
- Nie mam pojęcia, ale jestem, to najważniejsze prawda? - pyta
Nic nie odpowiadam. Co ja mam z nim teraz zrobić? Jestem za zbyt zmęczona żeby się z nim tłuc taksówką do niego. Po za tym nie wiem czy ma przy sobie klucze.
- Nie wpuścisz mnie? - z zamyśleń wyrywa mnie kolejne pytanie Janka
- Jasne, wejdź - mówię i uchylam jak najszerzej mogę drzwi.
Chłopak jest tak pijany że jego wejście wygląda jak slalom, polegający na odbijaniu się od ściany do ściany.
Położenie go spać będzie chyba najrozsądniejszym wyjściem w tej sytuacji. Tak, to dobry pomysł.
- Chodź pójdziemy do sypialni - oznajmiam i próbuje oprzeć go na swoim ramieniu. Jest to nie lada wyczyn. Janek mierzy ze 2 metry a ja jakieś 30 centymetrów mniej.
- Świetny pomysł - mówi z ogromnym uśmiechem
Kręcę głową na jego słowa. Docieramy do mojego pokoju. Próbuje go delikatnie położyć na łóżku ale on łapie mnie w pasie i oboje na nie upadamy. Muszę to rozegrać inaczej.
- Janek- mówię miękko
- Tak?
- Zrób coś dla mnie
- Wszystko
- Idź spać - mruczę, uśmiecha się, podziałało
- Nie bez ciebie - a jednak nie
- Dobrze, tylko pójdę się napić ok?
Kiwa głową jak małe dziecko. Wychodzę ale nie zamykam drzwi. Naprawdę idę do kuchni, ale po to by zrobić sobie kawy, wiem że nie mam szans już dzisiaj zasnąć. Jest w pół do 3.
Zalewam sobie napój i idę do sypialni z nadzieją że on już śpi.
Janek śpi w najlepsze, rozłożył się na całym moim łóżku. Wygląda jak małe dziecko. Zdejmuje mu tenisówki. Dlaczego mnie nie dziwi to że jest bez skarpet? Później zdejmuje mu jego marynarkę i koszulę, nie chcę żeby się pogięły. Jego widok jest komiczny. Zamykam delikatnie drzwi.
Nie mogłam zrobić nic innego. Jeśli on mi pomógł, jak chciałam zrobić dla niego to samo.
Siadam przed komputerem, wracam do pracy i popijam co rusz kawę.
Ciekawe jak Janek zareaguje jutro, kiedy dowie się do kogo przyszedł o takiej porze?
Genialne :D A przy okazji zapraszam do mnie http://i-gonna-learn-how-to-fly.blogspot.com/ :*
OdpowiedzUsuń