Rozdział 16
Janek
-Teraz już mogę zejść? - pyta Blanka, patrząc na mnie jak kończę nakrywać do stołu. Kiwam głową. Dziewczyna wstaje i przeciąga się.
-Teraz już mogę zejść? - pyta Blanka, patrząc na mnie jak kończę nakrywać do stołu. Kiwam głową. Dziewczyna wstaje i przeciąga się.
- Nareszcie. Miałam obawy czy nie przyrosnę do tego taboretu - skarży się.
- Ten taboret jest dla mnie za wiele wart, nie pozwoliłby na to - zapewniam z uśmiechem
- Jemy? - Blanka zmienia temat, widzę że rozbawiła ją moja deklaracja
- Tak, siadaj, ja pójdę jeszcze po wino.
- Nie pije, ale jeśli ty chcesz nie krępuj się.
- W ogóle?
- W ogóle.
- A ta kaczka z winem?
- Mówiłam Ci, żartowałam.
- Twoje poczucie humoru jest nie bywałe.
- A twoje miny przy nim bezcenne.
Siadam i nalewam sobie i jej wody z cytryną.
- Rezygnujesz z wina? - pyta
- Nie lubię pić w samotności - kłamie, ona jednak to kupuje, widzę po jej minie. Nakłada sobie sałatkę którą razem zrobiliśmy i skrzydełko kurczaka. Patrzę na nią w skupieniu. Kompletnie tego nie zauważa. Grzebie widelcem w jedzeniu, po chwili podnosi głowę i z jej ust wydobywają się słowa których bym się nie spodziewał, już nie dzisiaj.
-Janek nie uważasz że przesadziłeś? Wiem że byłeś, może nawet teraz jesteś bardzo zły. Ale kiedy z taką zawiścią i chłodem mówiłeś że ich wszystkich wyrzucisz, wyglądałeś naprawdę groźnie. Nie uważasz że poniosły cię emocje? - pyta
- Nie - odpowiadam krótko
- Jeśli tak uważasz, to twoja praca - przyznaje - Tylko że tak wiele ludzi na tym ucierpi - dodaje, przez cały czas patrzy mi w oczy
- Oni są sobie winni, nie ja rozwaliłem sobie hotel. Sama przecież to wszystko czytałaś.
- Ale... - próbuje jeszcze coś wtrącić
- Nie ma ale - przerywam jej - Decyzja zapadła.
- Tak wiem. Tylko jak się ma za dużo władzy to się czasami nie myśli co się robi.
- A było tak miło. Wiesz dlaczego chciałem zjeść obiad z tobą? - zadaje jej pytanie, na które i tak odpowiadam - Bo wiedziałem że jak przyjdę tu sam to pozbawię pracy jeszcze kogoś,
- Wydawałeś się taki spokojny.
- Każdy umie udawać.
- Nie rób tego więcej, nie wobec mnie - prosi - Chce widzieć jasno co się dzieje, co czujesz.
- Szkoda, ale obiecuję nie będę.
- Dlaczego szkoda?
- Jeśli mnie poznasz takim jakim naprawdę jesteś twoja sympatia do mnie pęknie jak mydlana bańka.
- Trochę wiary w ludzi - mówi z uśmiechem - Postaraj się.
- Spróbuje.
- Próbować zawsze warto - stwierdza - Wiesz jakoś za specjalnie już nie chce mi się jeść, nie mam apetyty.
- Nic nie szkodzi, ja też go straciłem.
- Zawieziesz mnie do domu? - pyta niespodziewanie, coś jej się chyba odechciało nie tylko obiadu.
- Pewnie, już. Przebiorę się i jedziemy.
-Dzięki.
Przebieram się w luźne jeansy i białą koszulkę, na to zarzucam moją ulubioną, zajebistą, czarną, skórzaną kurtkę.
Wychodzimy z apartamentu wprost do windy. Stoimy w ciszy oparci o ściany.
- Wiesz, naprawdę dobrze gotujesz. Mało spróbowałam ale i tak mam pewność - zapewnia
- A ty we mnie wątpiłaś, czuje się urażony - mówię z żalem w głosie
- Czy ty mi wybaczysz? - pyta z uśmiechem
- Jak na prawdziwego rycerza przystało czemu nie - stwierdzam
Blanka się uśmiecha jest zadowolona z mojej odpowiedzi. Jej uśmiech jest nieziemski.
Otwieram samochód, w tym samym czasie słyszę odgłos pukania.
-Co to?- pyta rozglądająca się Blanka
- Mój telefon - odpowiadam - Wsiadaj, ja tylko go przeczytam.
Naciskam "Otwórz" i pojawia się wiadomość, jej nadawca jest Maciek.
" Impreza jutro u ciebie o 20? Co ty na to?"
"Zwołuj ekipe. Mają być wszyscy oprócz Angeli i jej przygłupich koleżanek. Chce spokoju" - odpisuje
"Nienawidzę tych bab, więc jak najbardziej tak. Jutro 20, jest imprezka!!!" - taka przychodzi do mnie odpowiedź. Jak mało trzeba żeby mój przyjaciel był szczęśliwy.
Zamykam drzwi i od razu przekręcam kluczyk w stacyjce.
- Coś ważnego? - pyta dziewczyna z zatroskana miną
- Tak - odpowiadam - Blanka jutro idziemy na imprezę - oznajmiam patrząc jej w oczy z pełną powagą.
- Świnia! A ja myślałam że naprawdę stało się coś poważnego! - krzyczy - To jest ważne, idziesz się bawić, pierwszy raz od dwóch miesięcy, przynajmniej z tego co ja wiem - mówię rozbawiony
- Może najpierw byś zapytał czy chce? - pyta wzburzona
- Chcesz?
- Oczywiście że nie - mówi tonem nie znaczącym sprzeciwu
Ugh... będę się musiał sporo napracować żeby ze mną poszła. Dojeżdżamy już do jej kamienicy. Wysiadam pierwszy i idę jej otworzyć drzwi. Podaję jej rękę, a ona wysiada. Przysuwam swoją twarz tak że prawie muskam ustami jej ucho. Dziewczyna nieruchomieje.
- Będę jutro o 20. To polecenie służbowe Blanka - szepcze - Śpij dobrze - dodaje. Puszczam jej dłoń a ona bez odwracania wchodzi do swojej kamienicy.
Mój urok osobisty jak zwykle zadziałał. Jestem z siebie dumny.
Oparty o samochód piszę do maćka esemes.
"Nie będę jutro sam" - wciskam wyślij
Podnoszę głowę i widzę że Blanka przygląda mi się zza firanki z tym swoim pięknym uśmiechem. Macham do niej ręką na co ona peszy się i chowa gasząc światło.
Z uśmiechem wsiadam do samochodu. Odpalam samochód i kieruję się w stronę swojego apartamentu.
Co się ze mną dzieje?
Blanka
Kończę suszyć włosy. "To polecenie służbowe, Blanka"- to rozkaz, a nie miłe polecenie. Nie zaprzeczyłam i nie potwierdziłam że chcę iść, ale wiem że muszę wyrwać się z domu. To dobrze mi zrobi.
Jest w pół do 20, mam jeszcze dużo czasu. Sprzyjającym faktem jest to że Janek przeważnie zawsze się spóźnia. Otwieram szafę i wpatruje się w ubrania. Mam zamiar założyć białą sukienkę przed kolano, na nią skórzaną kurtkę i do tego baletki. Nie lubię nosić żadnych dodatków typu kolczyki, naszyjniki czy bransoletki, nie posiadam ich więc ich nie noszę. Wczoraj po powrocie od Janka, spędziłam sporo czasu na rozstawianiu wszystkich rzeczy które przyszły kurierem. Lola kupiła mi wszystkiego potrójnie, przesadziła. Przez nią moje mieszkanie wygląda jak pracownia malarska. Wszędzie są porozstawiane sztalugi, a o nie popierane są płótna, oczekujący na to aż je zamalej, ponad to wszędzie walają się pędzle, tubki z farbami, kubeczki na wodę i palety. Ogólnie panuje tu nie powtarzalny chaos.
Rozczesuje włosy krążąc po mieszkaniu. Zakładam sukienkę, jakimś cudem udało mi się ją zapiąć. Narzucam na ramiona kurtkę i wkładam baletki. Mój makijaż zajmuje mi mniej niż pięć minut. Podkreślam oczy czarną kredka, nakładam delikatną warstwę tuszu i przeciągam błyszczykiem po ustach. Odchodzę od lusterka w momencie w którym rozlega się pukanie do drzwi. Wkładam telefon do kurtki i otwieram drzwi. Stoi przede mną oparty o zewnętrzną futrynę Janek. Jest ubrany w dopasowane jeansy, na czarną koszulę której dwa guziki od góry są nie zapięte ma założona czarną również tak jak ja skórzaną kurtkę, na nogach nie zmienię ma założone tenisówki.
Nie patrzyłam na niego dłużej niż pół minuty, za to on patrzy na mnie cały czas. Przygląda mi się swoim nieodgadnionym spojrzeniem. Mam nadzieje że zaraz przestanie jednak tego nie robi. Zaczyna mnie to co raz bardziej krępować. Chce odgadnąć co tak przykuło jego uwagę.
- To ja pójdę się przebrać - mówię i odkręcam się
- Nie, nie, nie - protestuje Janek i kładzie mi rękę na ramieniu, po czym odkręca mnie w swoją stronę tak abym na niego popatrzyła - Tak jest idealnie - przyznaje.
Wyciąga za siebie rękę w której trzyma mały bukiecik niebieskich róż.
- Myślałem że jak tu przyjdę to będę cię musiał błagać o to żebyś ze mną poszła - zaczął - Jednak moje przypuszczenia się nie sprawdziły i jestem dzięki temu cholernie szczęśliwy. Dziękuję ci że zechciałaś ze mną wyjść- zakończył i wręczył mi kwiaty.
- Dziękuję, wstawię je do wody i możemy iść - powiedziałam cicho i weszłam do domu, Janek podążył za mną
- Chciałbym patrzeć jak malujesz - zapewnił
- Przyjdź tu w tym tygodniu któregoś dnia, na pewno to zobaczysz, zapraszam - mówię śmiało, odstawiam wazon - Idziemy? - pytam
- Już - odpowiada i otwiera drzwi - Nie bierzesz żadnej torebki?
- Nie, wszystko mam.
Zamykam drzwi i schodzimy na dół.
- Daleko? - pytam kiedy siedzimy w samochodzie
- Mieszkasz w centrum, od ciebie wszędzie jest blisko - odpowiada z uśmiechem - I nie ukrywam bardzo mi się to podoba.
- Więc ty dlaczego nie kupiłeś sobie czegoś w centrum?
- Po prostu tak mi lepiej - mówi i energicznie przekręca kierownicę w lewą stronę - Już.
- Naprawdę blisko - mówię ze śmiechem i sięgam po klamkę, nie mogąc jej znaleźć, odkręcam głowę i na potykam uśmiechniętą twarz Maćka przed moją. Jest ciemno. On chyba nie wie komu zagląda w oczy, ja wiem że to on tylko dla tego że używa bardzo charakterystycznego zapachu perfum.
- Ty już coś piłeś? - pyta Janek, odciągając chłopaka sprzed mojej twarzy.
- Nie. Czekam na ciebie, ale ty jak zwykle się spóźniasz. Po za tym kim jest ta lala która siedzi u ciebie w samochodzie, mam nadzieję że nie przyjechałeś z tym bez mózgiem. To by była kompletna katastrofa. Jeśli nie to całe szczęście, tylko zdradź mi czy w końcu znalazłeś sobie naprawdę napalona laskę i zabrałeś ją tu tylko z grzeczności, przed wielkim finałem, czy może jednak nie? - kompletnie nie zwraca uwagi na moją osobę kiedy te wszystkie słowa wydostają się z jego ust.
Szokują mnie jego słowa. Janek patrzy na mnie z nadzieją że tego wszystkiego nie słyszałam. Wiem że zaraz będzie próbował coś powiedzieć, aby załagodzić sytuacje, ale podnoszę rękę i wykonuję nią taki gest by wiedział żeby tego nie robić. Z trzaskiem zamykam drzwi samochodu Janka, tak że aż drży szyba. Zwracam tym ich uwagę na mnie i nie tylko ich. Taki miałam zamiar.
- Mam nadzieję że nie jestem tym bez mózgiem, na twoje całe szczęście - zaczynam głośniej niż zamierzałam - I zapewniam cię że też nie jestem cholernie napalona jak jakaś tania dziwka przed wielkim finałem - kontynuuje nie zmieniając tonu głosu, na co Janek otwiera usta ze zdziwienia - I nie życzę sobie żebyś mówił o mnie jeszcze kiedykolwiek laska lub lala ty pieprzony palancie, o niskim mniemaniu o kobietach. Nie życzę jakiejkolwiek kobiecie żeby się w tobie zakochała, żadnej.- zapewniam - A tak cię lubiłam - stwierdzam na koniec i odchodzę od nich. Nie oglądam się nie mam takiego zamiaru, Maciek nie zasługuje na chociażby odrobinę mojej uwagi. Przekraczam próg drzwi nad którymi wisi podświetlony na niebiesko szyld "Dragon Club" i momentalnie mieszam się w tłum. Dochodzę do najmniej oblężonej części baru i zamawiam sobie bezalkoholowego drinka z dużą ilością lodu. Po swojej prawej stronie dostrzegam kręcone schody prowadzące na piętro, z racji godziny wiem że nie ma tam nikogo. Udaje się tam więc z zamiarem zdobycia chwili spokoju. Wiem że będzie to trudne w tak zatłoczonym klubie, ale nie zawadzi spróbować.
Siadam wygodnie, w fotelu i zamykam oczy potrzebuję ciszy w mojej głowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz