Rozdział 21
Blanka
- Niebywała piękność! - Magda zaczyna starania o najwyższą cenę, aby podkreślić swoje słowa obkręca mnie - Blanka! Młoda, in...
- 10 tysięcy - przerywa młody mężczyzna, nie Janek
- Mamy 10 ty...
- 15 tysięcy - Magda znowu nie kończy, tym razem to starszy człowiek po 50
- 20 tysięcy - następna propozycja pada z ust Iana
- 50 - Janek
- Ma... - znowu Magda próbuje zabrać głos
- 65 tysięcy - osoba która to powiedziała z tego co wiem jest 6 najbogatszym człowiekiem w kraju
- 80 tysięcy - znowu ten młody i przystojny mężczyzna co na początku
- 85 - to nowa nie znana mi twarz to wypowiedziała
- 90 - kolejna nowa twarz
- 95 tysięcy - Ian z uśmiechem proponuje cenę, oczywiste jest to że robi to tylko po to by podgrzać atmosferę.
- 100 tysięcy - teraz mówi to aktor dość znany tego roku
- 110 tysięcy - znowu ktoś nowy
- 115 - kolejna nowa osoba
- Blanka nie ukrywam ale wiedziałam że tak będzie. - szepcze Magda, trzymając mnie za rękę, jestem pewna że gdyby tego nie robiła upadła bym - Możesz mi powiedzieć z kim przyszłaś? - pyta
- Lenart, Jan Lenart - odpowiadam
- To możesz być pewna że to z nim dzisiaj zatańczysz - zapewnia cichutko Magda. Coś nie jestem taka pewna.
Przez tą chwilę w której razem z Magdaleną zajęliśmy się rozmową, cena wzrosła do 160 tysięcy. Z tego co widzę w licytacji zostało czterech mężczyzn, nie licząc Iana. Janek, aktor, ten który pierwszy wywołał propozycje i ten którego propozycję słyszałam ostatnią.
Ciężko mi się oddycha, jestem bardzo zdenerwowana.
- 200 tysięcy - Janek upija łyk szampana,
Wycofuje się aktor.
- 220 tysięcy - kolejna propozycja od młodego i przystojnego
- To Pablo - szepcze Magda - Jest bogaty ale nie aż tak jak Janek.
Wycofuje się nie znajomy.
- 250 tysięcy - odzywa się Ian z uśmiechem, na co Janek gromi go wzrokiem.
- 260 tysięcy - Pablo podbija cenę
- 270 tysięcy - Ian znowu się bawi, tym razem podbijając cenę
- 280 tysięcy - Pablo nie daje za wygraną
Patrzę na Janka, on spokojnie pije już drugi kieliszek szampana
- 280 tysięcy po raz pierwszy! - krzyczy Magda - A jednak się pomyliłam - szepcze w moją strone - 280 tysięcy po raz drugi! - Ian patrzy na Janka ze zdziwieniem - 280 tysię...
- 350 tysięcy! - krzyczy Janek odstawiając kieliszek
Pablo kręci ze zrezygnowaniem głową, on nie da więcej, nikt już nie przebije Janka.
- 350 tysięcy po raz pierwszy! 350 tysięcy po raz drugi! I tak proszę państwa mamy rekord, 350 tysięcy po raz trzeci! Sprzedane!
Gromkie oklaski rozbrzmiewają w całej sali balowej.
- Dziękuję - mówi cicho Magda - idź na dół, zejdź po tamtych schodkach, pan Lenart już czeka - popycha mnie delikatnie w stronę schodów, to prawda Janek już czeka.
Janek
Musiałem to zrobić, nie chce ze mną rozmawiać jakoś musiałem temu zaradzić.
Czekam na nią, lecz po jej minie widzę że nie jest zadowolona. Wyciągam przed siebie rękę, aby pomóc jej zejść. Podaje mi swoją, powoli schodzi uważając na siebie. Kiedy już stoi blisko mnie, przyciągam ją do siebie i obejmuje czule, ustawiając się w pozie do walca.
- Przesadziłeś - mówi Blanka
- Nie dali mi wyboru, ty nie dałaś mi wyboru - wyznaje
- Jak ja? - pyta zdziwiona
- Nie chcesz ze mną rozmawiać - wyjaśniam
- A masz mi coś dobrego do powiedzenia? Normalnego?
- Zerwałem z Angelą.
- Co zrobiłeś?
- Spieprzyłem sobie kontrakt z jej ojcem. Blanka koniec, nie ma drugiej. Wszystko jej wytłumaczyłem. Przyznałem się.
- Co za dorosłość. Brawo, dojrzałeś - kpi
- Blanka, proszę cię. Ja nie wiem jak to powiedzieć.... - zaciąłem się
- A co chcesz mi powiedzieć? - pyta zrezygnowana, zmęczona
- Chcę żebyś ze mną była, potrzebuję cię - mówię cicho
- Janek ja nie wiem czy to dobry pomysł, to, my to dwa różne światy, nie wiem co... to nie najlepszy pomysł, my - wykręca się, chodź wiem doskonale że tego nie chce
- Zamknij się - protestuje
- Co? - pyta zdezorientowana, zaskoczona
- Zamknij się i odpowiedz mi na jedno pytanie - rozkazuje - Kłamałaś w samochodzie?
- Nie, oczywiście że nie - wyznaje cicho z rumieńcem na twarzy
- To mamy jasność. Mi na tobie zależy, a tobie na mnie.
- Ale ja myślałam...
Pochylam się nad nią wyginając jej ciało w łuk i całuje delikatnie, zamykając jej usta by nic więcej nie powiedziała, by tego wszystkiego nie zepsuła, ja albo ona. Odwzajemnia mój gest.
Kiedy wracamy do pozycji stojącej, na jej twarzy widnieje uśmiech, a ludzie w oku klaszczą. Obkręcam Blanke delikatnie, tak że wpada w moje ramiona.
- Ja też cię potrzebuję - wyznaje cicho oplatając moje ręce mocniej w oku swojej tali.
- Chodźmy się czegoś napić - proszę ciągnąc ją za rękę
Licytacje trwają, lecz żaden taniec nie uzyskuje tak wielkiej ceny jak ten z Blanką i żaden nie uzyska. Nie ma tak bardzo wyjątkowej drugiej osoby, jak ona, a to ja mam zaszczyt trzymać ją w ramionach.
Blanka
Co za cudowny wieczór! Jest pięknie, lepiej niż wydawało mi się że będzie.
Z mojej komórki dobiega dźwięk przychodzącego połączenia. Mama. Muszę odebrać, nie mam wyboru. Odchodzę by lepiej słyszeć.
- Co słychać? - pyta bez słowa powitania, ale z irytacją w głosie
- Darujmy sobie te czułości - odpowiadam cierpko - Co chcesz usłyszeć?
- Może trochę milej droga panno. Należy mi się choć odrobina szacunku i wdzięczności za to co robię.
- Tylko co ty takiego robisz, mamusiu?
- Wydaję na ciebie moje ciężko zarobione pieniądze.
- Praca, praca i praca. Czy ty się w końcu zainteresujesz rodziną? Chociaż odrobinę bardziej niż masz i miałaś to w zwyczaju.
- Doskonale obie wiemy że to co się stało to nie moja wina! - krzyczy a ja wychodzę z budynku - To przez ciebie nie mamy pełnej, normalnej rodziny! Więc teraz głupia gówniaro powiedz mi czy wszystko dobrze.
- A nawet jak by było źle to co byś zrobiła? Nic. Twoim priorytetem jest uprzykrzanie mi życia. Zero pomocy! Ale masz rację to moja wina i żyje ze świadomością tego już 6 lat. I dla twojej wiadomości jest zajebiście, jak zwykle cholernie doskonale! - rzucam telefonem o ulicę, aż roztrzaskuje się w drobny mak, przez co zwracam na siebie uwagę innych ludzi stojących na zewnątrz.
Klękam i zbieram wszystkie resztki drżącymi z nerwów rękoma. Wszystko wraca. Obrazy są bezlitosne.
- Zostaw - nakazuje czule Janek, podnosząc mnie do góry, owija mnie w swoją marynarkę - To może się jeszcze przydać - kuca i podnosi kartę
- Jedźmy do domu - proszę - Ja chciałabym wrócić.
- Już, zabieram cię stąd, zadzwonię tylko po taksówkę, chwileczkę - wyjmuje telefon i dzwoni po samochód - Gdzie chcesz jechać? Do domu, czy do mnie? - pyta
- Do ciebie - odpowiadam śmiało. Nie mogę zostać teraz sama nie chce - Jeśli mogę
- Oczywiście. Blanka spokojnie, już jestem, wszystko dobrze, nie denerwuj się. - pociesza mnie i mocniej przytula - Damy sobie ze wszystkim razem radę - zapewnia. W to akurat wątpię, ale przytulam się do niego mocniej i całuje, puki nie podjedzie taksówka.
Janek
Coś się stało, ale jeśli nie chce powiedzieć nie będę wyciągać z niej informacji siłą.
Patrzę jak spokojnie siedzi wtulona w moje ramię, na tylnym siedzeniu taksówki.
Wracamy z jej mieszkania, po tym jak Blanka zabrała kilka swoich najpotrzebniejszych rzeczy.
- Naprawdę świetnie tańczysz - chwali mnie szeptem
- Wszystko zależy od tego z kim się tańczy - uśmiecham się a ona robi to samo
- Fakt. Licytowałeś się wcześniej o jakiś taniec? - pyta
- Nie raz - odpowiadam. Patrzy na mnie mrużąc oczy, tak że robią jej się delikatne zmarszczki na czole - Zazdrosna? - całuje ją właśnie w czoło
- Troszeczkę - przyznaje
- Podobało ci się? - pytam
- Tak. Było intrygująco. Spodziewałam się czegoś innego.
- Innego?
- Mniej przyjaznej atmosfery, wrogiego nastawienia.
- Do ciebie? Wrogiego nastawienia?
- Chodzi o to że jestem młodsza i byłam tam pierwszy raz.
- Tak naprawdę to straszne - kpie - Po za tym jak na pierwszy raz pobiłaś rekord całej akcji, więc powinnaś być z siebie dumna, ja jestem.
- Ty pobiłeś - zauważa
- Gdyby nie ty to nic by z tego nie było - całuje ja przelotnie, bo nasza taksówka już się zatrzymała. Wychodzę pierwsza by podać jej rękę i zabrać jej plecak
- Zmęczona? - stoimy w windzie oczekując aż dojedziemy na moje piętro
- Nie balem.
- Mogę wiedzieć kto dzwonił? - wchodzimy do domu
Kręci w odpowiedzi głową
- Ok, nie było pytania.
- Kiedyś Ci opowiem.
- Kiedyś wysłucham. Chcesz coś do picia?
- Masz mleko?
Kiwam głową
- Mam też kakao.
- Ja tylko wezmę prysznic i wracam.
- Zaczekam.
Przebieram się w luźne spodnie, pozbywając się garnitura, po czym robię jej i sobie kakao. Wyjmuje dodatkowo jakieś ciastka i siadam oczekując aż wróci.
Nie więcej niż 10 minut później stoi ubrana w piżame, tylko nie zwykłą piżame.
- Masz piżame w misie? - pytam z uśmiechem
- To moja ulubiona - mówi jak mały dzieciak, wychodzi jej to bardzo słodko - Brzydko wyglądam? - obkręca się
- Ty we wszystki wyglądasz pięknie.
- Nawet jakbym przebrała się za Kaczora Donalda? - podchodzi bliżej
- Nawet gdybyś była Kaczorem Donaldem - sadzam ją na swoich ramionach i delektuje smakiem jej ust.
- Idę spać - oznajmia kiedy dopija kakao
- Połóż się u mnie w sypialni tam jest najwygodniejsze łóżko.
- A ty?
- A ja muszę jeszcze chwilę popracować.
- O tej porze?
- Nawet o tej porze - daje jej całusa - Idź, jesteś zmęczona.
Odchodzi w swojej pidżamce w misie, wygląda tak beztrosko.
*****
Budzi mnie krzyk, przepełniony udręką, tylko że to nie ja go wydaję. Podrywam się z kanapy na której usunąłem z laptopem, i szybko biegnę w stronę mojej sypialni. Blanka wydaje z siebie kolejny krzyk. Docieram do pokoju i zapalam światło. Widok który mam przed sobą unieruchamia mnie.
Blanka płacze przez sen, rzuca się po łóżku i pomiędzy przeraźliwym krzykiem wypowiada jedno słowo "NIE" . Gwałtownie odrzuca głowę w tył uderzając nią o poręcz łóżka, nie budzi się pomimo bólu jaki sobie zadała. Koszmar pochłonął ją całkowicie.
- Blanka! - wołam, próbując ją obudzić - Blanka! No już obudź się! - nie reaguje. Łapie ją za rękę kiedy znajduje się już blisko niej - Obudź się! Wracaj do mnie! Blanka!
Otwiera oczy, zabiera rękę, odtraca mnie i biegnie do łazienki, ciągle płacząc. Wszystko dzieje się tak szybko, że nie zdążam zareagować przed zamknięciem drzwi do łazienki. Idę od strony korytarza, tak dokładnie, ta łazienka ma dwa wejścia, łapie za klamkę z nadzieją że jeszcze ich nie zamknęła, a jednak już to zrobiła. Wale w drzwi, prosząc by je otworzyła, nic.
Co tu się kurwa dzieje? Najpierw telefon po którym dygocze ze zdenerwowania, a teraz ten pieprzony koszmar. O co chodzi?
Słyszę wodę lejącą się ze słuchawki prysznica, to dobrze, bierze prysznic. STOP. A może właśnie robi to tylko po to żeby coś zagłuszyć.
Ja pierdole! Jeśli zaraz nie znajdę się blisko niej zwariuje.
Odsuwam się parę kroków od drzwi po czym uderzam je barkiem wyłamując zamek, tania chińszczyzna.
Uderza mnie fala zimna, a nie ciepła tak jak zakładałem.
- Ja nie chciałam, nie chciałam, nie chciałam - powtarza Blanka płacząc i chowając twarz w dłoniach. Siedzi w ubraniu, zkulona w brodziku prysznica, nie zważając na to że woda smaga ją po całym ciele - Ja nie chciałam ich stracić, nie chciałam żeby to się tak skończyło! To wszystko moja wina!
- Chodź Blanka - proszę - Wyjdź stamtąd - nie reaguje
- Nie chciałam - nalega, nie ruszając się
Zamaszystym ruchem odsuwam ściany kabiny prysznicowej.
- Kurwa jakie zimne! - wymyka mi się kiedy woda na mnie spada, podnosi swoją piękna zamoczona twarz i patrzy na mnie - Chodź Blanka - proszę i zakręcam wodę. Nie reaguje, jest mi przykro kiedy widzę ją w takim stanie - Jeśli nie chcesz sama - wkładam rękę pod jej kolana drugą kieruje na jej krzyż i podnoszę ją delikatnie
- Przepraszam - szepcze tuląc się do mnie i ciągle płacząc.
- Cichutko, już wszystko dobrze - zapewniam
- Będziesz mokry - odchyla się ode mnie
- Już jestem. Musisz się przebrać. - zabieram ręczniki z półki i dwie moje bluzki po drodze z powrotem do sypialni - Nie płacz - proszę
- Ja... ten koszmar znowu wrócił i to musiało być tutaj, u ciebie. Tak bardzo mi wstyd.
Całuje ja po twarzy zbierając łzy.
- Blanka spokojnie, wszystko dobrze. To sen, to był tylko zły sen.
Siadam na łóżku sadzając ją sobie na kolanach. Wycieram jej włosy i szyję.
- Chcesz się przebrać sama?
- Zostań - prosi
- Jesteś pewna? - mam wielką ochotę z nią zostać, ale nie chce jej do niczego zmuszać
- Pokazałam ci się w sposób, w który nigdy nie chciałam żebyś zobaczył, nie mam już nic do ukrycia - jestem zdziwiony jej śmiałości.
Zdejmuje z niej koszulkę i nim nałożę drugą całuje jej szyję.
- Nie wstydź się siebie - kolejne muśniecie - Swoich uczuć - jeszcze jedno - Uwierz w siebie - zakładam jej swoją bluzkę, chcę więcej ale muszę się powstrzymać.
- Za duża - unosi ręce i pokazuje o ile - Ale od dzisiaj moja ulubiona - wtula się w moją szyję
- Moja też. Mamy mokre spodnie. Wstawaj i zdejmuj je, nie chce żebyś była chora, ja idę do łazienki, za chwilę wrócę. Czekaj. Nie płacz.
- Nigdzie się nie ruszę - obiecuje mi i wstaje - Przepraszam.
Puszczam to mimo uszu.
Wiem że musimy to sobie wyjaśnić, tylko ona musi chcieć mi powiedzieć.
Blanka
Opadam na podłogę po tym jak zdejmuje już spodnie. Koszulka Janka jest długa, sięga do połowy mojego uda.
Musiałam się przebrać po tym jak weszłam w ubraniu pod prysznic. Zawsze wchodzę pod zimną wodę kiedy przyśni mi się koszmar, on się kończy a myśli i obrazy pozostają. Lodowata woda zadaje ból więc wybija mi z głowy te straszne wspomnienia, których tak bardzo nie chce pamiętać.
Mimo moich starań pojedyncza łza spływa po poliku.
Tak bardzo nie chciałam by przydarzyło mi się to przy nim. Jeśli dowie się prawdy może mnie zostawić, jestem na to przygotowana. Wiem że muszę mu powiedzieć, ale nie jestem jeszcze na to gotowa.
- Miałaś nie płakać - upomina mnie, kucający przede mną Janek
- To tylko jedna łza, Jasiek - wzdryga się delikatnie kiedy mówię zdrobnienie jego imienia
- O jedną za dużo - całuje mój policzek - Idziemy spać jest późno - ciągnie mnie za rękę
- Kiedyś Ci wszystko wytłumaczę, wszystko, obiecuje - mówię przytulona do jego piersi
- Nie martw się tym teraz - odgarnia mi włosy z twarzy - Razem damy sobie radę.
- Tak się cieszę że jesteś, ze mną, że mogę tu z tobą być. Że mnie dzisiaj wyciągnąłeś z tego koszmaru.
- Zawsze już będę z tobą, nie pozbędziesz się mnie.
- Nie mam na to ochoty.
- Nie chcę żebyś miała. Śpij. Jutro zabiorę cię w ciekawe miejsce.
- Gdzie?
- Niespodzianka, śpij.
Odpływam w jego ramionach.
Moim marzeniem jest teraz budzić i zasypiać się obok niego, obok Janka.
Wow! No to teraz czekam na ciag dalszy!
OdpowiedzUsuń