niedziela, 26 maja 2013

Caitlin

Rozdział 24 

                                                                         Blanka 
- Szukasz portfela? - pyta Max, kiedy grzebie w plecaku szukając właśnie portfela. 
- Mam możliwość anulowania rachunku - wtrąca ekspedientka nim odpowiem - Wykonać?
- Tak - mówię ze zrezygnowaniem.
- Nie - przeczy Max - Niech pani to podliczy. Ureguluje rachunek - na jego słowa kobieta stojąca za ladą promienieje jakby stał przed nią sam książę gotowy jej się oświadczyć. Ok, Max jest przystojny, nawet bardzo, ale żeby aż tak. 
- Specjalnie go nie wziąłeś - kręcę głową na wspomnienie tego jak pakował mnie Max. 
- Od razu tam specjalnie - chłopak wbija pin karty - Chciałem zrobić ci prezent a oczywiste jest to żebyś mi nie pozwoliła, musiałem sobie jakoś radzić.
- Całkiem nie źle Ci wyszło, od razu stawiasz kolacje - mówię zabierając torby z lady w których znajdują się moje dwie nowe sukienki 
- Nie ma sprawy mała - kładzie mi rękę na ramieniu - I jeszcze kino.
- Kino? 
- Kino.
- A po kinie?
- Coś wymyśle.
- Czuje się jak to ja bym była gościem u ciebie, a nie na odwrót.
- Nie będę płakać, 
- Ja raczej też nie mam zamiaru. To gdzie teraz? Jest 18.
- Jak to gdzie? Dalej na podbój świata. 
Śmieje się. To dobry dzień. 
Mam nadzieje że w tym dobrym dniu doczekam się jeszcze telefonu od Janka. Ja już dzwoniłam, minimum 10 razy, za żadnym nie odebrał, nie rozumiem dlaczego. Czy mu się coś stało? Czy dalej wszystko w porządku? Odganiam od siebie złe myśli. Wszystko jest w najlepszym porządku, musi być.  
                                                                 Janek 
- I jak? Co powiedziała? - telefon wybił mnie z rytmu - Janek, jesteś tam w ogóle? Rozmawiałeś z nią czy nie? Rozmawiałeś?
- A myślisz że jak bym kurwa rozmawiał to bym się nie odzywał? 
- Czyli nie rozmawiałeś.
- Czyli kurwa nie.
- Dlaczego?
- Co dlaczego? 
- Dlaczego z nią nie rozmawiałeś?
- A co cię to tak kurwa interesuje? Portal plotkarski zakładasz? W sfatke się bawisz?
- Janek nie pieprz takich smutków. Dlaczego z nią nie rozmawiałeś? Nie pojechałeś do niej?
- Pojechałem. Maciek zrozum ja nie jestem jej potrzebny. 
- Może ty jej nie, ale ona tobie tak. Pojechałeś i co cię zatrzymało? 
- Ona jest szczęśliwa, beze mnie i tak powinno być. 
- Możesz przestać chrzanić? Skup się wreszcie chociaż trochę na sobie. daj sobie trochę szczęścia. Pozwól sobie na to. 
- Nie masz pojęcia.
- Może i nie mam. Ale wiem, jedno nie spieprz tego stary. Ona jest dla ciebie zbyt ważna żebyś z niej zrezygnował. Nie spieprz tego. Kocha... - 
rozłączam się. Co to ma być? Nagle potrafi ci pomóc? Dzięki wielkie, pieprze twoją pomoc i twoje rady. Wujek, pierdolony dobra rada. 
Tak jest lepiej. Koniec, skończyło się.
Przechylam butelkę, gorzki płyn spływa do mojego żołądka. Przestałem bawić się w szklanki, przestałem się czymkolwiek bawić. Życie nie jest zabawą. 
                                                                 Blanka 
- Z tym kinem to był naprawdę dobry pomysł - przyznaję kiedy stoimy przed drzwiami galerii
- Bo mój - odpowiada Max - Dobrze że ci się podobało.
- To co teraz? 
- Dalej podbijamy świat. 
- Idziemy do clubu? 
- Ty? Do clubu? Serio? 
- Serio. Idziemy?
- Idziemy. 
Ruszamy w stronę clubu, jedynego clubu który odwiedziłam przez te dwa miesiące. 
- Ze mną to nigdy nie chciałaś chodzić, a tu proszę - skarży się Max 
- Ludzię się zmieniają.
- A żebyś wiedziała - mruknął 
Dotarliśmy po nie całym kwadransie. Jak na poniedziałek club był i tak w niezłym oblężeniu. Małe grupki stały tez na zewnątrz.
- Nie jestem pewny czy moje konto wytrzyma żeby pomieścić mój debet - szepnął uśmiechając się kiedy zobaczył wystrój wnętrza.
- Spokojnie, damy radę.
- My? 
- Ja mogę jeszcze wszystko odpracować na zmywaku. 
- Myślę że jednak mają tu zmywarki - parsknął śmiechem 
- A ja już chciałam się poświęcić.
- Trudno - staje przy jednym ze stanowisk barmanów - Co chcesz?
- Nie tu, chodź dalej - ciągnę go za rękę
- Dalej? 
- Dalej - potwierdzam - Cześć Derek - witam się z barmanem przy ostatnim stanowisku
- Cześć Blanka - odpowiada, Max patrzy na mnie nie pewnie - Co cię tu dzisiaj sprowadza? 
- Zabawa.
- Czyli to co ostatnio?
- To co ostatnio.
- Przecież ty nie pijesz - wtrąca Max
- Jasne że nie, Derek robi nieziemskie drinki bezalkoholowe - wyjaśniam - A właśnie, poznajcie się Derek to jest Max, Max to jest Derek. 
Mężczyźni wymieniają się uściskami dłoni. 
- To co dla ciebie? - pyta Derek
- Moijto alkoholowe - odpowiada mój przyjaciel   
- Już się robi.
 Max wyjmuje kartę kredytową. 
- O nie, gość dziewczyny szefa pije bez limitu - broni się Derek 
Dziewczyny szefa? Gromie go wzrokiem. Naprawdę, musiał to powiedzieć? 
- Ja pójdę do łazienki - Max wstaje i odchodzi 
- To nie jest twój nowy chłopak mam nadzieję? Miałaś taką minę. - mówi barman 
- Nie nowy, były. A miałam taką minę bo to ty go powiadomiłeś o moim nowym chłopaku. 
- Czyli z Jankiem wszystko w porządku? 
- Nie do końca. Widziałeś go?
- Był tu wczoraj, pił z Maćkiem, a dzisiaj przyszedł po parę butelek rano i więcej go nie widziałem.
- Butelek? 
- Wódka, whisky.
- Pije - stwierdzam 
- Kto pije? - pyta Max, zdążył wrócić 
- Nie ważne. Idziemy potańczyć? - wstaje
- Tak. - pociąga jeszcze łyk drinka - Naprawdę się zmieniłaś. 
Wchodzimy na parkiet, tańczymy powoli, delikatnie.
- Czyli masz chłopaka? 
- Jesteś zły?
- Ważne żebyś była szczęśliwa. Jesteś? 
- Jestem - przytulam się do niego - Przepraszam.
- Za co? 
- Że cię zostawiłam. 
- Zostawmy to dzisiaj. Jutro pogadamy. 
- Pewnie, jutro. Dziękuję. 
- Za co?
- Że przyjechałeś. 
- Wierzysz mi? 
- Oczywiście - przytula mnie mocniej
                                                                 *****
- Co za dzień! - opadam na kanapę, trzymając w ręce puszkę coli.
- Zadowolona? - pyta siadający obok mnie Max 
- Pomijając fakt że specjalnie nie wziąłeś mojego portfela to tak - robię nacisk na "Mojego"
- To dobrze. Spodobał mi się tekst tego barmana. 
- Dereka - prostuje - Jaki?
- "Gość dziewczyny szefa pije bez limitu" i ten nacisk na dziewczynę szefa - śmieje się - Ale możesz przekazać swojemu chłopakowi że mają nieziemskie drinki.
- Jankowi.
- Co?
- Janek, tak ma na imię.
- Dlaczego go nie poznałem? 
- Sama nie wiem. Czekał na ciebie razem ze mną, ale coś mu musiało wypaść, pewnie zadzwonili z hotelu. 
- Z hotelu? 
- Janek ma sieć hoteli, club, wytwórnię muzyczną i najpewniej jeszcze coś o czym nie wiem.
- To ile on ma lat?
- Tyle co ty.
- Serio? Jak on to zrobił? 
- Odziedziczył co nie co po dziadku, a resztę po prostu zdobył pracą - mówię, na wspomnienie ostatniego tygodnia i tego że z Jankiem widywaliśmy się dopiero po 22, czasem wcześniej.
- Nie źle ci się trafiło.
- Mówisz to tak jakbyś wiedział że lecę na jego kasę.
- Mała nie, no co ty nie chciałem żeby to tak zabrzmiało. Cieszę się że jesteś szczęśliwa. 
- Ja chyba też.
- Chyba? Coś nie tak?
- Wszystko w porządku, tylko po prostu nie wiem czy zasługuje na aż tyle. 
- Blanka znowu zaczynasz? Tłumaczyłem ci to już rok temu, zasługujesz jak każdy albo nawet bardziej od innych. Zapytaj Janka powie ci to samo. 
- On nie wie
- Nie powiedziałaś mu? 
- Nie, boję się że mi nie uwierzy.
- A ja? Ja ci nie uwierzyłem? 
- Masz rację, kiedyś mu to powiem. 
- Zawsze mam rację. 
- Chcesz powiedzieć mi to co miałeś zamiar od początku teraz czy jeszcze nie? 
- Nie, teraz już nie. Jest po 2 w nocy, ja jestem nie do końca trzeźwy, a tobie zbiera się na smutki i no jest jeszcze sprawa z twoim nowym chłopakiem muszę to przetrawić, więc idę spać - wstaje 
- Tak masz rację. Ja i moje smutki też chyba już pójdą spać. A co do mojego chłopaka miałeś nie być zły - przypominam
- Ale o zazdrości nie wspominałem. Dobranoc Blanka. - zamyka drzwi od łazienki
- Dobranoc Max - tyle tylko udaje mi się powiedzieć po jego wzmiance zazdrości. 
Co za dzień. 
                                                          Janek 
- Niech to się zdarzy jeszcze razy, a pożałujesz ty plugawa wieśniaczko! - krzyk dociera do uszu małego chłopca, leżącego na łóżku
- Co ja takiego zrobiłam? Wyszłam tylko na lunch z dzieckiem, z małym dzieckiem. Ja się ciebie nie pytam gdzie znikasz na całe noce - to był błąd, duży błąd. Kobieta nie powinna tego mówić. 
- Niech cię to ni chuja nie interesuje, takie dziwki jak ty nie powinny mieć prawa głosu, słyszysz?! Zamilcz! - słychać krzyk bólu i płacz kobiety - Nie waż się zasłaniać dzieciakiem! Ty dziwko! Powinnaś się nareszcie zamknąć i robić czego oczekuj - kolejny krzyk, kobieta błagam żeby przestał to jednak nic nie daję. 
Kobieta na drugi dzień chodzi w okularach słonecznych pomimo tego że na zewnątrz pada deszcz. Wszyscy wiedzą co się dzieje, wszyscy, nawet ten mały chłopczyk. 
Janke na wspomnienie dopije kolejną już butelkę tego dnia. 
Mama nie zasługiwała na takie traktowanie, nigdy nic złego nie zrobiła. Po prostu kochała, tylko tyle. 
W jego wyobraźni widnieje Blanka, pogodna, szczęśliwa, nie może się to zmienić, nie przez niego, muszą być oddzielenie. 
                                                           Blanka 
- Roczna przerwa nie zaszkodziła? - pyta Max oparty o drzwi kuchni. Przygląda mi się jak maluje
- O wstałeś! - wymyka mi się na jego widok
- Jak się napije, nawet trochę to naprawdę długo śpie.
- Zauważyłam, spałeś ponad 12 godzin, dochodzi 15.
- No to zamiast śniadanie muszę już zjeść obiad. A ty już coś jadłaś? - pyta z kuchni 
- Nie. Jak możesz zrób mi kawy - proszę
- Już się robi mała. Idziemy na miasto coś zjeść? 
- Wolę w domu.
- To co pizza? 
- Może być. Ulotka wisi na drzwiach lodówki.
- Właśnie widzę, tą co zawsze?
- Pamiętasz jaką lubię pizze?.
- Takich informacji się nie zapomina - pojawia się w salonie z telefonem - Czyli to co zwykle?
- Jasne.  
                                                           *****
- Całkowicie inaczej to sobie wyobrażałam - przyznaję gryząc kawałek pizzy 
- Co ?
- Twój przyjazd. Nie wiem, że nie będziemy się za wiele odzywać. Przyjedziesz i wyjedziesz. Nic się nie zmieni. Trudno mi to opisać.
- A jednak jest inaczej. O wiele lepiej od twoich wyobrażeń. 
- Lepiej - przyznaję
- Pojechałem za tobą.
- Słucham? - O czym on mówi? 
- Pojechałem za tobą na lotnisko, w dniu twojego wylotu i moich urodzin. 
- Jak się dowiedziałeś?
- Lena wróciła do domu i powiedziała "Przepraszam", płakała. Wybiegłem przed dom, gdzie stała jeszcze taksówka, zapytałem skąd jedzie i kazałem się tam zawieść. Szukałem cię, ale nie znalazłem. Wróciłem do domu kiedy impreza była już rozkręcona na całego i nie zrobiłem nic innego jak tylko się upiłem, byłem tak uchlany, że na drugi dzień nic nie pamiętałem, kompletnie nic. Twojego wyjazdu, nic. I zadzwoniłem do ciebie żeby się zapytać jak się bawiłaś, nie odbierałaś. Poszedłem zapytać Leny co się stało i znowu zaczęła płakać. Zeszedłem na dół i mama zapytała jak się czuje ze świadomością że ciebie nie ma. Nie uwierzyłem. Pobiegłem do twojego mieszkania, później do biblioteki, każdej kawiarni i atelier w mieście w nadziei że cię znajdę, a tu nic. Trzasnąłem po powrocie drzwiami od mojego pokoju i wszystko mi się przypomniało. Dziwne, ale jednak. Poczułem się jak gówniarz, zranione dziecko, zabawka którą się pobawiłaś i zostawiłaś. Nie przerywaj - chciałam zaprotestować - Lena mnie pocieszała, ale ja nie zwracałem na to uwagi, zacząłem co raz więcej grać na perkusji, chodzić na imprezy, wagary. Moja siostra mówiła mi gdzie się właśnie przeprowadzasz co ci nie poszło, albo że tęsknisz. Zawsze myślałem "Dobrze jej tak". Ja cię kochałem Blanka, naprawdę kochałem. Nie rozumiałem jak mogłaś. Nie pozwalałem sobie wytłumaczyć, pomóc. Lena przyszła i pewnego dnia i powiedziała że nie malujesz, pomyślałem "Dlaczego?", ale później "To nie moja sprawa ona tak chciała, sama zdecydowała". Zeszedłem do garażu, otworzyłem drzwi i zacząłem grać razem z padającym deszczem. W ten dzień poznałem Caitlin, naprawdę mi pomogła. Ona do mnie dotarła, wyciągnęła z bagna w jakim siedziałem.
- Przeze mnie - powiedziałam
- Nie. Przez siebie samego, gdybym od razu porozmawiał z Leną, albo zrobił to z tobą kiedy byłaś gotowa, nic by mi nie było. Dopiero Caitlin mi wytłumaczyła że tobie też nie jest łatwo, że też mnie kochałaś, prawda?
- Prawda.
- Żałowałem że nie chciałem z tobą rozmawiać. Ja cię zostawiłem i kiedy to sobie uświadomiłem poczułem się totalnym skurwielem. Nie miałem odwagi żeby zadzwonić, nie umiałem. Caitlin spędziła ze mną naprawdę dużo czasu, pomagając i tłumacząc. A to że wtedy zabrałem telefon Lenie, to nie był przypadek ona mi to podpowiedziała i naprawdę nie wiesz jak się uwierzyłem kiedy krzyknęłaś moje imię, wiedziałem już że muszę do ciebie przyjechać i powiedzieć ci jak bardzo żałuję tego co zrobiłem, a raczej czego nie zrobiłem i jak bardzo mi ciebie brakowało. 
- Twoja dziewczyna nie miała nic przeciwko żebyś tu przyjechał? 
- Skąd wiesz? 
- Mówiłeś jej imię przez sen, a kiedy teraz o niej powiedziałeś już wiedziałam. Cieszę się że jesteś szczęśliwy. 
- Ja też. Nie miała, chciała żebym ci to wyjaśnił żebym się lepiej poczuł. Ona mnie kocha, tak samo jak ty kiedyś. 
- Ty ją też. Max ja cię dalej kocham, tylko jak brata, przyjaciela. 
- Wiem, ja ciebie też. Przepraszam za to że się nie odzywałem. 
- Ja ciebie też. 
- Za co?
- Że cię zostawiłam. 
- To nie była twoja wina, teraz już to wiem i rozumiem. Nie twoja wina. - przytula mnie, mocna ja jego również - Blanka dlaczego płaczesz? - odsuwa mnie od siebie kiedy słyszy że zaciągam nosem 
- Ze szczęścia. Że przyjechałeś. Jesteś kimś ważnym w moim życiu, nie chciałam więcej cię nie zobaczyć, albo nie usłyszeć. 
- Ja miałem tak samo. Też się cieszę że tu jestem i że wszystko jasne. Już cię więcej nie zostawię - przyciąga mnie i znowu przytula - Zawsze będę blisko.
- Ja też. Ma bardzo ładne imię. Caitlin, ładnie. Chyba jestem zazdrosna.
- Ja o ciebie też, zawsze będę. Ale to dobrze że oboje mamy kogoś kto nas kocha, tak jest dobrze.
- Kocham cię Max, jak brata - zapewniam. 
- Kocham cię Blanka, jak siostrę - zapewnia.
Nasze słowa są prawdziwe, szczera, zero kłamstw i unikania. Przytulamy się. Dobrze że wszystko mamy wyjaśnione. Cieszę się. Nareszcie się ułożyło. 

2 komentarze:

  1. Świetny blog, czemu już nie piszesz ? :( ... Mam nadzieję, że jednak wrócisz do opowiadania...

    OdpowiedzUsuń