poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Lola

Rozdział 14

                                                                         Janek 
- Przy mnie będzie, postaram się żeby było - zapewniam - muszę iść spotkamy się w pracy, zadzwonię - gwarantuje
- Będę czekać - mówi - idź już, Maciek się zaraz skręci z niecierpliwości
- Tak - łapie za klamkę na co Blanka automatycznie odkręca się i odchodzi - przepraszam - dodaje 
Pięknie! Znowu wszystko spieprzyłem! Gdyby rozdawali Nobla za debilizm miałbym wygraną w kieszeni. Trzaskam drzwiami. 
- Jedź - warczę 
- Oho, stary pierwszy raz cię widzę takiego, ale cię wzięło - komentuje
- Zamknij mordę - nie wytrzymuje - jedź
- Czyli ona nie odwzajemnia twojego uczucia - stwierdza
- Maciek obiecuje Ci że jeszcze raz coś na mój i uczuć temat powiesz, przestanie być miło - powiadamiam go 
- Jest piękna - spogląda na mnie - Blanka oczywiście - mówi, nie mogę mu nic na to powiedzieć, nie zabroniłem mu i najważniejsze ma rację.  
                                                               Blanka
- Piękna książka - mówię i podsuwam pod ręce Zoi plik kartek 
- Jak ty to robisz?  
- Co? - nie rozumiem
- Tak szybko tłumaczysz. Najszybciej ze wszystkich a masz najmniesze doświadczenie. 
- Chce nadgonić i zarobić, później mogę nie mieć tyle czasu - wyjaśniam. 
- Kiedy zaczynasz drugą pracę? 
- Najpóźniej za tydzień, daj mi jeszcze ze dwie trzy książki. 
- Dobrze, ale jeśli je przetłumaczysz masz około dwóch miesięcy wolnego.
- Dlaczego? 
- Nie mam więcej zleceń, po prostu nie mam Ci co dać. 
- Rozumiem, postaram się to zrobić jak najszybciej.
- Nie śpiesz się.
- Kiedy je przyślesz?
- Jutro, powinnaś je mieć.
- Ok - mówię. Wstaje i trzymając za klamkę żegnam się. Wychodzę. 
 Przymusowy urlop! Zajebiście! Lepiej być nie może! Zaczyna dzwonić mój telefon, naprawdę musi teraz?
- Halo?! - krzyczę
- Cześć! - odkrzykuje głos - nie możesz rozmawiać czy jak? 
- Lola? - pytam z niedowierzaniem
- A kto inny? To możesz gadać?  
- Pewnie.
- No to gdzie się teraz podziewa moja gwiazda? - pyta 
- Polska, Warszawa. Nie źle co? - odpowiadam nie zważając na "gwiazdę"
- Auć.... nie źle, nie źle. Zrobiłaś coś ze swoim talentem? 
- Jakim talentem?
- Znowu zaczynasz? 
- Nie, tylko nie ma o czym mówić.
- Oczywiście że jest. Sprzedałam go. 
- Co zrobiłaś?! - chyba sobie żartuje
- Sprzedałam twój obraz, mój portret sobie zostawiłam, ale ten drugi sprzedałam - nie żartuje
- Wiesz że to nie fair, on jest mój i brzydki i w ogóle.
- Za to twoje brzydkie i w ogóle dostałam 5 tysięcy euro.
- Ile?!
- Mogłabyś powiedzieć dziękuję i tyle. A nie krzyczeć. Nie cieszysz się? 
- Cieszę, tylko zrobiłaś to bez mojej wiedzy. 
- Jak bym cię zapytała to i tak byś mi nie pozwoliła.
- Fakt.
- No widzisz. Podaj mi swój adres.
- Ale....
- Żadnego ale. Chce jeszcze więcej twoich obrazów. 
- A komu sprzedałaś ten?
- Koleżance mojej mamy. Zobaczyła go u nas i nie mogła wyjść bez niego. Wiesz że nie mogła uwierzyć w to że namalowała go 14 latka. Tak jej się podobał. 
- Chyba jest kompletną wariatką.
- Wiesz, jak możesz. Blanka daj mi ten adres. - mówi rozkazującym tonem
- Już. Hoża 52 mieszkania 5. 
- Cudownie, rozłączę się bo Ci znowu przejdzie. I kocham cię mój mistrzu pędzla. Pieniądze też ci wyśle tylko na konto. 
- Lola!!! 
- Całuski!
Rozłączyła się. Nie wieże. Co ona robi. 
Lola ma teraz 22 lata, poznaliśmy się kiedy byłam w Barcelonie, miałam w tedy 14 lat i malowałam, dużo malowałam. Jest moją przyjaciółką i totalną wariatka, w dobrym tego słowa znaczeniu. Jest też miła i pełna energii. Długi czas się nie odzywała, ale to Lola więc to nic dziwnego. 
Nim doszłam do wydawnictwa, zwiedzałam miasto. Spacerowałam po parkach i centrach handlowych. Myślałam o Janku. 
Znalazłam się na mojej przecznicy kiedy mój telefon znowu zaczął dzwonić. Bez sprawdzania kto dzwoni odebrałam.
- Co znowu?! - warknęłam pełna przekonania że to Lola.
 - Ciebie też miło słyszeć - powiedział Tony. Oj, pomyłka.
- Myślałam że to ktoś inny. Przepraszam.
- A kto wprawił cię w taki znakomity nastrój?
- Najpierw Zoja, później Lola. 
- Jedną kojarzę, drugą nie za bardzo. Kto to więc jest? 
- Moja przyjaciółka.
- I co ona takiego zrobiła.
- Sprzedała mój obraz.
- Czekaj, malujesz?
- Malowałam. Czas przeszły. 
- Szkoda. Ale to co Lola zrobiła jest dobre, powinnaś się cieszyć, wierzy w ciebie.
Szamotam się z zamkiem i długo nic nie mówię.
- Blanka jesteś tam? 
- Tak. Po prostu nie mogłam otworzyć drzwi. 
- A gdzie byłaś? - pyta
- Dowiedzieć się o przymusowym urlopie - odpowiadam cierpko - ale dosyć o mnie, co u ciebie?  
- Harry doprowadza mnie do szału, nic się nie zmieniło. Nie może chyba znieść że jej już nie ma. Państwo Knight są przygaszeni, czyli też bez zmian. Jedynie Lili się cieszy z tego że przyjechałem.
- Przywieź ich tu, to znaczy Lili i Harrego niech zmienią otoczenie chociaż na chwilę to zawsze dobrze robi.
- Może za parę miesięcy, zobaczymy. Na razie jest strasznie ciężko. 
- Zawsze szukaj tych jasnych stron.
- Ciągle mi to powtarzasz.
- Jeszcze jeden raz nie zaszkodzi.
- Fakt. Muszę kończyć, jadę po Lili do przedszkola.
- Ok, pozdrów ją. Trzymaj się. 
- Pozdrowię. Ty też. 
Kolejny koniec. Muszę coś zjeść i pomyśleć. Czas najwyższy się także wykąpać. 
Jest mi przykro z powodu tego co stało się z Jane - pierwszą i jedyną dziewczyną Tonego. Była wszystkim dla swojej rodziny. Jej utrata jest dla nich nie bywałym trudem. Najgorzej znoszą to Lili i Harry, rodzeństwo Jane. Mieszkają w Chicago. Dlatego Tony się przeniósł. 
Życie jest nie sprawiedliwe.
                                                      Janek
- A co z moim samochodem? - pytam kiedy zamykam drzwi, po tym jak odebrałem pizze.
- Na parkingu, cały i zdrowy -odpowiada Maciek z uśmiechem.
- Wiesz jak się dostałem wczoraj do Blanki?
- Normalnie, taksówką. 
- I nic nie zrobiłeś kiedy ci powiedziałem gdzie chce jechać? 
- Ja myślałem ze ty już z nią, no wiesz - mówiąc to tracą mnie łokciem,
- Po wódce na maksa ci odpierdala - komentuje jego zachowanie
- Stary poznałeś ją prawie dwa miesiące temu i nic? Nie wierzę. Nie ty.
- To uwierz, wczoraj widziałem ją dopiero po miesiącu.
- A ja myślałem że wy już, że w nocy. 
- Nie myśl, nie wychodzi Ci.
- Ale ty? Żadne przecież nie przepuścisz, z resztą która by cię nie chciała? 
- No widzisz znalazła się jedna.
Maciek znowu chce to jakoś skomentować. 
- Nie waż się nic więcej powiedzieć - uprzedzam go - nic. 
- Dobra, nich ci będzie - mówi i unosi ręce w geście obronnym.
Jemy w moim mieszkaniu, czekam aż Maciek sobie pójdzie. Nie mam ochoty spędzać z nim dzisiaj więcej czas. Nie będę go jednak wypraszał. Kultura ponad wszystko. 
- A co z Angelą? 
- Nic, czekam trzy miesiące aż mi się skończy kontrakt z jej ojcem. 
- Ty i te twoje interesy.
- Trzeba sobie radzić.
- A może zrobimy coś jak z Klaudią? 
- Że jej wina?
- Tak
- Może. Pomyślimy
- Myśl intensywnie.
- Jasne.
- Muszę sie zbierać - nareszcie sobie idzie
- Jeśli tak.
- Niestety.
Podajemy sobie ręce i Maciek wychodzi. 
Czas najwyższy. 
To jego gadanie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz