Rozdział 1
Siedzę w samolocie. Lot numer 997 z Nowego Jorku do Warszawy. Samolot jest pełny ludzi. Dziwię się. Dlaczego wyjeżdżają z miejsca gdzie mogą wszystko do miejsca w którym nie mogą nic. Polska a Ameryka to całkowicie inne światy. Dzieli ich przepaść wielkości co najmniej tysiąca kilometrów. Ja nie lecę do Warszawy z własnej woli. Moja matka mnie tam wysyła. Nigdy nie zabiera mnie za sobą, tam gdzie ona aktualnie się znajduje. Ja podążam do Polski, kiedy ona jest we Francji. "Żeby było bliżej"- mówi. Ale żeby naprawdę tak było niech mnie weźmie ze sobą. Tylko jeszcze jest pytanie czy ja na pewno tego chce. Czy chce być przy niej? Od 6 lat normalnie ze sobą nie rozmawiamy. Nasz dialog wygląda, tak jak monolog. Ona mówi o pieniądzach które mi wyśle, o nowym adresie, o tym gdzie jest lub o wszystkim związanym z moim lotem, a ja przytakuje lub zaprzeczam. Często się także kłócimy. Nie ma pomiędzy nami normalnych relacji. Mogłabym jeździć z miejsca na miejsce. Już się przyzwyczaiłam, wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt że lecę właśnie do Polski, miejsca gdzie się urodziłam, gdzie wydarzyło się to co spowodowało o tym że teraz tułam się po całym świecie. Wygląda to dziwne, gdy nastolatka przemieszcza się z jednego miasta do drugiego. Moja matka zawsze załatwiał mi osoby które mogły by się mną zająć lecz od roku jestem upełnoletniona. Trochę to dziwne powinnam móc sama o sobie decydować jednak moje upełnoletnienie ma pomóc mojej mamie, a nie mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz