środa, 3 kwietnia 2013

Przeprowadzki

Rozdział 4

                                                           Blanka
Siedzimy z Tonym w restauracji, w centrum. Postanowiliśmy najpierw zjeść, a później ruszyć na sklepy. Czuje że będzie to męczący dzień.  
- W jakie meble chcesz się zaopatrzyć na początek? - z myśli wyrywa mnie głos, mojego towarzysza.
- Na początek? Na początek chce to mieszkanie pomalować, nienawidzę białych ścian - stwierdzam 
- Sama? - pyta
- Nie, ty mi pomożesz- odpowiadam ze śmiechem
- Ja nie umiem.
- Nauczę cię. 
- Gdzie ty się tego nauczyłaś? 
- Tego, to akurat w Paryżu
Kelner przynosi zamówienie. Dania wyglądają naprawdę zachęcająco. Zaczynam jeść. Z głodu praktycznie nie przeżuwam jedzenia. Kończę. 
- Deser? - pyta Tony 
- Już nie zmieszczę. 
- Więc ruszamy. Mam pytanie. 
- Pytaj.
- Lubisz nowoczesne meble? 
- Lubię, pod warunkiem że są kolorowe - odpowiadam, kiedy wychodzimy z lokalu
- Świetnie, jedziemy do budowlanego, a później... później to zobaczysz. 
- Nie mogę się doczekać.
Moje myśli zaczęły krążyć w oku matki, jej zamiarów wobec mnie i tego gdzie ona teraz jest. Zadziwiające. Nigdy się nią nie przejmuje, nie myślę o niej, nie po przeprowadzce. Na szczęście z odsieczą przybywa mi mój towarzysz. 
- O czym myślisz? 
- O kolorach do mieszkania - zmyślam na poczekaniu
- I jak? Co wybierzesz? 
- Ręce i kolor.
- Co? Jedzenie ci zaszkodziło?  
- Po prostu, nie będziemy malować tego tradycyjnie wałkami, tylko kupię jak najwięcej kolorowych farb, po czym pozanurzamy w nich ręce i będziemy dotykać sufitów, ścian, nowocześnie. Nie pokryjemy całych powierzchni, część, ale będzie inaczej. - i pomyśleć że wymyśliłam to na poczekaniu 
- To świetny pomysł, muszę go kiedyś wykorzystać do jakieś reklamy - chwali mnie Tony . 
- Pamiętaj że mój.
- Tak, tak zapamiętam. Mojej sąsiadce nie może stać się krzywda. 
                                                             Janek
- Misiu-Pysiu gdzie ty jesteś? Cudowna imprezka!!! - krzyczy Angela do telefonu. 
- Jeśli raz mnie nie będzie, to naprawdę nic się nie stanie - odpowiadam na jej niecierpliwość 
- Ale nie zobaczysz moich nowych ubrań, byłam ostatnio na zakupach z mamą w Mediolanie, są prześliczne !!!
- Na pewno, zobaczę. 
- Nie! Przecież wiesz że nigdy nie zakładam dwa razy tego samego.
- Oh, tak .... coś przerywa - zaczynam szeleścić papierkami od cukierków- Angelika zobaczymy się kiedy indziej - rozłączam się, nie mamy ochoty z nią rozmawiać. 
Trzeba będzie pomyśleć, co dalej zrobić z tą historią. Teraz nie jest na to czas. Na szczęście. 
                                                            Blanka
Wybrałam chyba wszystkie odcienie dostępne w sklepie. Oczywiście po najmniejsze puszce, oszczędności. Czekałam z niecierpliwością na to co ma mi pokazać Tony. Kiedy postawił samochód na parkingu, wyskoczyłam z samochodu tak szybko, jakby ktoś miał mi za chwilę wręczyć milion dolarów. Tylko że w pobliżu nie było żadnego sklepu, stanęliśmy pod blokiem. 
- Zdziwiona? 
- Troszkę, spodziewałam się sklepu meblarskiego.
- Yhym
- Co yhym? 
- Nic. Zaraz zobaczysz.  
Wjechaliśmy windą na ostatnie piętro. Moja ciekawość sięgała zenitu. Tony zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Nie minęły dwie minuty a uchyliła je wysoka, na moje oko 25 letnia kobieta, bardzo podobna do mojego sąsiada.  
- Witaj braciszku, nie spodziewałam się tego po tobie, dotrzymałeś obietnice- powiedziała, kiedy nas zobaczyła. Od razu wpuściła nas do środka - A ta dama? Kim jest? 
- Blanka - odezwałam się 
- Tak. Mówiłem Ci Amelka moja nowa sąsiadka, a twoja wybawicielka - odezwał się Tony
- Wybawicielka? O czym ty mówisz? - zapytałam kompletnie nie rozumiejąc o co im chodzi
- Wyobraź sobie Blaneczko, że ta o to piękna kobieta, moja siostra, wyjeżdża do Norwegii i nie ma co zrobić ze swoim dobytkiem, a nie chce go wyrzucić - odpowiedział mi dwudziestodwulatek
- Ale ja nie mam aż tyle pieniędzy żeby je kupić - powiedziałam patrząc na kolorowe, nowoczesne meble, dokładnie takie jakie zawsze chciałam mieć 
- A ja nie chce ich sprzedawać, chodzi mi o to że ja chce je wstawić, jak to nazwać.... o wiem w komis - zaprotestowała Amelia 
Uśmiechnęłam się, wszystko zaczyna się układać. To dobrze. 
- Po twojej minie wnioskuje że ci się podobają i chcesz je wziąć w ten komis, czy jak to tam moja siostra nazwała, więc za dwie godziny będziesz to miała u siebie - zwrócił się do mnie Tony, na co kiwnęłam głową - Masz - podał kartkę właścicielce mebli - Jej adres i dziękuję.
- Nie to ja dziękuję - Amelia powiedziała i otworzyła drzwi - Tadziu - dodała po czym je zamknęła
- Nienawidzę jak tak do mnie mówi - burknął Tony, wchodząc do windy. 
- Która godzina ? - pytam 
- 19:00 - odpowiada 
- Dobrze że już wracamy - mówię - Marzę o śnie.
- Oh, ja też..
Po godzinie dojeżdzamy pod naszą kamienice. Korki. Przynajmniej nie będę długo czekała na meble. Zabieramy z samochodu zakupy, po czym zanosimy je do mnie. 
- Przywiozłaś ze sobą tylko cztery walizki i plecak, czekasz na coś więcej? - pyta Tony
- Nie - odpowiadam zwięźle.  
- To zabrałaś ze sobą tylko cztery walizki ubrań? - mężczyzna nie kryje zdziwienia.
- Dwie, w trzeciej są same albumy i najważniejsze pamiątki, a w czwartej sprzęt wiesz aparat, laptop, słowniki, książki. 
- Ja bym się nie mógł rozstać z tymi wszystkimi rzeczami, bardzo się przywiązuje.  
- Przez 6 lat ciągłych przeprowadzek na pewno byś się przyzwyczaił.
- Naprawdę aż tyle się przeprowadzałaś? 
- Naprawdę.
- Ile razy ? 
- Ten jest 16.
- Wow! Współczuję.  
- Przyzwyczaiłam się już 
- Musiało być ci naprawdę...- wypowiedź Tonego przerywa dzwonek do drzwi, szybko wstajemy z podłogi, na której siedzieliśmy rozmawiając i jedząc popcorn i biegniemy otworzyć drzwi. Za progiem stoi siedmiu mężczyzn, każdy z nich w ręku trzyma jakiś mebel. Wpuszczam ich bez zastanowienia do domu. 
                                                               *****
Po półgodzinie wszystkie meble stoją praktycznie jedno na drugim, oprócz łóżka. Na czymś muszę spać. Poustawiam je dopiero kiedy pomaluje ściany. 
Kładę się do łóżka. Nim zasypiam myślę jeszcze o tym co może się wydarzyć, jaką lekcje dostanę tym razem. 
                                                             Janek 
Szkoła, miejsce gdzie dzieci a później, nastolatki spędzają połowę swojego dzieciństwa. Wjeżdżam na szkolny parking 15 minut przed rozpoczęciem pierwszej lekcji, Maciek dzwonił żebym był wcześniej, bo chce zdać mi relację z wczorajszej imprezy. Ledwie zamykam drzwi od samochodu, a już słyszę głos mojego przyjaciela. 
- Do szkoły to się chodzi, a na imprezy nie? 
- Jak widać.
- Coś nie tak? Jesteś strasznie zdenerwowany.  
- Jest nie tak, ale to nie twój problem. 
- Jak chcesz stary, ale pamiętaj zawsze możesz mi wszystko powiedzieć. Jest jak najlepszy sejf, jak się sam zamknę, to już nikt mnie nie otworzy.
- Tak. Pamiętam. - mówię po czym, przychodzi profesor od angielskiego i musimy wejść do klasy. To co powiedział Maciek, w przenośni o tym sejfie jest całkowitą prawdą. Tylko on wie ile mam kasy, jak ją zarabiam, dlaczego. Ufam mu jak nikomu. 
Ostatni dzwonek dzwoni o 14. Pędem biegnę do samochodu, muszę jak najszybciej dotrzeć do biura w jednym z moich hoteli. Kontrahent przyjechał szybciej niż się zapowiadał.  
                                                              Blanka
Jest po 17, ściany mojego mieszkania są już pomalowane. Koncepcja uległa zmienia. Ręce pozostały ale dołączyły do nich napisane pędzlem życiowe motta, przysłowia, nietypowe słowa. Wykaligrafowane są w różnych językach. Zależy mi na tajemniczości. Nim po ustawiam meble minie jeszcze pewnie ze dwa, trzy dni. Poczekam. Mam czas. Mieszkanie też pomalowałam sama, Tony miał jakieś ważne, niespodziewane spotkanie. Obiecał że przy meblach mi pomorze. Trzymam go za słowo.
Moje rozmyślenia przerywa sygnał przychodzącego esemesa. Mama. 
" Nic nie kupiłaś. Wszystko w porządku ?" - jak zwykle, żadnego powitania, pozdrowienia. Formalnie. 
"Jest dobrze"- odpisałam
"Więc.... co z pieniędzmi ?" - dociekała 
"Nic, nie wszystko się kręci woku nich"- odpisałam zdenerwowana 
"Tak. To świetnie. Czynsz będę płacić. Rachunki płać sama. Nie wszystko się kręci woku pieniędzy przecież" - oszczędziłam sobie odpisywanie. Byłam pewna że moje konto właśnie w tej chwili zostało wyczyszczone co do złotówki. Dobrze że zrobiłam wcześniej zakupy, jedzenia starczy mi na jakieś 3 dni. Będę musiała wybrać się wcześniej do wydawnictwa, jak wezmę zlecenia, oni dadzą mi zaliczkę, za coś trzeba żyć. 
          



3 komentarze:

  1. Znalazłam kilka błędów. Między innymi "Koncepcja uległa zmienia" - domyślam się, że miało być "Koncepcja uległa zmianie". Po za tym jest świetnie :) Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału ;*

    http://carpe-diem-in-la.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem postaram się nie robić błędów :)

      Usuń
  2. Superowy blog. Zachęcam do odwiedzenia mojego na szczeniaczezycie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń