Rozdział 14
Janek
- Przy mnie będzie, postaram się żeby było - zapewniam - muszę iść spotkamy się w pracy, zadzwonię - gwarantuje
- Będę czekać - mówi - idź już, Maciek się zaraz skręci z niecierpliwości
- Tak - łapie za klamkę na co Blanka automatycznie odkręca się i odchodzi - przepraszam - dodaje
Pięknie! Znowu wszystko spieprzyłem! Gdyby rozdawali Nobla za debilizm miałbym wygraną w kieszeni. Trzaskam drzwiami.
- Jedź - warczę
- Oho, stary pierwszy raz cię widzę takiego, ale cię wzięło - komentuje
- Zamknij mordę - nie wytrzymuje - jedź
- Czyli ona nie odwzajemnia twojego uczucia - stwierdza
- Maciek obiecuje Ci że jeszcze raz coś na mój i uczuć temat powiesz, przestanie być miło - powiadamiam go
- Jest piękna - spogląda na mnie - Blanka oczywiście - mówi, nie mogę mu nic na to powiedzieć, nie zabroniłem mu i najważniejsze ma rację.
Blanka
- Piękna książka - mówię i podsuwam pod ręce Zoi plik kartek
- Jak ty to robisz?
- Co? - nie rozumiem
- Tak szybko tłumaczysz. Najszybciej ze wszystkich a masz najmniesze doświadczenie.
- Chce nadgonić i zarobić, później mogę nie mieć tyle czasu - wyjaśniam.
- Kiedy zaczynasz drugą pracę?
- Najpóźniej za tydzień, daj mi jeszcze ze dwie trzy książki.
- Dobrze, ale jeśli je przetłumaczysz masz około dwóch miesięcy wolnego.
- Dlaczego?
- Nie mam więcej zleceń, po prostu nie mam Ci co dać.
- Rozumiem, postaram się to zrobić jak najszybciej.
- Nie śpiesz się.
- Kiedy je przyślesz?
- Jutro, powinnaś je mieć.
- Ok - mówię. Wstaje i trzymając za klamkę żegnam się. Wychodzę.
Przymusowy urlop! Zajebiście! Lepiej być nie może! Zaczyna dzwonić mój telefon, naprawdę musi teraz?
Przymusowy urlop! Zajebiście! Lepiej być nie może! Zaczyna dzwonić mój telefon, naprawdę musi teraz?
- Halo?! - krzyczę
- Cześć! - odkrzykuje głos - nie możesz rozmawiać czy jak?
- Lola? - pytam z niedowierzaniem
- A kto inny? To możesz gadać?
- Pewnie.
- No to gdzie się teraz podziewa moja gwiazda? - pyta
- Polska, Warszawa. Nie źle co? - odpowiadam nie zważając na "gwiazdę"
- Auć.... nie źle, nie źle. Zrobiłaś coś ze swoim talentem?
- Jakim talentem?
- Znowu zaczynasz?
- Nie, tylko nie ma o czym mówić.
- Oczywiście że jest. Sprzedałam go.
- Co zrobiłaś?! - chyba sobie żartuje
- Sprzedałam twój obraz, mój portret sobie zostawiłam, ale ten drugi sprzedałam - nie żartuje
- Wiesz że to nie fair, on jest mój i brzydki i w ogóle.
- Za to twoje brzydkie i w ogóle dostałam 5 tysięcy euro.
- Ile?!
- Mogłabyś powiedzieć dziękuję i tyle. A nie krzyczeć. Nie cieszysz się?
- Cieszę, tylko zrobiłaś to bez mojej wiedzy.
- Jak bym cię zapytała to i tak byś mi nie pozwoliła.
- Fakt.
- No widzisz. Podaj mi swój adres.
- Ale....
- Żadnego ale. Chce jeszcze więcej twoich obrazów.
- A komu sprzedałaś ten?
- Koleżance mojej mamy. Zobaczyła go u nas i nie mogła wyjść bez niego. Wiesz że nie mogła uwierzyć w to że namalowała go 14 latka. Tak jej się podobał.
- Chyba jest kompletną wariatką.
- Wiesz, jak możesz. Blanka daj mi ten adres. - mówi rozkazującym tonem
- Już. Hoża 52 mieszkania 5.
- Cudownie, rozłączę się bo Ci znowu przejdzie. I kocham cię mój mistrzu pędzla. Pieniądze też ci wyśle tylko na konto.
- Lola!!!
- Całuski!
Rozłączyła się. Nie wieże. Co ona robi.
Lola ma teraz 22 lata, poznaliśmy się kiedy byłam w Barcelonie, miałam w tedy 14 lat i malowałam, dużo malowałam. Jest moją przyjaciółką i totalną wariatka, w dobrym tego słowa znaczeniu. Jest też miła i pełna energii. Długi czas się nie odzywała, ale to Lola więc to nic dziwnego.
Nim doszłam do wydawnictwa, zwiedzałam miasto. Spacerowałam po parkach i centrach handlowych. Myślałam o Janku.
Znalazłam się na mojej przecznicy kiedy mój telefon znowu zaczął dzwonić. Bez sprawdzania kto dzwoni odebrałam.
- Co znowu?! - warknęłam pełna przekonania że to Lola.
- Ciebie też miło słyszeć - powiedział Tony. Oj, pomyłka.
- Myślałam że to ktoś inny. Przepraszam.
- A kto wprawił cię w taki znakomity nastrój?
- Najpierw Zoja, później Lola.
- Jedną kojarzę, drugą nie za bardzo. Kto to więc jest?
- Moja przyjaciółka.
- I co ona takiego zrobiła.
- Sprzedała mój obraz.
- Czekaj, malujesz?
- Malowałam. Czas przeszły.
- Szkoda. Ale to co Lola zrobiła jest dobre, powinnaś się cieszyć, wierzy w ciebie.
Szamotam się z zamkiem i długo nic nie mówię.
- Blanka jesteś tam?
- Tak. Po prostu nie mogłam otworzyć drzwi.
- A gdzie byłaś? - pyta
- Dowiedzieć się o przymusowym urlopie - odpowiadam cierpko - ale dosyć o mnie, co u ciebie?
- Harry doprowadza mnie do szału, nic się nie zmieniło. Nie może chyba znieść że jej już nie ma. Państwo Knight są przygaszeni, czyli też bez zmian. Jedynie Lili się cieszy z tego że przyjechałem.
- Przywieź ich tu, to znaczy Lili i Harrego niech zmienią otoczenie chociaż na chwilę to zawsze dobrze robi.
- Może za parę miesięcy, zobaczymy. Na razie jest strasznie ciężko.
- Zawsze szukaj tych jasnych stron.
- Ciągle mi to powtarzasz.
- Jeszcze jeden raz nie zaszkodzi.
- Fakt. Muszę kończyć, jadę po Lili do przedszkola.
- Ok, pozdrów ją. Trzymaj się.
- Pozdrowię. Ty też.
Kolejny koniec. Muszę coś zjeść i pomyśleć. Czas najwyższy się także wykąpać.
Jest mi przykro z powodu tego co stało się z Jane - pierwszą i jedyną dziewczyną Tonego. Była wszystkim dla swojej rodziny. Jej utrata jest dla nich nie bywałym trudem. Najgorzej znoszą to Lili i Harry, rodzeństwo Jane. Mieszkają w Chicago. Dlatego Tony się przeniósł.
Życie jest nie sprawiedliwe.
Janek
- A co z moim samochodem? - pytam kiedy zamykam drzwi, po tym jak odebrałem pizze.
- Na parkingu, cały i zdrowy -odpowiada Maciek z uśmiechem.
- Wiesz jak się dostałem wczoraj do Blanki?
- Normalnie, taksówką.
- I nic nie zrobiłeś kiedy ci powiedziałem gdzie chce jechać?
- Ja myślałem ze ty już z nią, no wiesz - mówiąc to tracą mnie łokciem,
- Po wódce na maksa ci odpierdala - komentuje jego zachowanie
- Stary poznałeś ją prawie dwa miesiące temu i nic? Nie wierzę. Nie ty.
- To uwierz, wczoraj widziałem ją dopiero po miesiącu.
- A ja myślałem że wy już, że w nocy.
- Nie myśl, nie wychodzi Ci.
- Ale ty? Żadne przecież nie przepuścisz, z resztą która by cię nie chciała?
- No widzisz znalazła się jedna.
Maciek znowu chce to jakoś skomentować.
- Nie waż się nic więcej powiedzieć - uprzedzam go - nic.
- Dobra, nich ci będzie - mówi i unosi ręce w geście obronnym.
Jemy w moim mieszkaniu, czekam aż Maciek sobie pójdzie. Nie mam ochoty spędzać z nim dzisiaj więcej czas. Nie będę go jednak wypraszał. Kultura ponad wszystko.
- A co z Angelą?
- Nic, czekam trzy miesiące aż mi się skończy kontrakt z jej ojcem.
- Ty i te twoje interesy.
- Trzeba sobie radzić.
- A może zrobimy coś jak z Klaudią?
- Że jej wina?
- Tak
- Może. Pomyślimy
- Myśl intensywnie.
- Jasne.
- Muszę sie zbierać - nareszcie sobie idzie
- Jeśli tak.
- Niestety.
Podajemy sobie ręce i Maciek wychodzi.
Czas najwyższy.
To jego gadanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz