Rozdział 20
Blanka
Świetnie! Chociaż wszystko jest jasne. Mi zależy, jemu trochę mniej, ale chociaż wszystko jest wyjaśnione.
Pije już trzecią kawe pod rząd, jest chyba 4 nad ranem, nie sprawdzam. Pochłonęło mnie malowanie, od kąd wpadłam do domu zła po rozmowie z Jankiem. Chyba inaczej to sobie zaplanował. Trudno. Różnie się w życiu układa, nie zawsze tak jak chcemy, niestety.
Janek
A miało być tak pięknie, a się kurwa wszystko schrzaniło. Super! Gorzej to już chyba być nie może. I jak zwykle, czyja to wina? No, oczywiście moja. W jeden wieczór spieprzyłem najważniejszą sprawę w moim życiu, moje stosunki z Blanką.
Życie jest co raz cięższe, a podobno bycie dorosłym jest takie wspaniałe.
Jest chyba już 12, a ja wciąż leże w łóżku, nie mam ochoty na wstawanie. Dzwoni telefon. Inga, muszę odebrać.
- Tak? - pytam
- Jestem na miejscu - melduje
- Doskonale. I?
- I nie jest tak źle jak przypuszczałam.
- A myślałaś że już nic tam nie zastaniesz? - śmieje się
- To nie jest śmieszne. Dzwonili już do mnie z Gdyni. Wszystko pozwoliłam sobie przekierować na ciebie. Telefony i tak dalej. A wracając do sprawy, to wszystko ruszyło, potrzebują ciebie za jakiś tydzień, dwa żebyś po podpisywał umowy. Powiedziałam że przyjedziesz, będą dzwonić jeśli coś będzie im jeszcze potrzebne.
- Doskonale. Coś jeszcze?
- Tak. Mam zrobić wszystko dokładnie tak jak mi napisałeś w e-mailu?
- Dokładnie tak. Inga ty wypełniasz tylko moje polecenia, to ja ci to zleciłem więc masz to wykonać. Bez zastanowienia.
- Oczywiście szefie, zastosuje się do pańskich wskazówek. Miłego dnia. - rozłączyła się. Jest wkurzona, wiem to bo kiedy się denerwuje to zwraca się do mnie per "Szefie".
Kolejna dziewczyna wkurzona na mnie w przeciągu, licząc godzinami jednego dnia. Ładny wynik, nie ma co.
Zwlekam się z łóżka, muszę wziąć szybki prysznic i jechać do pracy. Ogarnąć wszystko po tym miesiącu nieobecności, a miało mnie nie być jeszcze do końca czerwce. Trudno. Różnie się w życiu układa, niestety.
*****
- Daria niech ktoś przyniesie mi coś do jedzenia, najlepiej niech sam Dominik mi coś zrobi. - polecam menadżerce restauracji i kuchni, kiedy dostrzegam ją zaraz po wejściu do hotelu.
- Tak jest szefie. Coś jeszcze?
- Wodę z cytryną albo lepiej z limonką.
- Oczywiście, szefie. To wszystko?
- Tak, dziękuję.
Odchodzi, by wypełnić moje polecenie.
- Panie Lenart. - odwracam się na dźwięk głosu recepcjonistki - Przyszła dzisiaj oferta, od Hollywoodzkiej gwiazdy, aby w czasie turne się u nas zatrzymała, proszę - wręcza mi plik dokumentów
- Dziękuję - patrzy na mnie głupawym wzrokiem - Może już pani odejść - polecam. Co z nią jest? Znaczy ogólnie jest ok, po za tymi chwilami kiedy patrzy na mnie maślanymi oczami. Nic z tego.
Idę do mojego biura. Siadam na fotelu i przeglądam papiery od tej super gwiazdy, są po angielsku. Nie mam wyboru muszę zadzwonić do Blanki, ona je przetłumaczy szybciej i precyzyjniej. Włączam jeszcze wcześniej laptop by sprawdzić aktualne wiadomości, od razu na ekranie pojawia się przypomnienie o charytatywnym balu. Tak, o tym też będę musiał porozmawiać z Blanka. Szukam jej numeru w kontaktach po czym dzwonie, cierpliwie czekając aż odbierze.
- Słucham - odbiera po czwartym sygnale, jej głos brzmi jakby dopiero wstała
- Spałaś? - pytam
- Właśnie zasypiałam. Cześć.
- Cześć. Jesteś chora?
- Nie, wszystko dobrze. Jestem ci w czymś potrzebna? W pracy?
- W zasadzie tak, ale jeśli odpoczywasz nie mamy o czym mówić.
- To moja praca. Gdzie jesteś?
- W hotelu. Przyjechać po ciebie?
- Nie, dziękuję. Dam radę. Będę za jakąś godzinę. - rozłącza się
Co takiego się stało że miała zamiar iść spać dopiero w południe? Co robiła w nocy?
Blanka
Pięknie. Nie przewidziałam jednej rzeczy, mogę zostać wezwana do pracy. Nie spałam już 24 godziny, dwie mocne kawy powinny postawić mnie na nogi. Biorę szybki prysznic. Robię sobie makijaż, którego na co dzień praktycznie w ogóle nie uznaje. Dzisiaj nie mam wyjścia, nie mogę pokazać się ludziom z takimi sińcami pod oczami. Ubieram się szybko godzina nawet jak dla mnie to nie zbyt dużo czasu. Dzwoni mój telefon, Tony.
- Cześć.
- Cześć Blanka co u ciebie?
- Nic nowego, niestety. A u ciebie poprawiło się z dzieciakami?
- Jest lepiej, łapie kontakt z Harrym. Przyzwyczajamy się do siebie. Wiesz byłem ostatnio na dniu matki w przedszkolu u Lili.
- Jak to? Przecież Lili ma matkę.
- Funkcjonującą dzięki psychiatrze. To wszystko jest o wiele trudniejsze, niż się wydaje. Lili jest malutka i rozumie więcej niż się wszystkim zdaje.
- Ona cię poprosiła żebyś z nią poszedł? - pytam, kiedy kończę wiązać buty
- nie, to zrobił Harry
- Naprawdę? - zatkało mnie
- Naprawdę. Też się nie spodziewałem.
- Chyba nikt się nie spodziewał - zamykam drzwi i schodzę na dół
- Masz rację. Najważniejsze że Lili była zadowolona z faktu że ktoś tam z nią poszedł.
- I jak podobało ci się? - pytam ruszając chodnikiem w odpowiednią stronę
- Po za tym że matki zamiast oglądać przedstawienie przygotowane dla nich, przez ich dzieci, gapiły się cały czas na mnie.
- Ja na ich miejscu, robiłabym to samo. Jesteś przystojny. - śmieje się
- Blanka! Bez przesady. One powinny zajmować się swoimi dziećmi.
- Ale ci się podobało? Po za mamusiami, oczywiście.
- Pewnie. Lili ma świetny głos. Śpiewała piosenkę sama. Jestem z niej dumny.
- A ja z ciebie.
- Ze mnie? Nie rozumiem.
- Nie każdy podjąłby się takiego zadania - pisk hamulców i klakson samochodu, rozglądam się, nie to nie na mnie. Jak dobrze.
- Blanka wszystko ok? Gdzie jesteś?
- Idę do pracy, spokojnie wszystko dobrze
- O tej porze?
- Lepiej teraz niż wcale.
- Fakt. Przyjedziemy do polski nie długo, muszę tylko zacząć rozumieć tego chłopaka. Myślę żeby cię polubił.
- To niech do mnie zadzwoni.
- Kto?
- Harry. Może mu pomogę.
- Świetny pomysł. Spróbuje go namówić. Dzięki.
- Drobiazg. Muszę kończyć doszłam już do hotelu. Zadzwonię.
- Jak by coś zawsze jestem pod ręką, dzwoń. Wyśle ci na pocztę występ małej, zobaczysz jaki ma talent.
- Czekam z niecierpliwością. Do usłyszenia.
- Do usłyszenia.
Wrzucam telefon do plecaka. Pewnym krokiem, zmierzam w kierunku windy.
- Przepraszam panią, mogę w czymś pomóc? - zatrzymuje mnie irytujący głos recepcjonistki zmierzającej w moją stronę.
- Nie, dziękuję. Znam drogę, poradzę sobie.
- Tylko że tu nie można sobie od tak wchodzić - protestuje - Proszę pani - Tej pani wolno - rozlega się dźwięk głosu Janka który stoi za mną - Dziękuję za taką dbałość, może już pani odejść do swoich zajęć - poleca. Recepcjonistka zrezygnowanie odchodzi.
- Chcesz coś zjeść? - pyta mnie Jasiek
- Nie, ale napije się z chęcią kawy, najmocniejszą jaką macie, proszę - odpowiadam, odkręcając się w jego stronę
- Najmocniejszą. - przytakuje. Gestem ręki przywołuje w naszą stronę kobietę ubraną w unifor z logo hotelu - Daria dla tej pani, kawa, najmocniejsza jaką mamy w menu i torcik czekoladowy. A ja chce jeszcze raz wodę i szarlotkę. Wszystko dostarcz do mojego gabinetu.
- Oczywiście, szefie. Coś jeszcze?
- Nie, to wszystko. Dziękuję.
Kobieta odchodzi w stronę restauracji.
- A co jeśli nie lubię torcika czekoladowego? - pytam
- Nasz polubisz - zapewnia - Chodź - bierze mnie za rękę i wprowadza do windy - Musimy porozmawiać
- Nie mów mi że zerwałeś mnie z łóżka żeby tylko porozmawiać?
- Nie. Dlaczego nie spałaś w nocy? - zmienia temat
- Malowałam. Co dzisiaj mam do pracy?
- Oferta zagranicznej gwiazdy. Angielski. Nie wiele do tłumaczenia, ale potrzebna mi precyzja.
- Zapowiada się ciekawie.
Janek
- Chcesz jeszcze kawy? - pytam Blanki, kiedy odstawia pustą filiżankę
- Tak, tylko słabszą.
Składam zamówienie.
- Skończyłam - podsuwa mi świeżo co wydrukowane kartki - Mają spore żądania, ale za doskonałą cenę, proszą o jak największą dyskrecje i trzy całe wolne piętra.
- Tak, trochę tego jest. Przyjęłabyś go do swojego hotelu?
- Tak. To prestiż dla tego hotelu i całej sieci.
- Czyli trzeba wysłać im potwierdzenie. Dzięki.
- Przyjmiesz go bo ja bym tak zrobiła?
- Czemu nie? Ufam ci. - zapewniam - Proszę - wołam na rozlegające pukanie do drzwi biura
Wchodzi kelnerka, która szybko zostawia nową filiżankę, zabiera starą i wychodzi.
- Napisz jeszcze odpowiedź i to będzie wszystko na dzisiaj,
- Masz ją na samym spodzie
- Dzięki.
- Moja praca. Chciałeś rozmawiać.
- Chciałem zapytać czy nasze jutrzejsze wyjście jest nadal aktualne?
- Jest. To wszystko? Nie masz mi nic więcej do powiedzenia?
- Nie. A co byś chciała usłyszeć?
- Nie ważne, sam zrozum. O której jutro będziesz?
- O 19. Blanka co chcesz usłyszeć? Co mam ci powiedzieć?
- Świetnie, będę gotowa. Strój wieczorowy, tak?
- Tak. Nie odpowiedziałaś.
- I nie odpowiem puki sam nie zrozumiesz. Mogę już iść? Jestem zmęczona.
- Pewnie. Dziękuję.
- Nie ma za co. Będę czekać na ciebie jutro.
Blanka
Ostatnia wsuwka we włosy i kok gotowy. Delikatnie podkreślam oczy kredką, przesuwam tuszem po rzęsach i zaznaczam usta czerwoną szminką. Przechodzę do sypialni gdzie wkładam na siebie jedwabną sukienkę, bez ramiączek, z odkrytymi plecami, w pięknym odcieniu ciemnej zieleni. Układam ją tak by dobrze na mnie leżała i żeby ja się w niej dobrze czuła. Szlag nie mogę jej zapiąć. Dzwonek do drzwi. Fakt już 19.
- Otwarte! - krzyczę na tyle głośno, aby usłyszał mnie Jasiek stojący za drzwiami.
Słyszę jak drzwi się otwierają i zamykają. Ja w dalszym ciągu siłuje się z tym przeklęty zamkiem.
- Puść, bo zepsujesz - mówi Jasiek, odciągając delikatnie moje ręce od sukienki - Poczekaj - zapina sukienkę i muska ustami moje nagie ramiona
- Przesteń - protestuje - Nie psujmy tego wieczoru.
- Blanka ja chcę z tobą porozmawiać...
- Ale ja nie chcę rozmawiać z tobą, chodźmy już.
Wkładam buty na wysokim obcasie, ale to i tak nie pomaga, wciąż jestem od niego niższa.
- Pięknie wyglądasz.
- Porozmawiamy później, obiecuje.
- Nie powiedziałem tego żebyś ze mną rozmawiała, chciałem sprawić ci przyjemność.
- Dziękuję. Rozumiem. Chodźmy.
*****
- Blanka, tak się cieszę że jednak przyszłaś - obejmuje mnie Nicola. Patrzę na Janka, to "jednak" jest niepokojące. Kiwa głową, czyli rozmawiał z nimi.
- Chodź, wejdziemy najlepsza część się zaraz zacznie - ciągnie mnie za sobą - Musisz mi mówić o stopniach i innych rzeczach, nie lubię niespodzianek, nie takich. Zaraz po wejściu powinniśmy na prawo zobaczyć dość wysoką, szczupła kobietę stojącą za wysokim blatem, Magdę. Ona wszystko wyjaśnij. Ja wiem, nie jestem tu pierwszy raz. To najlepszy bal charytatywny na jakie chodzimy razem z Ianem. - Nicola cały czas mówi, czasami wcinam się by ją przed czymś ostrzec. Nie jestem pewna czy to co mam mnie tam zastać ucieszy mnie.
- Mamy skręcić w prawo tak?
- Tak. Już ją słyszę.
Idziemy jeszcze parę kroków do przodu.
- Nicola! - moją towarzyszkę dostrzega kobieta stojąca za tym wielkim blatem opisanym przez Nicole, wychodzi nam na przeciw
- To właśnie ona, Magda - szepcze mi Nicola na ucho
- Już się bałam że nie przyjdziesz - skarży się Magdalena przytulając Nicole - A więc drogie panie! - mówi głośniej tak by wszystkie zebrane w holu kobiety ja słyszały - Mam zaszczyt ogłosić że 6 edycja akcji "Taniec Pomoże" która jest główną atrakcją tego balu, zaraz się rozpocznie i to właśnie dzięki wam! Dla nie wtajemniczonych nasza atrakcja polega na licytacji tańca, a mianowicie każda z was będzie miała szanse wyjść na mały podest i jedynie swoją osobą walczyć o jak największą pomoc dla naszych podopiecznych! Sprawdźcie kto wykaże się większą hojnością wasi partnerzy czy nieznajomi! Która z was ma ochotę być tą pierwszą?
Zgłasza się jakaś wysoka, piękna i nie mniej pięknie ubrana kobieta. Magda wychodzi razem z nią. Po chwili słychać jak przedstawia pierwsza kandydatkę.
- To Magda wszystko wymyśliła - zdradza po cichu Nicola
Pierwszy taniec zostaje zlicytowany za 60 tysięcy złotych. Na podest wchodzi kolejna kobieta, taniec z nią zostaje sprzedany za 40 tysięcy.
- Pod czas tego balu chyba bardzo dużo zbierają - stwierdzam
- Poczekaj aż wyjdziesz ty, coś czuje że Janek pobije rekord - mówi Nicola - No idź teraz ty dopóki jest jeszcze tylu biznesmenów. To wszystko dla chorych i biednych dzieci, pamiętaj no idź.
Wypycha mnie na salę. Nie wiem jakim cudem dochodzę tak pewnym krokiem na podest koło Magdaleny.
- Powiedz mi jak masz na imię, moja piękności - szepcze z uśmiechem Magda
- Blanka - odpowiadam cichutko
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze.
Tak, tylko jak tu być spokojnym. Kiedy patrzy na ciebie ponad stu mężczyzn, a ty nie jesteś pewny czy w ogóle ktoś zechce z tobą zatańczyć. Stoje wyprostowana i oddycham ciężko, nie spokojnie.
Co za dzień.
Prześlesz coś w końcu?
OdpowiedzUsuń3mam kciuki!😉