środa, 10 kwietnia 2013

Pierwsza

Rozdział 8 

                                                           Blanka 
Dzięki temu chłopakowi który ma błękitne oczy, czarne włosy i prowadzi teraz to ekskluzywne, czarne auto najprawdopodobniej żyje.  
- Będę, ale tylko na chwilę, wyjdźcie przed klub to wszystko wyjaśnię - mówi Janek do telefonu po czym się rozłącza. Wkłada rękę do schowka i wyjmuje z niego chusteczki. Podaje mi je mówiąc proszę. Patrzę się w lusterko i dopiero teraz dostrzegam jak strasznie wyglądam. Próbuje zetrzeć krew, która wyleciała mi z nosa ale nie mogę. 
- Wiesz muszę pojechać w jedno miejsce, jest ono po drodze do mojego domu, po za tym obiecałem. Nie masz nic przeciwko? - na to pytania, kręcę przecząco głową na znak że nie mam i coraz mocniej pocieram chusteczką o moją twarz. Jejciu jak ja wyglądam! 
- Nie przejmuj się, naprawdę ich nie powinno interesować to jak wyglądasz - mówi chłopak i powstrzymuje moją rękę - jesteśmy na miejscu - dodaje - postaram się żebyśmy nie byli tu długo
- Dziękuję - powtarzam
- Nie dziękuję mi tyle razy, rozumiem co mówisz - śmieje się Janek
Chce coś powiedzieć, ale w szybę zaczyna stukać jakiś chłopak, jest wysokim brunetem o szarych oczach. Mój wybawca otwiera szybę.
- Wiedziałem że sobie znajdziesz jakieś wytłumaczenie żeby nie przyjść. Co tym razem? - pyta brunet
- Maciek - mówi Janek i wskazuje na mnie głową. Czyli tak ma na imię - Maciek, ładnie.  
Szarooki chce coś powiedzieć ale od samochodu odpycha go dziewczyna, która przylepia się do ust Janka. Od razu widać że chłopak nie odwzajemnia pocałunku. Dziwne. 
- Obiecałeś że dzisiaj będziesz - żali się 
- Nie obiecałem. 
- Ale Misiu-Pysiu mieliśmy ten czas spędzić razem.
- Angela daj spokój.
- No właśnie daj Jankowi spokój, nie widzisz że ma jeszcze pasażerkę - odzywa się Maciek który wkłada głowę w drzwi od mojej strony, teraz wszyscy którzy podeszli do czarnego auta, a jest ich nie mała liczba, patrzą na mnie. 
- Cześć - mówi Maciek - co Ci się stało? - pyta. Zdążam tylko powiedzieć cześć, bo Angela, wydaje mi się że jest dziewczyną Janka zaczyna krzyczeć: 
- Kim ona jest!!? Ta twoja pasażerka!!!  
Widać że mój kierowca nie ma pojęcia co odpowiedzieć, wyręczam go.
- Jestem Blanka - mówię - Janek obiecał mojej mamie że zabierze mnie na jakąś imprezę, wiecie jestem typem mola książkowego, jak obiecał tak zrobił, tylko że jestem kompletną fajtłapą i nawet nie umiem chodzi, wywaliłam się na chodniku, w dodatku rozkwasiłam sobie nos - zmyślam 
- No właśnie i muszę ją teraz odwieźć do domu, mnie też to nie cieszy - mówi, całuje Angele w policzek po czym zamyka szybę od swojej strony.
- Dobrze kłamiesz - odzywa się Maciek, uśmiechając się, mówi to tak cicho żeby słyszała to tylko nasza trójka
- Kiedyś ci to wyjaśnię - zapewnia go Janek 
- Wiem stary, a teraz zabierz ją najlepiej do jakiegoś szpitala bo strasznie napuchła jej ręką - mówi - miło było cię poznać Blanka. Jestem Maciek, mam nadzieje że jeszcze nie raz się spotkamy
- Mi ciebie też i mam taką samo nadzieję jak ty - mówię
- Miło się gawędzi, ale my już musimy jechać, dzięki Maciek - Janek zamyka szybę i odjeżdżamy. 
                                                              Janek
Przeszukuje swoje kieszenie i schowki w samochodzie. Nie mogę uwierzyć, nie wziąłem kluczy od swojego mieszkania. Będę musiał ją zawieźć do apartamentu. 
- Mógłbyś mi pożyczyć telefonu ? - pyta siedząca obok Blanka
- Proszę - mówię i podaje jej mojego iPhona.
Wpisuje w niego numer. Oczekuje na odebranie.  
- Cześć Filip - odzywa się, ciekaw kim on jest - jak jutro wrócicie, pierwsze co zróbcie wymieńcie zamki u mnie w mieszkaniu, nie nic, mówię Ci wszystko w porządku.... i tak z Krakowa wrócicie za ładne parę godzin....dam sobie radę.... spokojnie Tony - widocznie do rozmowy wtrącił się ktoś jeszcze - po prostu je wymieńcie, proszę.... tak wiem, zadzwonię to po mnie przyjedziecie.... bawcie się dobrze. Pa! - rozłącza się i oddaje mi telefon 
- Już jesteśmy - oznajmiam, znajdujemy się na podziemnym parkingu.
Dziewczyna otwiera sobie drzwi.
- Dasz sobie radę?- pytam 
- Tak, już mniej boli - odpowiada 
Oczywiste jest to że ją nadal boli i to pewnie bardziej niż wcześniej, zamykam szybko swoje drzwi i biegnę w jej stronę. Po raz kolejny chronię ją przed upadkiem. Biorę ją na ręce i idę do windy. Jest strasznie lekka. 
- Nie noś mnie tak często bo się przyzwyczaję - mówi i się uśmiecha. Ta dziewczyna ma przepiękny uśmiech.  
- Przyzwyczajaj się, nie ma sprawy - odpowiadam 
- Masz strasznie dużo siły.
- Nie, to ty strasznie mało jesz - jak na zawołanie dziewczynie zaczyna burczeć w brzuchu. 
- Zaraz coś zjemy - informuję wychodząc z windy, która zatrzymała się na 4 piętrze. 
- Nie przejmuj się mną, poprawi mi się i sobie pójdę
- Ciekawe gdzie.... - zastanawiam się na głos, jaka ona jest uparta
Zostawiam ją siedząca na mojej sofie i idę do kuchni. 
- Masz piękne i duże mieszkanie - komplementuje - musisz tu często urządzać imprezy. 
- Blanka jesteś pierwszą osobą którą tu zaprosiłem - mówię, stojąc w progu salonu i patrząc na nią rozglądającą się po tym pomieszczeniu. Kiedy jej to powiedziałem zatrzymała na mnie wzrok. 
- A Maciek i Angela i ci wszyscy ludzie stojący w oku twojego samochodu? Nie zapraszasz ich? 
- Zapraszam, ale do mojego drugiego mieszkania 
- Więc dlaczego ja tu jestem? 
- Zapomniałem kluczy- przyznaję 
- Wiesz, udam że tego nie słyszałam i będę czuła się jak wyjątkowa księżniczka - mówiąc to zaczyna się śmiać
- Jak sobie życzysz cna białogłowo- mówię i zaczynam się śmiać razem z nią - teraz jedz, widać że jesteś głodna - zauważam i podsuwam jej talerz ze spaghetti, sam ugotowałem. 
- Bez przesady.
- Z. 
- Oh, daj spokój. Pójdę się umyć i dopiero zjem, zobacz jak ja wyglądam.
- Pięknie.
- Nie nabijaj się ze mnie.
- Nie nabijam. Zjedz. Proszę. Nienawidzę kiedy ktoś jest głodny. 
- Dobrze, zjem.
- Świetnie - mówię i wstaje 
- A ty gdzie? - pyta z pełna buzią
- Musisz sie umyć, więc idę przygotować kąpiel
- I w co ja mam się później ubrać? 
- Coś ci znajdę.
Dziewczyna kręci głową. Wygrałem, jak zwykle. 
                                                                     Blanka
Siedzę, czekając aż wróci Janek. Poszedł przygotować mi kąpiel. Po chwili wraca i bezceremonialnie, od razu, znowu bierze mnie na ręce. 
Niesie mnie przez długi korytarz do łazienki. Sadza mnie jak najbliżej wanny. Rozglądam się po tym dużym pomieszczeniu. Jest piękne. Wszystko takie nowoczesne, fioletowo-bezowe. Po chwili orientuje się że Janek mi się przygląda.  
- Dlaczego na mnie tak patrzysz ? - pytam
- Zastanawia mnie dlaczego nie płakałaś, ci kolesie cię bili z tego co widziałem próbowali cię nawet zgwałcić, a ty tylko krzyczałaś, nic więcej, ani jednej łzy - wyjaśnia
- Powiedzmy tak, nie należę do osób które płaczą, nawet w takiej sytuacji. Choć nie powiem zdziwiło mnie to gdy ci faceci do mnie podeszli. W Detroit nawet mnie nie napadli. 
- Gdzie? - on mi chyba nie wierzy 
- W Detroit, Ameryka rozumiesz? 
- Tak. Zostawię cię już samą, tutaj masz ubrania - podaje mi jeansy i bluzkę z długimi rękawami, jest to dziwne bo jestem podobno pierwszą osobą którą tu zaprosił, a dał mi kobiece ubrania. - uderz w coś, to po ciebie przyjdę - mówi stojąc przy drzwiach 
- Dziękuję - mówię
On zamyka drzwi, a ja zaczynam się rozbierać. Po tym co widzę, po ilości siniaków zdaję sobie sprawę jak mocne były uderzenia. Moje ciało wygląda okropnie. Wchodzę do wanny i odprężam się. Jest mi dobrze. Jakie miałam szczęście że to akurat Janek mnie obronił.
Gdyby nie on, oh....
Leże w wannie, wdycham woń olejków do kąpieli. Jestem zmęczona, ale nie chce mi się spać. Dokładnie myje sobie włosy, spłukuje krew z ciała i z wielkim wysiłkiem wychodzę z tego ciepłego raju. Wycieram się dokładnie. Wkładam ubranie, naszykowane przez Janka. Próbuje zrobić krok w stronę drzwi, ale nie wychodzi mi i całym ciałem uderzam o płytki. W zaledwie parę sekund, jest przy mnie już właściciel tego apartamentu.
- Mówiłem ci zastukaj w coś - widać że się zdenerwował
- Chciałam spróbować - tłumaczę
- I potłukłaś się jeszcze bardziej, dlaczego ty jesteś taka uparta? 
- Nie jestem.
- Oczywiście że jesteś.
Janek bierze mnie na ręce i niesie tym razem bardzo krótko. W łazience są dwoje drzwi. Weszliśmy pierwszymi z korytarza, wychodzimy drugimi do pokoju. Sadza mnie na łóżku. Szarym, dużym łóżku z baldachimem.
- Zostawię cię na chwilę, pójdę tylko po laptopa, nie wstawaj - oznajmia.
Kiwam potakująco głową. Rozglądam się po tej sypialni. Jest w niej biurko, czarny fortepian, dużo półek z książkami, wspomniane już łóżku stoliczki po obu jego stronach, wielki kufer stojący przed nim i dwa duże fotele.
Jest przecudownie, mogłabym tu zamieszkać.  
- Przyniosłem też picie i coś słodkiego - mówi Janek, stawiając tace na stoliczku ustawionego bliżej mnie. 
- Dziękuję.
- Nic ci na to nie odpowiem, bo kompletnie nie masz za co.
- Dobrze, rozumiem już nie będę. Co będziesz robić? - pytam żeby tylko zmienić temat
- Muszę sprawdzić pocztę, czekam na ważny e-mail.
- Yhym. Postaram ci nie przeszkadzać. 
- Zajmie mi to góra 15 minut.
Chłopak w skupieniu wpatruje się w ekran. Ciekawe co jest takiego ważnego w tym liście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz